Jump to content
Dogomania

bukowa

Members
  • Posts

    4763
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by bukowa

  1. poproszę 6 szt. nr 1 i wysyłkę paczkomatem
  2. poproszę nr 71 - 2 szt., 75, 76, 82, 113, 114
  3. Szczęśliwego Nowego Roku życzy wszystkim Nunusiek z Beskidów
  4. jakby lepiej, dziękuję smycz 3 m, mocna, bo Nuna ma tendencje do jej gryzienia, już mi 2 cieniutkie przegryzła
  5. Nie jestem niestety mistrzem fotek, na spacerach jestem bardzo skupiona na psie. Tutaj w spacer w lesie. To poruszone to Zoka, która ma ADHD i nie da się jej zrobić fotki bez ruchu. Jakość nędzna, bo ifotos.pl mi mocno obcina. Nie wiem, jak inaczej mam wstawiać fotki.
  6. Jest już u nas 2 tygodnie i widać, że się zadomowiła. Ma ustaloną rutynę w tygodniu, a w weekend wyjazd na wieś. Tam jest bardzo wyluzowana, spokojnie chodzi na spacery, zaliczyła pierwszą górską wędrówkę, na razie krótką, ale spisała się znakomicie. Chodzi na pasie do dogtrekkingu, więc jest bezpieczna (pas mam jeszcze po Unie). Jest typem wąchacza, wszystko musi poniuniać, aż chwilami zapada się w trawę z zaangażowania. W mieście pracujemy nad spacerami po ulicach, mamy duże postępy, aczkolwiek nadal boi się dużych i głośnych aut przejeżdżających tuż obok. Na razie wybieram spokojne ulice i tylko raniutko, kiedy ruch uliczny jest niewielki. Po pracy wyjeżdżamy na dłuższe spacery poza miastem i tam jest raj dla niej. Wczoraj w zamkniętych ogródkach po raz pierwszy puściłam ją luzem, ale ze smyczą przypiętą do szelek, więc wybiegała się po kokardki. Bardzo ładnie przybiega na zawołanie, tak 4 na 5 natychmiast. Biega za aportem i widać jaka jest szczęśliwa i uśmiechnięta. Zdecydowanie nie pracuje na smaczki, ale na pochwały. Wpadki czystościowe się zdarzają, ale nie jest to jakoś szczególnie uciążliwe. Ćwiczymy dwie pierwsze komendy "na miejsce" i "zejdź" i nawet jakoś jej to wychodzi. Z jedzeniem jest dziwnie, potrafi jeść tylko miękkie, nie lubi ryb i twardych smaczków. Jest dość ciapowata, potrafi się przewrócić, potknąć o własne nogi, czasami bez problemu wskoczy na fotel, a czasami odpadnie, bo chyba źle wyliczy odległość. Jest naprawdę kochana i przymilna, ale cały czas trzeba ją dowartościowywać, jaka jest dzielna i wspaniała, bo jej poczucie pewności i wartości własnej jest zerowe. I tak sobie spokojnie idziemy małymi kroczkami do przodu.
  7. Powolutku robimy drobne postępy. Wczoraj po przyjściu z pracy było w domu czyściutko. Po natychmiastowym wyjściu na oswojony trawnik, sukces:) Dzisiaj rano po nocy szybkie wyjście na trawnik i znowu sukces! Tak więc wydaje mi się, że problemem jest stres spowodowany hałasem ulicznym, a nie brak kontroli czystości. Na długich spacerach w miejscach odludnych, na które jedziemy samochodem (wejście do samochodu tylko na rękach), wąchanie, wąchanie i wąchanie. Nadal panika na głośne dźwięki, ale jakby mniejsza. W panice gryzie smycz i muszę jej kupić zdecydowanie mocniejszą, bo dwie już naruszyła dość mocno. Jedną nawet przegryzła, ale wychodzi na dwóch smyczach przypiętych do szelek i obroży, więc jak na razie nie było zagrożenia. Już wie którędy do domu z trawnika i bezbłędnie biegnie do drzwi wejściowych do klatki schodowej. Bardzo fajnie szuka w macie węchowej i pilnie wylizuje konga. Co prawda jest dla niej za głęboki, chociaż kupiłam jej rozmiar S dla szczeniaka (6 cm). Poszukam trochę mniejszego. Poza tym uczymy się siebie nawzajem, jakie lubi smaczki, jak lubi się bawić, jak się wycisza itd. Jest kochana i milutka, chociaż potrafi być namolna w swojej potrzebie bycia akceptowaną i mizianą. Dziękuję za wszystkie podpowiedzi i uwagi, wszystkie są dla mnie ważne i cenne.
  8. Imię zostało. Pan próbuje przekupstwa, ale musimy dać jej czas. Ja też nie lubię flexi, w którymś momencie ją wycofam. Na razie chcę, żeby poczuła się pewniej i swobodniej poza domem.
  9. Dla mnie problemem nie jest zachowanie czystości, tylko ten paniczny lęk przed światem. W domu z ogródkiem na wsi nie było w zasadzie problemu, trzeba było tylko pamiętać o częstym jej wypuszczaniu. Mam wrażenie, że pojawiają się pierwsze drobne postępy. Wczoraj byliśmy na długim spacerze w ogródkach działkowych, o tej porze roku bezludnych i wymarłych. Nuna super kroczyła do przodu, a nawet odrobinę podbiegała, pięknie wszystko wąchała, wykonała wszystkie potrzeby. Na razie zmieniłam jej smycz na flexi i wydaje mi się, że czuje się odrobinę swobodniejsza. Ja nie jestem zwolenniczką takich smyczy, ale jak rezultatem jest większe poczucie wolności, to na razie niech będzie. W domu ładnie się bawiła sznureczkiem. Reaguje na każde zawołanie imienia, aczkolwiek jest ciągle przy mnie, drepcze krok w krok i domaga się ciągłego miziania. Do męża jest zdystansowana. Kradnie moje ubrania i nosi na swoje miejsce :) Już nie je całej miski na raz, rozkłada sobie na raty. Przesypia całą noc wtulona we mnie w łóżku. Po wstaniu natychmiast biegnie na matę i sika. Po moim przyjściu z pracy cieszy się całą sobą, aż podskakuje.
  10. Pół roku brzmi naprawdę dobrze. Nie oczekuję szybkich rezultatów, to może być pół roku, ale równie dobrze może być dużo dużo więcej.
  11. Planujemy wspólne spacery z Zoką w ustronnych miejscach, z dala od miejskiego zgiełku. Tym niemniej nie oczekuję szybkich postępów, raczej będą to malutkie kroczki. W domu matujemy, a Nuna naprawdę stara się utrafić na podkład. To tak, jakbym miała kota, waga i wielkość zbliżona. Zobaczę, jak szybkie będą postępy w temacie czystości, być może rozważę kuwetowanie.
  12. Fotka tylko taka słaba, bo nie miałam głowy do focenia. Poprawię się, jak tylko odrobinę ogarnę sytuację. Zoka i Nuna walczą na kanapach o szczątki pluszowego misia.
  13. Jesteśmy po jednym dniu spędzonym samotnie (piątek, 6 godzin) i po weekendzie na wsi. Jak na razie nie ma zniszczeń, a maty zapełnione potrzebami. Wirujący ogonek i dupcia na mój widok. Wejście do auta na rękach, jak na razie nie ma opcji, żeby sama weszła do wnętrza potwora. W podróży przytulona i spokojna, bez oznak choroby lokomocyjnej. Na miejscu zwiedzanie i towarzystwo Zoki (suni syna). W czasie jedzenia wymiana misek, jak na razie nie broni swojej michy. Potrzeby w zasadzie wykonane na zewnątrz domu, albo w ogródku, albo na spacerze na zewnątrz, oczywiście na smyczy. Generalnie, jest jej wszystko jedno gdzie przykucnie, byle by był spokój i cisza. Jak cokolwiek zachwieje równowagą w przestrzeni (obcy, auto, hałas spadającego śniegu z dachu), to histeria i paniczna ucieczka na oślep. Najgorsze są jadące auta, strach jest tak ogromny, że pomaga tylko wzięcie na ręce i przytulenie. Dźwięki wydawane przez auta są dla niej nie do przeżycia. Woli kobiety, z synową i moją mamą akceptacja. Z mężczyznami jest zdecydowanie gorzej, zwłaszcza jeśli są to mężczyźni ekspresyjni. Widok kija lub czegoś podobnego w ręku powoduje paniczną ucieczkę na oślep. Dzieci ją trochę przerażają, chociaż dała się pogłaskać. Jest to strachulec na maksa, ale nie wiadomo, czy nie wynika to z jej poprzedniego życia i przeżyć. Z Zoką przepychanki i zapasy, ale potrafi jasno wyrazić sprzeciw. Nie słyszałam jeszcze jej szczekania, tylko warkocik i piszczenie. Po powrocie do domu wyluzowała, wzięła misia i zaczęła się nim bawić zachęcając mnie do udziału. Bardzo ładnie biega za rzucanym misiem i go przynosi. Spacery po miejskim podwórku nadal przygniatające, ale pracujemy nad tym i przyzwyczajamy. Za mną chodzi krok w krok, muszę bardzo uważać, żeby jej nie podeptać. Dzisiaj niestety spędza sama 8 godzin i tak będzie cały tydzień. Nie wiem, co zastanę po powrocie.
  14. Na szczęście jest bardzo uległa, kompletny brak agresji i bojowości. Z uwagi na kieszonkowe wymiary, w każdej chwili można ją wziąć na ręce. Na widok smyczy na razie ucieka, ale jak już jest przypięta, to idzie. Byłam też z nią na takim dzikim wybiegu poza miastem. Ładnie wąchała, szła swobodnie, ale zwieracze nie puściły. Tak jakby spacer nie kojarzył się z toaletą. U Anecik załatwiała się w większości w ogródku, bez smyczy, w towarzystwie innych psiaków. Powoli będziemy uczyć. Na razie najważniejsze to oswojenie z nowymi miejscami i miastem. No i zobaczymy, co i jak będzie po powrocie z pracy.
×
×
  • Create New...