Jump to content
Dogomania

seikeit

Members
  • Posts

    35
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by seikeit

  1. ...widzisz Pani mądralińska...pierwszy błąd....sadzenie drzewek to efekt wprawy porównywalny z hodowaniem psiaków...im dłużej, im z większą pasją i dbałościa, tym lepszy efekt...jednak zakup gatunku np drzewka...to już nie wiedza internetowa, a udokumentowane pochodzenie rośliny...(strefowość) pomijając to, możesz sadzić jak tylko umiesz najlepiej a nic z tego nie wyjdzie....natomiast co do pomocy psiaczkom, to temat rozwojowy....coś z tego wyjdzie...bloga założe...
  2. ...jeszcze raz napiszę...niewiedza kosztuje.....zapłaciłem za nią ( nie o kase mi tu chodzi )...zapłacił mój pies...MÓJ PRZYPOMNE...krzywdę wyrządził mu nie kupujący ( nawet jeżeli głupi bo nie doczytał w necie wszystkiego ) a sprzedający i też nie tym tylko, że sprzedał ( tym, że dopuścił suczke chorą do psa) a co do przezorności...pracuje w ogrodach....zaproponuje jednemu i drugiemu projekt i wykonanie ogrodu....dam czas na studiowanie neta....poczym wykonam realizacje.....wiem co i gdzie kupic tanio, ale tak aby było ładne.....kupie , posadze, skasuje za to... większość po 2 latach będzie do niczego.....a kiedy ktoś komuś sie o tym poskarży....ja mu odpowiem, żeś głupi bo nie sprawdziłeś tego w necie dokładnie hehehehehehehehehe.......dla mnie nawet, jeśli wynikające z ufności kupującego nie wchodzenie w szczegóły, jest to przejawem nie jego głupoty, a raczej pewności, że ktoś deklarujący znajomość tematu i zajmujący sie tym zawodowo wie lepiej..... hodowla jak dla mnie nie musi być z rodowodem....wystarczy, że rodzice ją mają.....szczenięta już nie muszą...no chyba, że na wystawy ktoś chce pieska....ja chciałem Maksa po to, aby podarować mu kawał swojego czasu i życia...a na tym forum nie pisze dla poklasku....mam to w dupie...pisze bo chce i będę o tym pisał.....w realu moja praca pozwala mi na wygospodarowanie czasu jak i środków na walke z pseudo....mam 37 lat, jestem ratownikiem WOPR, płetwonurkiem, prowadzę firmę z moją narzeczoną, zajmującą sie projektowaniem ogrodów, rzeźbie i maluje....długo szukałem czegoś, w czym bym sie mógł bardziej zrealizować....znalazłem....będę tępił pseudo i uświadamiał ludzi......a mój zapał jak życie do tej pory pokazuje nie zna granic......oczywiście zarówno formę jak i styl, jeszcze dopracuję w trakcie...pozdr
  3. HEH, napisałem post pod tytułem UWAŻAJCIE WSZYSCY....tam opisałem całą sytuację....komentujcie jak sie z tym zapoznacie....natomiast jeżeli chodzi o nieświadomość przy zakupie, to fakt nie wiedziałem...dogomanie znalazłem, jak już było po tej tragicznej niedzieli....pseudohodowca wiedział, że szczenięta umierają, jednak ani słowa o tym nie powiedział.....kupując MAKSIA nie kierowałem się ceną, a wyglądem.....i tym, że miałem blisko...moje poglądy w tej kwestii wyrobiły sie dopiero w momencie kiedy info o chorobach na podłożu genetycznym otzrymałem od profesora i potwierdziłem to w internecie, godzinami studiując zespolenie wroczno oboczne.... Jak MAKS by przeżył, fakt pewnie bym nie krzyczał....dalej bym żył w nieświadomości.....teraz wiem to co i pseudohodowcy, jednak ja w przeciwieństwie do nich, będę opisywał to wszędzie, gdzie tylko mogę....na razie lokalnie w swoim mieście śledzę ogłoszenia......jedno juz zostało dobrze opisane ISTNIEJE RYZYKO WAD GENETYCZNYCH...NIE DAJĘ GWARANCJI.... byc może nie sprzeda.....ale na pewno ktoś, kto chce kupić, zastanowi sie... A co do agresji....gość mnie oszukał zatajając info dot. zdrowia psiaka...na domiar złego sprzedawał w ciągu roku ok 30 szczeniąt.....pytam więc, z kąd ? z jednej suczki i jednego psa ???????? trafiłem na to wpisując jego numer telefonu w google.....zdębiałem....na mój telefon w tej sprawie jeszcze się odgrażał.....byłem u niego wczoraj.....już nie ma ogłoszeń.....
  4. ...CHODZIŁO MI O KUPOWANIA PSIAKA OD OSOBY, KTÓRA KIERUJE SIE ZASADĄ.....uszy jak york, łapki, jak york, włoski i wzrost, też pasują, więc : słuchaj pani...dopuść swojego psa do mojej suczki, a parę złotych wpadnie za friko..........o takiej hodowli pisałem...........z takiej hodowli kupiłem MAKSIA........to taka hodowla zafundowała mi i nam radość bycia z Maksiem przez 2 miesiące, ale i cierpienie, przez misiąc i jeszcze dłużej.....już po..... Rozumiem, że rodowodowy, to nie jest gwarancja zdrowia, ale tu nikt nie zaprzeczy....gwarancja zminimalizowania pomimo wyjątków, wad genetycznych, a tym samym hipotetycznego cierpienia psiaka.... Temat z tym CYMBAŁEM Z GORZOWA WIELKOPOLSKIEGO , jeszcze jest w toku ( i nie chodzi mi tu o doniesienie na policję, czy jakieś przekomarzania przez telefon), wiem jak mam tą sprawę załatwić...jak będzie po ( a będzie na sto procent) zamieszczę tu opis, tak na przestrogę innym IDIOTOM..... ...i jeszcze jedno...jak czytam posty w całej dogomani dotyczące cierpienia psów, naciągaczy, oszustów i bezlitosnych katów....wiem, że co jakiś czas zajmę się kolejnym przypadkiem CYMBAŁA...... ...do takich ludzi nie używa sie języka polskiego...takim tłucze sie to do głowy i to konsekwentnie będę robił..... JEŻELI CZYTASZ TO KTÓRYŚ Z WYŻEJ WYMIENIONYCH, A MASZ MI COŚ DO POWIEDZENIA...NAPISZ TO....PODAJ ADRES....A PRZYJADĘ NAJSZYBCIEJ JAK TO MOŻLIWE, ABY WYMIENIĆ Z TOBĄ POGLĄDY.... wszystkich innych kochających zwierzęta, nadających sens DOGOMANI, serdecznie pozdrawiam ....
  5. zapodaj mi proszę adres tego sąsiada, a obiecuję, że twoja udręka się zakończy...piesków też...a co do sąsiada, to od ręki wyrobie mu zdrowe poglądy na psie życie....debil jeden....jestem tu nowy, ale włos mi się jeży, jak czytam takie posty...
  6. ...co prawda nie mogę wyświetlic strony z niewiadomych powodów, ale jesteśmy ... Za...stanowczo za.... ...z wiadomych powodów...
  7. Witam. Mam na imie Tomek. Zamieszczam w tym dziale swój apel do ludzi, którzy pragną mieć yoreczka w swojej rodzinie. Prosze potraktowac to co niżej zamieszczę jako przestrogę... Naszego kochanego Maksiunia kupiłem 2,5 miesiąca temu w Gorzowie Wlkopolskim. Zakochaliśmy się w nim juz pierwszego dnia. Zakupiony został (jak się później okazało) z pseudohodowli. Pani bujnie opisywała swoje predyspozycje jako hodowczyni, znajomośc tej rasy, oraz wskazówki dot. pielęgnowania maleństwa. Maksiu był prezentem dla mojej narzeczonej, ale długo oczekiwanym i przemyślanym... Po 2 tygodniach stwierdziliśmy, że ma przepukline...widoczne zgrubienie zauważyliśmy w dniu kiedy do nas przyjechał, jednak nie przywiązaliśmy do tego większej uwagi. U naszego doktora wyszło, że Maksiu ma przepukline pachwinową....piesek przeszedł operację...udaną, szybko wracając do zdrowia.Nasze szczęście nie trwało jednak długo. Niunia po miesiącu, czyli w zeszły czwartek dostała drgawki ok 4 nad ranem...trwały dośc krotko tak więc myślałem, że byc może coś mu sie śniło. Ok 11 w południe kolejny atak, tym razem ok 5 minut...ze łzami w oczach, łamiąc wszystkie przepisy na drodze gnałem do doktora...wyniki krew temperatura serce itp....diagnoza....zespolenie wroczno oboczne.....zabrzmiało jak wyrok....jeszcze w czwartek rozmowa z profesorem wrocławskiego uniwersytetu weterynaryjnego i umówiona operacja, poprzedzona kompleksowymi badaniami na poniedziałek....to co pisze jest w dużym streszczeniu...dodam tylko, że ból cierpienie i łzy tonami dziennie patrząc na ataki Maksia....palce pogryzione, gdyz podczas ataku nie zawsze było coś pod ręką, aby włożyć mu do tego pyszczka, a baliśmy sie o jego języczek....boże, płacze jak to piszę....nie spaliśmy w nocy....każdy atak powodował, że ja go na ręce i plce do pyszczka, narzeczona biegiem po miód w w strzykawce( SPADAŁ POZIOM CUKRU ) ataki nasiliły się z soboty na niedzielę....weterynarie nie działają w no0cy u nas tak więc zdani byliśmy tylko na siebie....MY I CIERPIENIE NIE DO OPISANIA MAKSIA....nosiłem go na rękach tuliłem i głaskałem...czasami sie uspakajał jak przytulałem do gołego ciała....w niedziele rano po inny lepszy glukometr.....dziesięc telefonów do profesora....i o 12 wyjazd do weterynarza tu w Słubicach...lekarz stwierdza, że odstawienie wysokobiałkowego pokarmu mogło wspomóc ataki, gdyż cukier spadał......dostał więc pokarm wysokobiałkowy i troszke mu przeszło....po powrocie do domu Maksiu zaczął piszczeć i wyć ....był niespokojny i znów go bolało....ok 20 ponownie wybłagałem otworzenie gabinetu i na wskazania profesora, podana została kroplówka....miał wtenczas 380 glukozy....po powrocie do domu Maks zaczął być senny i poszedł spac do łazienki ( tam miał 2 łóżko i czasami wolał tam spać) po g pól godzinie poszliśmy zajżeć do niego....WŁŚNIE MIAŁ KOLEJNY ATAK....PONAD 15 MINUT....myślałem że oszaleje z rozpaczy...kolejny telefon do gabinetu...kolejna wizyta, tym razem samemu tam pojechałem....doktor zmierzył cukier.....30....kolejny atak już na stole............................................. .................................................. ...... Przytuliłem Maksia mocno do siebie, słysząc słowa weterynarza.....EUTANAZJA TEN PIES CIERPI PROSZĘ PANA....CIERPI KATUSZE.....dwa razy zapytanie czy to zrobić....dwa razy pozytywna odpowiedź z mojej strony....dwa razy serce pękało mi krwawiąc obficie.....wyrywał się....płakałem .....uspokoił się...płakałem....westchnął mi na rękach.......płakałem....ODSZEDŁ.....ja razem z nim......... Mężczyzna który sprzedał mi Maksia....wiedział o wadzie genetycznej swojej suczki....gdyż siostra Maksia umarła u jego znajomych 3 tygodnie prędzej. Wiedział o tym, jednak jak do niego dzwoniłem to przemilczał to....a informacja taka spowodowała by to, że Maksiu by był u lekarza min 2 tygodnie prędzej..... Jeszcze dzisiaj jadę do Gorzowa...wiem, gdzie pracuje.....wiem, że jak go dorwę, to będzie cierpiał, tak bardzo, że już nigdy czegoś takiego nie zrobi...profesor określił, że wadami genetycznymi w związku z wąska linia tej rasy, obciążone jest ponad 60 procent populacji nierodowodowej....to że ludzie ci pseudohodowcy sprzedają i dopuszczają do zapłodnień takich piesków to jest JAWNE OLEWANIE UCZUC KUPUJĄCYCH, SKAZYWANIE NA MĘCZARNIE TYCH MAŁYCH STWORZEŃ..............JESTEM PEWIEN, ŻE TEJN JEDEN CYMBAŁ JUŻ TEGO NIGDY NIE ZROBI....... Maksiuniu to dla Ciebie.....nigdy nie zapomnę jak rano budziłeś nas swoimi.....buziakami
  8. [INDENT]Witam. Mam na imie Tomek. Zamieszczam w tym dziale swój apel do ludzi, którzy pragną mieć yoreczka w swojej rodzinie. Prosze potraktowac to co niżej zamieszczę jako przestrogę... Naszego kochanego Maksiunia kupiłem 2,5 miesiąca temu w Gorzowie Wlkopolskim. Zakochaliśmy się w nim juz pierwszego dnia. Zakupiony został (jak się później okazało) z pseudohodowli. Pani bujnie opisywała swoje predyspozycje jako hodowczyni, znajomośc tej rasy, oraz wskazówki dot. pielęgnowania maleństwa. Maksiu był prezentem dla mojej narzeczonej, ale długo oczekiwanym i przemyślanym... Po 2 tygodniach stwierdziliśmy, że ma przepukline...widoczne zgrubienie zauważyliśmy w dniu kiedy do nas przyjechał, jednak nie przywiązaliśmy do tego większej uwagi. U naszego doktora wyszło, że Maksiu ma przepukline pachwinową....piesek przeszedł operację...udaną, szybko wracając do zdrowia.Nasze szczęście nie trwało jednak długo. Niunia po miesiącu, czyli w zeszły czwartek dostała drgawki ok 4 nad ranem...trwały dośc krotko tak więc myślałem, że byc może coś mu sie śniło. Ok 11 w południe kolejny atak, tym razem ok 5 minut...ze łzami w oczach, łamiąc wszystkie przepisy na drodze gnałem do doktora...wyniki krew temperatura serce itp....diagnoza....zespolenie wroczno oboczne.....zabrzmiało jak wyrok....jeszcze w czwartek rozmowa z profesorem wrocławskiego uniwersytetu weterynaryjnego i umówiona operacja, poprzedzona kompleksowymi badaniami na poniedziałek....to co pisze jest w dużym streszczeniu...dodam tylko, że ból cierpienie i łzy tonami dziennie patrząc na ataki Maksia....palce pogryzione, gdyz podczas ataku nie zawsze było coś pod ręką, aby włożyć mu do tego pyszczka, a baliśmy sie o jego języczek....boże, płacze jak to piszę....nie spaliśmy w nocy....każdy atak powodował, że ja go na ręce i plce do pyszczka, narzeczona biegiem po miód w w strzykawce( SPADAŁ POZIOM CUKRU ) ataki nasiliły się z soboty na niedzielę....weterynarie nie działają w no0cy u nas tak więc zdani byliśmy tylko na siebie....MY I CIERPIENIE NIE DO OPISANIA MAKSIA....nosiłem go na rękach tuliłem i głaskałem...czasami sie uspakajał jak przytulałem do gołego ciała....w niedziele rano po inny lepszy glukometr.....dziesięc telefonów do profesora....i o 12 wyjazd do weterynarza tu w Słubicach...lekarz stwierdza, że odstawienie wysokobiałkowego pokarmu mogło wspomóc ataki, gdyż cukier spadał......dostał więc pokarm wysokobiałkowy i troszke mu przeszło....po powrocie do domu Maksiu zaczął piszczeć i wyć ....był niespokojny i znów go bolało....ok 20 ponownie wybłagałem otworzenie gabinetu i na wskazania profesora, podana została kroplówka....miał wtenczas 380 glukozy....po powrocie do domu Maks zaczął być senny i poszedł spac do łazienki ( tam miał 2 łóżko i czasami wolał tam spać) po g pól godzinie poszliśmy zajżeć do niego....WŁŚNIE MIAŁ KOLEJNY ATAK....PONAD 15 MINUT....myślałem że oszaleje z rozpaczy...kolejny telefon do gabinetu...kolejna wizyta, tym razem samemu tam pojechałem....doktor zmierzył cukier.....30....kolejny atak już na stole............................................. .................................................. ...... Przytuliłem Maksia mocno do siebie, słysząc słowa weterynarza.....EUTANAZJA TEN PIES CIERPI PROSZĘ PANA....CIERPI KATUSZE.....dwa razy zapytanie czy to zrobić....dwa razy pozytywna odpowiedź z mojej strony....dwa razy serce pękało mi krwawiąc obficie.....wyrywał się....płakałem .....uspokoił się...płakałem....westchnął mi na rękach.......płakałem....ODSZEDŁ.....ja razem z nim......... Mężczyzna który sprzedał mi Maksia....wiedział o wadzie genetycznej swojej suczki....gdyż siostra Maksia umarła u jego znajomych 3 tygodnie prędzej. Wiedział o tym, jednak jak do niego dzwoniłem to przemilczał to....a informacja taka spowodowała by to, że Maksiu by był u lekarza min 2 tygodnie prędzej..... Jeszcze dzisiaj jadę do Gorzowa...wiem, gdzie pracuje.....wiem, że jak go dorwę, to będzie cierpiał, tak bardzo, że już nigdy czegoś takiego nie zrobi...profesor określił, że wadami genetycznymi w związku z wąska linia tej rasy, obciążone jest ponad 60 procent populacji nierodowodowej....to że ludzie ci pseudohodowcy sprzedają i dopuszczają do zapłodnień takich piesków to jest JAWNE OLEWANIE UCZUC KUPUJĄCYCH, SKAZYWANIE NA MĘCZARNIE TYCH MAŁYCH STWORZEŃ..............JESTEM PEWIEN, ŻE TEJN JEDEN CYMBAŁ JUŻ TEGO NIGDY NIE ZROBI....... Maksiuniu to dla Ciebie.....nigdy nie zapomnę jak rano budziłeś nas swoimi.....buziakami [/INDENT]
  9. Witam. Mam na imie Tomek. Zamieszczam w tym dziale swój apel do ludzi, którzy pragną mieć yoreczka w swojej rodzinie. Prosze potraktowac to co niżej zamieszczę jako przestrogę... Naszego kochanego Maksiunia kupiłem 2,5 miesiąca temu w Gorzowie Wlkopolskim. Zakochaliśmy się w nim juz pierwszego dnia. Zakupiony został (jak się później okazało) z pseudohodowli. Pani bujnie opisywała swoje predyspozycje jako hodowczyni, znajomośc tej rasy, oraz wskazówki dot. pielęgnowania maleństwa. Maksiu był prezentem dla mojej narzeczonej, ale długo oczekiwanym i przemyślanym... Po 2 tygodniach stwierdziliśmy, że ma przepukline...widoczne zgrubienie zauważyliśmy w dniu kiedy do nas przyjechał, jednak nie przywiązaliśmy do tego większej uwagi. U naszego doktora wyszło, że Maksiu ma przepukline pachwinową....piesek przeszedł operację...udaną, szybko wracając do zdrowia.Nasze szczęście nie trwało jednak długo. Niunia po miesiącu, czyli w zeszły czwartek dostała drgawki ok 4 nad ranem...trwały dośc krotko tak więc myślałem, że byc może coś mu sie śniło. Ok 11 w południe kolejny atak, tym razem ok 5 minut...ze łzami w oczach, łamiąc wszystkie przepisy na drodze gnałem do doktora...wyniki krew temperatura serce itp....diagnoza....zespolenie wroczno oboczne.....zabrzmiało jak wyrok....jeszcze w czwartek rozmowa z profesorem wrocławskiego uniwersytetu weterynaryjnego i umówiona operacja, poprzedzona kompleksowymi badaniami na poniedziałek....to co pisze jest w dużym streszczeniu...dodam tylko, że ból cierpienie i łzy tonami dziennie patrząc na ataki Maksia....palce pogryzione, gdyz podczas ataku nie zawsze było coś pod ręką, aby włożyć mu do tego pyszczka, a baliśmy sie o jego języczek....boże, płacze jak to piszę....nie spaliśmy w nocy....każdy atak powodował, że ja go na ręce i plce do pyszczka, narzeczona biegiem po miód w w strzykawce( SPADAŁ POZIOM CUKRU ) ataki nasiliły się z soboty na niedzielę....weterynarie nie działają w no0cy u nas tak więc zdani byliśmy tylko na siebie....MY I CIERPIENIE NIE DO OPISANIA MAKSIA....nosiłem go na rękach tuliłem i głaskałem...czasami sie uspakajał jak przytulałem do gołego ciała....w niedziele rano po inny lepszy glukometr.....dziesięc telefonów do profesora....i o 12 wyjazd do weterynarza tu w Słubicach...lekarz stwierdza, że odstawienie wysokobiałkowego pokarmu mogło wspomóc ataki, gdyż cukier spadał......dostał więc pokarm wysokobiałkowy i troszke mu przeszło....po powrocie do domu Maksiu zaczął piszczeć i wyć ....był niespokojny i znów go bolało....ok 20 ponownie wybłagałem otworzenie gabinetu i na wskazania profesora, podana została kroplówka....miał wtenczas 380 glukozy....po powrocie do domu Maks zaczął być senny i poszedł spac do łazienki ( tam miał 2 łóżko i czasami wolał tam spać) po g pól godzinie poszliśmy zajżeć do niego....WŁŚNIE MIAŁ KOLEJNY ATAK....PONAD 15 MINUT....myślałem że oszaleje z rozpaczy...kolejny telefon do gabinetu...kolejna wizyta, tym razem samemu tam pojechałem....doktor zmierzył cukier.....30....kolejny atak już na stole..................................................................................................... Przytuliłem Maksia mocno do siebie, słysząc słowa weterynarza.....EUTANAZJA TEN PIES CIERPI PROSZĘ PANA....CIERPI KATUSZE.....dwa razy zapytanie czy to zrobić....dwa razy pozytywna odpowiedź z mojej strony....dwa razy serce pękało mi krwawiąc obficie.....wyrywał się....płakałem .....uspokoił się...płakałem....westchnął mi na rękach.......płakałem....ODSZEDŁ.....ja razem z nim......... Mężczyzna który sprzedał mi Maksia....wiedział o wadzie genetycznej swojej suczki....gdyż siostra Maksia umarła u jego znajomych 3 tygodnie prędzej. Wiedział o tym, jednak jak do niego dzwoniłem to przemilczał to....a informacja taka spowodowała by to, że Maksiu by był u lekarza min 2 tygodnie prędzej..... Jeszcze dzisiaj jadę do Gorzowa...wiem, gdzie pracuje.....wiem, że jak go dorwę, to będzie cierpiał, tak bardzo, że już nigdy czegoś takiego nie zrobi...profesor określił, że wadami genetycznymi w związku z wąska linia tej rasy, obciążone jest ponad 60 procent populacji nierodowodowej....to że ludzie ci pseudohodowcy sprzedają i dopuszczają do zapłodnień takich piesków to jest JAWNE OLEWANIE UCZUC KUPUJĄCYCH, SKAZYWANIE NA MĘCZARNIE TYCH MAŁYCH STWORZEŃ..............JESTEM PEWIEN, ŻE TEJN JEDEN CYMBAŁ JUŻ TEGO NIGDY NIE ZROBI....... Maksiuniu to dla Ciebie.....nigdy nie zapomnę jak rano budziłeś nas swoimi.....buziakami
×
×
  • Create New...