Wszystko przypadek. Okazalo się, że ten pan to znajomy Gosi, którą spotkałyśmy w schronisku. Poprosiłam Gosię żeby naświetliła temu panu sytuację suki - że powinno się natychmiast podjąć specjalistyczne leczenie, idące w tysiące zlotych. I że takie leczenie jest niewykonalne w warunkach schroniskowych. A potem oczywiście również droga rehabilitacja. No i dzisiaj się dowiedziałam, że pan zrezygnował.
Niestety Marzenka w międzyczasie wzięła dwie suki na tymczas i jest dość zapsiona. Ale najpierw będziemy leczyć we Wrocławiu, znalazłam suni tymczas u mojego znajomego (pana Wojtka, który miał kiedyś białego Miśka, może ktoś pamięta). A potem pojedzie do Olsztyna - albo od razu do Marzenki, albo najpierw do jej znajomych.
Taki jest plan. Teraz trzymać kciuki, żeby wypalił!