Jump to content
Dogomania

baszon

Members
  • Posts

    362
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by baszon

  1. [quote name='lolka']na naszym terenie nie ma żadnej organizacji która mogłaby przejąć nad nim pieczę....jedynie wyjście to wpłata na prywatne konto Beaty z Tozu, która pilotuje jego sprawę,.....oczywiście faktury, rozliczenia w skanach do ogólnego wglądu - to biorę na siebie...to jedyna u nas opcja[/QUOTE] No jasne! Oby tylko było gdzie przesłać pieniądze na odkarmienie tego biedactwa. To niech Beata poda konto. Ja jednorazowo deklaruję 50 zł a potem policzę, ile mogę...
  2. Czyli DT i dobra karma+ odżywki. Póki nie znajdzie się domek dla naszego nieboraka, trzeba Go dobrze karmić, a to kosztuje... A więc na jakie konto wpłacać pieniązki na odkarmienie Psiuńka...? jeść przecież musi już i to dobrze...
  3. Maleńki.... zgłaszam się do pomocy! Bidulek kochany, odkarmimy Cię, Psinko!
  4. Ja też czekam i trzymam kciuki za tego kasztankowego ślicznocha...
  5. Czy są już wyniki tych niepokojących zmian skórnych...?
  6. [quote name='koosiek']Baszon dzięki :)[/QUOTE] Nie ma za co... Ty robisz o wiele więcej. Gdybym tylko dysponowała choć troszkę czasem, swoją osobą i środkami, intensywniej zajęłabym się pomocą dla naszych mniejszych braci. Robię, co mogę... Dinguś, trzymaj się, piesku :)
  7. Ja też zaglądam (dzisiaj wrzuciłam 30 zł Dingusiowi, za parę dni postaram się zasilić troszeczkę Fuksia...) . Jak ja chciałabym mieć Dom... Przytuliłabym je do naszej piątki ( 2 ludziki i 3 zwierzaki :) )
  8. Dzisiaj wrzuciłam coś dla Dingusia. Za parę dni postaram się zasilić konto Fuksia. Niewiele mogę, ale po jakieś 30 zł... zawsze to coś... Gdybym nie straciła Domu, to przytuliłabym Fuksia :) Pięknie bawiłby się z moją Figuni , ta sama rasa :D A koty musiałby pokochać, bo ich nie da się nie kochać ...
  9. Witajcie. Często towarzyszę Wam i Waszym psiaczkom czytając wpisy, tyle, że nie odzywam się z braku czasu i ogromu obowiązków (niestety , mój mąż nie spotkał na swojej drodze tak kompetentnych lekarzy jacy zajmowali się Figą i nie odzyskał władzy w nogach po ugryzieniu przez kleszcza...). Ale pora pozdrowić wiosennie (a co!) wszystkich dogomaniaków i potwierdzić dobry stan Figi. Figunia ma teraz do dyspozycji duży ogród i kolegę Diggera , uroczego mieszańca alaskana z pięknymi błękitnymi oczami, w których zakochałyśmy się obie! Niedowład łapek po nieszczęsnym upadku wycofał się całkowicie, tylko przy dłuższych i bardziej szalonych biegach lewa przednia łapka nieraz zawiedzie i Figa zamienia się w ryjącego kreta. Ale trwa to moment, nie sprawia bólu, bo nigdy przy tym nie skamle i szybciutko powraca do swojej naturalnej czworonożnej pozycji psa :) Jestem bardzo wdzięczna naszym lekarzom wetom, małżeństwu , którzy z pełnym poświęceniem kurowali moją psinę. Oby nasi ulubieńcy trafiali tylko na takich prawdziwych lekarzy z powołania. POzdrawiamy , Basia i Figa.
  10. Witam :) Figa biega już bez smyczy ! Jeszcze od czasu do czasu przednia lewa łapa ją zawiedzie i się podwinie, ale coraz rzadziej. Wdrożone leczenie i chęć do biegania wróciły mi moją psinę! Pozdrawiam wszystkich dogomaniaków! Basia
  11. Dzięki za pamięć :) Figa coraz lepiej się porusza. Właściwie została jeszcze wiotkość przedniej lewej łapy i od dziś dostaje na to Polstygminę . Na dzisiejszy wieczornym spacerze Figunia tak żywiołowo ciągnęła mnie po ciemnych dróżkach skwerku, że tym razem ja zaliczyłam bliskie spotkania trzeciego stopnia z glebą :D no i kuśtykam po domu z usztywnioną i bolącą stopą . Byłam wręcz zdziwiona jej siłą i werwą, bo moja piesia jest zrównoważonym spokojnym stworzeniem, które nieczęsto chodzi na smyczy, bo jest bardzo posłuszna.Na tej uwięzi obecnie wstepuje w nią bies :D. No, ale myślę, że już niedługo wrócimy do starych zwyczajów i smycz będzie głównie w mojej ręce na wszelki wypadek. Pozdrawiam ciepło, Basia
  12. Figunia radzi sobie dzielnie :) Ma specjalne szelki, którymi lekko podtrzymuję ją, jak czuję, że łapki zawodzą. Jest w coraz lepszym stanie, bierze jeszcze cocarboxylazę. Właściwie słabość i lekka wiotkość została tylko jeszcze w przednich łapkach, no, ale nie ma co się dziwić: one przejęły cały ciężar ponad 20-kilogramowego ciałka ;) i zamortyzowały resztę upadku. Mam nadzieję, że moja psinka wyzdrowieje, tym bardziej, że pod koniec miesiąca wyprowadzamy się z centrum miasta do domku na peryferiach z dużym ogrodem. Będzie miała gdzie spokojnie i bezpiecznie dochodzić do formy. Zresztą nasze dwa koty, Max i Thela , towarzyszą jej, jak leży i ją tak pięknie liżą po uszach :D Jak one wszystko wiedzą , prawda ? POzdrawiam ciepło, Basia
  13. [B]Moja psina dzisiaj wieczorem zaliczyła spacerek[/B] :) :) :) Ma dobre podtrzymujące szelki i ciągnie na dwór jak za dawnych czasów :) Aż mi się oczy zaszkliły, jak ją prowadziłam. Jeszcze parę dni temu bałam się, że już nigdy tak nie wyjdziemy....A w niej jest tyle woli życia ! Gdyby tyle siły miał mój kochany mąż, to też wstałby z wózka (jest ofiarą kleszczy, tak groźnych również dla naszych futrzaków...) POzdrawiam ciepło , Basia
  14. [B]Aleksandra[/B], tak bardzo jestem z Tobą. Nasz kochany Rex odszedł 3 lipca 2003 roku, po blisko 16 latach uszlachetniania nam życia. Odchodził w ramionach moich i syna, całowany, przytulany i głaskany... Jego zdjęcie noszę przy sobie cały czas. A teraz walczę o moją przekochaną Figunię. Śpimy razem na podłodze , bo Figa po wypadku ma spore problemy z chodzeniem. Czuję nieraz przez sen, jak liże moje ręce... Jak dobrze, że One istnieją... Ich odejście tak bardzo boli, ale życie bez Nich byłoby puste i jałowe... Przytulam...
  15. Witajcie :) Figa od wczoraj wieczór staje na łapy, tylne ma mocne i stabilne, przednie jeszcze się uginają, ale zaczyna radzić sobie coraz dzielniej :D Dzisiaj, witając "ciocię", która rano przychodzi dać zastrzyki , z rozpędu PRZEBIEGŁA cały pokój i upadła dopiero na progu, ale te upadki są coraz bardziej kontrolowane. Jeszcze nie jest zupełnie dobrze, ale widać, że wdrożone leczenie, masaże i postępowanie daje efekty. Mam nadzieję, że niedługo wyjdę z Figą na "normalny" spacer (dzisiaj rano całkiem dobrze radziła sobie z chodzeniem po trawce podtrzymywana przez podłożone pod brzuszek prześcieradło). POzdrawiam Was i dzięki za wsparcie i rady , Basia
  16. Zdaję sobie z tego sprawę, tyle, że Figa jest bardzo żywa, porusza się, nie reaguje bólowo na dotyk w żadnym miejscu, nie ma obrzęku ani podwyzszonej temperatury.POdnoszę ją kilka razy dziennie , chętnie daje się wynosić na dwór , a raczej wywozić (pożyczamy wózek inwalidzki mojego męża), podczas dnia poleguje w różnych pozycjach, siedzi na pupie podpierając się (wprawdzie chwiejnie i niepewnie no i niedługo)przednimi łapami. Oczywiście nikt jej nie zmusza do takiej czy innej pozycji.No i SAMA próbuje wstawać i się przemieszczać, udaje jej się wstać, robi kroczek, dwa i łapy jej się uginają...:( Natomiast każdy jej pobyt u weta jest okupiony jej potwornym strachem, wręcz paniką (stąd ta niefortunna ewakuacja ze stołu...) i przy wszystkich zabiegach musi dodtawać "głupiego jasia" .
  17. Dzięki, Muszelka . Figą od momentu przyjścia do naszego domu (miała 6 tygodni) opiekuje się małżeństwo lekarzy weterynarii, ludzie ogromnie zaangazowani w swój zawód, faktycznie wykonują to z wielkim poświęceniem i powołaniem. Są ogromnie przejęci tym, co stało się w ich gabinecie i leczą Figunie swoim kosztem, przyjeżdżają do domu i dzwonią kilkakrotnie z zapytaniem o jej samopoczucie. Czujemy się dobrze zaopiekowane. Pan dr badał ją wielokrotnie i jeszcze wczoraj wieczór stwierdził, że z jej objawów i zachowania oraz badania nie wynika, żeby był złamany jakiś krąg. Mamy poczekać jeszcze parę dni i wówczas , jeśli nie będzie poprawy, zorganizujemy prześwietlenie. Pozdr, Basia
  18. Witam.Jestem psią maniaczką od zawsze. Moje a właściwie życie mojej rodziny zawsze wzbogacały swoim istnieniem kochane psiaki rodem z bidulca. Wszystkie kończyły długi, mysle, że szczęśliwy żywot w moich ramionach. Obecnie towarzyszy nam od 7 lat cudna, łagodna sunia, wzięta za schroniska jako mieszaniec wilczasty :lol:. Otóż przedwczoraj Moja słodka Figa, będąc na stole u weterynarza, po nieprzyjemnym badaniu gruczołów okołoodbytowych chciała jak najszybciej uciec i spadła ze stołu na nos. Mnie nie było z nią, opiekuję się niepełnosprawnym meżem, towarzyszył jej mój dorosły syn, Powiedział, że Figa zrobiła w pewnym momencie tak nieprzewidziany manewr, że nikt nie zdążył odpowiednio zareagować i stało się... Sunia waży ponad 20 kg, a więc ciężar niemały. Krótki moment była lekko nieprzytomna, zrobiła siusiu. Potem doszła do siebie, ale. [IMG]http://www.vetopedia.pl/themes/default/images/smilies/sad.gif[/IMG] ma porażenie wszystkich kończyn. Dostała od razu leki p-zapalne, wieczorem w domu próbowała stawać na nogi, ale konczyło się to niepowodzeniem. Wyniosłam ją wieczorem na trawkę, ale nie załatwiła się, mam wrażenie, że przez to, że nie może przyjąć odpowiedniej pozycji "do siusiu". Noce mijają spokojnie, spała, oddycha regularnie, jęzorek ma różowy, źrenice doszły do normy ( po upadku były powiększone), ma apetyt, pije, macha ogonem, strzyże uszami, nie reaguje na dotykanie brzuszka (chyba nic nie boli). Jest spokojna, radosna, macha ogonem, leży i na brzuchu i na boczku, rusza kończynami, daje brzuszek do łaskotania. Tylko te biedne nóżki nie chcę jej dźwignąć , podnosi się i próbuje iść, ale pada i dalej się czołga, moja malusia. Siusiamy w domu, co odbywa się wbrew jej zwyczajom, oczywiście, i głosno protestuje, skamlając przed wypróżnieniem, ale po wysiusianiu jest spokojna i bardzo wesoła. Może ktoś miał podobne zdarzenie, jak długo może trwać taki niedowład. Sunia jest pod opieką weta, zaraz dostanie kolejny zastrzyk sterydowy. Po południu obejrzy ją jeszcze inny lekarz. Będę wdzięczna za słowa otuchy. Ona jest dla nas członkiem rodziny już od 7 lat i nie wyobrażamy sobie bez niej świata. Pozdrawiam wszystkich dogomaniaków :multi:, Basia
×
×
  • Create New...