kasiafiona
Members-
Posts
157 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by kasiafiona
-
Młody na tą chwile nie ma zachowań problemowych. Wiadomo, że kołnierz go ogranicza i nie pokazuje wszystkich swoich możliwości. Wyciszył się bardzo, jest chętny do zabawy i do przytulania ale nie reaguje lękowo nawet na sytuacje, które go zaskakują. Nie mam problemów z podawaniem leków, czyszczenie ranki. Mam wrażenie, że po prostu zaufał nam i wie, że krzywda mu się nie dzieje. Nikt tez go nie męczy więc nie musi walczyć z nadmiarem miłości. Jak wszystko pójdzie ok to na koniec tygodnia powinniśmy ściągnąć kołnierz. Spaniel dostaje jeszcze antybiotyk /fakturę prześlę jak fizycznie ją dostanę/ bo też załatwiam recepty na zniżki. Co do reszty finansów to poza pieniędzmi, które już wydałam to jeszcze 50 zł wisimy u weta. Dostałam przelew na 25 zł od Uli za co dziękuję. Nie ukrywam, że sytuacja u mnie drastycznie się zmieniła. Okazuje się, że moja sunia ma zmianę w uchu i trzeba ja usunąć i zbadać. Mam nadzieję, że to nic poważnego. Na dzień dzisiejszy potrzebowałabym ok 200 - 250 zł. To jest mój pies i moje koszta. Jednak jeśli byłyby pieniądze to chciałabym dostać wsparcie na jedzenie dla Brunera bo przyznam, że ma niezły apetyt a jego wystające żeberka skłaniają do tego aby go podtuczyć :razz:
-
[quote name='kizimizi']Kasiafiona przecież sie cieszymy i pytamy. Co w tym cie tak zdenerwowało, ze sie zapytałam czy szwy sie papraja?[/QUOTE] Moja wypowiedź nie zawiera złości. Po prostu chciałam zwrócić uwagę na pozytywy. Mam spore doświadczenie z psami również chorymi i każdy psiak ma inne wymagania i nawet w przypadku tego samego zabiegu przechodzą je różnie tak jak i ludzie. Chodziło mi o to, że pies jest pod kontrolą lekarską i kołnierz może być potrzebny jeszcze przez kilka dni jeśli pies dalej będzie sfiksowany na ranie. Bo to co on robi nie wynika z bólu czy swędzenia tylko ze świadomości, że coś tam się działo. |Gdyby takiego zachowania nie było kołnierz można by było odstawić. Są psy, które wcale nie interesują się raną. A on lubi skrajności i jest po drugiej stronie barykady. Jeśli jutro lekarka powie, że ściągamy kołnierz to będzie zdjęty. Po wcześniejszej konsultacji wynika jednak, że po odstawieniu leków/dzisiaj/ jeszcze kilka dni powinien być kołnierz- chyba, że pies zapomni o rance. Poza tym maść jaką miał działa trochę jak klej więc nie może jej wylizać. Owszem w schroniskach są kastracje i psy nie mają kołnierzy, ale jak poszukacie to znajdziecie sporo informacji o zagrożeniach i śmiertelności psów, który poprzez zalizanie rany dorobiły się ogólnego zakażenia organizmu. Zresztą w schroniskach psy które zachowują się podobnie jak nasz pupil mają zakładane kołnierze po pierwszym dniu. A tak jak mówiłam w pierwszych moich wypowiedziach spaniel ma schizy na swoim punkcie i z tego powodu były jego problemy z zachowaniem. Zobaczymy teraz jak kołnierz ściągniemy jak będzie się zachowywał - czy jego zachowanie ulegnie zmianie. No i umówimy się do szkoleniowca.
-
Dziewczyny pisałam wcześniej, że rana się goi. Szew był rozwleczony przez niego i z tego powodu przechodził czyszczenie rany i to się paprało. ma miejscowo stosowana maść pewnie do jutra bo idę na kontrolę. Maść ma na celu zniszczyć martwe komórki i ściągnąć ranę. Wszystko jest już ładne ale nie zespoliło się jeszcze tak jak trzeba. Szew już jest wyciągnięty ale ze względu na to, że pies tym się interesuje w nadmiarze musi mieć kołnierz aby sobie krzywdy nie zrobił bo to jest nie zabliźnione jeszcze. do czasu zespolenia brzegów rany jest ryzyko rozlizania tego a po co znowu ryzykować. Poza tym problem z kołnierzem jest taki, że psina nie bierze poprawki, że jego głowa jest szersza i się obija jak się przemieszcza, a że jest bardzo wesołym i towarzyskim psem to robi to szybko - bo szybko chcę się znaleźć koło człowieka aby być np pogłaskanym. Środki na uspokojenie dostaje ale już mu zmniejszyłam dawkę bo musiałabym kupować kolejną hydroksyzinum a nie mam kasy. Poza tym nie może cały czas spać czy leżeć. Damy sobie radę. Nic się złego nie dzieje więc dziewczyny po prostu nie wariujcie. Pies jak pies nie wie co się stało, czemu swędziało, czemu ma coś na szyi i nie może się podrapać polizać. A fakt, że chce się bawić i biega po domu/obijając sie o wszystko/ świadczy tylko o tym, że dochodzi do formy. Więc zamiast wymyślać sztuczne problemy i doszukiwać się ich rozwiązania zacznijcie się cieszyć z jego postępów. To na prawdę fajny, kochany psiak.
-
[quote name='kizimizi']to zapraszam an bazarek dla psiaka: [URL]http://www.dogomania.pl/threads/184095-3-torebki-i-quot-co%C5%9B-quot-do-torebki-%29-zapraszam-do-ko%C5%84ca-kwietnia-SIE-ROBI?p=14527875#post14527875[/URL] ps. doszedł juz przelew?[/QUOTE] Dzięki za bazarek. Co do przelewu to dziś doszedł za co bardzo dziękuje. Z najnowszych informacji o naszym podopiecznym - rozwalił znowu kołnierz :angryy: ja byłam sprytniejsza i z dwóch zrobiłam jeden:evil_lol: myślę, że może wystarczy mu tych zniszczeń.
-
Dziewczyny do szkoleniowca nie ma co się umawiać jeśli pies będzie w kołnierzu. Wiadomo, że takie spotkanie nie będzie pełnowartościowe bo pies czuje dyskomfort. Poza tym dobrze by było aby nie zwracał uwagi na swoja rankę. Wszystko się ładnie goi jednak cały proces ma trwać około 2 tygodni a my mamy niecały tydzień od czyszczenia ranki. Cierpliwości. Poza tym myślę, że młody w każdym z nowych miejsc nie miał czasu dla siebie na zaaklimatyzowanie się. Nowe rodziny, zachwycone nowym członkiem chciały go "zagłaskać" - tak jak to zazwyczaj dzieje się w przypadku szczeniaków - różnica jest taka, że szczeniaki chcą mieć sporo zabawy a dorosły pies spokoju. Nasz spanielek jest bardzo chętny do zabaw na powietrzu podczas spacerów, a w domu już zabawę dawkuje. Zapewniając mu przestrzeń i dawkując nasza "miłość" pies poczuł się swobodnie przez co nie czuje się osaczony. W tej chwili jest po prostu uroczym szczęśliwym /poza powikłaniami po kastracji/ psem.
-
Dziewczyny zabieg, który miał nasz pupil jest pełno wartościowy. Różnica polega na sposobie cięcia. To co miało zostać usunięte zostało usunięte. Niżej daje Wam link do podobnego zabiegu. [url]http://www.wet.pl/strona.php?p=63[/url] Zabieg nie jest eksperymentem. Takie zabiegi się odbywają w wielu klinikach. A pozostawia mała rankę.
-
Sprawa wygląda tak. Nie mam na imię Fred bo nie reaguję na to imię. Brodawki też nie widzę. Może ta osoba byłaby ewentualnie zainteresowana adopcją. Jeśli ta moja znajoma się nie zdecyduje. Byłam u weta i koszty za wczorajsze czyszczenie wyniosą nas ok 50 zł - to cena za leki zwłaszcza lek na wybudzenie z narkozy. Na dzień dzisiejszy nie zapłaciłam tej kwoty. Mam kolejna wizytę z nim u weta w poniedziałek. Może się okazać, że będzie potrzebne jeszcze jedno czyszczenie rany a wtedy pewnie kolejne 50zł. Na razie za kastrację rachunek jest - wieczorem zeskanuje. Koszt leków w aptece 30 zł bez paru groszy. I kołnierz 19,90zł. Kołnierz Nr 2 nie doliczony na razie - jest od weta więc może nie policzy.
-
fakturki prześle jak je fizycznie otrzymam. Dziś rano nie było lekarki więc rozmawiałam tylko z dziewczyna, która też tam pracuje. Fakturę odbiorę jak będzie lekarka. Będzie tez faktura za leki tylko muszę donieść receptę - bo załatwiam ludzką aby była zniżka. Leki dostałam i mały ma je aplikowane ale faktura może być dopiero jak będzie recepta. Byłam w zoologicznym gdzie źle dopasowano kołnierz i pozwalałam na nich winę. Kobieta ma iść do tego weta, który zajmuje się Brunerem i wyjaśnić sprawę. Kto wie może wezmą jakieś koszta na siebie. Ja na razie poza kastracja u Weta nic nie płaciłam. Jeśli chodzi o poszukiwanego psa to jak tylko będę w domku to sprawdzimy "Freda"
-
Wielkie dzięki za allegro. :) młody ma zostawione nazwijmy to "woreczki" cięcie przy mosznie aby wyciągnąć zawartość czyli to co wytwarza testosteron. Co do spacerów to zobaczymy czy będzie można kołnierz zdjąć. Poprzedni kołnierz rozwalił w domu "chodząc" skacząc po ścianach. Jutro idę rozliczyć się z weterynarzem - ponieważ psiak miał dziś drugi zabieg po rozwaleniu tamtych szyć. Kondycja dziś naprawdę dobra. Lekarka widzi problem w jego ADHD więc farmakologicznie go wyciszamy. Rana ma się goić ok 2 tygodni. Okazało się, że kołnierz, który miał był zły i idę jutro pokłucic sie do zoologicznego, w którym dopasowywali kołnierz do psa - chyba że pani doktor zrobiła to pierwsza bo była wściekła na kobiety z tego zoologicznego. /A mieszczą się obok niej/. Nie zmienia to faktu, że sytuacja i tak pewnie by miała miejsce bo mały raną ociera się o wersalkę, fotel, poduszki lub koc. Ma też wspaniałe pomysły aby z wyciągniętymi tylnymi nogami się po prostu czołgać i drapać ranę. Brunerowi trzeba przyznać, że pomysłów mu nie brakuje. Ranę przemywałam rivanolem już wczoraj bo wczoraj mu się to zaogniło. Dostaje augumentin ale od wczoraj więc faktycznie przesyłka chyba nie dojdzie. Może jakiś inny psiak będzie potrzebować a będzie na miejscu. Więcej napisze po wizycie u weta jutro.
-
Witam. Dziś spanielek poszedł do kontroli. Rana nie goi się tak jak trzeba i są potrzebne maści i leki - są to kolejne koszta. Spaniel rozwalił kołnierz i jest potrzebny nowy. Proszę o pomoc finansową. Wieczorem lub jutro dam znać ile to kosztowało. Myślę, że allegro teraz głównie na pokrycie kastracji i leki. Jeśli chodzi o zachowanie to powiem, że na dzień dzisiejszy nie mam do niego uwag co do zachowania. Nawet jeśli majstruje się przy ranie /maści/ to pozwoli sobie zrobić wszystko. Choć widać, że go boli. Zaczął pilnować jedzenia - już 3 razy warknął bez ataku. w tych chwilach każemy mu odejść od miski. Stosujemy również metodę karmienia z ręki. Zaczyna rozumieć, że to czy je zależy od nas natomiast widzi, że jedzenie, które jest dla niego przygotowane w całości on zjada.
-
witam. Już po krzyku. Pies dochodzi do siebie po kastracji. Na razie jest grzeczny i siedzi cicho jak mysz pod miotłom. Koszt kastracji 100 zł razem z tabletkami przeciwbólowymi na 4 dni. Za 3 dni wizyta kontrolna. Do tego 19.90 zapłaciłam za kołnierz. Nasz mały inteligencik mimo kołnierza tak kombinuje aby się lizać. Ja jestem sprytniejsza i założyłam mu ubranko dla suk po sterylce. Na szczęście takie miałam. Nie wiem jakie są zasady dokonywania przelewów i czy jest potrzebny jakiś rachunek. Mam paragon na kołnierz a pani weterynarz może wystawić fakturę. Jak wygląda kwestia przelewów. Bo nie ukrywam, że fajnie byłoby mieć choć ta zadeklarowana kwotę. poza tym znalazłabym parę rzeczy na bazarek dla naszego podopiecznego tylko ktoś musiałby się tym zająć. Kasa mogłaby iść na jedzonko i na ewentualne szkolenie. Osoba, która jest nim zainteresowana nie wycofała się mimo tego, że widziała rany po ugryzieniu. Stwierdziła, że ugryzienia nawet się nie boi tylko chciałaby aby pies jej słuchał, aby umiała z nim pracować. Myślę, że dobra byłaby konsultacja :) ze szkoleniowcem z jej udziałem aby mogła realnie popatrzeć na problem. Co Wy na to. Czekam na informacje.
-
[quote name='Jacol123']Rany, to bardzo przykre. Nigdy nie wolno pakować ręki pomiędzy psy. Niestety sam wielokrotnie popełniałem ten błąd zanim nauczyłem się, że lepszym wyjściem jest np. zarzucić na nich ręcznik lub włożyć deskę (np. kuchenną) pomiędzy nich. NIGDY ręce. Czasami to, co wygląda z naszej strony na bardzo poważny konflikt kończy się "opluciem grzywy", natomiast samce dodają do tego cały wielki teatr, który ma zrobić na przeciwniku wrażenie. Rzadko dochodzi w takich sytuacjach do poważnych urazów. Gorzej z sukami - te to się gryzą na poważnie :( Czy byłaś z tą pogryzioną ręką u lekarza? Być może trzeba odkazić ranę i podać antybiotyk lub anatoksynę tężcową. Czy ta rana jest głęboka? Czy pies gryzł wielokrotnie czy też ugryzł tylko raz i przestał? To wszystko ma znaczenie w ocenie zagrożenia jakie ten pies stanowi.[/QUOTE] Ja nie rozdzielałam psów bo wiem jak to się może skończyć. Moja ręka wskazywała aby Bruner poszedł na miejsce. On chciał wykonać polecenie. Problem w tym, że bernardyn rzucił się w jego kierunku. Obaj chyba chcieli mieć pierwszeństwo do mnie. Obaj bronili mnie przed sobą na wzajem. A moja ręka była pomiędzy nimi w chwili ataku. Bruner chyba myślał, że gryzie bernardyna. Zaatakował w emocjach - na ślepo. Nie było to jak do tej pory kłapnięcie tylko zacięty atak.Wszystko trwało chwilę. Jeśli chodzi o rany to odkaziłam i moczę w rivanolu bo palec strasznie spuchł i boli. Wzięłam środek przeciwzapalny i przeciwbólowy a antybiotyk zaaplikuje wieczorem jeśli rivanol nie pomoże. Apteczkę mam dobrze wyposażoną. Ścięgna raczej ok bo po ugryzieniu zginałam palec teraz utrudnia opuchlizna. Ugryzienia te największe są w zgięciu palca więc bolą. Wszystko się jednak zagoi. Nie obwiniam psa za sytuację bo jak pisałam wcześniej była to specyficzna sytuacja a Bruner był naładowany tym, że bernardyn od rana go prowokował. Na szczęście bernardyn już na swoim. Z powodu zazdrości Brunera o właściciela, co przecież pisałam wcześniej, Bruner powinien mieć dom bez innych zwierząt.
-
witam. Z przykrością informuję, że zostałam pogryziona. Sytuacja dość specyficzna - moja znajda od wczoraj zaczęła rościć sobie prawa do mojej osoby co okazywał warkami na Brunera. W dniu dzisiejszym to się pogłębiło i zaczął doskakiwać do Brunera. W chwili gdy chciałam by spaniel poszedł na miejsce doskoczył bernardyn do spaniela. Podejrzewam, że moja ręka w chwili ataku była w złym miejscu i celem był bernardyn. Wyszło jak wyszło i moja prawa ręka jest w kiepskim stanie - w zasadzie środkowy palec. Uniemożliwia mi to w tej chwili większość czynności. Pocieszeniem jest to, że znajda pojechał niedawno do nowego domu a Bruner się wyciszył. W poniedziałek kastracja.
-
Witam Już wiem o co chodzi z chipami. Otóż chipowanie psa nie znaczy, że jest on w rejestrze. Za zarejestrowanie jest dodatkowa opłata. Chip daje tylko uprawnienie do rejestracji natomiast "miejsce" w rejestrze trzeba jakby dodatkowo wykupić. Moja Tora też ma chip i właśnie sprawdziłam, że tez nie ma jej w głównym tym najważniejszym rejestrze. Natomiast widnieje w rejestrze Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami. Baz zwierząt jest więcej. naszego podopiecznego sprawdziłam w 4 i nic. Ula doczytała na dokumencie, że chip nie jest zarejestrowany. W poniedziałek u weterynarza zapytam ile kosztuje wykup rejestracji - bo zarejestrować w głównej bazie można tylko poprzez weterynarza /identyfikacja.pl/. Są bazy gdzie można łatwiej zarejestrować/psapetbase.pl , toz.pl/, ale to może oznaczać, że dajemy mniejsza szanse weterynarzowi na znalezienie odpowiedniej bazy, w której widnieje nasz pupil. Apeluje posprawdzajcie swoje psy - a może ktoś założy dodatkowy wątek z takim apelem.
-
Najnowsze wieści. Jestem na poniedziałek umówiona na kastrację. Jeśli chodzi o koszty to ok 100zł. Mam jeszcze pytanie ponieważ nasz spaniel ma chipa natomiast nie jest wpisany w bazę danych. Jak się okazało w dniu kiedy uciekł trafił do tego weta i niestety nie było go w bazie. To utrudniło jego szybszy powrót do domu.
-
Będąc dziś u weterynarza z moją znajdą rozmawiałam na temat kastracji naszego pupila. Mam do niej przyjść w celu zważenia i oszacowania kosztów. Cena kastracji obejmie tylko koszta. Chciałabym się na to zdecydować. Pierwsza rzecz czy mogę? Druga czy zostanę w tej kwestii wsparta finansowo. Pozdrawiam
-
Witam właśnie przyszłam od weta. Mały ma ok 7 miesięcy bo ma już kiełki. Waga prawie 27 kg. Z głowa już jest dobrze - najprawdopodobniej pomógł antybiotyk. Uszy czyste. Natomiast trzeba go obserwować bo może mieć dysplazje bioder. Może też to być wynik uderzenia samochodu. Na dzień dzisiejszy trzeba go obserwować. Ma zmieniony antybiotyk na taki, który nie będzie hamował wzrostu chrząstki. Został tez zakropiony przeciw insektom. Zaniosłam kał do analizy i dziś lub jutro będzie wiadomo czy ma pasożyty - jeśli ma to będzie odpowiednio odrobaczony. Jutro lub pojutrze ostrzygę go - zalecenie pani weterynarz. Zwłaszcza że jeszcze ma sierść szczenięcą a on ma jeszcze sporo kołtunów. "Mały" jest bardzo zrównoważony, pozwala sobie zrobić wszystko. Allegro mu wystawiłam. Mam jednak problem, ja mieszkam na 2 piętrze i nie mamy windy. Psiak nie zawsze chce chodzi po schodach a poza tym są mu one nie zalecane. Teraz mu pomagam i niejednokrotnie go noszę po schodach. Ponieważ pracuje w domu dziecka więc padła propozycja aby został przy placówce. Nie mamy jednak kojca dla niego poza tym w placówce dzieci mają różne podejście. Znając możliwości dzieci zarówno ja jak i inni pracownicy placówki wolelibyśmy aby psiak miał jednego właściciela. MOże znalazłby się ktoś kto mieszka w domku w Sosnowcu lub pobliżu i mógłby zabrać go choć jako do domu tymczasowego. Piesek nie sprawia problemów. Nie załatwia się w domu. Czekam na informację Metryczką i innymi sprawami zajmę się wieczorkiem
-
Ja też myślałam, że to kaukaz - weterynarz jednak jest innego zdania. Kaukaz ma ostrzejszą mordkę. Poza tym moja znajda ma jasne skarpety, jasne podbrzusze, jasny przód, jasną końcówkę ogona i jasna plamę na karku a to ponoć cechy bernardyna. Dziś idziemy do innego weta więc na pewno dam znać co i jak :) A bez względu na to jakich ma przodków jest kochany do dzieci. Zabieram go do domu dziecka gdzie pracuje i uwielbia spędzać czas z dziećmi :)
-
:) oczywiście z konsultacji skorzystamy. Wiedzy i umiejętności nigdy za wiele. Osoba zainteresowana psem jest świadoma wszystkich problemów i tego, że pies wymaga pracy. Wie również o tym, że może być potrzebne szkolenie psa. Mając tą świadomość po prostu chce poznać Brunera i dopiero wtedy oceni czy jest gotowa się podjąć opieki nad nim. NIc nie podzieje się z dnia na dzień na to potrzeba trochę czasu. Chciałabym aby z konsultacja poczekać do jej decyzji. Bo jeśli wyrazi chęć adopcji to myślę, że przydałoby się aby w takim spotkaniu uczestniczyła. Co do pozycji "na grzbiecie " u Brunera to wystarczyło mu trochę pomóc. W kontaktach z psami "specjalnej troski" jestem ostrożna. wystarczająco dożo razy pogryzła mnie moja spanielica na etapie adaptacji w nowych warunkach. To w tym okresie uczyłyśmy się najwięcej obcowania ze sobą. Dziś zbieramy tego owoce. Korzystając z okazji mam prośbę o rozejrzenie się za domkiem dla mojego "małego" znajdy. Dodam, że bardzo lubi dzieci :) [U][B][url]http://www.dogomania.pl/threads/183343-szczeniak-w-typie-bernardyna-szuka-dommku-z-ogrodem-juA-tyle-przeszedA[/url][/B][/U]
-
Oczywiście wcześniej pisałam, że cała adopcja odbędzie się zgodnie z wszelkimi procedurami. Jeśli zaś chodzi o osobę, która miałaby go adoptować to moja koleżanka z pracy i uważam, że byłaby gotowa się nim zająć. Nie jest to ktoś kto łasi się na pięknego darmowego psa. Ponieważ u mnie w pracy byłaby to 5 osoba ze spanielem i każda z tych osób miała większe lub mniejsze problemy z temperamentem spaniela. W chwili obecnej z żadnym z nich nie ma problemu a ich właściciele korzystali z mojej pomocy. Osoba nim zainteresowana ma świadomość jakie mogą być trudności ale wie również, że jej z tym nie zostawię. Aby jednak mieć pewność a nasz pupil nie miał większego mętliku w głowie na dzień dzisiejszy będa mięli ze sobą kontakt i będzie uczyła się jak pracować ze spanielem. Nawet jeśli nie zdecyduje się na zabranie psa do siebie umiejętności jej się przydadzą a Bruner tylko na tym skorzysta bo on musi zaufać ludziom. Uważam, że im szybciej podejmiemy się kastracji tym szybciej stopnieje naszemu pupilowi temperament. Wydaje mi się, że bez tego zabiegu nie ma co myśleć zawiązaniu adopcji. Na koniec mojej wypowiedzi zaznaczę tylko, że kontakty z psem nie oznaczają jeszcze wiążących decyzji żadnej ze stron. Wszyscy mamy wątpliwości co i jak osoba zainteresowana również. A chyba lepiej aby ktoś zupełnie świadomie podjął decyzje zmieniająca całe życie na kilka /kilkanaście dobrych lat. No chyba, że ktoś ma inne propozycje.