-
Posts
9086 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by yolanovi
-
Super wiadomość!!!!!:multi: nie zaglądałam długo do Suzi,a tu tak sie wspaniale podziało. Kciukam za Suzinkę i jej nowy domek. Powodzenia sunieczko
-
[quote name='mala_czarna']Podczytuję nieustannie wydarzenie Toli na FB, i Ania napisała, że Tola zupełnie jakby miejsca zamieszkania nie zmieniła, zachowuje się tak, jakby mieszkała tam od zawsze :) Ania pojedzie do weta i umówi się na pobranie próbki na antybiogram. Swoją drogą, taka schorowana sunia, a tak tam mało ludzi na tym wydarzeniu, raptem 167 osób :roll:[/QUOTE] Ludzi przyciąga zazwyczaj jakaś spektakularna tragedia, zwierzęta skrajnie zagłodzone, skatowane, na granicy smierci. Tola jest choreńka, stareńka ale sensacji brak:( Pewnie dlatego tak niewiele osób przyłączyło sie do wydarzenia:shake:
-
Sniezka odeszla za TM..nawet niebo po niej płakało.
yolanovi replied to giselle4's topic in Już w nowym domu
Co słychac u Basieńki? Jak sobie radzi w te upalne dni? Pozdrawiam z moimi dobciami -
Dzwoniłam dzisiaj do domku Bartusia i wszystko jest w jak najlepszym porządku. Pani zadowolona, powiedziała, że pasują z Bartem do siebie ;). Na nic sie Pani nie skarżyła, żadnych rekalamcji nie zgłaszała ;). Jest dobrze i nawet wtedy kiedy Bartuś wytarzał się w jakichś łąkowych perfumach - nie ma problemu. Jak Pani bedzie miała jakieś fajne fotki to podeśle do dexterki.
-
Sniezka odeszla za TM..nawet niebo po niej płakało.
yolanovi replied to giselle4's topic in Już w nowym domu
Dobre wieści:multi: Tak trzymaj Basieńko, a my kciuki za Ciebie trzymamy. -
Sniezka odeszla za TM..nawet niebo po niej płakało.
yolanovi replied to giselle4's topic in Już w nowym domu
Troche smutno zrobiło się u królewny. Mam wielką nadzieję, że sunia odzyska jeszcze radość, pozbiera się po ataku. Z całego serca jej tego życzę. Jakie to szczęście, że ma taki dom, gdzie jakkolwiek nie będzie sie działo, ma miłość i najlepszą opiekę. -
Kochani, ja przychylam się do stanowiska marako. Moja sunia miała czerniaka w mordce, ale nie na podniebieniu tylko z boku. Był to guzek wielkości mniejszej śliwki i wycięty został z marginesem tkanki zdrowej, ale nie kości. Po zagojeniu się ranki (a nastąpiło to dość szybko i bezproblemowo) pozostał tylko niewielki ubytek dziąsła. W przypadku Ramika, tak jak pisze dziuniek sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana i faktycznie przyniesie psiakowi dużo cierpienia i dyskomfortu, a długośc życia po operacji jest trudna do przewidzenia. Czasem nie mozna za wszelką cenę ratować... Takie jest moje zdanie.
-
Biedny Ramik. Miałam sunie z czerniakiem w mordce. Zmianę usunięto chirurgicznie, ale chemie wet odradził. Przeżyła potem jeszcze 13 i pól miesiąca od zabiegu. Przerzut ulokował się w płucach. Większość tego czasu od usunięcia czerniaka sunia żyła w dobrej kondycji, dopiero jakieś trzy miesiące przed odejściem wyraźnie zaczęła słabnąć. Jak umarła miała 11 lat. Czerniak, to jest niestety złe rokowanie :(
-
Niemożliwym jest prześwietlić tak ludzi, żeby wiedzieć, iż są niepoważni, nierzetelni, nieodpowiedzialni. Dom zapowiadał sie super, zasobny finansowo, ludzie zwierzolubni, chętni do pomocy bezdomniakom... Sami po niego do schronu pojechali, nie było problemu z wizytami ani przed-, ani poadopcyjnymi. Było dobrze, tylko, że bardzo krótko. Okazało się, że Pani Ania, która Grysia adoptowała to jakaś dziwna osóbka, niepoważna. Pomieszkała ze "swoją przyszywaną rodziną" krótko, urodziła się malutka, co mogłoby wskazywać, że tam jest wszystko ok, i nagle rodzina przestała być rodziną. Pani Ania uciekła z malutką od Pana, zamieszkała w Bytomiu, nie chcąc już ze mną wcale rozmawiać. Grysiek został, jak nikomu niepotrzebny balast, a przecież on jej tak zaufał biedak :(. Wałęsał sie często poza posesją i nikt na to z domowników nie zareagował. Potrafił włóczyć się tak przez kilka dni poza domem i nikomu to snu z powiek nie spędzało. W końcu poszedł i nie wrócił i też nikt po nim nie zapłakał. Do mnie informacja o jego zniknięciu dotarła w miesiąc po fakcie dopiero i to też czystym przypadkiem, bo nikomu do głowy nie przyszło by mi dać znać. Pan znalazł sobie szybko nową Panią i równie szybko sprawił sobie nowego pieska: tym razem piękną, rasową sunię doga niemieckiego. Chyba taki zwykły, wiejski Gryś nie pasował do wizerunku "Państwa". A Pani Ania? No cóż, ona zupełnie wypięła się na Gryśka, olała jego uczucia jakie tylko dla niej miał, jego zaufanie i przywiązanie. Nawet nie pofatygowała się by zarejestrować chip na swoje nazwisko. Nie była w ogóle zainteresowana poszukiwaniami, nie chciała ze mną kontaktu, nie zrobiła nic. Jeździłyśmy nie raz z [EMAIL="Martika@Aisha"]Martika@Aisha[/EMAIL] z odwiedzinami do domu Grysia, ale za każdym razem zastawałysmy dom zamkniety na głucho. Po otrzymaniu wiadomości o jego zaginięciu zrobiłyśmy plakat z fotką i pojechałyśmy porowieszać po wsi i w okolicach, z pomocą Joanki. Powysyłałam do wszystkich schronisk, gdzie potencjalnie mógł zostać przewiezony, informacje z numerem chipa i fotami. Rozmawiałam z hyclem odławiającym psy w tej okolicy czy takiego odłowił, lub znalazł martwego, pisałam do gminy Psary i sąsiednich. Niestety.... Ktoś zarzucił, że brak determinacji. Gdzie miałam go szukać w miesiąc po zaginięciu? Gdzie pojechać? Do którego lasu, po których łąkach biegać? tam tereny są rozległe, lasy, łąki, pola.... A gdyby nawet, jakimś cudem, udało sie go spotkać, to nie miałabym szansy najmniejszej by go złapać. Może gdyby Pani Ania chciała pomóc, pojechać, poszukać... do niej na pewno by podszedł, gdyby tylko gdzieś był. Strasznie leży mi na sercu ten pies, bardzo boli to co sie stało i bezsilność. Nie mam pomysłu co wiecej zrobić i już tylko jakiś wręcz nieprawdopodobny zbieg okoliczności może przyniesie jakieś pozytywne zakończenie, abo też nigdy nie dowiemy się co sie z Grysiem stało.