w sumię mogę już wam napisać.
Rudy postanowił dodać trochę emocji do mojego życia i jedną łapencją był już za TM.
Nie. Nic go nie pogryzło. Ktoś go musiał gdzieś zamknąć w garazu, albo wpadl komuś do.. komina/piwnicy. Nie ma już tego swojego rudego koloru, jest czarny :P - jak wroci w pełni do siebie to będę go myć. Nie było go prawie 3 dni.
Dziś już sam się załatwia sam
Będziemy żyć :)
(chociaż muszę go nosić do kuwety, bo chce uciekać po chałupie), jęczy i brzęczy. Opuchlizna z łapki zeszła ( gdzieś musiał zahaczyć :/ rana nie za duza ale łapa spuchła)
Byleby teraz nabrać masy i mięsni.