My kiedyś we Wrocławiu w altanie na ogródku też mieliśmy jeże. Do tej pory syn nie może nam darować ,że obrywało mu się za rozwleczone siano. Co żona w dzień pozamiatała to kupka siana która była na trawniku na drugi dzień rozwleczona aż do altany, a drzwi były nie do samej ziemi była duża szpara na dole .Syn po południu chodził podlewać .I tak to trwało. .Kiedyś długo zostaliśmy na ogródku , już była szarówka , żona stała w drzwiach a ze środka spod krzeseł wytoczyła się wielka pani jeżyca ,nafukała na żonę , żona się przesunęła a ta poszła na łowy. No i trzeba było syna przepraszać ha ha,