A ja własnie dzisiaj byłam na posesji pewnej staruszki, straszne zadupie z dala od innych zabudowań, bo moja córka się dowiedział, że nie żyje, a ona miała psa. Przejeżdżając wstąpiłam na posesję, bo z daleka wydawało mi się, ze pies przywiązany. I tak było... Psina mały :shake: i na łańcuchu, straszny szczekacz, no i się zerwał w dodatku. Kochane, omal mnie nie zjadł. Piesek do kostki, ale nie wiedziałam, z której strony mam doopę trzymać:evil_lol:. Do chałupiny mnie nie dopuścił, więc nie wiem, czy babinka żyje, czy nie, ale jakoś mi to nie ciekawie wygląda. Muszę się jakoś dowiedzieć i zająć tym psiakiem. Teraz to przynajmniej wolność odzyskał:roll: