Mozart to wyjątkowe psisko....kiedy od razu po zabraniu go z tego okropnego miejsca pojechaliśmy do weta....psiak stał w gabinecie z głową opartą na moich kolanach i NIC nie robił, miał podawane bolesne zastrzyki, wkuwany wenflon, czyszczone rany.......Mozart opartą główką i szeroko otwartymi oczami, wpatrywał się w moje oczy, nawet nie drgnął....taki ból dla tego psa to już chyba nie ból, to tym co przeszedł....
Oczywiście nie zostawimy pozostałych psiaków w tym piekle......ten "człowiek" miał w sumie 4 psy. Mozart był w najgorszym stanie więc zabraliśmy jego, ale obiecałam reszcie, że po nie wrócimy.
Nie mogę zapomnieć tego szczeniaka, psiak w ogóle nie wychodzi z obory, kiedy go wypuściłam na dwór, pies RZUCIŁ SIĘ NA ŚNIEG, zaczął łykać śnieg, nie wiedział co się dzieje.....bał się wszystkiego i wszystkich, kiedy wyjęłam jedzenie psiak po prostu zwariował.
Żaden psiak nie miał ani kropli wody, ani żadnego jedzenia....wydarłam się co sił w płucach na tego ....... ale on ze stoickim spokojem stwierdził, że te psy mają u niego dobrze i że był głupi, że się nad nimi tak LITOWAŁ.....
Podobno nad żoną i dziećmi też tak się lituje...
Wiem tylko, że musimy zabrać pozostałe zwierzęta........
Tylko człowiek może zrobić coś takiego...