[quote name='elinka']Ale nie będę miała sumienia... bo Pan Doktor jest bardzo wdzięczny Wam dziewczyny, że dzięki pomocy Dogomanii w tak krótkim czasie kilka piesków już znalazło swoje domki. Weterynarz jest bardzo zadowolony z tej naszej współpracy. Mówił, że w sprawie psów dzwonią do niego bardzo konkretne i rzeczowe osoby, nawet w wyniku jednej takiej adopcji umówił się na rewizytę do Toruńskiego schroniska.
I to nie jest tak, że Pan Doktor odstrasza potencjalne domki. Panu Doktorowi bardzo zależy na adopcjach psów ze schroniska, właśnie dlatego min. założył w necie schronisku stronę. Wy nie mieszkacie w Inowrocławiu, ale muszę powiedzieć, że dzięki tej stronie schronisko jest teraz w mieście i w regionie dobrze reklamowane. Weterynarz jest wspaniałym lekarzem i skromnym człowiekiem. Kiedyś zapytał się mnie, co myślę o opisach psów na stronie schroniska, jak je tam przedstawiać? Oczywiście, poradziłam, aby pisał o każdym psiaku prawdę. Przedstawienie psa jest bardzo ważne, osoba adoptująca musi wiedzieć wszystko, aby potem nie było rozczarowań i nieszczęsnych zwrotów z adopcji. Dlatego wydaje mi się, że to dobrze, że Pan Doktor ostrzega przed ewentualnymi trudnościami. No bo chyba lepiej jest ostrzegać niż upiększać, prawda?[/QUOTE]
weterynarz jest jak zauważyłam bardzo dobrym człowikiem te pieski jak go widziały to aż się trzęsły do niego widziałam u nich taką miłość do niego w oczkach. Co prawda schronisko inowrocławskie jest tak ładne w porównaniu do torunskiego. Choć pierwsze co powiedziałam to że wygląda jak przedszkole z daleka to aż miło się tam wchodzi. A w toruniu nie dość że śmierdzi to jeszcze już nie raz widziałam jak szczeniaki piszczące polewali wodą z węża, aby się udpokoiły i robią problemy z adopcją... Koleżanka kiedyś pojechała po pieska bo upatrzyła sobie go już wcześniej to mimo że była autem w combi ze specjalną siatką po między bagażnikiem a siedzeniami tak aby piesek nie mógł wskoczyć na pasażerów to nie dali jej psa bo nie miała smyczy. No i każdy pies jest tak wychudzony, no ok brak jedzenia, ale wystarczy spojrzeć na labradora właściciela schronu, który leży sobie na kanapeczce w biurze... Tak spasionego pieska dawno nie widziałam.