Jump to content
Dogomania

JoShiMa

Members
  • Posts

    104
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by JoShiMa

  1. [quote name='karjo2']2. Dreptanie na kantarku przy wozku jest meczace, nuzace, jednostajne, mlody pies potrzebuje zajecia, dlatego najpierw mozna pomyslec o spacerze, potem szkolenie (nagradzane), by sie wyzyl psychicznie.[/quote] Gdybyś czytała uważnie doczytałabyś, że pies posłusznie przybiega na zawołanie na spacerze a to oznacza, że nie drepcze przy wózku na kantarku przez cały spacer. [quote name='karjo2'] 4. Urazowosc polega na mozliwosci ukrecenia karku, w najlepszym razie spowodowania mikrourazow kregow szyjnych. Rozumiem, ze przynajmniej smycz podpieta jest dwojnikiem do obrozy i haltera?[/quote] W kantarze nie ciągnie więc problem nie istnieje.
  2. [quote name='cropka'] A autorce wątku mimo wszystko radzę wypróbować metodę z zatrzymywaniem się, kiedy pies ciągnie...może w tym przypadku zadziała. Jeśli chodzi o głaskanie, to może psiak po łbie od kogoś dostał i po prostu nie lubi głaskania po głowie. Czy na drapanie pod bródką, przy ręce przysuwanej od dołu też tak reaguje?[/quote] Dziękuję za zrozumienie i sugestię. Obserwacji na razie nie przeprowadziłam bo pies jest po sterylce i trochę nieswój.
  3. [quote name='karjo2']Hmm, sprobuj spojrzec od tej strony, czlowiek ma zajecie: praca, dom, dziecko, szkola, ksiazki, znajomi, net, teatr, kino itp.[/quote] No kurde... Nie czytasz uważnie. Siedzę w domu, z niemowlęciem. Jaka praca? Jakie kino? Siedzę w domu z niemowlęciem i psem. [quote name='karjo2'] A pies czeka, az laskawie ktos go wezmie na spacer, da jesc i co wiecej? Pozostaje nuda, albo fajna zabawa w rozladowanie i fizyczne i psychiczne, po czym pozostaje dobry kontakt i radosc z dobrze spedzonego czasu.[/quote] Kurde, to po co ja się rozpisuję skoro nikt tego nie czyta? Poza spacerem (naprawdę chodzę z psem i dzieckiem na bardzo długie spacery) i karmieniem jest zabawa. Nie ma tylko tresury, bo nie widzę powodu.Rozładowanie energii jest możliwe, chyba, bez tresury. [quote name='karjo2']Nie ma co szukac wymowki, ze pies pare miesiecy spedzil w nieznanych warunkach, to powinno sie dawno zatrzec, pozostac w drobiazgach.[/quote] Nie szukam wymówki. Szukam przyczyny. Tymczasem mam wrażenie, że ktoś tu próbuje mi wmówić, że pies się nudzi, bo ja to tylko na spacer na siusiu, jeść i pić. [quote name='karjo2'] Halter/kantar to zbyt urazowe, jak dla mnie narzedzie[/quote] A na czym jego urazowość polega? [quote name='karjo2']Poza tym, wybacz, dosc zabawnie brzmi, jakimi to konsekwencjami grozi wychodzenie z dosc malym psem na spacer - co maja powiedziec nieszczesni posiadacze psow od 40 kg wzwyz, czyzby jednak sie dawalo ulozyc :evil_lol:.[/quote] Ja nie twierdzę, że się nie da. Twierdzę tylko, że nie potrafię. Poza tym miało brzmieć zabawnie. Choć z drugiej strony nie było zabawne jak pies na smyczy ciągnął pod górę rower tak mocno, że nie musiałam pedałować, tylko dlatego, że mój mąż jechał przodem. [quote name='karjo2']Podobnie wspomniany pies, ktory sobie "nie dawal" zalozyc obrozy, to tylko kwestia wypracowania, a nie zbycia problemu.[/QUOTE] To prawda. Moi rodzice odpuścili. Mając tyle hektarów ogrodu nie mieli potrzeby wyprowadzania psa na smyczy, więc problemu nie było. Chciałam przez to tylko napisać, że tak jak tamten pies miał jakiś uraz, choć go fizycznie nie bolało, tak uraz może mieć i mój. A w ogóle mam wrażenie, że ta rozmowa do niczego nie prowadzi. Czuję się niezrozumiana i mam wrażenie, że masz na mój temat wyrobiony jakiś pogląd i nie czytasz uważnie tego co piszę. Twój pogląd już poznałam, zaniedbuję psa, bo go nie tresuję i na tym możemy zakończyć. Bardzo dziękuję za poświęcenie mi czasu.
  4. [quote name='karjo2'] Z ulozeniem reki mialam na mysli kwestie bolesnosci, dotykania wrazliwych miejsc, obawe przed pewnymi gestami.[/quote] Zwrócę na to baczną uwagę i napiszę co zaobserwowałam. Pies jakiś szczególnie wrażliwy nie wydaje się być. Oczywiście nie wiem co się z nim działo nim do nas trafił i jak był traktowany (moi rodzice mieli psa przybłędę, który do końca życia nie dał sobie założyć obroży i widać było, że to jakiś poważny uraz jest), więc wszystko może być. [quote name='karjo2']Daje do myslenia, ze pies jest od szczeniaka u Was, a tak naprawde tych problemow jest sporo[/quote] No jest, bo i znawcy z nas żadni. Poświęcaliśmy psu czas w sensie wspólnych zabaw i spacerów. Sądziłam, że to wystarczy i że możemy razem sobie spokojnie mieszkać beż całej tej tresury. Z resztą potem była ciąża, noworodek i tak dalej. Teraz są warunki, żeby próbować czegoś więcej niż zabawy w rzucanie i przynoszenie oraz głaski i czułości. [quote name='karjo2'] chocby poprawne chodzenie na smyczy, dobrze przeczytalam, ze w uzyciu jest halter, na jamniorowatego :crazyeye:?[/quote] Jaki tam z niego jamnik? Znaczy coś z jamnika ma (krótsze nogi i lekko wydłużony tułów, zamiłowanie do kopania i ośli upór). Jeśłi pisząc halter masz na myśli kantar z przepaską na nos, zapinany za uszami i z kółkiem do zapinania pod brodą, to tak, jest w użyciu. Niestety pies ma ten problem, że musi iść pierwszy przed wszystkimi, którzy mu towarzyszą a już w szczególności przed osobą, która go prowadzi. Wyprowadzanie go w zwykłej obroży groziło silną asymetrią długości kończyn górnych :lol: i totalnym sfiksowaniem psa związanym z okresowymi niedoborami tlenu wywołanymi podduszaniem. [quote name='karjo2'] 4-5 komend u prawie 2-latka to duzo za malo, siad, stoj, poprawne chodzenie na smyczy, to zakres kilkumiesiecznego szczylka. Moze wynikac z frustracji z nudow.[/quote] Tak jak pisałam, sądziłam, że całe to musztrowanie i tresowanie nie jest konieczne. Nauczyliśmy go tych komend, które wydawały nam się przydatne. To raczej pojętny pies, choć strasznie uparty i czasem próbuje wprowadzać swoje porządki i sprawdzać, czy da się zmienić zasady. Więc jego marny zakres umiejętności raczej nie wynika z frustracji czy nudów. No chyba, że miałaś co innego na myśli. Filmiki w wolnej chwili obejrzę, choć nie wiem, czy narobisz mi smaka. Uczenie psa czegoś tylko po to, żeby umiał mnie nie kręci. Co innego, jeśli zostanę przekonana do tego, że dodatkowe umiejętności mogą w jakiś sposób poprawić nasze "współżycie".
  5. [quote name='Ala94']No dobra, popraw mnie, jeśli się mylę - uważasz, że przed zakupem psa powinny zostać jasno określone zasady, omówione i ustalone wszelkie zmiany, jakie pies wniesie w życie całej rodziny, podzielone obowiązki itd. I wszyscy mają prawo zgodzić się lub nie, tak jak Twój mąż. Dobrze kumam?[/quote] Zakumaj tak: W rodzinie są dwie osoby. Dla jednej pies to kłopot a druga chce mieć psa. Ta pierwsza ma prawo się nie zgodzić jeśli obawia się (a w przypadku dzieci i nastolatków obawa, jak widać z powyższych postów, może być bardzo uzasadniona), że część obowiązków może spaść na nią w wyniku wcześniej nieprzewidzianych okoliczności (bardzo ważny obóz, choroba, zajęcia pozalekcyjne, matura, wyjazd na studia, i co tam jeszcze sobie wymyślisz). Jeśli ktoś nie chce zajmować się psem to jakim prawem ma ustępować? Chęć posiadania psa i swoje możliwości jeśli chodzi o opiekę nad nim można przetestować pracując jako wolontariusz w schronisku. [quote name='Ala94'] Napisałam to, co napisałam, bo u mnie takiej dyskusji nie było i nie ma. Jest proste NIE! I koniec![/quote] I wcale się nie dziwię. Gdybym powiedziała mojemu mężowi, że pod żadnym pozorem nie będę zajmować się psem (hipotetycznie) to on nie naciskałby na jego posiadanie, bo jest odpowiedzialnym facetem i wie, że być może nie zawsze będzie mógł o niego zadbać. To, między innymi, chciałam powiedzieć przytaczając tę historię. [quote name='Ala94']A dla mnie jest to po prostu dowód totalnego braku zaufania, na jaki nie zasłużyłam, bo zawsze dotrzymuję słowa i wywiązuję się z obowiązków, nawet jeśli jest mi ciężko[/quote] W to nie wątpię, ale jest jeszcze coś takiego jak przypadki i wypadki. Masz jeszcze niewiele lat (choć może Ci się wydawać inaczej) i wykazujesz się typową dla Twojego wieku niefrasobliwością i tak zwanym brakiem doświadczenia. Chcesz przekonać mamę i siebie jak to będzie? Podejmij się opieki nad psem ze schroniska na wiele miesięcy i zobacz czy naprawdę jesteś w stanie. Sprawdzisz się i może przekonasz mamę. [quote name='Ala94']Gdyby rodzice chcieli normalnie ze mną porozmawiać, spróbowali na spokojnie przekonać - kto wie? Może przyznałabym im rację...[/quote] Ach. Typowy problem komunikacyjny. Młodym ludziom się często wydaje, że porozmawiać z nastolatkiem, to takie proste jest. [quote name='Ala94']A tak w ogóle to chyba zrobił się offtopic.....:roll:[/QUOTE] No to może administratorzy nas nie zlinczują tylko podzielą, bo w sumie to grzeczne jesteśmy, nie? :loveu:
  6. [quote name='karjo2']To od prawie dwoch lat pies reaguje podgryzaniem na proby poglaskania ?[/quote] Nie mogę powiedzieć, że zawsze, ale prawie zawsze. [quote name='karjo2'] Czy tylko na konkretne dotkniecie, sposob ulozenia reki?[/quote] Upsss. Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć. Muszę zwrócić na to uwagę. Jakieś sugestie? Ignorowanie nic nie da, predzej podsun jedna reke ze smakiem do wylizania, a druga delikatnie podrap np. za uchem, z boku szyi, poszukaj miejsc, gdzie pies sie bedzie nastawial pod dotyk. Co do dzieci, to inna historia, norma jest, ze nieuczony innego zachowania pies bedzie gonil piszczace, szybko biegnace istoty. [quote name='karjo2']Warto zaczac z nim wreszcie pracowac, zauczac polecenia, zaangazowac starsze dzieci w zabawe/szkolenie psa.[/quote] 1. Właśnie mam taki zamiar. Nieudolnie, jak widać, próbuję od jakiegoś czasu a ponieważ efekty są mizerne, to postanowiłam popytać na tym forum. 2. Starszych dzieci niestety brak, przynajmniej na co dzień. Jestem tylko ja, mój mąż i raczkujące niemowlę. :) 3. To nie jest tak, że z psem się w ogóle nie pracuje. Zna, rozumie i wykonuje szereg poleceń. Przynosi smycz, na komendę nastawia pysk do założenia kantara (tu jeszcze się wyłamuje, ale sprawa dość świeża jest), na komentę wchodzi do klatki, na komendę kładzie się, aportuje, Kładzie się na swoim posłaniu. Nie ma problemu z przywołaniem na spacerze. Już prawie oduczyliśmy go skakania (wyjątkiem są właśnie biegające dzieci i goście, ale szkolimy gości jak mają się zachowywać). Pracujemy nad komendą 'siad'. Jednym słowem nie jest zupełnie zaniedbany pod tym względem. Ma problem z gryzieniem oraz niszczeniem różnych przedmiotów i nie wiem z czego on wynika. Mam wrażenie, że jest jednak trochę znerwicowany.
  7. [quote name='BAGI02']Tja mimo że moim dzieciakom znudził się pies nie wywalę go na ulicę ale wiele osób tak robi.[/QUOTE] To chyba lepiej, że rodzice się poprostu nie zgadzają, niż gdyby mieli psa oddać lub wywalić na ulicę, nie? :eviltong:
  8. [quote name='Ala94']Zawsze? Bo wiesz, tym sposobem to nikt nie powinien decydować się na psa. Dorośli też mają urlopy, mogą wyjechać służbowo, mogą zachorować.[/quote] Przeczytaj jeszcze raz uważnie moje wypowiedzi, bo niewiele zrozumiałaś :) Kiedy przeczytasz uważnie i zrozumiesz możemy na ten temat porozmawiać :) Twoim wiekiem tylko tłumaczę sobie to, że szybciej odpisałaś nim się zastanowiłaś nad sensem tego co napisałam.
  9. O psie: 1. Został bardzo wcześnie zabrany od matki. Nie wiem co się z nim działo i w jakich warunkach żył. Raczej nieciekawy, bo trafił do mnie po tym jak go zarekwirowała policja. Szczegółów nie znam. Miał wtedy 3-4 miesiące. 2. Teraz ma dwa lata. Od tamtej pory jest z nami praktycznie bez przerwy. Bawimy się z nim, wyprowadzamy na spacer. 3. Wydawało mi się, że umie jeść z ręki, ale jeszcze się temu przyjrzę. Kiedy daję mu jego ukochane suszone banany, czy inne małe kąski to praktycznie bierze jednym zębem. 4. Piszczących zabawek nie ma bo nie lubił. Z faflami spróbuję. [B]kuna66[/B] a jakie to są inne sposoby. Obiecuję, że nie rzuce się na nie od razu.
  10. [b]karjo2[/b] nie bardzo wiem który wpis masz na myśli. Ja tam nic nie znalazłam :(
  11. No ale to wygląda tak. Pies sobie spokojnie leży, więc nie wygląda jak by się chciał bawić. Sięgam ręką, żeby go pogłaskać i nim go dotknę to moja ręka ląduje w jego paszczy. Zabieram wtedy rękę i rezygnuję z dalszego głaskania na dłuższą chwilę a pies spokojnie leży dalej. No to nie wiem, czy chciał się bawić, bo w sumie to się nie rozbrykał. No ale może spróbuję jeszcze przy tym piszczeć.
  12. Nasz liso-jamnik ma na imię Hobo. Mój mąż tak go nazwał. Sam nosił w dzieciństwie takie przezwisko, to znaczy głównie siostra tak na niego wołała. Oglądali kiedyś taki film o wyjątkowo znerwicowanym psie o takim imieniu. Potem się dowiedziałam, że na ich terenie hobo oznacza też coś bezwartościowego, dziadostwo. Niestety okazało się, że nasz Hobo nie dość, że "dziadostwo" (kundelek) to jeszcze znerwicowany. No pasuje jak ulał. Dla hecy dostał też nazwisko. Badylewski. Lubi na spacerze zbierać patyki i nosić je w pysku.
  13. No właśnie, dlaczego? Od razu zaznaczę, że nie jest to gryzienie związane z agresją (przynajmniej tak mi się wydaje). Za każdym razem jak chcę go pogłaskać, czy dotknąć, to ob mnie łapie zębami za rękę. Robi to niezbyt mocno i nie sprawia to bólu, ale jest dość irytujące. Poza tym w domu jest niemowlę, które też jest podgryzane jak tylko się nadarzy okazja. Kiedy są u mnie dzieci brata, to biega za nimi i podskakuje próbując ugryźć w rękę. Próbuję go tego oduczyć metodą: jak mnie gryziesz to ja zabieram rękę i cię olewam, ale marnie mi idzie. Może jak bym zrozumiała dlaczego on to robi to by mi było łatwiej? A może są jakieś lepsze metody? Już nawet rozważałam, tylko proszę się nie śmiać, utaplanie ręki w czymś ohydnym, żeby mu nie posmakowało. Aha. Pies ma zabawki, które wolno mu gryźć. Jest raczej wybiegany. Chodzi na spacery, biega za piłką nawet w domu. Czy to może mieć związek z jego trudną przeszłością?
  14. [quote name='Greven']Nie popadajmy w paranoję, że jak już jest zwierzę, to trzeba stanąć na wysokości zadania i opiekować się nimi 24 godz.na dobę, 7 dni w tygodniu i 360 w roku. Rodzina, przyjaciele, hotele dla zwierząt... możliwości jest wiele.[/QUOTE] Zgadza się, ale nie zaprzeczysz, chyba, że jest to kłopot. Większy lub mniejszy ale kłopot. Rodzina nastolatki może sobie takich kłopotów nie życzyć :) i ja to rozumiem. Zresztą, jak ktoś zauważył, nie tylko dzieci to dotyczy. Mój mąż chciał psa, powiedziałam, dobrze, ale: pies mieszka w domu, pies jeździ z nami i Twoja mama musi wyrazić zgodę na odwiedziny z psem, ty wychodzisz na spacery, a ja od czasu do czasu niejako przy okazji mogę go zabrać. No i mu przeszła chęć na psa na kilka lat. Potem zobaczył zdjęcie Hobo i powiedział. OK, zgadzam się na Twoje warunki. Tyle, że sprawa była postawiona jasno i nikt się na nikogo nie obrażał.
  15. [quote name='Ala94']Moim zdaniem biorą się z braku odpowiedzialności. Jak się bierze psa pod wpływem chwili, bo taki śliczny i słodziutki szczeniaczek, to potem tak jest. Takie sprawy powinny być ustalone zanim pojawi się pies.[/QUOTE] No i własnie mama [B][B]Tosa_Inu&Husky[/B][/B] ustala jasno. Psa nie będzie, bo nikt, poza jedną osobą nie ma ochoty brać na siebie dodatkowych obowiązków. To uczciwe i nie ma się o co dąsać. [quote name='Ala94']Inna sprawa, że rodzice często nie wierzą dzieciom, że te będą zajmować się psem, boją się, że wszystkie obowiązki spadną na nich.[/QUOTE] I mają rację. Nie mówię tu o kompletnie nieodpowiedzialnych dzieciach, ale nawet tym odpowiedzialnym nagle przypomina się na przykład, że chcą wyjechać na wakacje na które nie mogą zabrać psa. I nagle pies staje się problemem.
  16. To zdjęcie ze śmietnikiem przypomniało mi, że nasz Gamoń nauczył się otwierać nosem śmietnik, którego klapa otwiera się do góry. Robi to jak cicho-ciemny. Bezszelestnie. Tylko czasem słychać jak się śmietnik zamyka.
  17. W samochodzie to nasz Hobo cichaczem pogryzł antenę od CB i to w trakcie podróży. Teraz ma transporter do jazdy w samochodzie. Nie protestuje. Siedzi tam sobie spokojnie. Może nawet czuje się bezpieczniej? Podróżujemy z dzieckiem, więc lepiej, żeby pies cichaczem nie zaczął na przykład przeżuwac pasa mocującego fotelik ]:->
  18. [quote name='*Monia*']Znajomy pies spędzał w klatce 9 godzin bez porannego pobiegania ('bo mu się siusiu będzie chciało') [/QUOTE] Nie czaję argumentu w nawiasie :razz:
  19. [quote name='Tosa_Inu&Husky']Ulubione zdanie mojej mamy:shake: Naszą rozmowę zaczynam ja, a kończy ona. Przykładowa rozmowa. - Kupisz mi psa? - pytam - NIE - warczy mama - Czemu? - Mieszkamy w bloku - No i? - Jak będzie plucha i ziąb to nie będę musiała wychodzić z psem, tylko wypuszczę go do ogrodu - Ale ja chciałabym oduczyć psa załatwiania się w ogrodzie - To k**** poczekaj na psa, aż zamieszkasz sama! [/QUOTE] A ja się wcalę nie dziwię. Bo niby skąd potem biorą się posty typu "Ratunku mam problem z psem. Jakj mnie nie ma w domu to nikt się nim nie zajmuje. Nawet się nikomu nie chce z nim wyjść."
  20. Klatka nie służy do dręczenia psa, tylko do zapewnienia mu bezpieczeństwa. Wierz mi, że bardziej stresujące dla niego były nasze reakcje na jego "twórczość". Przecież nie chodzi o to, żeby znienawidzieć własnego psa tylko dlatego, że ma on jakiś problem ze sobą (jeszcze przeze mnie nie rozwiązany). Spędza tam około 6-7 godzin w nocy (ale gdybyśmy sypiali więcej, to nie ma zmiłuj się). Poza tym jest luzem i towarzyszy nam jeśli tylko jest taka możliwość, włącznie ze spacerami i wybieganiem po okolicznych łąkach. Ponieważ jest mały to wybiega się też w domu, bo jest wykorzystywany do uatrakcyjniania czasu niemowlęciu ;) W dzień siedzi w klatce sporadycznie i tylko wtedy, kiedy musimy wyjść oboje i naprawdę nie możemy go ze sobą zabrać. Poza tym to raczej wesoły i radosny pies. Wygląda na szczęśliwego.
  21. [quote name='zebra12']Często słyszę takie zdanie. I naprawdę nie mogę wyjść z podziwu. Gdy widzę pluchę za oknem, ziąb, wietrzysko, a mój pies słodko śpi na kanapie, to naprawdę nie rozumiem. Codziennie idę do pracy mijając kilka gospodarstw i wiejskich domów (pracuję na wsi). [/QUOTE] Świat nie jest czarno-biały w przeciwieństwie do Twojego posta. Tak się składa, że mieszkam na wsi (i w zasadzie mogłabym poczuć się dotknięta takim stawianiem sprawy). Mam psa, którego trzymam w domu. Nie śpi wprawdzie na kanapie, bo nie, ale też nie waruje 27/7 na łańcuchu. Jestem zdania, że w miejscach publicznych (a za takie uważam ulice i miejskie parki) pies powinien być wyprowadzany na smyczy. Mój ma do dyspozycji własne podwórko, a nawet jak wychodzimy na zewnątrz, to są miejsca, gdzie mogę go puścić luzem, bo aż po horyzont nie widać człowieka. Mój pies nie męczy się ani tak jak męczyłby się w mieście ani tak jak Twoim zdaniem męczą się psy na wsi. PS. Ktoś tu wspomniał, o podniesieniu komfortu życia na wsi i nowych domach ze starym sposobem traktowania psów. Niestety ludzie ci na wieś sprowadzają się z miast. So...
  22. Nasz psiak ma na imię Hobo. Wołamy na niego: Hobo, Hobunio, Hoboszczak, Hobolewski, Hobulec, Durniu, Głąbie, Badylewski (lubi na spacerze nosić patyk w zębach), Klapaucjusz (ma klapnięte na bok jedno ucho). Więcej sobie nie przypomina,
  23. [quote name='wiska']gdyby moja mloda zostala bez klatki to bym nie miala do czego wracac :D [/QUOTE] Hi hi hi. To zupełnie tak jak u mnie. Zaczęło się dość łagodnie. Hobo zeżarł butelkę odkamieniacza. Oczywiście rozpracował ją na naszej wersalce. Przez miesiąc nie dało się na niej spać. Potem to już zżerał wszystko co mu wpadło do pyska. Najgorzej było jak któregoś dnia obudziłam się i nie mogłam znaleźć swoich okularów. Okazało się, że już ich nie ma, to znaczy zostały druty. Zrobił to w pół godziny. Mąż rano wypuszczał go z klatki i szedł do łazienki a po pół godziny wychodził z nim dopiero na spacer. Ten czas wystarczył mu, żeby cichaczem zdjąć ze stolika okulary i rozpracować je na swojej ulubionej wycieraczce. Na tejże wycieraczce znaleźliśmy nadjedzone skórzane etui od komórki męża, którą ściągnął sobie ze stołu. Szczęściem komórkę zgubił niosąc zdobycz na wycieraczkę. Wygryzł dziurę w linoleum w korytarzu, nadgryzł dywanik leżący w korytarzu przed łazienką (na owej dziurze) a nawet drzwi do łazienki nadgryzł. Hitem jest jednak bielizna. Wygryza dziury w kroku w przypadku majtek i pod pachami w przypadku koszulek i staników.
  24. Nie bardzo kapuję o co chodzi z tym kartonem. Ja mam psa "klatkowego". Też był z nim problem, bo gryzł różne rzeczy. Po pierwsze kosztowało nas to coraz więcej (na przykład kilkaset PLN za zrobienie nowych okularów, które zdjął mi w nocy ze stolika i zeżarł) a poza tym mógł sobie zrobić krzywdę. Nie sposób zabezpieczyć wszystkich kabli w domu. Ilośc pozostawionych zabawek (nawet kompletnie nowych) nie miała znaczenia. Czuję, że to ma związek z jego burzliwą i nie do końca jasną przeszłością. Wiem tylko, że był zabrany od matki nim ukończył 3 miesiące. Policjanci go zarekwirowali podczas jakiejś akcji i trafił do mnie. Klatkę znosi bardzo dobrze. Wchodzi tam dobrowolnie, nawet wtedy, kiedy wie, że zostanie zamknięty. Nie awanturuje się. Wymagało to trochę pracy i cierpliwości, ale nie wygląda na to, żeby działa mu się straszna krzywda. Oczywiście wolałabym, żeby mógł spać tam gdzie mu się podoba, na przykład w naszej sypialni (blisko stada), ale wątpię, żeby udało mi się to osiągnąć. Nawet jak przez kilka dni jest dobrze to i tak w końcu coś zżera. Najczęściej bieliznę. O zostawieniu go luzem podczas naszej nieobecności nawet nie ma co mówić.
  25. [quote name='galagutek']Na smyczy ciągnie niesamowicie...[/QUOTE] Mieliśmy to samo z naszym Hobo. Mały, taki trochę jamnikowaty, a ciągnął tak, że ręka bolała po spacerze, nawet półkolczatka nie pomagała. Kupiliśmy coś w rodzaju kantara (nie kaganiec), który kółko do zapinania smyczy ma pod pyskiem. Pomogło. Teraz mogę iść na spacer prowadząc jednocześnie psa i wózek :) Jak by cię interesowało, to poszperam po sieci i pokażę dokładnie to ustrojstwo.
×
×
  • Create New...