Jump to content
Dogomania

Drzagodha

Members
  • Posts

    3703
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Drzagodha

  1. panbazyl, a jakie to stowarzyszenie? Bo ja lubię stowarzyszenia i fundacje zajmujące się poszczególnymi rasami, pomocne są :D
  2. [B]ciemnaczekolado[/B], a wiesz, że Sonia to mama Tosi i Moruska? Trafili do nas całą rodziną Sonia i jej czwórka dzieci. Dwoje już w nowych domach, Sonia już też, jeszcze tylko Tosia i Morus...
  3. A wracając do Happy - teraz jest już bezpieczna za TM i nikt jej nie skrzywdzi. Poczekamy aż dostaniemy wyniki sekcji, może się coś w jej sprawie wyjaśni...
  4. Bo schron nie powinien być umieralnią. Powinno to być tymczasowe miejsce, w którym czeka się na prawdziwy dom :) Ale nie oszukujmy się, większość schronisk nastawionych jest na zysk. Jeśli chodzi o nasze schronisko, nie ma o tym mowy - nikt z naszego stowarzyszenia, które zarządza schroniskiem, nie otrzymuje za wykonywaną tam prace wynagrodzenia. Wszystkie pieniądze przeznaczamy na zwierzaki. Śmiać mi się chce, jak czasem ktoś przychodzi i wywala oczy ze zdziwienia, że nasze psy są karmione taką a nie inną karmą, że nie są wychudzone, niektórym przydała by się wręcz dieta odchudzająca ;) Przez to, że wystarcza nam na wszystko, możemy również wspomagać inne schroniska itp. Szkoły uwielbiają robić zbiórki karmy, a że nam ona nie potrzebna, przekazujemy to schroniskom, które takowej potrzebują (jak ktoś chętny na suchą karmę to pisać ;) ), pomagamy również ludziom, którzy dbają o swoje psy, jednak sytuacja materialna rodzin nie jest najlepsza. Zdarzyło nam się już przygarniać zwierzaki z innych schronisk, takim psiakiem jest np. Czernuszek z Mysłowic (swoją drogą czeka na dom, jakby ktoś szukał czarny żywioł to u nas znajdzie :D ), takim psiakiem jest też Bobik z Dzierżoniowa, dla którego w schronisku nie było po prostu miejsca (Bobik też czeka na dom, jakby ktoś chciał radosnego 9-latka to u nas znajdzie ;) ). Jak tylko mamy miejsce i jesteśmy w stanie pomóc to pomagamy, nie widzimy z tym problemu. Robimy również sporo akcji adopcyjnych, promujemy nasze psiaki gdzie się da. Schronisko jest nowe, działa dopiero od połowy sierpnia. Mamy jeszcze azyl, przez który od początku roku przewinęło się kilkadziesiąt psiaków. Mimo tego, że schronisko nie działa długo, wydaliśmy w zeszłym roku do nowych domów 94 psy i 72 koty. W 2011 roku, do nowych domów trafiło już ponad 30 zwierzaków. Liczby może nie są nie wiem jak duże, ale nasze schronisko nie cierpi na przepełnienie. Nie musimy usypiać zwierząt po to, żeby zwolnić miejsca innym. Każdy psiak czy kociak, który do nas trafia, dostaje nową szansę. Wiadomo, że nie każdemu jesteśmy w stanie pomóc. Niektóre są w takim stanie, że nie da się ich już wyleczyć. Ale to że jest stary, nie ma łapy, nie widzi? No i co z tego? Każdy z nas ma przynajmniej jedną taką bidę w domu. Ja mam sunię bez łapy, koleżanka ma sunię z usuniętymi gałkami ocznymi (jakiś kretyn psiknął jej w oczy farbą w sprayu, mimo regularnych wizyt u psiego okulisty, oczu niestety nie dało się uratować), druga ma autystycznego kota. Biuro w schronisku zamieszkują dwie staruszki, jedna jest niewidoma. W biurze mieszka również Atos (ten z pękniętym kręgosłupem, panewką i wyrwaną kością udową, którego wcześniej opisywałam), którego właścicielka kazała uśpić, bo nie chciała mieć psa kaleki. A Atos jest już pełnosprawnym psem! Nasze schronisko nie jest duże, nie ma również nie wiadomo jakich standardów. Ale ma ludzi, którzy kochają to co robią i dbają o to, żeby zwierzakom było tam jak najlepiej (o ile w schronisku może być dobrze). Nie chodzi mi o to, żeby się przechwalać czy coś. Chciałabym Was zmotywować - walczcie o to, żeby w Waszych miastach schroniska prowadziły osoby, którym będzie zależało na losie zwierząt. Nie będzie wtedy trzeba zbierać na hotele, żeby wyciągnąć jakiegoś psiaka ze schroniska. Większość z osób na dogo działa w jakiś fundacjach, stowarzyszeniach. Walczcie o to, żebyście to Wy zarządzali schroniskiem! Nam się udało. A jeszcze rok temu w Głogowie bezdomne zwierzaki nie miały tak kolorowo... Ale może nie będę się już na ten temat rozwodzić, nie ma już na szczęście tamtej umieralni i mam nadzieję, że nigdy nie wróci.
  5. Wrzuciłam Piotrusia tutaj [url]http://www.dogomania.pl/threads/201892-Przygarne-bia%C5%82ego-kotka[/url]!!!
  6. Happy była u Oli na DT. Decyzje o uśpieniu my podjęliśmy, mała od dwóch dni była w śpiączce... Setką niepotrzebnych leków wykończyli jej w klinice chyba wszystko... anita_happy tak, to klinika na Powstańców Śląskich. Tą klinikę poleciła Oli ciotka. Dziewczyna rozmawiała wcześniej na temat Happy z innym wetem, który powiedział jej, że cytuję "Chętnie się na małej nauczą". Kategorycznie zabroniłam iść tam z małą, nie chciałam, żeby trafiła do niedoświadczonego weta. Niestety w każdym mieście jest tak, że jakaś lecznica ma wyrobioną renomę i wszyscy ślepo do niej chodzą. U nas też jest taka lecznica, wszyscy wpatrzeni jak w obrazek, ceny z kosmosu (2 tys. zawołali od znajomej za amputację łapy u kota...), błędów pełno, ale i tak wszyscy tam chodzą, nawet Ci, których zwierzaki zakończyły tam swój żywot... U ludzi się utarło, że jak drogo, to najlepiej. W tym wypadku błędem było to, że pies trafił do osoby, która nie miała doświadczenia z chorymi psami. Wierzę w to, że Ola nie chciała jej skrzywdzić, niestety opieka nad małą ją przerosła. Pewnie gdyby została u nas w schronisku i dalej mieszkała sobie w kuchni też by było inaczej... Ale teraz nie ma już co gdybać, trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość. Ja już wiem jedno - nigdy więcej nie powierzę na DT psa ani kota nikomu nieznajomemu, a już na pewno nie tak daleko. Gdyby to było w naszym mieście, Happy dalej leczona by była przez tych samych wetów. Gdyby to było w Poznaniu - też mam tam swoją zaufaną wetkę, która wyciągnęła nam już jednego psa z nużeńcem i grzybicą, był może w lepszym stanie jak Happy, ale za dobrym też nie. Pół grzbietu wyłysiałe, wszystko zaognione, sypało się z niego jak nie wiem, wyłysiały pysk i łapy itp. A Magda wyciągnęła psa z tego w dwa tygodnie. Dokładnie tyle, ile zajęło weterynarzom z Warszawy wykończenie Happy... Wszyscy się cieszyli, że Happy jedzie na DT, dom był wcześniej sprawdzony, miało być tak pięknie, a wyszło jak wyszło... Dlatego mimo tego, że miałam szukać DT dla suni, która ma popękaną w kilku miejscach panewkę, będzie mieć usuwaną główkę kości udowej i coś tam jeszcze, zapowiedziałam już, że pies zostaje w schronisku. Pies z połamanym kręgosłupem, pękniętą w dwóch miejscach panewką i kością udową wyrwaną ze stawu doszedł do siebie w schronisku i aktualnie jest praktycznie w pełni sprawny (zarzuca lekko zadkiem), inny psiak, z przerwanym rdzeniem kręgowym stanął w schronisku na nogi, to i Happy doszłaby zapewne do siebie... Niestety jak widać czasem chcąc, aby zwierzak miał lepiej, dokładamy mu tylko cierpień... Żeby było jasne - nie chcę od Oli wyciągać żadnych konsekwencji. Wina jest po naszej stronie, że pies tam trafił... A że Warszawscy lekarze pozjadali rozumy i uważają, że wiedzą lepiej niż lekarze z takiej małej mieściny jaką jest Głogów, to już inna sprawa... Moim zdaniem, Ola mimo swojego wieku nie dorosła jeszcze do opieki nad zwierzakiem. Happy przypłaciła to życiem... Nie wiem Olu czy to czytasz, jeśli tak, to nie obraź się, ale ja już bym Ci żadnego psa nie powierzyła, nie jesteś jeszcze na niego gotowa. Mam nadzieję, że ten buldog angielski, którego chcesz w przyszłości mieć, nie będzie chorował, a jeżeli będzie - to że nie będziesz słuchać ślepo lekarzy, ludzie też się konsultują u kilku, jeśli mają jakieś wątpliwości. W tym wypadku wszyscy zachowali się źle. Nie tylko Ola i weterynarze, ale i my wszyscy, którzy ślepo cieszyliśmy się z tymczasu dla Happy. W przyszłości serce trzeba odstawić na bok i zacząć trzeźwo myśleć...
  7. Witamy, witamy czekoladkę :)
  8. Wproszę się do Czesia, bo mnie za serducho chwycił :loveu: A te jego piękne oczyska... To ja się zaraz biorę za robienie ogłoszeń :p
  9. No, więc Sonia od wczoraj w nowym domu :) Państwo zakochani, nasza Sonia bardzo przypomina ich Sonie, która odeszła w grudniu w wieku 17 lat. Mała spała już dzisiaj z panem w łóżku, później przeniosła się na fotel. A wczoraj już nowego pana obszczekała, bo... Bezczelnie wyłączył jej telewizor! A ona przecież oglądała :evil_lol: Jak włączył go z powrotem to dopiero przestała szczekać ;) Ma kociego kolegę Filipa, który jest... kotką :D Ganiała już dziś po podwórku, obszczekała sąsiadów, bawi się już z domownikami. Myślę, że będzie ok ;) A tak przy okazji - źle napisałam wcześniej, Sonia nie mieszka w Warszawie, tylko w Przasnyszu, w Warszawie mieszka córka Państwa ;)
  10. To w takim razie czekam na PW, odezwę się, kiedy dokładnie bym była ;)
  11. Jak tylko otrząsnę się po Happy zrobię małemu jakieś ogłoszenia...
  12. A my z Daisunią witamy cioteczki :loveu:
  13. Najpóźniej w przyszłym tygodniu pojawię się w Poznaniu - komu mogę podrzucić obiecane fanty na bazarek?
  14. Przekleję tylko to, co napisałam na labradory.info, to tak pokrótce. Wybaczcie, nie wiem ile jestem w stanie dziś napisać... Szkoda tylko, że moje łzy nie przywrócą małej życia... Specjalnie zajechałam wczoraj do Warszawy, chciałam zobaczyć Happy. Ola wiedziała, że się do nich wybieram, miałyśmy jechać razem do innego weta. Niestety, Oli nie było w domu, nie odbierała również telefonu. Dziś rano napisała mi sms, że była u siostry na spotkaniu komunijnym. Kilka godzin po tym sms Ola próbowała się do mnie dodzwonić, niestety, siedziałam w szkole, nie mogłam odebrać. Dostałam smsa treści "Zgadzacie się na uśpienie psa? Mówią, że nic nie da się zrobić, za dużo chorób i jej organizm już się poddał." Mimo tego, że rozmawiając przedwczoraj wieczorem z Olą zaznaczyłam, że ma małą w niedzielę stamtąd zabrać (została zostawiona w szpitalu) i pojedziemy razem do innego weta, to Happy trafiła dziś ponownie do tej samej kliniki. Jako, że nie mogłam odebrać (w moim liceum nie wychodzi się na lekcji nawet do toalety) wysłałam sms do kierownika naszego schroniska, z prośbą o kontakt z Olą. Okazało się, że Happy od dwóch dni była w agonii, była sztucznie podtrzymywana przy życiu. Aneta podjęła decyzje o uśpieniu małej, moim zdaniem w tym wypadku słuszną, nie było sensu przedłużać jej cierpień... Nakazaliśmy wykonanie sekcji Happy, ma być zrobiona na warszawskiej uczelni, nie wiem, czy coś wyjaśni... To co mogę powiedzieć - strzeżcie się jak ognia tej kliniki. Tamtejsza pani weterynarz stwierdziła dzisiaj, że Happy trafiła do nich pod opiekę w takim stanie, że już nic nie mogli zrobić, że jej organizm był strasznie osłabiony itp. Totalna bzdura - Happy w tygodniu poprzedzającym wyjazd miała robione wszelkie badania, morfologia i biochemia wyszły książkowo, nic nie wychodziło ponad normy. Miała powtarzaną zeskrobinę, wyszedł psi nużeniec. W Warszawie zrobiono jej podobno zeskrobinę, weterynarze stwierdzili, że mała nie ma nużeńca tylko grzybicę. Po faxie, który od nas dostali (była tam między innymi informacja o tym, że z zeskrobiny robionej 2 tygodnie wcześniej wyszedł nużeniec) doszli do wniosku, że ona jednak grzybicy nie ma, za to ma problemy z przełykiem. Po drodze stwierdzili jeszcze, że ma alergię pokarmową, bo mała ma biegunkę (szkoda, że u nas jej nie miała, biegunki to chyba przez cały pobyt u nas nie miała) i zamienili jej acanę na jakąs weterynaryjną karmę. Pal licho karmę. Na samym początku ogolili też małą na łyso, a że podejrzewam, że wychodziła na dwór bez jakiegokolwiek ubranka (co przy ostatnich warunkach atmosferycznych raczej nie było wskazane, ale tutaj mój błąd, bo nie pomyślałam, że Ola może na to nie wpaść), więc nie dziwi mnie, że nabawiła się zapalenia płuc. Kolejna sprawa - u nas Happy już biegała (może to nie był jeszcze sprint, ale jednak), bawiła się itp. A tam? Przestała chodzić! A weterynarze stwierdzili zapalenie mięśni. Happy zawiozłam w pełni zdiagnozowaną, z wynikami, z wpisem w książeczce odnośnie przyjmowanych leków. Leczenie wdrożone przez naszych wetów przynosiło rezultaty, które było widać gołym okiem. Tamtejsi weterynarze w faxie otrzymali również prywatne numery telefonów do weterynarzy, którzy w Głogowie prowadzili Happy. Żaden nawet nie zadzwonił. Co lepsze - wprowadzili swoje leczenie, po którym z Happy było niestety coraz gorzej... W ciągu dwóch tygodni doprowadzili Happy do śmierci... Przykro mi to mówić, ale Ola, choć starsza ode mnie o kilka lat, nie jest jeszcze gotowa do opieki nad chorym psem. Bo uważam, że Happy nie miała właściwej opieki, szkoda, że okazało się to tak późno... Moim zdaniem, Ola jest zbytnio wpatrzona w tamtejszych weterynarzy, ufa wszystkiemu co mówią. Nie daje sobie wytłumaczyć nic, co jest odmienne ze zdaniem weterynarzy z tej kliniki. Smutne, ale prawdziwe. Szczerze mówiąc nie wiem też, czy Happy miała robione kąpiele, dla których był szukany DT. Bo jeśli weterynarz stwierdził, że ma ich nie robić (a mam wrażenie, że podważali każdą decyzję naszych wetów, dla durnego udowodnienia czegoś), to zapewne nie były one robione. Ale i tak najbardziej to zła jestem chyba na samą siebie. Niepotrzebnie zaczęliśmy chyba poszukiwania DT dla małej, może teraz biegałaby sobie wśród nas... Wiem jedno - nigdy więcej nie oddam nikomu niedoświadczonemu (bo nie ma się co oszukiwać, Ola doświadczenia z chorymi zwierzakami nie ma) chorego zwierzęcia. Wszyscy myśleliśmy, że będzie dobrze, weterynarze mieli tylko pociągnąć nasze leczenie, niestety stało się inaczej i Happy przypłaciła to życiem... Mam tylko nadzieję, że jej ofiara nie pójdzie na marne i wszyscy nauczymy się czegoś na popełnionych już błędach... Jak dostaniemy historię choroby i wyniki sekcji to będę mogła napisać coś więcej.
  15. Prawdopodobnie Happy zostanie uśpiona, Ola bagatelizuje moje prośby o opinię innego weta, twierdzi, że przez to męczę psa. A lecznica, do której ma podejść znajduje się na przeciwko tej, w której właśnie jest...
  16. Jak dla mnie to mogę po ogłaszać jako mixa każdego :evil_lol: Zawsze to większa szansa, że ktoś go wypatrzy ;)
  17. Starsze psiaki znajdują dom, to i on znajdzie ;) Grażynko, przecież ja mu nie pozwolę w azylu na dożywociu siedzieć!
  18. Za dobrych wieści to nie mam. A właściwie to żadnych. Mimo mojego pobytu w Warszawie nie zastałam Oli (tymczasowej opiekunki Happy) w domu, nie odbierała też telefonu. Także ani nie widziałam małej, ani nic nie wiem... Miała być zabrana z tamtej kliniki, jutro mam nadzieję obejrzy ją inny wet. Ale mam jakieś złe przeczucia... Nie wiem czemu, ale chyba żałuje, że zawiozłam małą na tymczas. Weci zamiast jej pomóc tylko ją skrzywdzili...
  19. Tak na oko, to tak ze 40cm w kłębie?
  20. Właśnie dzwoniła do mnie Ola. Weterynarze proponują uśpić małą. Ma zapalenie płuc, mięśni, podejrzewają problemy z przełykiem. Mam wrażenie, że odkąd Happy pojechała do Warszawy, jest z nią coraz gorzej. Wybaczcie, ale jestem wściekła. Tamtejsi weterynarze nas olewają, nie chcą się nawet z nami skontaktować. Nie chcą się skontaktować nawet z wetami, którzy w Głogowie prowadzili Happy. Nie podważam ich umiejętności, ale ufam naszym wetom, a warszawiacy podważają ich wszystkie diagnozy. Szkoda tylko, że u nas leczenie Happy przynosiło rezultaty, a tam jest coraz gorzej... Jutro jadę do Warszawy, nie wykluczam, że przywiozę małą z powrotem. Po drodze zajadę z nią do Poznania do mojej wetki, niech wyrazi swoje zdanie. Będę przynajmniej wiedzieć na czym stoję. Żeby było jasne, nie mam pretensji do Oli, ale nie pozwolę uśpić psa, jeśli moja wetka stwierdzi, że są szanse. Wszystko okaże się jutro.
  21. Poszukuję kogoś, kto pomoże mi określić, czy ten oto psiak ma coś wspólnego z szorstkowłosym gończym bretońskim ;) [IMG]http://i54.tinypic.com/1zqg8qf.jpg[/IMG] Uszy ma na pewno za małe, ale może coś tam z gończego ma? :evil_lol:
  22. A nóż się innemu w zamian poszczęści? ;)
  23. Bobiś jeszcze nie taki stary, zobaczycie, znajdzie dom :)
×
×
  • Create New...