Jump to content
Dogomania

margot1504

Members
  • Posts

    80
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by margot1504

  1. Kuku Emilia, pytasz czy wlasciciel zaplacil za koszty leczenia???, otoz ..oddal co do grosza!!!jak rowniez zaplacil kare za samowolne wypuszczanie psa kategorii 2 ( jest to niedopuszczalne),zajeli sie tym ''hycle"-tak sie w Polsce mowi i slowo to przeraza, tutaj jest rzecza normalna ze psiak od weterynarza (ktory trzyma go kilka dni) trafia na dzien do nich i oni wystawiaja fakture. Tak wiec psina trafila na jeden dzien do nich( bylam przy tym w klinice, rozmawialam z Hyclem, on przy mnie dzwonil do wlasciciela powiadamiajac go gdzie jest pies, kiedy mozna go odebrac i jakie sa koszty, w przeciwnym razie jesli nie ma ochoty go odebrac powiedzial, ze sa dwie panie( ja i moja corka), chetne do adopcji psiaka). Facet zglosil sie po psa tego samego wieczora, 2 dni po, zona wlasciciela dzwonila do mnie z podziekowaniami i obiecala , ze mi go przyprowadzi, gdy tylko pies wydobrzeje( tak sie nie stalo), stracilam z nimi kontakt, gdy dzwonila telefon byl zastrzezony, brak numeru. Mysle, ze psina ma sie dobrze a facet, ktory zaplacil orbitalna sume za swojego psa, mysle ,ze dostal dobra nauczke. Moim zdaniem, gdyby nie chcial tej psiny, nie zaplacilby albo i wyparlby sie jej, poniewaz tatuaz , ktory miala na brzuszka byl nieaktualny, czyli na dobra sprawe pies do nikogo nie nalezal....( pierwszy wlasciciel mieszkal w Marsylii, to jest 150 km od nas).Weterynarz po weryfikacji numeru, wydzwanial pod nr tel , niestety nr byl nieaktualny, tak wiec bylismy pewni, ze wlasciciel sie nie odnajdzie. ...A jednak. Psina, zdaniem wlasciciela uciekala od czasu do czasu..i wracala..tym razem, zostala zaatakowana przez jakies duze zwierze( prawdopodobnie dzika, rany byly tak rozlegle i glebokie, ze ciezko bylo je zszyc( brakowalo skory), blakala sie ponoc przez dobre trzy dni( po ocenie ran), byla wycienczona ( na dodatek upal 40 stopni!), ledwo trzymala sie na nogach...cale szczescie, ze trafila pod nasz dom, mogla isc w winnice i tak skonac..Ryczalam jak swieta Magdalena !!!!!!!!!!!!gdy weto powiedzial nam, ze jeszcze godzinka, dwie i psina skonalaby. MAM OGROMNA NADZIEJE ZE MA SIE DOBRZE I ZE WLASCICIEL DOSTAL PO KULOSACH!!!!!!!!!!! pozdrawiam slonecznie
  2. Nie zwlekajcie z amputacja!!!!!!!!!!!!!!, proscie weto zeby zrobil to jak najszybciej!!!Umowilam sie na rozmowe z weto na poniedzialek, jest teraz bardzo zajety,przez telefon nie dalo rady porozmawiac dluzej niz 1 min. powiedzial, ze jesli lapa puchnie , jest to znak do natychmiastowej !!!!!interwencji a nie na dodatkowe badania!, nie ma czasu, nie ma na co czekac i zwlekac!!!!.liczy sie kazda godzina, rak w tym stadium rozwija sie w piorunujacym tempie! Dalsze badania mozna wykonac po amputacji, najpierw trzeba pozbyc sie tego najgorszego( taka jest jego opinia). Powodzenia
  3. Rycze czytajac Was....Boze , zeby tylko udalo sie, zeby mala wyszla z tego! Ja 3 lata temu znalazlam kota w oplakanym stanie. trzeba bylo amputowac tylna lape( zmiazdzona przez samochod). Zabralo mu troche czasu, zeby nauczyl sie chodzic( skakac). Po 2 miesiacach dawal sobie swietnie rade, wybywal z domu na caly dzien i wracal zmeczony wieczorami (podwojny wysilek). Nie moglam go zatrzymac, wiec oddalam go pewnej babci( cudowna staruszka). u niej znalazl spokoj i milosc. Jest fantastyczny a lapka nie stanowi juz problemu. Mam nadzieje ze tak bedzie z Luna. W poniedzialek jade do zaufanego weto( jak mnie widzi pyta co za zwierzaka znow przynioslam?) Ostatnio zawiozlam (dzieki strazy pozarnej- psiak byl duzy- dog argentynski, nie wiedzialam jak go podniesc, byl we krwi i konal z bolu)psiaka na wykonczeniu, w ostatniej chwili go uratowalismy, mial rany do kosci, muchy skladaly jaja, rozszarpany pysk). Nie spalam nocami(moja corcia tez), weto zrobil wszystko co mogl, pozszywal rany, dal antybiotyki, zastrzyki itd, ale mieli go odeslac do schroniska a pozniej??? nie dawalam za wygrana. Choc mamy zwierzaki i malutki domek, chcialam go przygarnac. Koszta leczenia byly ogromne, kolezanka (sasiadka) postanowila mi pomoc).. Cud sie stal pewnego dnia- odnalezli wlasciciela!!!!!! Przez tydzien nie interesowal sie zaginieciem psiaka, mowil, ze dla niego bylo normalna rzecza, ze psiak wybywal z domu.. Zabral psine do siebie. Ulzylo mi, prosilam go tylko zeby dal mi znac co z psina i zeby ja przyprowadzil ktoregos dnia na chwilke, bym mogla ja zobaczyc( obiecal i slowa nie dotrzymal) mam nadzieje, ze ma sie dobrze. Tak wiec ja tez nie przejde obojetnie obok zwierzakow. Zalezy mi na nich bardziej niz na ludziach. Wypytam weto gdzie co i jak w sprawie protez. Dam Wam znac. Musi byc dobrze. Pozdrawiam was bardzo slonecznie i czekam z niecierpliwoscia na nowiny. Buziaki
  4. Ciesze sie ogromnie ze przeszedl transfer ( mysle , ze zajmie to pare dni), ze moglam nareszcie wplacic co nieco zeby pomoc Lunie,i nie tylko.... ze mam cudowna corke, ktora kocha !!!!!tak jak ja zwierzaki ( Marta wplacila polowe swoich pieniedzy) ze znalazlam tak wspanialych ludzi jak Wy, ktorzy walcza o kazda istote!!!! pozdrawiam Was slonecznie!!!!!
  5. Witam, od wczoraj jestem wstrzasnieta losem Luny i nie tylko jej losem.. Tak jak obiecalam Lacrimie, jutro przesylam pieniadze na leczenie. Gleboko wierze ze wszystko bedzie dobrze, ze operacja i leczenie powiedzie sie. Bede z Panstwem w ciaglym kontakcie. Pozdrawiam serdecznie i slonecznie cala ekipe. Trzymajmy sie razem :) ! Margot Medard (z Francji)
×
×
  • Create New...