Jump to content
Dogomania

wlowik

Members
  • Posts

    33
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by wlowik

  1. No i jakoś się te zwierzaki dogadują. Cały dzisiejszy dzień obserwuję ich zachowanie i już wiem, że Oggie jest bardzo tolerancyjny dla Bosa, ale na łeb sobie wleźć nie pozwoli. Hierarchia musi być.:razz: Bos może się teraz wydawać nieco osowiały (w stosunku do tego co wyczyniał na początku), ale rozrusza się spowrotem. Byle nie za swoim ogonem. Czasami to mam takie wrażenie, że boli Go kiedy chce nim pomachać, a że boli, to chce złapać, i stąd to kręcenie się w kółko i bieganie bez celu. Nie wiem, na razie wycieram mu tyłek mokrymi chusteczkami dla niemowląt, a, że kikut ma mocno przygięty do ciała, to nie takie proste. No i nie lubi tego. Postaramy się by lekarz sprawdził co nie jest w porządku, ale to za jakiś czas. Polubił za to szczotkowanie. Na szyi szczególnie, i za uszami gdzie miał dredy także... Pcheł nie znalazłem, nie pojawiły się też ich wylinki przy oczach, więc raczej ich nie ma (chyba, że jakaś wredna gryzie go w tyłek). Planowałem dziś zrobić próbę pozostawienia psów "samopas", i w sumie to by się powiodła, gdybym nie musiał się zdemaskować. Asieńka i Wiktor wyszli z domu tak, jakby psy zostawały same, zamykając drzwi i odjeżdżając samochodem. Ja po cichu obserwowałem z wnętrza. I było by dobrze, bo zapanował spokój, ale Bosman dorwał się do piszczącej kostki i w mig rozwalił ją w drobny mak, i w dodatku próbował ją zjeść... A taki plastik w przewodzie pokarmowym jest nie do wykrycia i nie do strawienia... Lepiej było się zdemaskować niż mieć potem problemy. Psy były wyraźnie zaskoczone moją obecnością, więc szast prast i pozamiatane, a mnie dalej nie ma...:cool1: Teraz trochę się nudzą bo nie jest tak gorąco, a spać nie daje jakiś kombajn... Bos widzi całkiem dobrze jak mija działanie antydepresanta ! Teraz przed wieczorną dawką nawet przez brudną szybę mnie wypatrzył. To super, jak już całkiem odstawimy będzie OK. (po wieczornej dawce myślałem, że kurza ślepota, po porannej się zastanawiałem nad działaniem ubocznym, przed wieczorną jestem przekonany o słuszności diagnozy). Zaraz posiłek i spanie... c.d.n. ... ja się ukrywam, a ON-ki śpią, na razie... [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss2/P1020591.JPG[/IMG] ... Oggie woli się odgrodzić tyłkiem, a Bos już nie próbuje cudzesów... [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss2/P1020574.JPG[/IMG]
  2. [quote name='kari'].. Cieszę się, że wychodzi na to, że się tam u Was odnalazł. Z klamkami nie miałam pojęcia :lol: Wszelkie drzwi zamykaliśmy na klucz, aby właśnie np. Boss nie skoczył na furtkę i nie uciekł niepostrzeżenie.[/quote] No, nie miał wyjścia. Właśnie wróciliśmy ze spacerku po polu i nad jeziorko. Oba psy spiąłem jedną smyczą z zaczepem po środku, doczepiłem linkę i wyszliśmy za bramę. Trochę się plątaliśmy, bo to nie malamuty, co rwą do przodu, a owczarki pilnujące sfory, ale się dało... Po odpięciu linki pozostały złączone 2-metrową smyczą. Gonitw nie było, ale przynajmniej były razem i nawet się nie zaplątywały nawet w krzaczorach. Aż nie mogłem się nadziwić jak pięknie współpracują. Potem spotkaliśmy suńki sąsiadów i wszystkie psy zaplątały się totalnie :shake: więc trzeba je było poodpinać... Bos wolał być z boku i pokazywać wszystkim że nie ma ogona, Oggie dawać pokaz młodej owczarzycy jak się groźnie warczy, a stara owczarzyca zaszyć się w krzakach w cieniu... Tylko właściciele stad wymieniali poglądy... Bóle fantomowe ? Może tak, a może brudna pupa ? Bo tak coś ten kikut mocno przyciśnięty do ciała... Wróciliśmy wszyscy przypięci do linki, jak przystało na porządne stadko. :lol: Pupa oikazała się rzeczywiście brudna, i w dodatku niedostępna. Albo rzeczywiście boli, albo ... albo to tylko taki protest przeciwko ingerencji w intymność mokrą szmatą...:oops: Od mycia tyłków (są przecież 2, jak wszyscy, to wszyscy...) przeszliśmy do zabawy w gonienie i łapanie trzech zabawek. No i się skończyło... Bos chapnął zębami Oggiego za uchem, a ten przypomniał mu kto jest kapitanem. Błyskawicznie wywrócił Bosa na plecki i warczał aż ten błagalnie zaskomle. Na komendę "dość ! " natychmiast puścił, ale piszczącego jeszcze obszczekał. Dokładnie obejrzałem oba psy i jedyne,co im się stało, to to że Bosman był kompletnie zapluty na szyi, a Oggie tylko za uchem. Żadnych zadrapań, wyrwanych kłaków, nic... A tyle wrzasku... I oba głupole, zanim wytarłem im te zaplucia już oblizywały sobie nosy. Zaskoczyła mnie natomiast reakcja sąsiadów. Przyszła młoda Pani i zapytała grzecznie co się stało... No i musiałem się tłumaczyć:oops: Przyjechała Asieńka, trzeba kończyć. c.d.n. ... Bos zna już miejsce w stadzie... [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss2/P1020594.JPG[/IMG] ... a tak podziałała gazeta... [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss2/P1020587.JPG[/IMG]
  3. Noc minęła spokojnie. Nawet zdążyłem sobie pospać na kanapie, z uchem przy drzwiach. Rano, jak Asieńka wychodziła do pracy, trochę zamieszania zrobiło się przy furtce, potem przy płocie, bo Bosman wtykał łeb w siatkę, ale mu przeszło jak zawołałem. Potem już było dobrze. Wypuściłem koty (wyszły wszystkie trzy gęsiego, jak nigdy), a do domu zaprosiłem psy. Dla Bosa to była nowość, ale większego zainteresowania nie przejawiał, ot przeleciał się wokoło kilka razy i wypadł na dwór. Zabawy z piłeczką już "odstawiliśmy", preferujemy bardziej wspólne, jak gonitwy za sobą, szukanie "niczego po krzakach", i takie tam... Piłeczka była konfliktogenna, bo jak Bos się do niej dorwał, to było po zabawie. Niezależnie co robiliśmy, on kręcił się z nią w kółko patrząc tylko na mnie. Komenda "puść" okazała się kompletnie nie skuteczna, a siłowe załatwienie sprawy nie jest przeze mnie akceptowalne. W ogóle żadne zabawy siłowe nie wchodzą w rachubę. Teraz bawimy się butem Oggiego, do którego Bos nie wykazuje takiego przywiązania.;) Bos chyba słabo widzi, może przez te leki (bardzo częste działanie uboczne), bo nie zauważa wielu rzeczy, choć na nie patrzy. Kieruje się bardziej węchem, a tu zapachy są wszystkie nowe, więc czasem wpada na linę albo drzewko. Nawet kota przeoczył, a jak już zobaczył, to obszczekał... Na szczęście Oggie stanął między nimi i zawarczał w obronie Frotka, najmłodszego sierściucha. :cool1: Przy miskach tym razem nie było konfliktów. Oba psy dostały tyle samo, ale Bos "pochłonął" swoje błyskawicznie i zaraz do michy Oggiego... Oggie jadł spokojnie, tylko pokazał zęby (pięknie uniósł jedną wargę) i Bos już mu nie przeszkadzał. Obie porcje śniadaniowe zostały spożyte w całości, popite i ... pewnie już strawione. Teraz, już od dwóch godzin, oba psy spokojnie drzemią. Żadnego szczekania ani ganiania za ogonem. Odpoczynek w cieniu. Myślę , że jak zjem śniadanie (o 14-tej, to już chyba pora...), to wezmę je na smycze i pójdziemy na pole. Kolczatkę Bosa przedłużyłem, może spróbuję na jednym sznurku. No i jeszcze jedno. Wczoraj Bos pchał się do domu jak opętany, drapał, otwierał klamką, przeskakiwał barierkę... Nie pomagało tłumaczenie, że to moje gniazdo i tylko jak się zgodzę będzie mógł wejść. Dzisiaj drzwi są otwarte na oścież, stoi tylko barierka. A Bos drzemie przed nią... Co potrafi uczynić zwykła gazeta ...:evil_lol: c.d.n. ...Bos jadł szybciej od światła... [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss/P1020545.JPG[/IMG] ... a potem przegnał Oggiego ... [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss/P1020546.JPG[/IMG] ... krótko mówiąc "porządził"...
  4. :shake: ... no i niepotrzebnie je obudziłem... Wyszedłem cichcem od strony garażu i zakradłem się przed frontowe drzwi. Oba psy smacznie spały na trawniku, ale na mój widok natychmiast zerewał się Bos. I raczej nie po to, by mnie przywitać, ale by sprawdzić kto to. Tym razem to On czuwał. Coś mi się zapowiada bezsenna nocka... Poszły sobie gdzieś w ogród i nie bardzo wiem dokąd , ale jest cicho i spokojnie, więc po obchodzie powinny pojawić się pod drzwiami. Za to koty poczuły coś nowego... Jak zobaczyły w drzwiach Bosa, to mimo jego braku zainteresowania nimi, dały w panice drapaka na strych. Aż się zrobił zator na drabinie. Teraz Pikuś chodzi po garażu i odstrasza (miałczeniem), Irokez siedzi na środku pokoju z głupią miną, a Frotek walczy z ręcznikiem, który leżał pod łapami Bosa w samochodzie... Co będzie jutro, zobaczymy... c.d.n. p.s. Bosman już na posterunku, kapitan Oggie jeszcze się gdzieś szwęda... No i czemu nikt mi nie powiedział, że Bos wie jak się używa klamki ? Dotychczas tylko Pikuś to potrafił... Jak się skumają, to cienko będzie...:evil_lol: ...świeżą wodę użył do prania piłeczki... [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss/P1020540.JPG[/IMG]
  5. Ciężka jest dola przewodnika, oj ciężka... :oops: Jak już było słychać, dojechaliśmy. Trauma Bosa wyszła już w podróży. Samochód bez niego nie może się ruszyć z miejsca ; każdy szybko jadący pojazd jest niebezpieczny i trzeba go atakować profilaktycznie... Szczególnie autbus albo TIR. Próba "puszki od piwa" to tylko potwierdziła. Nie boi się, czyli nikt mu do ogona nie przywiązał takiej. Więc było to raczej porzucenie i potrącenie przez coś szybko jadącego (tak ze czwarty lub piąty pędzący pojazd). To już wiemy. Wiemy też jakie miejsce w hierarchii stada przypadło Bosmanowi... Nie jest kapitanem, ani armatorem. Pozostaje mu "ustawić" koty... Krótkie utarczki "na dzień dobry" stawiały Bosa na pozycji rządzącego. Piłeczka, której za czorta nie oddawał, wyżarcie Ogiemu jego strawy, wylanie wody, zajęcie budy... Jednym słowem "Pan I Władca". Ale się skończyło. Poszło o nowe posłanie (stara wykładzina) i miejsce u boku przewodnika (mnie ;)). Starcie było krótkie, ale dramatyczne . Warkot, jazgot i kotłowanina zakończona skowytem i ucieczką pokonanego... I wszystko pod kontrolą. Żadnej krwi, sprawdziłem. ... I wyobraźcie sobie, że ten nadaktywny wulkan energii po chwili leżał spokojnie na boku, z wyciągniętymi łapami i ... spał jak suseł. A Oggie obok niego warował i pilnował terenu. Nie kręcił się za ogonem, nie biegał bez celu w kółko, tylko spał, z normalnie zamkniętymi powiekami. Po tylu godzinach walki o dominację Bos znalazł "swoje miejsce" w stadzie. Teraz jest pewien, że o jego bezpieczeństwo dba przewodnik i starszy Oggie. Pół godziny później Bosman był już wyspany i gotowy do nowej zabawy, której prowodyrem był Oggie. Puszka od piwa (smacznego, owszem), zastosowana do testu, znalazła się w posiadaniu Oggiego, a ten, z braku piłeczki, prowokacyjnie zaczął uciekać. Bos dał się wciągnąć i po chwili oba psy ganiały się jak opętane... Widział kto Bosa ganiającego za kumplem ? I bez piłeczki !? :crazyeye: Dogadali się. Jeszcze pewnie parę razy Bos spróbuje dominacji i dostanie OPR od Oggiego, ale nic mu nie będzie. Oggie jest dla niego jak starszy brat. Krzywdy mu nie zrobi. Aha, Bos zwrócił Oggiemu jego żarcie... Tak niestety jest, jak się za szybko "chapie" a potem biega. Ale zjadali to wspólnie... Teraz chyba śpią, bo jest cicho, zaraz sprawdzę. c.d.n. p.s. nie jestem sadystą, psy same się muszą "dogadać"... Bos wyzera resztki z miski Oggiego... [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss/P1020531.JPG[/IMG]
  6. ... No, masa, albo więcej. Ale On jest ON-kiem i cała radość w nauce przez zabawę. Nie wiem czemu Kari robi z tego tajemnicę, ale ja od tygodnia jestem umówiony na spotkanie w niedzielę z Bosem. I jestem gotów pokonać kilkaset kilometrów nie tylko po to, by Go odwiedzić, ale by Go adoptować. Ja decyzję już podjąłem i przemyślałem, zanim zgłosiłem się do Kari. Teraz już tylko od Kari i Bosa zależy czy Bos zamieszka z nami. Rozumiem ostrożność Kari w tym względzie, rozumiem, że moje dane na stronach internetowych jej przedstawionych mogą nie być wystarczające i popieram jej zapobiegliwość . Zapewniam jednocześnie, że choćby niebo się waliło, to dojadę do Zgierza na spotkanie. I gdyby to ode mnie zależało, to już od tygodnia Bos miałby rodzinę i dom. Ja słów na wiatr nie rzucam, za stary jestem... [URL]http://nasza-klasa.pl/profile/1601462[/URL] [URL]http://www.forum.karawaning.pl/viewtopic.php?t=3732&start=0[/URL] [URL="http://www.mag.wrota.net/budowa.htm"]www.mag.wrota.net/budowa.htm[/URL] To strony internetowe na których można się czegoś o mnie i członkach rodziny dowiedzieć... Niczego nie ukrywam. Pozdrawiam wszystkich.
  7. [quote name='kari']hehe.. no cóż, ja akurat poszłam do szkoły wcześniej.... :evil_lol:[/quote] No i nic w tym złego. Tyle tylko, że trochę beztroskiego dzieciństwa gdzieś uleciało... Zapewne szkoła wówczas była miła, ale wtłaczała w pewne "ramki". Ja stawiam na rozwijanie własnych zainteresowań, wzbogacanie wiedzy o świecie drogą myślenia i samodzielnej pracy (z dziećmi się udało - dwie międzynarodowe matury z paskiem, i... znawca owadów i pajęczaków). Dom, to nie szkoła, więc i tu nie ma "ramek". Wszyscy jesteśmy częścią mechanizmu (watahy, rodziny, czy jak tam zwał), i wszyscy współpracujemy, ale też wszyscy mamy czas dla siebie, na własne zdobywanie wiedzy i umiejętności. Gdy ktoś broi, dostaje burę i instrukcje, jak zdobywać wiedzę nie psując pracy drugiego. Dzięki temu Oggie nie kopie dziur pod płotem i nie przeskakuje furtki, Wiktor nie rozpala ognia w domu a Asieńka... (sory, Asieńka, to moja zona). Tak czy inaczej, każdy zna swoje miejsce, a jak jeszcze nie zna, to znajdzie. Przewodnik poprowadzi tak, by każdy czuł się niezbędny i dowartościowany . Bo przewodnik nie jest nauczycielem, on pokazuje jak można się czegoś przydatnego nauczyć. pozdrawiam.
  8. ...uff . Przebrnąłem... Miałem kupić na allegro kurczaki do hodowli, a tu masz... Jakiś traf chciał, bym przewertował 3 strony psów, koni i kotów, i trafił na "Gerciowatego" z problemami... Chciałbym zwrócić tylko uwagę na jedno. Pies jest zwierzęciem stadnym. W każdym stadzie istnieje hierarchia od przewodnika, po błazna. Błaznem jest być wygodnie, bo błazna nikt nie ruszy, przewodnikiem ciężko, bo odpowiedzialność. Pan i pies to właśnie takie małe stado... Trochę za małe. To dla psa nie jest naturalna sytuacja. Brak w niej watahy której trzeba strzec i z którą trzeba współpracować, by coś osiągnąć. Bos nie musi być traktowany specjalnie, musi się spełniać w stadzie , takim prawdziwym, jak wataha wilków (czyli w rodzinie...) Można go oczywiście "wyrwać" z instynktu i wychować "po ludzku". Ale to jak 5-latka wysyłać do szkoły... Pozdrawiam Kari i pozostałych.
×
×
  • Create New...