-
Posts
33 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by wlowik
-
Witam. Każdy, kto adoptował zwierzaka ze schroniska wie, że jego wychowanie to nie "chleb powszedni"... A szczególnie gdy ten zwierz jest inteligentny, sprytny, silny i ... ma przeszłość. Nie wiadomo na jakim etapie życia coś go zmieniało, co i jak bardzo... Dajmy na to jedzenie... Bosman na początku rzucał się na michę z chrupkami jak opętany, jakby go głodzono od wieków. Łykał wszystko pełnym pyskiem, rozsypywał i nie zbierał, potem szybko zalewał drugą michą wody i gnał w podwórko. Nie interesowały go twarożki, mięska i skórki z kurczaka. Łykał chrupki... Często po takim daniu wtrząchniętym na szybko miał "cofkę", której już nie tykał. W ogóle, to nie zbierał niczego z ziemi (to dobrze), ale nie chciał też niczego z ręki (niby też dobrze, ale...). Nie było go czym przekupić. Zabawka w pysku i "nie oddam", a smakołyki "olewam". Od czego zacząć ? Kiedy dałem Oggiemu surowe jajko, to wziął ostrożnie do pyska, ogon w górę i w trawę. Tam ostrożnie, przytrzymując łapami, zrobił zębami parę dziurek i wylizał aż do suchych skorupek. Skorupki potem też wtrząchnął... Bosman z jajkiem w pysku spojrzał na mnie ze zdziwieniem i wypluł... Jajo spadło na podłogę, rozbiło się i rozlało, a on nic... Ominął. Jak próbowałem z kręceniem i toczeniem, to dopadł, rozdeptał i zostawił... Widać w życiu nie miał z czymś takim doczynienia. Podobnie z kubkiem od śmietany, surowym mięsem i innymi kuchennymi smakołykami. Jedynie mleko rozpoznawał i aż świecił oczami na widok kartonika. Do dzisiaj jest "wybredny" i niektóre szmakosy go nie nęcą, chyba, że zobaczy jak Oggie się zajada, to też jest gotów spróbować. Nie robiliśmy eksperymentów żywieniowych, oba dostawały to samo i tyle samo, o tych samych porach 2 razy dziennie. Teraz już Bosman je spokojniej, czasami coś zostawia na później, tak jak Oggie. Wie, że nie zabraknie. Zadziwiające jest to, jak niewiele o smakach wiedział taki roczny pies. Sadzałem go więc przy sobie przy stole w kuchni i jedząc na szybko spreparowany obiadek gadałem co i jak smakuje, próbowałem i częstowałem. Jak widział, że mi smakuje, to chętnie próbował, wylizywał talerze, nawet z łyżki jadł. Tu, mówiłem, jest jajecznica, dobra, prawda, a z tej strony musztarda, która nie jest dobra... pali w język. Prawda że [B]nie[/B] dobra ? A on całe to gadanie wchłaniał jak gąbka. Nie należy do "dziadów", które ciągle pod stołem się ślinią, więc nasze kulinarne pogawędki musiałem jakoś aranżować. Oggie w tym czasie pilnował ogrodu i kotów. Bo normalnie, to Oggie ma pierwszeństwo "przy stole" . c.d.n.
-
Adres już działa. Gdzieś mi wsiąkła jeszcze jedna karta pamięci, tak ze 2 GB, ale wrzuciłem w zamian fotki z telefonu, którym posługuję się na codzień, stąd kiepściejsze, ale są. Witaj [B]epe, [/B]faktycznie coś w tym jest... Na dzisiaj koniec, bo wstać trzeba o 5... pozdrawiam wlowik.
-
... Pamięta ktoś jeszcze ? Minęły dwa lata (ponad) jak Bosman jest z nami. I chyba jest szczęśliwy, tak jak i my. Lęki minęły, towarzystwo Oggiego mu dopisuje, żadnej choroby trzustki nie ma ... No i pracuje, tak jak chciał. Właśnie ładuję na Google znalezione z tych lat fotki całego stada, więc wkrótce podrzucę linka. No i pewnie coś nagryzmolę, bo pogoda nie nastraja do czegoś innego. pozdrawiam wlowik. ...noo, już jest adres: [url]https://picasaweb.google.com/104797569744430696013/StadoDomowe?authuser=0&feat=directlink[/url]
-
No to i ja się odezwę... :p Minęło kilka miesięcy od kiedy jest z nami Bosman. Prawie pół roku... I wygląda to tak, jakby był z nami od zawsze. No, prawie... Nie wszystko o sobie jeszcze zdradził. Ale widzę, że już nie ignoruje tego, co mu nie pasuje i gotów jest do kompromisów. To prawda, że "rozkręca się" w mgnieniu oka, jakby miał ADHD, ale da się to przeżyć. Trzeba z nim tylko dużo rozmawiać... Wiem, to zwyczajny monolog, ale jemu pomaga. I nie wystarczy powtarzać tego samego, on lubi nowe słowa. [B]Zabawy[/B] Z Oggim już się rozumieją bez tłumacza. Sami wymyślają zabawy, warczenia i gonitwy. Hitem jest ostatnio żonglerka kolorowymi miskami. Pewnie dlatego, że zabawki poginęły w śniegu. Wygląda to tak, że Oggie podskubuje Bosa za łapy, Bos odwarkuje i biegnie po miskę, a z miską pędem wokół domu. Oggie za nim pełnym galopem... Jak za długo nie może dogonić, to przybiega po drugą michę, za nim Bos ze swoją w pysku, ale już chyba mało atrakcyjną, więc gonitwa teraz za Oggim... Oba psy z michami w pyskach, warcząc na siebie i szturchając się miskami, gubiąc je i odnajdując, biegają pędem po całym terenie... Chwilami wygląda to jak kolejka śmierci w lunapatku : lokomotywka Bosman i wagoniki Oggie, dyndające się na boki i zarzucające na zakrętach... Do upadłego...:lol: A ja potem zbieram te miski z całego podwórka, bo tam gdzie padną, tam zwykle zostaje sprzęt... Przy powtórce, którą prowokuje najczęściej Bosman, idą następne miski, potem zamarznięty czerwony sweter, potem oberwana gałąź sosny, potem drobne szczapy do kominka... a potem od początku... Tą zabawę powtarzają kilka razy na dobę, bo jak wracam z pracy, to wszystkie zabawki są "w terenie". No i po przywitaniu serwują mi następny pokaz... Byle co w pysk i w nogi ! :eviltong: [B]Fajerwerki sylwestrowe.[/B] Oggie w domu położył się spokojnie przy kanapie i udawał, że śpi. Bosman koniecznie musiał obszczekać to coś, co strzela i błyska. Wyszedłem więc z Bosem przed dom i podziwiałem. Ja jemu tłumaczyłem z czego się to bierze na niebie, a on odganiał szczekaniem, by nie przyleciało za blisko. Chyba mu zaimponowałem tym spokojem, bo on chwilami bardzo się denerwował, ale przetrwał bez chowania się w budzie albo w domu. Tylko przychodził do mnie usiąść na stopie, przytulić do nogi i uspokoić.;) [B]Koty. [/B] Generalnie, to one się boją Bosmana, bo jest okropnie ciekawski. No i ogłusza je jednym szczeknięciem. Siedzą wtedy w łazience na piecu i grzeją futra. I jest dobrze... :evil_lol: [B]Samochód.[/B] Ciągle jest obiektem polowania... Choćby był i pół kilometra za polem... Co innego jak nim jedzie. Może jeszcze nie najspokojniej, ale da się już wytrzymać. Będzie z niego dobry podróżnik.:multi: pozdrawiam wlowik.
-
Kapitan Oggie dowodzi bez wstrząsów. No i dobrze jest, bo najwyżej Bosman powarkuje a nie atakuje. Nawet przy witaniu się nie robi głupot, choć przy bramie jest pierwszy. Rany oczywiście nie były poważne (jak na psa...), ale opatrzyć było trzeba dzięki czemu miałem okazję poznać uległość Bosa wobec zapachu medycyny... Spirytus wylizał :crazyeye:, plastrem się okleił, a kompres jałowy wtrząchnął ze smakiem. Ale zabandażować się pozwolił, i do dnia następnego nie rozpaprał niczego. Wprawdzie chwilę później obsikał ścianę w pokoju... ale rozumiem... nabzdręgolił się tym spirtem. :cool1: W ciągu doby wszystko się zagoiło i opatrunek został zdjęty za pomocą nożyczek (odcięcie od futra), a nie zębisk Bosmana. Po tej "potyczce" Bosman odstąpił Oggiemu budę na noc... I oba spały obok budy... Oggie najwyraźniej nie rości sobie praw do spania w domku, woli otwartą przestrzeń. No, w ostateczności wciska się na materac między budą a ścianą domu. To mu pasuje tak bardzo, że wczoraj wygonił stamtąd Bosmana... [IMG]http://www.mag.wrota.net/pazdz09/100_0250.html[/IMG] ...miało być zdjęcie, ale za cholesterol nie chce się wkleić... Lepiej popatrzeć na wszystkie : [URL]http://www.mag.wrota.net/pazdz09/socjalizacja.html[/URL] no może prawie ... Bo przeszły cenzurę Asieńki. c.d.n.
-
No i mieliśmy nowy przewrót... :evil_lol: Znowu nie wiadomo kto rządzi... A było tak. Wyszliśmy na niedzielny spacer na pole, oba piesy w kagańcach i na luzie, oba rozbrykane i radosne, tylko Oggiemu kaganiec zawadzał. Niby nic, ale jak tylko przystanął by skrobnąć łapą po nosie, to Bosman był już z warkotem na jego karku. I tak coraz częściej i agresywniej... Już chciałem odwołać Bosa na smycz, ale nie zdążyłem... Na moich oczach Oggie pozbył się kagańca zaczepiając pasek o kolczatkę Bosmana (sama wywraca się na lewą stronę co ma swoje zalety, ale nie w tym przypadku), i galopem puścił się w naszą stronę. Radosny jak skowronek ! Tego było za wiele dla Bosmana. Mimo, że był w kagańcu rzucił się na kark Oggiego próbując narzucić swoje przywództwo. Takie dosyć dziwne, bo miałem wrażenie, że chce Oggiego odpędzić od nas. :shake: Kilkakrotnie go zatrzymywał obwarkując i szturchając kagańcem i mimo, że zawróciliśmy po ten nieszczęsny, porzucony sprzęt, że próbowaliśmy odwrócić jego uwagę od Oggiego, zachowywał się po prostu zbyt agresywnie. Oggie jest spokojny i cierpliwy, ale wreszcie nie wytrzymał...:angryy: Nierówna walka nie mogła się skończyć inaczej jak porażką Bosmana. Tym razem nie odwróciłem się tyłem i nie odszedłem, udawałem tylko, że jestem czymś zajęty i nie obchodzą mnie ich porachunki. A porachunki wyglądały tak, że Bosman rzucał się na kark Oggiego, Oggie odgryzał się i odsuwał, Bosman atakował ponownie i ponownie zostawał powstrzymany, powtarzał to kilkakrotnie, aż Oggie postawił sierść na karku i z pełną pasją, jak lokomotywa natarł na Bosa... Szast prast i po krzyku... Kilka sekund potrzymał Bosa na ziemi i wystarczyło. Wprawdzie ten kłapał jeszcze pyskiem w kagańcu, ale był pokonany, o czym wiedział. Dalej spacer był już normalny, chodzenie na smyczy też i przyzwyczajanie do ulicy również. Normalne dwa kumple i już.;) Dopiero w domu wyszło na jaw, że Bosman ma "ranę kłutą" na jednej łapie, i "ranę szarpaną" na drugiej... A zachowywał się przez cały spacer jakby nigdy nic... Nawet przez chwilę nie pokazał, że jest poszkodowany. :-( Tak się już wcześniej zastanawiałem, dlaczego Oggie tak łatwo oddał władzę młodszemu Bosowi. Nawet nie został draśnięty... A tu pokazał, że nie zniesie takiego poniewierania. Bo faktycznie był ostatnio bardzo źle traktowany przez kumpla, podgryzany, zaczepiany i sztorcowany na każdym kroku. Od wczoraj znowu jest spokój, Bosman bardziej opanowany i mniej szczekania o nic na podwórku. Bos wciąż jeszcze nie zna realiów wsiowej wolności, nie wie kto obcy, a komu odpuścić, i jako przywódca niepotrzebnie się stresował. Ale przynajmniej poznał rolę której się domagał. Za jakiś czas pewnie ją przejmie ponownie...:p Z budą to rzeczywiście problem... Oggie, za nią nie przepada. Tylko dwa razy widziałem, że w niej spał (w noc po przejęciu przywództwa przez Bosmana i kilka nocy później, jak była wichura i grad, kiedy Bosman spał w garażu). Nie widziałem też nigdy by spały w niej oba, chociaż temperatury nocą spadały do -4*C. Będę chyba musiał zrobić przejście do garażu... Coś w każdym razie muszę wykombinować, bo obu do domu na noc raczej nie zaproszę (banda wymorduje nam koty...):diabloti: Na zdjęcia ciągle nie ma czasu, ale postaramy się to zmienić. c.d.n.
-
[quote name='epe']Hi,hi:evil_lol: Ogromne ilości jedzenia to normalne -a o deserek się przypadkiem nie napraszają?;)[/quote] O deserek to One się dopominają i przed jedzonkiem i po... :lol: Ale to wszystko pryszcz... Najważniejsze, co się wydarzyło, to przejęcie przywództwa przez Bosmana. Taki mały bunt na łajbie... A stało się to tak, że Oggie jak zawsze zapluwał grzywę Bosmanowi który właśnie trzymał zabawkę w pysku, ten odwarknął zamiast położyć uszy po sobie i doszło do walki... Wiadomo jakiej, ale groźnie brzmiącej i zakończonej skowytem ... Nie patrzyłem na psy, pozostawiając je same sobie, po prostu się odwróciłem i odszedłem. :cool1: Trochę się zdziwiłem, że pierwszy przybiegł do mnie Oggie, w dodatku kulejąc. Ale uśmiechnięty i zadowolony. Tyle tylko, że okropnie zapluty na szyi... Pogłaskałem, wytarłem kłaki i pomasowałem łapę. Był wyraźnie zadowolony, ale kiedy podbiegł Bosman, delikatnie się odsunął i pozwolił go głaskać. O dziwo, tym razem Bosman miał suchą grzywę, nie płaszczył się jak pokonany, tylko proponował zabawę podtykając kapeć... No więc się bawiliśmy... Oggiemu nie chciało się już biegać, ale wesoło sobie "hopsał" w kierunku rzucanej zabawki, a potem ustępował z drogi pędzącemu Bossowi. Wszystko na wesoło i z merdaniem ogonów... :cool1: Tej nocy Oggie spał w budzie... Nie wiem dlaczego, nigdy nie lubił w niej przebywać.... Ale spał i to jak suseł... A Bosman biegał od płotu do płotu i szczekał. Na wszystko i na nic... Rano był tak mokry i wytytłany, jak tylko może być pracujący pies. Wręcz miałem wrażenie, że słaniał się na nogach. Za to Oggie rankiem wylazł z budy i ostentacyjnie przeciągnął się od nosa po koniuszek ogona, ziewnął szeroko i spokojnie usiadł. Był cieplutki, suchutki i wypoczęty...:evil_lol: Nie wiem jakie są obecnie relacje stadne między nimi... Chyba przywódcą jest Bosman (dominuje szybkością, sprytem, zabiera zabawki kiedy chce, okazuje dominację skubiąc Oggiego za kark, zaczynając jedzenie jako pierwszy, pojawiając się przy drzwiach przed Oggim...), ale to Oggiemu nie przeszkadza, i sądzę, że przez większość czasu dzielą się obowiązkami przywódcy stada. Ta jedna noc była nauczką dla Bossa. Chcesz rządzić ? To proszę bardzo, ja sobie pośpię, a ty pilnuj...:eviltong: Teraz znowu Bosman sypia w budzie a Oggie przed nią, razem biegają do ogrodzenia, nie walczą o zabawki bo wszystkie są Bosmana, oba przybiegają na deser razem... No i generalnie, to jest spokojniej bo Oggie na kapitana to się specjalnie nie nadawał... Może jest doradcą ? :p Nowy samochód przypadł bardzo do gustu Bosmanowi... Wystarczy uchylić bagażnik, a już jest w środku. Choćby tylko posiedzieć... A z kotami ciągle jest jak "pies z kotem". Wczoraj próbował się dołączyć do leżącego na kanapie Frotka, ale kiedy już na nią wlazł (delikatnie jak trusia) i próbował przytulić, to Frotek dał drapaka do łazienki... I po zabawie...:loveu: Kończę, bo siada bateria a prąd wicher urwał... c.d.n.
-
:lol:[quote name='mitunia']Hej, co tam słychać u psiaków?[/quote] :lol: ... Ano, szczekają... We dwójkę, to One są jak stado bawołów... Całe zielsko, łącznie z grzybami, już wydeptały, wykopały parę pułapek na idącego z wodą (czyli na mnie), rozniosły w strzępy kapeć treningowy i jedno posłanie, poobgryzały miski i porwały wiaderko... Jak są same to kombinują razem najgłupsze rzeczy, ale to pewnie z nudów. Jak jesteśmy my, to Oggie idzie odpoczywać, a Bosman nas zamęcza. Wszędzie go pełno do kwadratu. Tak stara się "pomagać", że można dostać świra. Na szczęście w domu już nie szaleje. Czasem tylko coś znowu go zaskoczy... A to woda w kiblu, a to znów lustro w szafie, a to kot na stole (w jego obecności wszystkie koty wieją na piec, albo na strych). Dzisiaj, to musiałem zawołać Oggiego z podwórka, bo Bosman nie wiedział co zrobić z rozbitym jajkiem na podłodze. Dopiero jak mu starszy pokazał jak się zlizuje, to pokapował, że to coś chyba dobrego... Tyle, że było już za późno... Ale załapał, że ta jajecznica na stole i to "coś" pod stołem, to takie samo dobre. Bosman rośnie... Jeszcze trochę a będzie większy od Oggiego. A Oggie przy nim chyba się nieco spasł... (Za motorowerem Bos drałował idealnie przy kole, a Oggie po trzech kółkach usiadł w bezpiecznym miejscu i się nie fatygował...) Kolczatka już nie wchodzi przez uszy, kaganiec trzeba było rozgiąć... Walk o przywództwo już nie ma, czasem tylko Oggie warknie, ale Bos nie jest gorszy i zabawek sobie nie daje zabrać, a Oggie nie naciska. Taka równowaga. Bos szybszy, a Oggie silniejszy. Wyczaiłem jakie jest hasło do puszczenia zabawki... :oops: Wystarczy powiedzieć : kur...a, a puszcza na ziemię, do ręki, pod nogi, siada i patrzy w oczy... Bez emocji, tak sobie, nie kura, nie morwa, nie rura... Jest dobrze. c.d.n. (jutro napiszę więcej, disiaj padam...)
-
[quote name='epe']Mam taką sugestię - niech Bosman będzie sobą!;) On nigdy nie będzie taki jak Oggie - to jak z dziećmi,każde jest inne i w każdym kochamy tą odmiennośc:lol: Najważniejsze,aby Bosman "przyswoił" sobie raz na zawsze,jaką ma pozycję w stadzie! Choć wśród dzikich zwierząt ona nigdy nie jest stała - młodsze "okazy" co jakiś czas sprawdzają,czy już moga przejąć przywództwo!:evil_lol: Z tych też powodów np.w schronach słabe,chore osobniki są zagryzane przez współtowarzyszy![/quote] :lol: Tak, też chcę by był sobą, pragnę mu jedynie "ubrać kubraczek" spokoju i opanowania ! Bliźniaki (tfu!) też ubiera się zwykle tak samo (z oszczędności?), a są wewnątrz całkiem inne. Co dopiero z dzieciakami w różnym wieku... A potrafią się kreować bardzo podobnie. Młodsze starają się upodobnić do starszych. Chcę, by Bosmanowi było z tym dobrze, że jest za Oggim, by sam chciał być taki jak Oggie. Z pewnością taki nigdy nie będzie, ale jego starania zupełnie wystarczą. Różnica wieku nie jest aż tak duża, by starość dopadła jednego przed drugim... A na starość to i rozum mądrzejszy...:lol: Wymiana przywództwa ? Będę się starał, by nie było takiej konieczności, ale gdyby co, to Oggie już był "błaznem" (tym nietykalnym na końcu), i wie że ta pozycja nie jest wcale zła (przy dostatku żarcia i braku zagrożenia dodatkowe profity w postaci pieszczot, brak stresującej odpowiedzialności i ogólna "nietykalność"...). Będzie dobrze.;)
-
[quote name='epe']Matko jedyna -tzw.sajgon:diabloti: To nie spodziewałeś się,że tak szybko Bosman będzie próbował zmienić pozycję w stadzie! Ciekawa jestem kiedy odpusci swe "marzenia":evil_lol: Musisz brać pod uwagę,że może jeszcze znowu próbować -to skubany![/quote] Nooo, ale staram się ugruntować pozycję Oggiego jako kapitana. Myślę, że Bosman już się na tyle zadomowił, że nie będzie tego odbierał jako "odepchnięcia", zresztą zawsze staram się być wobec nich sprawiedliwy, choć obaj są moimi "podwładnymi". Dzisiaj rano pięknie się razem bawiły w "berka", i to bez zabawek, śpią obok siebie, ale to Oggie wybiera gdzie chce leżeć, Bosman biega do płota na "obszczekiwanie" (jak po pierwszej "wojnie"), kość dostaje Oggie (spasie się cholera...) i zostawia Bosowi ile mu się podoba, przez drzwi pierwszy przechodzi Oggie... Oggie pierwszy się wita... Oggie jest spokojny i dość "ciapowaty" więc mam nadzieję wyciszyć w ten sposób wulkan energii Bosmana. Ale Oggie jest pod tym "kubraczkiem" ciapowatości prawdziwym, potężnym wilkiem i nie da sobie "w kaszę dmuchać":diabloti: Bo Bosman rzeczywiście wymaga "silnej ręki". Jest odważny, silny, szybki i zwinny (i wcale nie przeszkadza mu brak "stabilizatora" w hamowaniu), w dodatku jest mądry na swój sposób (to znaczy posiada nieznaną nam wiedzę, w wielu dziedzinach). Chciałbym go "ubrać" w taki "kubraczek" Oggiego. Spokój i opanowanie, a wewnątrz wulkan energii , spryt i rozum. Liczę na pomoc Oggiego. Pozdrawiam.
-
[FONT=Arial][SIZE=2][B]Mija właśnie 1 miesiąc.[/B] Niby to dużo... A to przecież tak mało. Adaptacja młodego człowieka w szkole po pierwszym miesiącu, szczególnie w pierwszej klasie, wśród zupełnie obcych, jest raczej kiepska. Wciąż jeszcze nie zna wszystkich zasad, ograniczeń i obowiązków. Stara się wykazać, znaleźć przyjaciół i odróżnić wrogów... Bosman jest właśnie na takim etapie. Tylko, że on jest psem kierowanym instynktem... Jemu nie wystarczy wszystkiego wytłumaczyć i powtórzyć sto razy. Trzeba "zagrać" na jego instynktach.:evil_lol: Owszem, są lepsze i gorsze dni, ale jest coraz lepiej. Za pół roku Bosman będzie drugim Oggim :loveu: Na dzień dzisiejszy, to odpuściliśmy sobie w tym roku wyjazd w Bieszczady, pojedziemy za rok. Postawiliśmy na "udomowienie" naszego nowego "dzikusa". :diabloti: Tak ze trzy dni temu Bos chciał przełamać dominację Oggiego i pokazać kto tu rządzi. Właściwie to Oggi prowokował do tego zabierając Bosowi zabawki, ale w tamtym momencie nie miał żadnej... Bosman po prostu podbiegł do Oggiego i złapał zębami za kark, tak jak to dotychczas robił Oggie, ten odwarknął i wyrwał się, ale Bos powtórzył atak... Rozgorzała autentyczna walka psów, oba zajadle warczały i szarpały się zębami wcale nie na żarty. W kotłowaninie raz jeden, raz drugi był na wierzchu, ale żaden nie zamierzał odpuścić... Wiedziałem, że same przestaną, ale przestraszyłem się kiedy zobaczyłem krew w pysku Bosmana. I nie troszeczkę, a cały pysk we krwi... Nie dlatego, że Bosman może przejąć dominację, ale, że któremuś stała się krzywda (już widziałem w wyobraźni wyrwany kawał skóry na boku Oggiego gdzie widniała na białej sierści krwista plama...). Zerwałem się z ławeczki i wrzasnąłem "dość!", ale one jakby nie słyszały... Oggie jest cięższy, a Bosman właśnie wywalił go na bok i chciał odwrócić brzuchem do góry (oznaka uległości), tego Oggi nie wytrzymał, i jakby w niego piorun strzelił, zerwał się na cztery łapy, zaatakował i w sekundę miał Bosa wywróconego brzuchem na wierzch, wdeptanego w trawę i pokonanego. Teraz bałem się o Bosmana. Oggie przywalił go swoim ciężarem, łapą przygniótł gardło a zęby wbił w udo... Warczał i ściskał, aż Bos przestał kłapać zakrwawionym pyskiem i zaczął skomleniem błagać o litość. Był tak "wpieniony", że gotów był zrobić prawdziwą krzywdę... :angryy: Przerwałem tę krwawą jatkę wykrzykując niecenzuralne słowa i szarpiąc oba psy za karki, niech wiedzą kto tu rządzi. Jak dość to dość. Jak tylko przestały kłapać pyskami spuściłem z tonu, przytuliłem oba i uspokoiłem... Bosman pokornie okazał uległość Oggiemu kładąc się przed nim i pokazując gardło, Oggie pomerdał ogonem i już było dobrze...:loveu: Stare prześcieradło i wiadro wody pozwoliły doprowadzić psie wizerunki do porządku. Cała krew pochodziła wyłącznie z przygryzionego języka Bosmana, żadnych ran kłutych, czy szarpanych nie było... Ale grzywy zaplute były tak, że dopiero szczotka je naprostowała. Trochę w tym mojej winy, bo traktowałem je oba jednakowo, a trzeba było respektować prawa stada. Jeśli Oggie jest kapitanem, to powinien być traktowany jak kapitan także przez nas... Od tego czasu Oggie dostaje miskę pierwszy (Oggie z lewej !), Bosman czeka w pozycji "siad" jakieś 3 sekundy i dostaje swoją (Bosman z prawej!). Nie rzuca się już na żarcie jak opętany więc nie rozsypuje połowy i nie przewraca michy zanim ją dostanie.:loveu: Pachnąca kość też trafiła do pyska Oggiego (Bos dostał tylko małe ciasteczko), ale już po 20 minutach przyszedł do mnie pochwalić się tym co zostawił mu Oggie... Prawie całą. I oba były szczęśliwe... Po skoszeniu trawy w ogrodzie (pierwszy raz w tym roku) znalazło się mnóstwo zabawek. Piłki, gryzaki, patyki i szyszki. Oddałem im także schowane w garażu (Bos je odnalazł) gryzaki od Kari. Miesiąc temu były zarzewiem konfliktu, teraz pretekstem do zabawy. Bosman prawie już nauczył się chwytać w pysk dwie zabawki, tak jak Oggie, ale jako smoczka używa piszczącego samochodu, a ten jest za duży, by coś jeszcze wepchnąć do pyska... Koty w domu są już bezpieczne (no, może z wyjątkiem Pikusia...:eviltong:), na dworze bywa różnie. Póki nie uciekają jest dobrze, a że prawie zawsze chcą czmychnąć przed wścibskim psim nosem, to robi się gorąco. Wczoraj Irokez wiał przez ogród, za nim niespiesznie gonił Oggie, a za Oggim Bosman, próbując wyprzedzić blokującego go celowo Oggiego...:lol: Dzisiaj po spotkaniu Bosmana z Irokezem została w pysku Bosa kępka futra Irokeza... Zrugałem go jak Święty Michał diabła i miałem wrażenie, że to pojął. Irkowi nic się nie stało, ma ciut rzadsze pierze na pupie (jest za gruby i nie mieścił się pod szafę w garażu, ale chyba się bardzo nie przejął...). Przez szybę patrzą już wszystkie na siebie spokojnie... Po niedzieli spróbujemy jazdy samochodem z dwoma "potworami" na pace. Kratka z osłoną i osłona szyby bocznej zrobione... Tylko jak je oba zapakować do środka ? :shake: c.d.n. [/SIZE][/FONT]
-
Psy mają nowe kagańce. Bosman już obyty z żelastwem na pysku radzi sobie doskonale. Nawet końskie łajno potrafi przez niego wtrząchnąć :angryy:, ale widocznie mu smakuje, bo kocie w garażu również ... Oggie jest za to załamany... Nie potrafi w nim nawet oddychać, nie wspominając o chodzeniu. Ale uczy się... Na razie ściągać na każdym kroku pchając pysk w krzaki i trawy, tarzając we mchu, skrobiąc pazurami. Próbował już chyba wszystkiego, łącznie z zastosowaniem czterech łap (jak koty), zaczepieniem o Bosmana obrożę, stukaniem po naszych nogach... Pewnie się kiedyś nauczy jak znieść tę "niewolę", na razie nie bardzo mu idzie. Cierpi. Jak już pisałem, Oggie bardzo się zmienił pod wpływem Bosmana. Nie jest już tym "błaznem" w stadzie, co to go nawet koty ustawiają. Teraz to On ustawia otoczenie. Stąd te problemy z kozą (wyzdrowiała i ma się dobrze), z Bamboszem (też nic mu się nie stało), i z posłuszeństwem na spacerach. Na szczęście to rozumny ON wychowany wśród nas. Koty wyraźnie broni przed Bosem, o zabawkę już walczy tylko pro forma (jak pokaże, kto tu rządzi i odbierze, to zaraz porzuca, bo wie, że zabawka potrzebna jest Bosowi jak smoczek), a na smyczy idzie przodem, przed Bosem. Nauczył się też od Bosa, że huk wystrzału nie jest taki straszny, że nic mu nie grozi, i nie musi pędem wpadać do domu. :eviltong: Na spacerze zauważyliśmy wyraźnie, że Bosman boi się pędzących samochodów. Panicznie. Na razie z odległości 50 metrów od szosy trudno mu było się opanować. Miotał się na smyczy, skomlał, szczekał i był bardzo rozdrażniony. Powoli będziemy podchodzili bliżej, ale na razie o chodzeniu po asfalcie możemy zapomnieć. :placz: Dom, to też nieco dziwne miejsce dla Bosa. Inne zapachy, jakeś koty, dziwne urządzenia (pralkę obszczekał, ale jej nie omija), lustro jakoś toleruje, ale zawsze sprawdza, czy ja to ja, kibel z wodą jest jak kałuża, a wanna to coś niebezpiecznego... No, może za wyjątkiem wody, która gdzieś tam leci... Tak czy inaczej domaga się codziennej wizyty w domu i pokazania od początku wszystkiego. A najbardziej to lubi chyba spiżarkę i jej zapachy... Przy każdej wizycie namawiam go by się zrelaksował, usiadł, położył, odpoczął. Czasem skutkuje.;) Tropienie kupek zakończone... Jak już pisałem, obserwowałem kupy Bosmana, bo to ważna wskazówka przy podejrzeniu choroby trzustki. Były mniejsze od Oggiego i po tym je można było odróżnić... Do czasu. Któregoś dnia trafiłem na "piękną", prawidłowo uformowaną, wręcz wzorcową kupę na środku ścieżki tuż przed domem... Pomyślałem, że Oggiemu władza uderzyła do głowy, a kupa do ....y. Na żadnej drodze nie robił tego nigdy. Ale taką wielką to tylko On mógł tu posadzić. I to był błąd w rozumowaniu. Następnego dnia Bosman pokazał co On produkuje...:crazyeye: Rozmiar tego "czegoś" był powalający... Drugi Oggie... Tak mi się coś zdaje, że odblokował się psychicznie i wreszcie wypróżnia się normalnie, bez zahamowań. A teren traktuje jak własny. Ten "klocek" na ścieżce był pokazowy. Ja tu mieszkam.:diabloti: Powoli dociera do niego, że tu nie jest tymczasowo, tylko na zawsze. Nie "nosi go" już tak kiedy wychodzę do pracy albo odjeżdżam samochodem, porusza się spokojniej i nawet sypia w różnych miejscach, nie tylko koło budy. Przy nodze chodzi na razie tylko przy mnie, przy Asi ciągnie, a przy Wiktorze jest nieznośny. Ale się przyzwyczai, że my wszyscy jesteśmy rodziną i z każdym z nas jest bezpieczny. c.d.n.
-
[quote name='epe']Często myślę,że psy wiedzą dokładnie co do nich mówimy.Zwłaszcza,jeśli często mówimy;) Widzę,że tzw.brzydkie wyrazy dobrze skutkują nie tylko na mojego Krystka:evil_lol: Oczywiście nie za często -wtedy mają podwójną moc:evil_lol:[/quote] Pewnie ! Nie zawsze dokładnie, ale rozumieją. Często, to co wypowiadamy, nadajemy telepatycznie i One to chwytają. Ot taki Oggie, kiedy to piszę, podnosi łeb i patrzy na mnie... Oggie ! I jeszcze się dziwi, że mnie nie słyszy... A ja tylko piszę literki myśląc o Nim.:loveu: Bosman na razie jakby głuchy... Eee, nie ! Tylko czemu patrzy na Oggiego, to ja nadawałem ! Albo Oggie mu przekazał, albo nie wie, że to mnie odbiera.:lol: Wczoraj Oggie pokazał, jak się straszy konkurentów "napadając" Bambosza ... Dużego, białego szpica o dominującym charakterze. Zawsze się razem bawili, a od kiedy Bambosz chodzi na smyczy, to wcale go nie zauważał. No i masz, chwila nieuwagi i tarmosił go za grzywę nie bacząc na smycz, obrożę i właścicielkę... :oops: Mamy przechlapane u sąsiadów...:placz: Kagańce już jadą, a dzisiaj tylko na smyczach. Chodzą jak trusie... I nawet się z tego jakby cieszą, że utraciły nieco wolności. Sąsiadów mamy na szczęście wyrozumiałych i cierpliwych, rozumiejących problemy z "dotarciem" się takiej sfory. A ON-ki się docierają. Już nie warkotem i skowytem, a bardziej pokojowo. Biegają razem, nie jeden za drugim, a obok siebie, prowokują wzajemnie do zabawy podszczypywaniem kostek, trącają się nosami i bokami... Nie walczą o zabawkę, tylko razem ją tarmoszą. Wielkie kości Bos obgryza już kiedy chce, na oczach Oggiego, a wodę piją już nie każdy ze swojej miski, ale jak popadnie... No i śpią bok w bok, bo tak pewnie cieplej. Bosman wyraźnie uczy się wyciszać, reaguje błyskawicznie, ale potrafi też coraz szybciej ochłonąć i uspokoić. Wprawdzie pożera jeszcze wszystko jak głodny wilk, ale już coraz spokojniej. Dziś nawet nie chciał prasowanej kosteczki na deser, w przeciwieństwie do Oggiego, który pociamkał, rozmiękczył i zostawił... Jutro zobaczymy, czy Bos dokończył. p.s. fotki wkrótce, ale ciężko je robić mając 2 wilki na sznurkach...:evil_lol: c.d.n.
-
[quote name='mitunia']Nikt się nie obraził ;) Powstrzymuje się tylko od dawania rad, bo widać mamy inny pogląd na wychowanie psa. :cool3: .... Pani doktor mówiła, że te leki nawet po odstawieniu będą jeszcze jakiś czas działać, tylko słabiej, ale super, że już ich nie bierze. ... Jeśli chodzi o Fishera, Corena i jeszcze wiele innych oczywiście znamy.... Co do gazety, jestem pewna, że psu nie stanie się krzywda. :lol: Nie sądzę tylko, aby chłopak się nią przejął :evil_lol: Taki mały twardziel z niego :evil_lol: PS. Kari komputer odmówił posłuszeństwa i na razie stoi spakowany w torbie i czeka na naprawę. Odezwie się jak się dorwie do jakiegoś kompa.[/quote] Dzięki, wszystkie rady są cenne, jest nad czym myśleć i dopasowywać do warunków, a poglądy są zwykle inne tylko z powodu różnego nazewnictwa tych samych rzeczy. :lol: Zmniejszaliśmy dawki stopniowo, ale już widać, że jest lepiej :loveu: Z tego co przeczytałem i wciąż czytam muszę wybierać intuicyjnie... nie ma innej rady, każdy pies jest inny. Do jednego "dociera" szept, drugiego trzeba zrugać, a na trzeciego obrazić (:oops:, no przesadziłem). Bos się nie przejął, i nie o to chodziło, chciałem by się zorientował kiedy mi coś nie pasuje, coś mi się nie podoba. Przecież jeszcze słabo się znamy. Oggie wie, że jak przeklinam, to coś nie jest w porządku i trzeba przemyśleć działanie, uspokoić się, wysłuchać. Bosmanowi to na razie ganc e gal, chociaż już nie zupełnie. To taka nasza droga do porozumienia. Dzięki temu, jak Bos zakręca się za ogonem, to mówię Oggiemu : "ty, weź mu coś powiedz...", i Oggie biegnie i trąca nosem Bosmana, a ten przestaje świrować. :evil_lol:. Może dzięki temu się zorientuje, że nam ten "taniec" nie pasuje. Jeśli to psychosomatyczne, to przejdzie, jeśli fizyczne, to pokaże to inaczej. Pozdrów Kari, koniecznie. ;)
-
[quote name='kuleczka']No i obaj mnie witają przy furtce, bo jakoś rozróżniają dźwięk mojego samochodu, że gdy tylko wyjadę zza zakrętu oni stoją przy płocie i biegną wzdłuż, żeby być od razu, jak tylko będę w furtce. No i merdają ogonami :)[/quote] He, he, he. Sam to widziałem. Mnie tak nie witają, bo mam cały tłumik :lol:. Dopiero jak podjeżdżam pod bramę zrywa się Bos i gna jak szalony, gotów przeskoczyć płot. Oggie wstaje i ziewa dopiero jak wysiadam z samochodu, a przy bramie jest jak już ją otwieram. Leniuch z niego i tyle...;) Dzisiaj Bosman znowu pomagał przy samochodzie. Wylał olej, wyłączył lampkę z kontaktu, wrzucił kapeć pod auto, wyciągnął klocek spod koła, przeliczył klucze... No, jednym słowem idealny pomocnik :oops:. Aż przekląłem szpetnie, ale On się tym nie przejął :lol:. Zrobiliśmy jednak co było trzeba i poszliśmy na obchód. Za domem spotkaliśmy Irokeza, którego Bos potraktował jak intruza i obszczekał pięknym basem, ale po wytłumaczeniu, że to swój, odpuścił zupełnie. (... ot, właśnie drą się na dworze obaj, chociaż już mieli pójść spać...) Generalnie, to w domu ich nie zaczepia (Pikuś wieje zawczasu gdzie pieprz rośnie), ale wyraźnie intrygują go ich zapachy. Dzisiaj nawet odkrył otwór w drzwiach do łazienki, którym przechodzą koty, dzięki czemu łatwiej było mu umyć pod ogonem, bo się pięknie wypiął. A ciągle tam ma jakiś czarny "żużel"... To może irytować... Chyba dziś za krótko się bawiliśmy, bo teraz im odbija... Koty w domu, a One oba latają wokół jak opętane. Bosman tyje :lol:. Nie ma już tak sterczących żeber i chyba przybyło mu na udach. Obserwacja ich kup (sory, ale to istotna sprawa przy podejrzeniu niedoczynności trzustki) nie wykazuje żadnych odbić od normy. Na szczęście Oggie produkuje znacznie grubsze "klocki", dzięki czemu poznać która czyja... Problem tylko w tym, że teraz to się trzeba nałazić po krzakach, bo trawnik służy do biegania. A będzie gorzej jak będzie mokro :eviltong:. Obaj dostali dzisiaj kostki z prasowanej skóry, ale żaden zbytnio się nie przykładał do obgryzania. W końcu Oggie zgarnął obie, ale jedną porzucił w trawie, a drugą ja schowałem do budy. Będzie na jutro, albo Bos znajdzie ją w nocy, bo chyba lubi spać w zaciszu i ciepełku. (ostatnio 9,5*C nad ranem). c.d.n.
-
[quote name='figaja']Witam! ... Znam tę książkę, przeczytałam ją z przyjemnością bo jest pisana barwnym językiem ale zawiera kilka opinii, moim zdaniem, kontrowersyjnych. Konrad Lorenz nie za nią dostał Nobla a wypowiedź stwarza takie wrażenie. Prawdy w niej zawarte nie należy traktować jako ,,objawione''. Nie twierdzę, że traktowanie Bossa gazetą po pyszczku przyniesie jakieś szkody - ONki to chyba (nigdy nie byłam właścicielka ONka) psy o silnej psychice i taka metoda może przynieść oczekiwany skutek natomiast ja nigdy nie potraktowałam w ten sposób mojej 2-letniej suczki - owczarka malinois i mam nadzieję, że nigdy taka ,,wpadka'' mi się nie zdarzy.[/quote] Uff, jak mi ulżyło, już myślałem, że wszyscy się na mnie poobrażali za moje opinie. To prawda, nobla dostał za prace z dziedziny psychologii (chyba...), chodziło bardziej o odwołanie się do jakiegoś autorytetu (raczej nie noblisty z fizyki:lol:), bo poczułem się nieco "zaszczuty". Zgadza się, że nie jest dla mnie wyrocznią, a opinii kontrowersyjnych jest tam mnóstwo. Użycie gazety było ostatecznością (dwie strony reklamowe z dziennika, a nie Wyborcza Świąteczna :lol: ) i jak dotychczas nie zostało powtórzone. Niejaki Pan L. Smyczyński w książce "Psy, rasy i wychowanie" preferuje wiklinowy pręt, lub pejcz (praca z 75 roku), ale to nie w moim typie, dlatego nawet nie wspomniałem że ją czytałem. Tak w ogóle, to cieszę się, że ktoś jeszcze czyta książki, bo w dobie internetu ciężko się oprzeć pokusie czytania totalnych głupot. :lol: Bosman z każdym dniem jest fajniejszy Nauczył się podawać łapę , siadać na polecenie, nastawiać pupę do umycia (czasami tylko chowa ją pod ogonkiem), nastawiać uszy do przeglądu, i najważniejsze: puszczać zabawkę z pyska... Wiem, że nie robimy tego wszystkiego w zalecanej kolejności, ale to wszystko "samo" wychodzi podczas zabawy. Czasem aż trudno go wyciszyć po niej, a On bawił by się do upadłego (ach, ten temperament). Powoli dochodzimy do tego, że przychodzi "do nogi", choć wiem, że już to potrafił robić (widziałem przy Kari, Ona go tego już uczyła), ale w obecności Oggiego, który jest zawsze pierwszy, czuje się zdeprymowany i krąży w pobliżu (noga zajęta przez Oggiego). Koty już poznał z bliska.:cool1: Irokeza obwąchał w ciemnym kąciku, Frotka na kanapie (bardzo zaintrygowała go podniesiona łapka z pazurkami, ale wolałem, żeby nie próbował tego co pokazywał mu Oggie, czyli nakrywania kotka otwartym pyskiem), Pikusia brutalnie obszczekał (bo prychał spod kanapy), dzięki czemu Pikuś woli teraz patrzeć cicho z wysokości lodówki... Psychotropy antydepresyjne właśnie poszły w odstawkę i widzę, że z jego wzrokiem jest już OK. Jak zobaczył dziś swoje odbicie w szybie piekarnika, to natychmiast poszedł sprawdzić, czy jest też w lustrze. Śmiesznie się zachowuje w domu, bo wszystko musi sprawdzić, a ja wszystko mu muszę objaśniać. A Oggie tylko się temu przygląda. No i nie zachowuje się już "jak nakręcony"... :lol: Okolice domu pokazał mu już Oggie, tak, że nie siedzi stale pod drzwiami, nawet kupy zaczął sadzić w "toalecie", a nie na środku trawnika. Zadomowił się nawet w budzie Oggiego (dobrze, że taką dużą zrobiłem, by zmieścili się obaj). Oggie woli spać przed jej wejściem bo ma grubsze futro:lol:. No i kłótnie między nimi się skończyły. Bos jak chce Oggiemu zwędzić ulubionego kapcia, to przynosi mu patyk (cwaniak, na podmiankę...), i zwykle zaczyna się gonitwa - Oggie ucieka zasłaniając się ogonem i wpuszczając Bosa w maliny (moje nogi, drzewko albo jakiś słupek), ale w końcu dochodzi do wymiany... Tak więc nie jest źle, jest dobrze. Aha, Bosman z wielką ciekawością zaglądał pod maskę samochodu. Musiałem mu wyjaśniać że tu olej, tam płyn hamulcowy, to silnik... A On wpatrywał się to we mnie, to w to co robię, aż do zakończenia przeglądu i zamknięcia maski, bez przerwy... Może był w poprzednim wcieleniu mechanikiem ? c.d.n.
-
[quote name='mitunia']Jak w każdej dziedzinie są FACHOWCY i fachofffcy. Przykro mi, że trafiłeś na tych drugich. Ja mam przyjemność pracować z FACHOWCAMI wielkimi literami i ogromnie się z tego cieszę. Nie zamierzam Cię dalej przekonywać. :shake: Życzę powodzenia i samych sukcesów w układaniu Bossa![/quote] Ja tam do Twoich FACHOWCÓW nic nie mam, ale ignorowanie prac noblisty jakim jest Konrad Lorenz ("I tak człowiek trafił na psa") jest niepoważne :placz: , a na niej moja wiedza się opiera. Jak coś masz zrobić dobrze - zrób to sam, jak coś zepsujesz będziesz miał pretensje do siebie... Nie gniewaj się, ale nie stać mnie na rzucanie pracy i ganianie na treningi co do których fachowości nie mam zaufania... A tak na marginesie, to trochę nie rozumem dlaczego nikt nie zauważył tak istotnego faktu jak merdanie ogonkiem u Bosa...
-
:lol: Trochę się obśmiałem, a trochę wzburzyłem. Wszystko zależy od nazewnctwa. Nie wiem co to IPO, ZIPO, RETO, INCO i PKP. I chyba mnie to guzik obchodzi jakie kto stosuje skróty i do czego. Z Nelką jeździłem na szkolenie do Polskiego Związku Kynologicznego. Prowadził je Pan o nazwisku Żelazny, fachowiec w tym zakresie. Jego podopieczni wygrywali wszystkie zawody na Ringu Posłuszeństwa w kraju (lata 70-te). Czacza była Polskim Owczarkiem Nizinnym (PON) i związek kynologiczny nie widział potrzeby szkolenia takiego sierściucha (PON ma wyglądać), niemniej otrzymałem fachową literaturę i wskazówki. Gera uczęszczała do szkółki już od szczeniaka (przedszkole), potem na pierwszy etap Psa Towarzysza (pierwszy z dwóch, potem Pies Obronny). To szkolenie również organizował Polski Związek Kynologiczny. Tak więc wiem na czym ono polega. A wskazówki, jak trafić do psa, znajduję w książkach: "Okiem psa" J.Fishera i "Jak rozmawiać z psem" S.Corena. Do szkoleń organizowanych przez firmy "krzak" nie mam zaufania... Wracając do Bosmana.:loveu: Pies odważny chwyta zdobycz całym pyskiem, nie bacząc na konsekwencje. Pies "cięty", czy jak mówią inni "ostry", ale nie odważny, skubie, albo chwyta płytko, by w razie zagrożenia puścić... Ot i cała filozofia. Proszę zapytać fachowców. Gazeta, poprzez wydawanie odpowiednich dźwięków (jak łańcuszek albo pęk kluczy) jest w szkoleniu najdostępniejszym bodźcem negatywnym, a w tym wieku i takie są niezbędne (tylko bodźce pozytywne stosuje się w przedszkolu). Proszę tylko sobie nie myśleć, że stale walę psa gazetą:mad:, musiał bym być idiotą, ale po siódmej próbie sforsowania drzwi przez Bosa, jeden "prask" po pysku zwiniętym dziennikiem spowodował poęcie słowa "nie". A obgryzł ją, gdy mu pokazałem "to" czym oberwał. Tchórzliwy pies cofnąłby się przed nią. Bosman nie jest "trudnym" psem. Jest pojętny, odważny, bystry i szybki. Błyskawicznie kojarzy czego od niego oczekuję. Nie był jednak od szczenięcia prowadzony właściwie i to mu teraz przeszkadza . Co do współpracy w stadzie pisałem wcześniej, nie ma potrzeby powtarzać. "Popęd łupu", to następne hasło dla tych, co niczego nie rozumieją. Jedno z zachowań instynktownych, tak jak drapanie swędzącego, i porzucanie wszystkiego dla suki w rui. To oczywiste, że jak coś ucieka, to trzeba gonić:evil_lol:. Nasze zadanie polega na tym, by instynkt stadny wziął górę nad innymi. Z tym się chyba zgodzicie. pozdrawiam c.d.n.
-
[quote name='mitunia']Głęboki chwyt u Bossa to nie jest coś wyuczonego i wypracowanego. Tego się nie da nauczyć. To pies ma w sobie, od urodzenia. ... Może jednak spróbujecie pomyśleć o jakimś szkoleniu. ONy to rasa, która potrzebuje szkolenia...[/quote] Tak. "Głęboki chwyt" to dowód odwagi. Jeden z możliwych do zaobserwowania bez angażowania specjalnych środków. Fakt, takie psy są najbardziej cenione przez hodowców, bo w każdych służbach wymagana jest odwaga, nie tylko ciętość. W domu to nie jest niezbędne, czasem rzeczywiście może przysporzyć kłopotów... (np. pożarcie nieustraszonej kozy...:oops:). Bosman pokazał swoją odwagę chwytając i obgryzając gazetę, której odgłosu boją się wszystkie psy, ba, nawet nie zmrużył oczu gdy nią obrywał po pysku. Nie zrobiły też na nim wrażenia wystrzały fajerwerków w sąsiedztwie, choć Oggie wyraźnie spanikował i uciekł do domu...:p Spróbowaliśmy pomyśleć. Nawet nie bolało...:eviltong: Nie chcę być zarozumiały, ale myślę, że to właśnie ja najbardziej nadaję się na szkoleniowca Bosmana. Robiłem to z Nelką, pracowałem z Gerą, Czaczę i Oggiego potraktowałem ulgowo... Teraz Bos jest na etapie adaptacji, więc tylko podstawy wychowania są mu przypominane, w końcu to dopiero tydzień... (no i nagrody się nam skończyły). Nie będziemy z niego robili psa obronnego, wystarczy, że takim była Gera, postaramy się jednak by wyrósł na prawdziwego towarzysza. c.d.n.
-
[quote name='kari'][COLOR=#000000][FONT=Arial][FONT=Tahoma][COLOR=#000000][FONT=MS Shell Dlg 2]nie chciałabym nikogo urazić, ale koniecznie trzeba uczyć Bossa komendy "puść" a najłatwiej jest to zrobić właśnie za pomocą piłeczki. [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=MS Shell Dlg 2]Teraz była koza, a co będzie jak będzie chciał złapać coś innego, a trafi rękę dziecka i tez nie puści? Taki chwyt nie wynika z agresji. Agresywny owczarek by tą kozę rozszarpał. To ogromny popęd łupu i doskonały chwyt, który każe Bossowi zacisnąć zęby i trzymać.[/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=MS Shell Dlg 2]PS. Lassie wróć - czytałam ;)[/FONT][/COLOR] [/FONT][/FONT][/COLOR][/quote] [B]Kari[/B] , to może zdradzisz tajemnicę, jak to On ją puszcza, bo jak na razie, to On ją trzyma i tyle. Na komendę "puść" zaciska tylko zęby, jakby się bał, że coś straci. Nauczony jest, że ma jej nie puszczać, choćby się paliło i waliło, a koty biegały sznurkiem przed samym nosem...:cool1: Co do kozy, to żaden wilk nie łapie jej po to by trzymać tak sobie, ale by ją zeżreć (najpierw chyba trzeba rozszarpać, nie ? Inaczej ucieknie). I wcale nie twierdzę, że jest agresywny, ale, że nikt nie włożył mu do łba, że należy hamować instynkty. On nie ma chcieć złapać "coś innego", On ma powstrzymać się od łapania czegokolwiek, nawet piłeczki (nie mówiąc o ręce dziecka). Tak więc dotychczasowa nauka nie poszła w dobrym kierunku, bo najpierw powinien stosować się do "nie", a dopiero potem do "trzymaj" i "puść". Popracujemy nad tym i będzie OK. "Nie" już u nas poznał i trenuje, za chwilę załapie "zostaw", potem wyciszymy i zsocjalizujemy ze spotykanymi zwierzętami i może koza sąsiadów przestanie być "rogatym diabłem" .;) Na razie bardzo dobrze szkoli go Oggie. :evil_lol: Przywiozłem przedwczoraj dwie ogromne kości wędzone z nadzieją, że każdy będzie miał swoją. Sprawiedliwie wręczyłem je obu po posiłku... Oggie zaniósł swoją pod trampolinę, gdzie wyleguje się na sianie, a potem wrócił i odebrał Bosowi jego... Teraz pozwala Bosowi przyjść i popodgryzać trochę. Jak ma dobry humor... Sam ich zbytnio nie lubi i nie pilnuje, ale Bos nawet nie próbuje ich ukraść, ot czasami przychodzi i trochę pochrupie. [B]Bos merda ogonem [/B]jak nas widzi. Czasem bardziej, czasem mniej, ale to robi. :loveu:, i to znaczy, że nawiązuje kontakt. Rozmawia z nami. A po wieczornym posiłku domaga się umycia pupy. Dopomina się o wpuszczenie do łazienki (dzisiaj zobaczył się w lustrze i zdziwił, a jeszcze bardziej gdy pojawiłem się w nim ja. Wtedy się ucieszył - dwa kiwnięcia ogonkiem...), gdzie pokazuje nosem pudełko z wilgotnymi chusteczkami. No to myję, choć to nie takie proste... Jak wróci ciepełko i namówimy Bosa, to umyjemy na dworze ciepłą wodą z mydłem, bo coś mu tam czasami przeszkadza. c.d.n.
-
Wróciliśmy ze spaceru.... A wcale nie był lekki i łatwy. Nie przez to, że błoto i chaszcze, ale przez nieposłuszeństwo i instynkty...:angryy: Wszystko było fajnie, nawet zgubił się po drodze gumowy jeżyk, co robił za "smoczek", ale nie wiem czy to dobrze. Bo jak wyszliśmy z krzaków, to na łące za gospodarstwem zastaliśmy uwiązaną białą kozę. Oggie poleciał pierwszy i nie pomogło gwizdanie, ot psia ciekawość. I nic by się pewnie nie stało, bo koza stale była przodem do niego, gdyby do akcji nie wkroczył Bosman... Po prostu rzucił się na nią z tyłu, i zanim dobiegłem ciągnął już w swoją stronę. Wystraszona koza próbowała przegonić Bosa, ale za ucho chwycił ją Oggie, koza upadła, a bos błyskawicznie przeniósł chwyt na jej bok... Dopadłem ich, osłoniłem kozę i chwyciłem Bosa, Oggie na komendę "zostaw" - puszczał , ale tylko na trochę, bo łapał zaraz gdzie indziej, Bos - nie. On trzymał mimo, że obróciłem go brzuchem do góry... Koza leżała i meczała w niebogłosy, ja na niej, Oggiego odciągałem od pyska, a Bosa próbowałem "odczepić" od boku... Ni cholery... Jak przeniesie chwyt na podbrzusze, to wypruje flaki...:shake: Po chwili Oggie uspokoił się na tyle, że mogłem , trzymając stale całym sobą kozę, zająć się tylko Bosem. Tak zawziętego, upartego i agresywnego zwierzaka dawno nie widziałem... W dodatku jego kolczatka uparcie wywracała się na lewą stronę nie dając żadnych bodźców. Trwało to chwilę nim opanowałem sytuację i odciągnąłem Bosa, bo z Oggim już nie było problemu . Szarpałem się z nim póki koza była w zasięgu wzroku, i nic nie pomagało, jakby wpadł w amok... Oj, czeka nas ciężka praca...:placz: No i tak zakończyła się nasza wycieczka... Koza 200 kroków od domu... Upaćkałem się, pokaleczyłem palce na zębach Bosa, zdenerwowałem i zmachałem... Skąd tyle energii w tak małym wilku ? Jak ochłonąłem, poszedłem do gospodyni przyznać się do winy i sprawdzić stan nieszczęsnej kozy. Trochę wyskubanej sierści, ślady krwi z wargi Bosa, kilka zadrapań... I nikt nie wiedział jak to się stało, chociaż wszyscy byli w pobliżu... A dzieci opiekujące się kozą, to się nawet ucieszyły, że teraz wiedzą dlaczego jest taka wystraszona i poturbowana, bo bały się, że to jacyś obcy chcieli jej zrobić krzywdę. ... żeby one wiedziały, jak niewiele brakowało, by straciła życie... No i tak to jest, jak za szybko coś się chce (co nagle, to po diable)... Od jutra wracamy do ćwiczeń na posłuszeństwo, nie może tak być, że ja tu rządzę, a nikt mnie nie słucha... Przynajmniej na razie żadna piłeczka nie zapycha pyska i jest jak zanęcić nagrodą.;) Po kolacji Bos przyszedł do łazienki na mycie pupy, ale jak zobaczył Irokeza, to znowu zaczął świrować i mycie było byle jakie. Naprawimy kolczatkę i postaramy się łagodzić temperament, bo On niepotrzebnie się denerwuje. c.d.n.
-
[B]KARI ! [/B] Nawet nie masz pojęcia, jak się cieszę, że uratowałaś tego skubańca przed uśpieniem... Bo jaki los mógł Go czekać przy takim zawzięciu i "zacięciu"... Bos wczoraj się "otworzył"... Po raz pierwszy od niedzieli zobaczyłem jak merda ogonem, a wierz mi, obserwowałem stale. Nawet już myślałem, że nie ma takiej możliwości. A tu masz... Na zapach spirytusu salicylowego podszedł patrząc w oczy i merdając kuperkiem... Dzisiaj wyraźnie to powtórzył jak wróciłem z pracy. Piłeczka, to wyraźnie było jego zamknięcie się w sobie, ze wszystkimi trapiącymi lękami, ucieczka w machinalnie powtarzane, trenowane zachowania, przed strachem. Nie byłby nigdy najlepszym sportowcem, zawsze, pod tą "skorupą" pewności chwytu, nienagannego oczekiwania, wykonywania poleceń, czaił by się strach i niepewność. Dzisiaj jest wolny i swobodny, kochany i szanowany i chyba to zaczyna czuć... "Piłeczka", cokolwiek by nią nie było, jest dla niego "kocykiem" albo paluszkiem trzymanym w buzi przez małe dziecko. Kiedy go proszę by puścił, zaciska nieco szczęki i kładzie po sobie uszy. I patrzy prosto w oczy... Im dłużej proszę, tym większe ma rozterki, trzęsą mu się łapy i czuję, że On się boi, że coś źle robi, ale nie może tego nie robić... Na "piłeczkę" nie działa najlepsza nagroda, pachnące mięsko przed nosem, nic... Wiem, że któregoś dnia po prostu zostawi mi ją w rękach, i wtedy go pocałuję w nochal... Na razie to olewamy. Idziemy zaraz na spacer. c.d.n. p.s. Kto czytał "Biały Kieł", "Puc, Bursztyn i goście", "O Psie, który podróżował koleją", "Zew krwi", "Okiem Psa", "Lessi wróć", "... Kapitana Korkorana", "Wyprawa pod psem" ... ?
-
[quote name='Ambra']fantastyczna relacja i jakże rzetelna - :cool3: po paru dniach i paru starciach hierarchi sie umocni i miejmy nadzieje skonczą sie potyczki o gł. przewodnika! :lol:)[/quote] Przewodnikiem jestem ja, stadem reszta. Rolę doradcy przewodnika spełnia Asieńka, która zabezpiecza dostatek pożywienia, Wiktor jest młodszym asystentem, szczeniakiem doradcy, koty pełnią rolę porządkową, czasem coś upolują i się podzielą (ostatnio krecikiem...). Oggie z roli "błazna" w wieku szczenięcym, poprzez doświaczenia zdobyte na wyprawach, awansował do roli ochroniarza stada. Obecność Bosa umocniła pozycję ochroniarza stada, dodała mu powagi . Zdecydowanie nie jest już "błaznem". Bos nie nadaje się na "błazna", ale takiego stado wcale mieć nie musi... Bos zostanie asystentem ochroniarza, z całymi konsekwencjami tego stanowiska... ...Tak ja to widzę Hierarchia w watadze nie jest liniowa, ale to przewodnik ją ustala swoim postępowaniem. Jeśli nie jest konsekwentny, to utarczki w stadzie trwają tak długo, aż ktoś przejmie rolę przewodnika (doradca lub ochroniarz). Wataha to stado wilków. Instynkt stadny mają wszystkie psy. Proste jak drut... ;) ... czy to coś należy do stada, czy jakieś obce ? [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss2/P1020556.JPG[/IMG] ...tego nowo upieczony asystent ochroniarza jeszcze nie wie. c.d.n.
-
Wklejam właśnie zdjęcia w posty... Ale to tylko mały fragment, resztę obejrzeć można na : [url=http://www.mag.wrota.net/boss2/boss2.html]Druga sesja zdjeciowa Bossa[/url] Starć i skowytów dzisiaj już nie było, najwyżej pokazywanie zębów Oggiego. To wystarcza. Był za to pokaz gonitwy z przyspieszeniem. Oggie sprowokował uciekając z butem, a Bos, trzymając w pysku swojego jeża (gwizdek mu wygryzł, ale nie połknął), gonił jak szalony trop w trop. Najpierw powoli, potem coraz szybciej i szybciej, aż wreszcie gnały jak lokomotywka z wagonikiem ! Zygzaki, zwroty, zakręty i przeskoki, i wszystko w duecie, jeden za drugim. Myślałem, że się posikam ze śmiechu, jak powtarzały te same piruety. Bos szybko wyczaił system Oggiego, zrobił skrót, wypadł przed niego i oba padły ze zmęczenia... Parę minut trwało nim odzipnęły... [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss2/P1020595.JPG[/IMG] Po deszczu wyszło słoneczko więc poszliśmy na spacer, oczywiście na wspólnej smyczy... [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss2/P1020603.JPG[/IMG] ...tyle, że Oggie nie chciał być ciągnięty przez smarkacza... Puściliśmy je luzem i dopiero wtedy było fajnie. [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss2/P1020611.JPG[/IMG] Trawa wyschła na tyle, że można się było pobawić w chowanego, ale co to dla nich... Znalazły mnie nim się dobrze ukryłem... [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss2/P1020620.JPG[/IMG] O dziwo nikt sie nie chciał wykąpać... [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss2/P1020640.JPG[/IMG] Spacer był udany, jak każdy, ale z psami to tak zawsze... Nie ważne dokąd, ważne z kim. Ot przed siebie. Po powrocie była kolacja, którą Bos "wtrząchnął" jak torpeda, a że Oggie dostał mniej, to skończyli razem. Bos dostaje prawie dwa razy tyle co powinien, w trzech posiłkach dziennie i za każdym razem żre jakby mu mieli zabrać... Jak gdyby od urodzenia musiał walczyć o strawę. W czasie gdy nas nie było powygrzebywał wszystkie stare gnaty Oggiego, niektóre już mchem porosłe... Trzeba będzie wstąpić do rzeźnika po wołowe golenie... Aha, po drugim posiłku oba psy dostały po prasowanej kostce z jakiejś skóry wieprzowej i Oggie po oblizaniu odstąpił swoją Bosowi... Tylko patrzył jak maluch rozprawia się z gnacikiem... c.d.n.
-
[quote name='jackdaw']Bardzo sie i ja cieszę,że Bos trafił w ręce odpowiednich ludzi. Jako szkoleniowiec powiem,że Bos mnie po prostu zauroczył swoim ogromnym potencjałem szkoleniowym. Pozdrawiam. Sławek Kawka[/quote] Powiem szczerze : nie wiem co to jest "potencjał szkoleniowy" :lol: Wiem natomiast, że Bos szybko się uczy i chętnie to robi, a jak się nauczy, to jest uparty w doskonaleniu umiejętności (trzymanie piłeczki). Dla mnie najistotniejsze jest to, że myśli, nawet jeśli na poziomie ludzkiego kilkulatka, zapamiętuje i nie powtarza błędów. My również się cieszymy, że jesteśmy "odpowiedni", ot tak jakoś samo wyszło... Intuicja ? ... adopcja budy Oggiego... [IMG]http://www.mag.wrota.net/boss2/P1020578.JPG[/IMG]