fufu
Members-
Posts
140 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by fufu
-
[quote name='Cajus JB']Dorzuciłem wszystkie do siebie na nk [URL]http://nk.pl/profile/25776426/gallery/album/15/865[/URL] [URL]http://nk.pl/profile/25776426/gallery/album/15/866[/URL] [URL]http://nk.pl/profile/25776426/gallery/album/15/867[/URL] [URL]http://nk.pl/profile/25776426/gallery/album/15/868[/URL] [URL]http://nk.pl/profile/25776426/gallery/album/15/869[/URL] [URL]http://nk.pl/profile/25776426/gallery/album/15/870[/URL] [URL]http://nk.pl/profile/25776426/gallery/album/15/871[/URL] [URL]http://nk.pl/profile/25776426/gallery/album/15/872[/URL] [URL]http://nk.pl/profile/25776426/gallery/album/15/873[/URL] [URL]http://nk.pl/profile/25776426/gallery/album/15/874[/URL] [URL]http://nk.pl/profile/25776426/gallery/album/15/875[/URL][/QUOTE] Dzięki temu nasz Łatek znalazł dom, Pani wypatrzyła Łatka właśnie na nk :) Ogromne, ogromne podziękowania :)
-
P. Ania Jobczyk (Prezes Fundacji Azyl) napisała doniesienie, które zostanie skorygowane przez prawnika, a następnie złożone do prokuratury. Będziemy dążyć do ukarania "cudownej p. Eli". Cały czas prosimy o przekazywanie historii Ninki dalej.
-
Gdyby coś, to ja mam dokładne dane tej pani Eli.
-
[quote name='wagens'][B]fufu [/B]mnie się nasuwa dziwna myśl o psim smalcu :-([/QUOTE] Na szczęście to nie to. Udało nam się odzyskać ciałko Ninki.
-
Pani Ania Jobczyk z Fundacji Azyl pisze: "w poniedzialek, 07.06.2010 zglosila sie do naszej fundacji p. Elzbieta, bibliotekarka z Krakowa ( biblioteka wojewodzka 12 3752200 telefony w poszukiwaniu psow wykonuje ta pani glownie z pracy) , zglaszajac chec adoptowania jednego z naszych psow: starszej suni Ninki. Pani opowiedziala wzruszajaca historie o 11-letniej suczce Loli, ktora jakoby adoptowala ze schroniska w Pabianicach ( miasto sasiadujace z Lodzia). Powiedziala, ze Lola po 2,5 roku zeszla i chcialaby wziac kolejnego starszego pieska, aby dac mu dom, zeby nie musial umierac w schroniskowym boksie. Rozmowa byla tak przekonujaca, pani opowiadala, jak to zaraz zamowi welurkowa budke dla Ninki, jak to Ninka bedzie z mamusia lezala na lozeczku, ze wydawalo mi sie to miejsce najlepszym na swiecie domem dla tej starszej suczki i wlasciwie myslalam, ze to jakis cud, ze ta niespecjalnie wyrozniajaca sie uroda Nina ma wlasnie tyle szczescia. We wtorek udalam sie z Ninka do lecznicy zrobcic badania, pani doktor w trakcie badania nie zaobserwowala nic niepokojacego, piesek byl aktywny, zdrowy, wesoly. Nastepnego dnia ponownie pojechalam do lecznicy, piesek zostal tam wykapan, ponownie zbadany i pani doktor wydala mi wyniki badan krwi twierdzac, ze "sama chcialaby miec takie wyniki". Piesek zostal zaszczepiony przeciw wsciekliznie i pojechal prosto z lecznicy na dworzec, gdzie czekal wolontariusz majacy go zawiezc do Krakowa. Nic nie wskazywaloby na to, ze pies w najmniejszym stopniu zle sie czuje: sunia byla wesola, aktywna, biegala, poszczekiwala, trzeba ja nawet bylo wyprowadzic z budynku dworca, zeby nie halasowala. Wolontariusz wiozacy ja do Krakowa tez nie zauwazyl absolutnie niczego niepokojacego poza tym, ze na poczatku podrozy pies popiskiwal ale byl to wyraznie objaw zaniepokojenia nowa sytuacja, w ktorej sie znalazl. Z dwora suczke odebrala nowa wlascicielka. Ok. godziny 21:00-21:30 zadzwonilam do nowego domu z zapytaniem, czy wszystko ok i otrzymalam zapewnienie, ze jak najbardziej: "sunia lezy z mama na lozku a nastepnie przesiada sie na fotel, na kolana nowej wlascicielki". Bylam zupelnie spokojna az do soboty rano, kiedy zadzwonilam ponownie i dowiedzialam sie, ze "Nina nie zyje, bo miala ciezka niewydolnosc nerek i pani musiala ja uspic". Nie jest mozliwe, aby stan tak nagle z zupelnie normalnego przeszedl w taki, w ktorym jedyna reakcja moze byc eutanazja. Tym bardziej, ze w czwartek, kilkanascie godzin przed eutanazja, sunia byla w lecznicy ("Nasze Zwierzaki", ul. Na Barciach 12, tel. 12 4173824) i zgodnie z informacja nie bylo mowy o eutanazji, nie byly podawane zadne leki ogolne a jedynie miejscowo antybiotyk do malej ranki na nodze. Pani doktor zasugerowala wprawdzie, ze moga byc problemy z nerkami, co moim zdaniem wynika z roznych jednostek stosowanych przy badaniu mocznika ( w Lodzi najczesciej sa to jednostki tradycyjne mg/dl i norma jest 20-45, natomiast w Krakowie najwyrazniej stosuje sie jednostki uklad SI w mmol/l i wtedy norma mocznika jest 3,32 - 7,47. Podejrzewam, ze pani doktor w pierwszej chwili zasugerowala sie jedynie liczba, natomiast wiem, ze absolutnie NIE BYLO MOWY O EUTANAZJI. Zasugerowala jedynie, ze byc moze bedzie konieczna karma nerkowa ale dopiero po powtorzeniu badan krwi, na ktore ta pani byla umowiona na nastepny dzien rano. Uwazam, ze pani doktor zachowala sie najzupelniej wlasciwie: cos ja zaniepokoilo i zalecila powtorzenie badan. Gdyby ta baba przyszla na te badania okazaloby sie, ze pies jest zupelnie zdrowy. jednak moim zdaniem jej zupelnie nie chodzilo o to, czy pies jest zdrowy, czy chory a jedynie chciala sie go jak najszybciej pozbyc. Prawdopodobnie dlatego, ze nasza Ninka nalezala do psich placzkow: jak chciala na rece poplakiwala, jak chciala do lozka popolakiwala, jak jechala pociagiem to tez poplakiwala, bo ja cos niepokoilo. I u tej baby prawdopodobnie tez poplakiwala bo tesknila! To to baba zrobila z nia porzadek! Choc ja jej mowilam, ze Ninka ma wlasnie taki sposob komunikowania sie ze swiatem. Pytalam pania doktor, ktora badala ja w czwartek, czy Ninka wykazywala jakiekolwiek objawy bolowe i pani doktor kategorycznie zaprzeczyla. Poplakiwala jedynie w protescie przed badaniem a juz np. w trakcie samego badania i obmacywania nie. Czy lekarz slynacy z tego, ze pomaga bezdomnym zwierzetom, majac w gabinecie tak ciezko chorego psa, jak sugerowala ta pani nie podalby zadnych lekow a jedynie antybiotyk do malutkiej ranki na nozce? Wedlug pani doktor ogolny stan zwierzecie jeszcze w czwartek w trakcie wizyty w lecznicy byl zupelnie normalny. Natomiast zwierze zostalo uspione w piatek ok. 7 rano w stanie podobno tragicznym. Nie wierze w ani jedno slowo tej baby. Te jej opowiesci o psach tez sie nie trzymaja kupy. Kazdemu mowi co innego: nie mozna sie polapac, ktorego psa skad wziela i ktory z jakiej przyczyny umarl. Wracajac do historii Ninki: Nowa wlascicielka miala sie zglosic rano na badania krwi. Poniewaz nie dotarla p. dr. Malgosia ok. godz. 13:00 zadzwonila zapytac, co sie stalo i otrzymala informacje, ze "pieska wziela kolezanka tej pani i to ona bedzie go dalej leczyc". Okazalo sie jednak, ze pies juz kilka godzin wczesniej (ok. 7:00) byl uspiony w lecznicy na ul. Brodowicza 13 przez technika weterynarii (a wiec osobe nie posiadajaca do tego uprawnien) pana Bogdanowicza. Jak wynikalo z mojej rozmowy z p. Bogdanowiczem nie widzial on zadnego skierowania do eutanazji, nie widzial tez zadnych badan krwi. Od wlascicielki otrzymal jedynie ustna informacje, ze "pies ma niewydolnosc nerek i mial robione badania krwi". Jest to ewidentnie eutanazja na zyczenie wlasciciela wykonana przez osobe nie majaca do tego uprawnieni i ktora nie powinna miec w ogole dostepu do lekow stosowanych przy eutanazji. Oprocz tego przed eutanazja wlasciciel powinien podpisac zgode na dokonanie takiej eutanazji i podpisac oswiadczenie, ze w ciagu ostatnich 15 dni pies nikogo nie pokasal. Pani Elzbieta o ile wiem nie podpisala takiego dokumentu, nie mowiac juz o tym, ze psa miala od poltorej doby, nie mogla miec wiec pojecia, czy pies faktycznie nikogo nie pokasal. Z naszych informacji wynika, ze jest to lecznica, w ktorej norma jest dokonywanie nieuzasadnionych eutanazji., czesto nawet wbrew woli wlasciciela, jak to bylo w przypadku, o ktorym mowila p. z TOZ w Krakowie, ktorej bez jej wiedzy uspiono kota, ktorego przyniosla do leczenia, tylko dlatego, ze byl bezdomny. Na Dogomanii az roi sie od przykladow tego typu. Z informacji, ktore do nas naplywaja wynika, ze Ninka jest ktoryms z kolei psem, ktory u tej pani w dziwnych okolicznosciach, w bardzo krotkim czasie stracil zycie. Byl tam na pewno pies z krakowskiego schroniska, pies z progaramu Kundel bury i kocury, pies przygarniety przez nia z ulicy, pies wydany jej przez wolontariuszke, pies ze schroniska w Pabianicach i nasza Ninka. A wszystko w okresie od listopada 2005 a wiec niespelna 4,5 roku. ja naliczylam 7 psow, choc ciezko jest to zrobic, bo nic sie w tych historiach nie zgadza. Dlatego bardzo prosze o kontakt z nami wszystkie osoby, ktore wiedza cos o oddanych tam psach i dokladne informacje: kiedy pies byl oddany, przez kogo, jak wygladal, w jakim byl wieku i co sie z nim stalo, jesli jest taka informacja. Jesli tego nie uporzadkujemy nigdy nie dojdziemy do tego, co sie z tymi psami stalo. Na potwierdzenie tego, ze Ninka byla zdrowa dysponuje wynikami badan wykonanymi w laboratorium szpiatla Bieganskiego w Lodzi, jak rowniez wystawiona przez lekarza weterynarii z leczniy w Lodzi opinia na temat jej stanu zdrowia." kontakt z Fundacją Azyl: [EMAIL="fundacja.azyl@interia.pl"]fundacja.azyl@interia.pl[/EMAIL] [EMAIL="annajobczyk@wp.pl"]annajobczyk@wp.pl[/EMAIL]
-
Pani Ania Jobczyk z Fundacji Azyl pisze: "w poniedzialek, 07.06.2010 zglosila sie do naszej fundacji p. Elzbieta, bibliotekarka z Krakowa ( biblioteka wojewodzka 12 3752200 telefony w poszukiwaniu psow wykonuje ta pani glownie z pracy) , zglaszajac chec adoptowania jednego z naszych psow: starszej suni Ninki. Pani opowiedziala wzruszajaca historie o 11-letniej suczce Loli, ktora jakoby adoptowala ze schroniska w Pabianicach ( miasto sasiadujace z Lodzia). Powiedziala, ze Lola po 2,5 roku zeszla i chcialaby wziac kolejnego starszego pieska, aby dac mu dom, zeby nie musial umierac w schroniskowym boksie. Rozmowa byla tak przekonujaca, pani opowiadala, jak to zaraz zamowi welurkowa budke dla Ninki, jak to Ninka bedzie z mamusia lezala na lozeczku, ze wydawalo mi sie to miejsce najlepszym na swiecie domem dla tej starszej suczki i wlasciwie myslalam, ze to jakis cud, ze ta niespecjalnie wyrozniajaca sie uroda Nina ma wlasnie tyle szczescia. We wtorek udalam sie z Ninka do lecznicy zrobcic badania, pani doktor w trakcie badania nie zaobserwowala nic niepokojacego, piesek byl aktywny, zdrowy, wesoly. Nastepnego dnia ponownie pojechalam do lecznicy, piesek zostal tam wykapan, ponownie zbadany i pani doktor wydala mi wyniki badan krwi twierdzac, ze "sama chcialaby miec takie wyniki". Piesek zostal zaszczepiony przeciw wsciekliznie i pojechal prosto z lecznicy na dworzec, gdzie czekal wolontariusz majacy go zawiezc do Krakowa. Nic nie wskazywaloby na to, ze pies w najmniejszym stopniu zle sie czuje: sunia byla wesola, aktywna, biegala, poszczekiwala, trzeba ja nawet bylo wyprowadzic z budynku dworca, zeby nie halasowala. Wolontariusz wiozacy ja do Krakowa tez nie zauwazyl absolutnie niczego niepokojacego poza tym, ze na poczatku podrozy pies popiskiwal ale byl to wyraznie objaw zaniepokojenia nowa sytuacja, w ktorej sie znalazl. Z dwora suczke odebrala nowa wlascicielka. Ok. godziny 21:00-21:30 zadzwonilam do nowego domu z zapytaniem, czy wszystko ok i otrzymalam zapewnienie, ze jak najbardziej: "sunia lezy z mama na lozku a nastepnie przesiada sie na fotel, na kolana nowej wlascicielki". Bylam zupelnie spokojna az do soboty rano, kiedy zadzwonilam ponownie i dowiedzialam sie, ze "Nina nie zyje, bo miala ciezka niewydolnosc nerek i pani musiala ja uspic". Nie jest mozliwe, aby stan tak nagle z zupelnie normalnego przeszedl w taki, w ktorym jedyna reakcja moze byc eutanazja. Tym bardziej, ze w czwartek, kilkanascie godzin przed eutanazja, sunia byla w lecznicy ("Nasze Zwierzaki", ul. Na Barciach 12, tel. 12 4173824) i zgodnie z informacja nie bylo mowy o eutanazji, nie byly podawane zadne leki ogolne a jedynie miejscowo antybiotyk do malej ranki na nodze. Pani doktor zasugerowala wprawdzie, ze moga byc problemy z nerkami, co moim zdaniem wynika z roznych jednostek stosowanych przy badaniu mocznika ( w Lodzi najczesciej sa to jednostki tradycyjne mg/dl i norma jest 20-45, natomiast w Krakowie najwyrazniej stosuje sie jednostki uklad SI w mmol/l i wtedy norma mocznika jest 3,32 - 7,47. Podejrzewam, ze pani doktor w pierwszej chwili zasugerowala sie jedynie liczba, natomiast wiem, ze absolutnie NIE BYLO MOWY O EUTANAZJI. Zasugerowala jedynie, ze byc moze bedzie konieczna karma nerkowa ale dopiero po powtorzeniu badan krwi, na ktore ta pani byla umowiona na nastepny dzien rano. Uwazam, ze pani doktor zachowala sie najzupelniej wlasciwie: cos ja zaniepokoilo i zalecila powtorzenie badan. Gdyby ta baba przyszla na te badania okazaloby sie, ze pies jest zupelnie zdrowy. jednak moim zdaniem jej zupelnie nie chodzilo o to, czy pies jest zdrowy, czy chory a jedynie chciala sie go jak najszybciej pozbyc. Prawdopodobnie dlatego, ze nasza Ninka nalezala do psich placzkow: jak chciala na rece poplakiwala, jak chciala do lozka popolakiwala, jak jechala pociagiem to tez poplakiwala, bo ja cos niepokoilo. I u tej baby prawdopodobnie tez poplakiwala bo tesknila! To to baba zrobila z nia porzadek! Choc ja jej mowilam, ze Ninka ma wlasnie taki sposob komunikowania sie ze swiatem. Pytalam pania doktor, ktora badala ja w czwartek, czy Ninka wykazywala jakiekolwiek objawy bolowe i pani doktor kategorycznie zaprzeczyla. Poplakiwala jedynie w protescie przed badaniem a juz np. w trakcie samego badania i obmacywania nie. Czy lekarz slynacy z tego, ze pomaga bezdomnym zwierzetom, majac w gabinecie tak ciezko chorego psa, jak sugerowala ta pani nie podalby zadnych lekow a jedynie antybiotyk do malutkiej ranki na nozce? Wedlug pani doktor ogolny stan zwierzecie jeszcze w czwartek w trakcie wizyty w lecznicy byl zupelnie normalny. Natomiast zwierze zostalo uspione w piatek ok. 7 rano w stanie podobno tragicznym. Nie wierze w ani jedno slowo tej baby. Te jej opowiesci o psach tez sie nie trzymaja kupy. Kazdemu mowi co innego: nie mozna sie polapac, ktorego psa skad wziela i ktory z jakiej przyczyny umarl. Wracajac do historii Ninki: Nowa wlascicielka miala sie zglosic rano na badania krwi. Poniewaz nie dotarla p. dr. Malgosia ok. godz. 13:00 zadzwonila zapytac, co sie stalo i otrzymala informacje, ze "pieska wziela kolezanka tej pani i to ona bedzie go dalej leczyc". Okazalo sie jednak, ze pies juz kilka godzin wczesniej (ok. 7:00) byl uspiony w lecznicy na ul. Brodowicza 13 przez technika weterynarii (a wiec osobe nie posiadajaca do tego uprawnien) pana Bogdanowicza. Jak wynikalo z mojej rozmowy z p. Bogdanowiczem nie widzial on zadnego skierowania do eutanazji, nie widzial tez zadnych badan krwi. Od wlascicielki otrzymal jedynie ustna informacje, ze "pies ma niewydolnosc nerek i mial robione badania krwi". Jest to ewidentnie eutanazja na zyczenie wlasciciela wykonana przez osobe nie majaca do tego uprawnieni i ktora nie powinna miec w ogole dostepu do lekow stosowanych przy eutanazji. Oprocz tego przed eutanazja wlasciciel powinien podpisac zgode na dokonanie takiej eutanazji i podpisac oswiadczenie, ze w ciagu ostatnich 15 dni pies nikogo nie pokasal. Pani Elzbieta o ile wiem nie podpisala takiego dokumentu, nie mowiac juz o tym, ze psa miala od poltorej doby, nie mogla miec wiec pojecia, czy pies faktycznie nikogo nie pokasal. Z naszych informacji wynika, ze jest to lecznica, w ktorej norma jest dokonywanie nieuzasadnionych eutanazji., czesto nawet wbrew woli wlasciciela, jak to bylo w przypadku, o ktorym mowila p. z TOZ w Krakowie, ktorej bez jej wiedzy uspiono kota, ktorego przyniosla do leczenia, tylko dlatego, ze byl bezdomny. Na Dogomanii az roi sie od przykladow tego typu. Z informacji, ktore do nas naplywaja wynika, ze Ninka jest ktoryms z kolei psem, ktory u tej pani w dziwnych okolicznosciach, w bardzo krotkim czasie stracil zycie. Byl tam na pewno pies z krakowskiego schroniska, pies z progaramu Kundel bury i kocury, pies przygarniety przez nia z ulicy, pies wydany jej przez wolontariuszke, pies ze schroniska w Pabianicach i nasza Ninka. A wszystko w okresie od listopada 2005 a wiec niespelna 4,5 roku. ja naliczylam 7 psow, choc ciezko jest to zrobic, bo nic sie w tych historiach nie zgadza. Dlatego bardzo prosze o kontakt z nami wszystkie osoby, ktore wiedza cos o oddanych tam psach i dokladne informacje: kiedy pies byl oddany, przez kogo, jak wygladal, w jakim byl wieku i co sie z nim stalo, jesli jest taka informacja. Jesli tego nie uporzadkujemy nigdy nie dojdziemy do tego, co sie z tymi psami stalo. Na potwierdzenie tego, ze Ninka byla zdrowa dysponuje wynikami badan wykonanymi w laboratorium szpiatla Bieganskiego w Lodzi, jak rowniez wystawiona przez lekarza weterynarii z leczniy w Lodzi opinia na temat jej stanu zdrowia." kontakt z Fundają Azyl: [EMAIL="fundacja.azyl@interia.pl"]fundacja.azyl@interia.pl[/EMAIL] [EMAIL="annajobczyk@wp.pl"]annajobczyk@wp.pl[/EMAIL]
-
Wrzuciłam na Czarne Kwiatki. Naszej Nince nic nie przywróci życia, ale może uratuje to życie innym psiakom.
-
[B][FONT=Times New Roman]Malutka staruszka Ninka zamordowana w 36 godzin od adopcji ![/FONT][/B] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Taki tekst miał się ukazać na naszej stronie internetowej po adopcji naszej ukochanej fundacyjnej suczki Ninki. Jednak nawet nie zdążyliśmy go umieścić, Ninka została bestialsko zlikwidowana przez osobę, która ją adoptowała. Przeczytajcie ten tekst i roześlijcie do wszystkich schronisk, stowarzyszeń, fundacji. Wszystkich, którzy prywatnie zajmują się wydawaniem do adopcji zwierząt. Wszystkich zaprzyjaźnionych lecznic – niech powieszą ten tekst w poczekalni. Jeśli zadzwoni do was „cudowna pani Ela”, bibliotekarka z Krakowa, Wy też dacie się nabrać i wyślecie psa do piekła:[/FONT][/SIZE] [I][SIZE=3][FONT=Times New Roman]Pewnego dnia trafiła do naszej fundacji malutka, wychudzona, niemłoda już psinka, która natychmiast została Ninką. Trafiła do nas z ulicy, na której stała przez parę godzin i rozpaczliwie płakała. Nie ruszała się z miejsca, jakby nie tracąc nadziei, że jej pan jednak po nią wróci. Tak się jednak nie stało. Jednak jej skowyt poruszył kogoś na tyle, że nie przeszedł obojętnie i tak w naszej fundacji pojawiła się Ninka. Ninka natychmiast pokochała mojego męża: spała wtulona pod swetrem w jego plecy, wchodziła po nim jak kot, byle tylko ją wziął na ręce a jak nie zwracał na nią uwagi, to oczywiście płakała tak długo, aż ją w końcu jednak wziął.[/FONT][/SIZE][/I] [I][SIZE=3][FONT=Times New Roman]Ninka okazała się być psiakiem zupełnie niekłopotliwym, jednak ze względu na to, że jest malutka cały czas drżeliśmy, żeby inne, większe psy nie zrobiły jej krzywdy.[/FONT][/SIZE][/I] [I][SIZE=3][FONT=Times New Roman]I nagle dwa dni temu zdarzył się cud: zadzwoniła przemiła pani z Krakowa z informacją, że zamierza adoptować Ninkę. A ja upadłam ze szczęścia, zwłaszcza, że poprzedniego pieska pani adoptowała ze schroniska w Pabianicach a miał on wówczas 11 lat. Piesek, a właściwie suczka przeżyła w swoim nowym domu jeszcze cudowne 2,5 roku a pani po jej śmierci postanowiła przygarnąć kolejną nie najmłodszą sierotkę! [/FONT][/SIZE][/I] [I][SIZE=3][FONT=Times New Roman]Oczywiście aż się poryczałam. Pani Elżbieto! Przywraca mi Pani wiarę w człowieka. Bardzo Pani i Pani Mamie za to dziękuję. I oczywiście za cudny dom dla Ninki. Okazuje się, że adoptowany piesek nie musi być Yorkiem, nie musi być słodkim szczeniakiem, nie musi mieć maksymalnie rok, aby wart był miłości i zainteresowania. Może natomiast być dziesięcioletnią Ninką, zupełnie nierasową. Jestem za to zupełnie spokojna, że tej decyzji nikt nie będzie żałował, bo Ninka swoim przywiązaniem, przytulaniem i wiernością zrównoważy brak rodowodu! A jak mi ktoś jeszcz,e choć raz powie, że starszy pies się nie przyzwyczai, to chyba nigdy nie przestanę się śmiać: Ninka dwie godziny po [/FONT][/SIZE][/I] [I][SIZE=3][FONT=Times New Roman]przyjeździe do nowego domu na zmianę wylegiwała się z jedną swoją panią w łóżku a następnie natychmiast przesiadała się na kolana drugiej pani. [/FONT][/SIZE][/I] [I][SIZE=3][FONT=Times New Roman]Jeszcze raz wielkie ukłony dla nowych właścicieli Ninki.[/FONT][/SIZE][/I] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Taki tekst napisałam po pierwszej rozmowie z nową właścicielką Ninki, kilka godzin po tym, jak wolontariusz naszej fundacji zawiózł Ninkę do Krakowa.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Gdybym wówczas wiedziała, jak bardzo się myliłam![/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Chciałam zadzwonić do nowych właścicieli już w czwartek, ale pomyślałam, że poczekam kilka dni, żeby nie pomyśleli, że będę ich tak nękać telefonami i zadzwoniłam w sobotę rano, zupełnie spokojnie, ot tak dowiedzieć się, jak tam nasza mała dziewczynka się sprawuje po tych pierwszych kilku dniach.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]I po pierwszych zdaniach „cudownej pani Eli” chciałam umrzeć: „Ninka była bardzo chora, musieliśmy ją uśpić”. A ja nie rozumiałam, co ona do mnie mówi. Przecież byłam z Ninką jeszcze w dzień wyjazdu u lekarza, w przeddzień miała zrobione wszystkie badania krwi, a pani doktor zażartowała, że chciałaby mieć takie wyniki, jak ona! Jeszcze myślałam, że może był to wypadek, Ninka im się wyrwała, wpadła pod samochód, choć przecież chodziła jak trusieczka przy nodze i reagowała na każdy najmniejszy gest przywołania. Ale nie. Okazało się, że „cudowna pani Ela” uśpiła ją, bo „pani doktor podejrzewała niewydolność nerek”. Dziwne jest tylko to, że „cudowna pani Ela” nie zgłosiła się na powtórzenie badań, które zresztą były zupełnie w normie, tylko jak się później okazało, pani doktor nie spojrzała na jednostki i źle je zinterpretowała a natychmiast skierowała się do najgorszej w mieście lecznicy, słynącej z tego, że usypia zwierzęta „na życzenie klienta” i tam zamordowała naszą Ninkę. Niestety jedynym wytłumaczeniem, jakie nam się nasuwa jest to, że nasza Ninka się „cudownej pani Eli” nie spodobała i w tej sposób się jej najszybciej, jak to możliwe pozbyła. A przecież doskonale wiedziała, że przyjechalibyśmy po Ninkę natychmiast, gdyby tylko zadzwoniła. Mogła ją oddać do schroniska, mogła ją w końcu wyrzucić na ulicę – wszystko byłoby lepsze od tego, co zrobiła, bo tego już odwrócić się nie da.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Niestety po fakcie okazało się, że Ninka była kolejnym zamordowanym przez nią psiakiem. My wiemy o następujących zwierzakach: sunia wzięta w listopadzie 2005 roku ze schroniska w Krakowie (według „cudownej pani Eli miała guza mózgu i musiała być przez nią uśpiona), kolejna sunia wpadła jej pod samochód, kolejna „zasnęła”, następna była ta szczęściara, która przeżyła u niej ponad dwa lata – podobno ze schroniska w Pabianicach ale też nie wiemy, jaki był jej koniec, podobna, podobno, podobno …[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Ile jeszcze psów „musiała uśpić cudowna pani Ela”? Może ktoś skojarzy fakty i zorientuje się, że też wysłał do tego piekła psa, który miał trafić do raju.. Każdą taką osobę prosimy o kontakt – ten potwór musi ponieść odpowiedzialność.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Dziś rozmawiałam z niekończącą się ilością osób. Każda z nich twierdziła, że miała z nią kontakt. Tylko jedna sunieczka uszła z tego z życiem, chyba jedynie, dlatego, że osoba wydająca psa mieszkała bardzo blisko „cudownej pani Eli” i ta zorientowała się, że gdyby i ten pies zniknął, to sprawa by się bardzo szybko wydała i samo zwróciła psa.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]I niestety na to miejsce pojechała nasza Ninka. [/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Do tej pory przeklinam ten moment, kiedy odebrałam od niej telefon. A tak się wówczas ucieszyłam: przecież tak rzadki, ktoś chce adoptować starszego psa. Przecież nie chcieliśmy się Ninki pozbyć, przecież była najcudowniejszym z naszych psiaków, przecież szaleliśmy z radości, że będzie tam miała lepiej, niż u nas… Gdyby tak można było cofnąć czas… [/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Tak bardzo Cię przepraszam Ninko! Przecież tak nam ufałaś. Tak radośnie podskakiwałaś poszczekując, kiedy biegłyśmy na dworzec, żeby zdążyć na ten przeklęty pociąg do Krakowa! Pewnie myślałaś, że to nasz najpiękniejszy spacer… Tak rzadko mamy czas, żeby wyjść z naszymi psami poza nasz teren…[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]A później nagle znalazłaś się w obcych ramionach, w pociągu, w obcym sobie otoczeniu. Podobno cała drogę płakałaś. Może coś przeczuwałaś? Ale przecież nikt nie słucha takiego małego, starego psiaka. My wiedzieliśmy lepiej… Było nam przykro, ale myśleliśmy, że to tylko moment, trochę potęsknisz a później już będziesz szczęśliwa, szczęśliwsza niż u nas…[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Nie mogę znieść myśli, że Ninka tak bardzo bojąca się obcego otoczenia, tak bardzo bojąca się wszystkich zabiegów w lecznicy przeżyła najkoszmarniejsze 36 godzin swojego życia zupełnie nie rozumiejąc, co się wokół niej dzieje, a później w samotności, w najgorszej lecznicy, została po prostu uśmiercona. Jak bardzo musiała się wyrywać, walczyć o życie? A nas przy niej nie było. To boli jeszcze bardziej, niż to, że ktoś tak po prostu pozbył się niechcianego psa, psa, którego myśmy kochali. Psa, którego oddaliśmy chcąc poprawić jego los. Psa, którego ktoś pozbył się, jak nieudanych zakupów.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Przecież wystarczyłby tylko jeden telefon a przyjechalibyśmy po Ninkę, szczęśliwi, że ją odzyskaliśmy.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Nic, co teraz zrobimy, nie wróci życia Nince, choć przecież oddalibyśmy wszystko, by tak się stało. Nic nie spowoduje, że nasze poczucie winy będzie mniejsze, choć przecież zrobiliśmy wszystko, by Ninka była szczęśliwa. Ale możemy przynajmniej sprawić, że może kolejny pies nie trafi do tego piekła. Dlatego prosimy: roześlijcie historię Ninki, wszędzie, gdzie tylko możecie, zakładajcie wątki, piszcie o tym i ostrzegajcie wszystkich. Tam już nie może trafić żaden pies. A wiemy, że „cudowna pani Ela” będzie szukała psa po całej Polsce, bo w Krakowie już psa nie dostanie nigdy. A każdy, do kogo zadzwoni znowu da się nabrać na cudowną opowieść o tym, „jak bardzo chciałaby dać, choć na krótko dom jakiejś suni staruszce, żeby nie umarła ona w schroniskowym boksie” Za to możemy być pewni, że umrze bardzo szybko w swoim nowym domu a pretekstem może być wszystko: że nasiusia, że popiszczy, że się nie spodoba. [/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]A „cudowna pani Ela” szybko wyda i wykona wyrok. Jak na naszej Nince. [/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Uwierzcie mi, że każdy z Was oddałby tam zwierzaka: czyściutki, przyzwoity dom, stateczna, „przemiła” pani Ela bibliotekarka, do tego starsza mamusia, stale przebywająca w domu z pieskiem i córka. Trzy przemiłe, wymarzone opiekunki. [/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Trzy potwory…[/FONT][/SIZE]
-
Niestety stało się to, czego obawiałyśmy się najbardziej. Ninka została przez swoją "opiekunkę" uśpiona.
-
Podniosę, bo to naprawdę ważne. Błagam, pomóżcie. Mamy ogromną nadzieję, że Ninka żyje, że jest cała i zdrowa. Wiemy, że jeżeli została porzucona i błąka się gdzieś, to sobie nie poradzi. To bardzo delikatna, wrażliwa sunia. Proszę, miejcie oczy szeroko otwarte, może wypatrzycie gdzieś naszą Ninkę.
-
Kochani, chciałabym Wam opowiedzieć historię Ninki i bardzo poprosić o pomoc. Ninka, malutka, ważąca ok. 4 kg, 10-letnia sunieczka przebywała pod opieką łódzkiej Fundacji Azyl od jakiegoś czasu. Pewnego dnia zdarzył się cud. Przynajmniej tak nam się wydawało... Ninka znalazła dom w Krakowie. Nasza radość nie trwała długo. Ninka przepadła. Nie wiemy, co się z nią teraz dzieje. Nie wiemy, czy została porzucona, czy oddana do schroniska, czy jeszcze coś innego. Nie wiemy nawet czy jeszcze żyje... Wiemy tylko, że coś jest bardzo nie tak. Jeśli Ninka nadal przebywa w domu, do którego trafiła, to może jej grozić niebezpieczeństwo. Błagam, pomóżcie nam odnaleźć Ninkę, dowiedzieć się, co się z nią dzieje! Bardzo się o sunieczkę martwimy. Krakowiacy, pomożecie? Prosimy... kontakt z nami: Fundacja Azyl 669 70 50 10 795 728 069 fundacja.azyl@interia.pl a to Ninka
-
O mamusiu, jaki cudny! :loveu: