Jump to content
Dogomania

Cassi_

Members
  • Posts

    5647
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Cassi_

  1. [quote name='greatmadwomen']Zabranie psa nie jest takie łatwe, myślę iż najlepiej będzie jak pies zniknie po prostu(ktoś go weźmie na tymczas)[/QUOTE] [quote name='Chandra']Też tak myślę.[/QUOTE] myślę dokładnie tak samo jak dziewczyny
  2. jest śliczna - trzymam kciuki
  3. W kwestii wyjaśnienia, co dla niektórych osób :diabloti: ja nie napisałam, że zrezygnowałam, trzeba czytać wszystko ze zrozumieniem, a nie tylko wyrywkowo wybrane wypowiedzi z kontekstu wątku. SBD trzymam kciuki za pomyślną wizytę przedadopcyjną :loveu: w razie czego, jakby co, wciąż jestem w zastępstwie :razz:
  4. Wiecie co, to zaczyna być trochę yyyyyyy :no-no-no: powiem tak, jestem gotowa oddać "walkę" walkowerem na korzyść SBD :smile: Zapytacie dlaczego? A dlatego że widzę jak bardzo jej zależy. Mi również :sadCyber: ale jakby nie patrzeć SBD była pierwsza, czego ja początkowo nie zauważyłam składając swoją deklarację. Poza tym czytając jej odpowiedzi na pytania według mnie wypadła lepiej, jest gotowa jechać nawet pociągiem no i może zabrać Kajtusia już w sobotę :happy1:
  5. 1. Z przyjazdem w moim przypadku będzie kłopot, więc będę prosiła o ewentualną pomoc w poszukiwaniu transportu. 2. Myślę że około 5 godzin maksymalnie choć czasem może się zdarzyć troszkę dłużej, ale nie dzień w dzień, ponieważ to zależy od moich godzin pracy, bo pracuję na zmiany. 3. Raczej nie, choć w okresie wiosenno-letnim wyjazdy są częstsze, to jednak zależy od dni wolnych w pracy, zwykle są to weekendy i wyjazdy na wieś, ale piesek jeździłby z nami. 4. W moim domku nie ma pieska, jest tylko około 3 letnia kotka, którą adoptowałam rok temu, pieska mam na wsi, to 7 letni mały kundelek, który mieszka w domku. 5. Ja mieszkam w bloku, bloczek jest mały 9-cio rodzinny. 6. Wyrażam zgodę na wizytę poadopcyjną i oczywiście możecie liczyć na regularne wieści jak żyje się Kajtusiowi. ps. W razie gdybym została wybrana to czy wiecie jak przygotować kota na nowego członka rodziny, którym jest pies? Bo wiem, że Kajtuś z kotami problemu nie ma, zastanawiam się tylko jak nauczyć kota, by widząc psa nie siedział cały czas gdzieś na parapecie bojąc się zejść. Ale to ewentualnie do omówienia później. Teraz poczekamy na wieści od SBD i innych chętnych.
  6. SBD nie określiłam się jeszcze konkretnie ponieważ nie mam jeszcze planu zajęć z uczelni, który jest mi potrzebny do ustalenia grafika i dni wolnych w pracy, aby wiedzieć kiedy dokładnie mogłabym ewentualnie zabrać Kajtusia. Jest to jednak kwestia kilku dni i będę już wszystko wiedziała, poza tym nie zgłaszałabym chęci adopcji na kilka miesięcy w przód, więc wiadomo że w grę wchodzi luty.
  7. Na wstępie chciałam przeprosić za wczoraj, niestety czasem złośliwość rzeczy martwych nie jest zależna od nas. Dzisiaj też nie mam neta ale chwilowo jestem u siostry więc piszę. Co tyczy się adopcji Katusia to: 1. Zarówno ja jak i SBD zadeklarowałyśmy chęć adopcji. 2. W związku z tym wydaje mi się że kolejnym krokiem Fundacji powinno być ustalenie terminu wizyty przedadopcyjnej i rozmowy, która pozwoliłaby wybrać najlepszy domek dla Kajtusia, a tu tymczasem najbardziej rozchodzi się o podanie konkretnej daty, kiedy można by go zabrać. 3. Proszę więc o ustalenie konkretnych terminów wizyt przedadopcyjnych i po podjęciu decyzji przez Fundację będzie można wtedy rozmawiać o konkretnym dniu zabrania przez którąś z nas Kajtusia. A teraz wybaczcie muszę już zmykać do swojego domku i jeśli tylko będę miała neta to się jeszcze dziś pojawię. Pozdrawiam cieplutko :)
  8. u mnie wszystko ok :razz: jutro myślę że tak gdzieś o tej porze dopiero, bo cały dzionek mnie nie będzie, napiszę kiedy mogłabym zabierać Kajtusia :loveu:
  9. hura mam wieści i są one rewelacyjne :multi: po pierwsze: obrażenia pieska okazały się niegroźne, w klinice pozostanie jeszcze 2 dni po drugie: znalazł się właściciel bo okazało się że psinka została rozpoznana przez jednego z weterynarzy i znajduje się w bazie kliniki, zadzwoniono do właściciela który od 2 dni szukał psa :) był przeszczęśliwy, od razu przyjechał i podjął chęć leczenia po trzecie: zadzwonił człowiek który potrącił psa, podał wszystkie swoje dane i zadeklarował pokrycie kosztów leczenia i pobytu psinki w klinice jestem przeszczęśliwa :loveu: wiadomości otrzymałam przed chwilą i mimo późnej pory dzięki koledze który jest weterynarzem w tej klinice i zajmował się pieskiem którego przywieźliśmy :) co się tyczy mojej kici też zdrowieje, wyniki są bardzo dobre, jeszcze przez 3 dni ma brać antybiotyk, potem badanie kontrolne, a wtedy.... :razz: ps.SBD pytałaś jak była między kołami, to jak po niej przejechał? Bo nie przejechał jej kołem ale wziął między pod podwoziem. Dla mnie nie ma znaczenia jak to zrobił, przeturlała się i mogła trafić na tylne koło, a on mógł się zatrzymać lub ją ominąć - dla mnie to dziad coby nie używać gorszych określeń :mad: A tak wogóle uratowany piesek ma na imię Bary i ma 12 lat :)
  10. heh :( Wydarzyło się to tak około godziny 17:30 :( wracaliśmy właśnie z mężem z kliniki do której jeździmy z naszą kicią na zastrzyki w związku z zapaleniem nerek i pęcherza. Spędziliśmy w niej dziś ponad godzinę, bo chcieli pobrać jej mocz do badania, ale była strasznie oporna, teraz wiem że to było przeznaczenie. Jakieś 4km od kliniki kiedy to toczyliśmy się po malutku bo akurat było czerwone, zobaczyłam na pasie obok leżącego psa. "O Matko nie" powiedziałam myśląc że nie żyje, ale wtedy zobaczyłam że się mylę bo psinka miała uniesiony łepek i patrzyła. Zawołałam do męża żeby natychmiast się zatrzymał, pomimo tego że światła właśnie się zmieniły na zielone mąż włączył awaryjne, a ja już otwierałam drzwi żeby wysiąść kiedy nagle jakiś s.......n tocząc się obok nas również bardzo powoli wziął psa między koła i przejechał po nim. Wypadłam z samochodu wściekła wyzywając go od s.........w i gdybym zdążyła skopałabym mu samochód ale zdążył odjechać, a ja zajęłam się zatrzymywaniem kolejnego nadjeżdżającego właśnie samochodu krzycząć żeby się zatrzymał bo czy nie widzi że pies leży, po czym podbiegłam do bidulki. Żyła. Serce mi się krajało. Wzięłam ją na ręce i zeszłam z ulicy na trawę. Krwawiła z odbytu ale mimo bólu i obrażeń nawet nie próbowała mnie ugryźć tylko cichutko popiskiwała. Facet którgo zatrzymałam był bardzo poruszony, zapytał czy zapamiętaliśmy numery, ale kto by wtedy o tym myślał, był wkurzony gdyż też to widział, powiedział że spróbuje typa dogonić bo pamięta samochód który jechał przed nim i przejechał po piesku. Odjechał, ale co z tego że go może i złapie, co mu zrobi najwyżej go zwyzywa. My nie mieliśmy czasu żeby czekać trzeba było natychmiast odwieźć psinkę do kliniki. Nie protestowała kiedy włożyłam ją do samochodu. Mąż wziął tablicę rejestracyjną z ulicy którą zgubił gość, który był zapewne sprawcą potrącenia psa. Mieliśmy zamiar zgłosić to na policję, aczkolwiek nie był to ten typ który rozmyślnie przejechał po żywym psie leżącym na ulicy. Mieliśmy odjeżdżać kiedy podjechał samochód bez tablicy z przodu, jak się okazało sprawca wypadku. Starszy facet zapytał czy pies żyje i jak się czuje, po czym opowiedział jak do tego doszło. Wydawał się być przejęty, ale jak zaproponował, że zabierze psa i sam odwiezie go do kliniki, odmówiłam. Nie byłam do końca przekonana o szczerości jego intencji, w końcu kto wie czy wrócił bo przejął się losem psa, czy tylko chciał odzyskać tablicę która mu odpadła podczas uderzenia. Chciał nawet dać numer telefonu deklarując się opieką nad psem w przyszłości ale ostatecznie zaproponował że za ok godzinę jak odbierze kogoś tam z pociągu to wróci do kliniki. Sratatata pomysłałam ale zobaczymy. Zabraliśmy się i wróciliśmy do kliniki gdzie pieskiem zajęto się w trybie natychmiastowym. Dowiedziałam się tylko że to starowinka po czym zabrano ją na blok operacyjny żeby ocenić obrażenia. Mają do mnie dzwonić w sprawie wyników moczu kici i właśnie wieści na temat bidulki więc jak tylko będę coś więcej wiedziała napiszę :-( Biedactwo. A temu typowi który przejechał po niej na moich oczach powyrywałabym wszystkie kudły jakbym go dorwała :angryy:
  11. nic nie szkodzi :) skąd moglaś wiedzieć ;) naprawdę nic się nie stało, nie martw się :p
  12. cudo :loveu: wyglada jak szakal albo pies dingo :razz:
  13. to był chłopiec :-( moje słoneczko, Dexio, adoptowałam go ze schroniska w Lublinie jak miał dwa lata w 1997 roku, odszedł za tm 28.12.2008r. :bigcry: ciężko się z tym pogodzić :sadCyber:
  14. aaaa no to skoro tak to wracam do rozgrywek :sweetCyb: dziewczyny emocje powracają :bigcool:
  15. oczywiście że się nie poddaję :mad: ale z tego co widzę najważniejszą rolę gra tu czas :nonono2:
  16. oczywiście że licytuję :razz: ale coś czuję że będzie ciężko i chyba polegnę :roll:
  17. to że się przywiązuje to normalne :) a ja hm niebawem powiem co i jak ze mną, ale myślę że bedzie ok :loveu:
  18. wybaczcie ciszę z mojej strony ale wynika z tego, że moja kicia się pochorowała heh ma zapalenie nerek i pęcherza, codzienne wizyty w klinice i praca do późna spowodowały, że mnie chwilowo nie było.
  19. ulala Kajtulek ale z ciebie słodziak :loveu: sbd - no chciałabym :loveu: i tak się przymierzam, ale chwilowo jeszcze nic nie mogę obiecać orpha - o co kaman? ja nic nie wiem ;)
  20. z&s no coś Ty dogadamy się bez takich drastycznych rozwiązań :mad: ;) buziaki dla Kajtusia :loveu:
  21. nie no aż tak drastyczne środki nie będą potrzebne ;) myślę że się dogadamy :eviltong:
×
×
  • Create New...