Ochłonęłam troszkę po pierwszym szoku i po przemyśleniach dalej podtrzymuję swoje zdanie, że dopóki Guciątko radzi sobie dobrze z jedzeniem i jest radosny nie podjęłam bym takiej decyzji i pozwoliłabym mu cieszyć się życiem ile się da.Lekarze z Lublina uważają ,że jest to wada genetyczna ,lekarz z Wrocławia że nowotwór więc można mieć wątpliwości. Poza tym nie jestem zwolennikiem utrzymania przy życiu psiaka za wszelką cenę a zwłaszcza za cenę cierpienia ale jeśli tylko widzę choćby malutkie światełko nadziei to będę się go trzymać. Na dzień dzisiejszy mam tylko takie maleńkie marzenie, że to światełko się dla Guciątka świeci.