Byłam u Chopina. Oj co to była za wizyta :)
Latał po ogrodzie jak huragan. Wesoły, radosny, po prostu szczęśliwy.
Wygląda bardzo ładnie, futerko to gęstwina. Na skórze krostki jeszcze wyczuwalne, ale jest o niebo lepiej. Aż go miło dotknąć. Ale cóż. Chopin nam się zakochał... w Marku do szaleństwa. Wpatrzony w pana doktora jak w obrazek.
Teraz nasz nowy rekord z 21 kg na 24,5 kg !
Chopin je ogromne ilości. Dzisiaj wyciągnął sobie miskę z kojca obok i wyjadł biednemu Rufusowi. Dostał też dzisiaj ostatnią dawkę ADVOCATU. Chodzące SZCZĘŚCIE.