-
Posts
144 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by kari
-
dziś (mam nadzieję) postaramy się wrzucić kolejne filmiki ze spotkania w niedzielę :razz: Po takim szkoleniu jest na pewno inny - zmęczony, siedzi cicho i spokojnie. Takiego zmeczenia nie widzę nawet u niego po spacerze z piłeczkami :icon_roc: Wiem, że Twój onek to Boss i myślę, że "nasz" też niech będzie Bossem. Bosman był tylko początkowo. A i tak w dzisiejszych czasach, większośc ludzi słysząc jak na niego wołamy, napisze "Boss". Zresztą Boss (jako wyraz posiadający znaczenie) zdecydowanie bardziej do niego pasuje :evil_lol: No i dzięki Twojemu wątkowi go wypatrzyłyśmy, więc niech będzie, że na Waszą cześć ;). Przecież Zbójini nie będziemy go wołać :megagrin:
-
w poniedziałek poszliśmy z Bosem do parku koło Bzury, porzucać mu dwie piłeczki na zmianę (dopiero uczy się "puść"). Piłeczki ze sznurkiem. Niestety nie zawsze da się przewidzieć, gdzie one polecą. I rzuciłam jedną. A piłeczka leci, leci i widzę, że nad Bzurę zmierza... Myślę sobie spokojnie: eeee, przeleci przez rzekę na drugą stronę. Ale kurcze! Boss nie przeleci!!!! :evil_lol: Patrze na Bosa, trzymam go na lince, ale to jednak jest 10m, więc nie mam go jak powstrzymać. Boss też leci. Za piłeczką. I hop przez wysoką trawę i siup do rzeki. Wystraszyłam się, że może upadł na głowę i coś mu się stało i lecę do niego. Ale - złego licho nie weźmie, a na głowę jakby upadł to już bardziej mu się nie może poprzestawiać :eviltong: W każdym bądź razie lecę do niego. A tam wyskakuje z tej trawy jakiś mały i z ciemną maską pies - owczarek. Z tej wody, błota i jakiegoś śmiedzącego szlamu wyglądał tak chudo nagle i ciemno, że aż spojrzałam, czy ten pies faktycznie nie ma ogona :evil_lol: To był Boss. Był tak zaskoczony ta rzeką i tym, że nie uało mu się złapać tej piłeczki, że aż po jego minie było widać... :lol: Teraz Bossa czeka kąpanie, tylko czekamy, aż pogoda się poprawi i nie będzie padało...
-
[url=http://s276.photobucket.com/albums/kk1/mitaireda/?action=view¤t=P6080107.flv]Boss 5 video by mitaireda - Photobucket[/url]
-
[URL="http://s276.photobucket.com/albums/kk1/mitaireda/?action=view¤t=P6080106.flv"]Boss 4 video by mitaireda - Photobucket[/URL]
-
[URL="http://s276.photobucket.com/albums/kk1/mitaireda/?action=view¤t=P6080105.flv"]Boss 3 video by mitaireda - Photobucket[/URL]
-
[URL="http://s276.photobucket.com/albums/kk1/mitaireda/?action=view¤t=P6080104.flv"]Boss 2 video by mitaireda - Photobucket[/URL]
-
OK, a teraz w końcu filmiki :razz: [URL="http://s276.photobucket.com/albums/kk1/mitaireda/?action=view¤t=P6080103.flv"]Boss video by mitaireda - Photobucket[/URL]
-
UWAGA!!! poziom Bzury dziś w południe gwałtownie osłabł!!! Grozi wyschnięcie tej pięknej rzeki! Jako przyczynę podaje się, że niejaki owczarek niemiecki Bos po treningu poszedł się napić.... :evil_lol:
-
ok - prostujemy: Zbójini nie widział tego psa wcale. Wypatrzył go na dogo z racji, że to onek. Dzięki niemu, my wypatrzyłyśmy go na owczarku. Zbójini nie próbował oceniać psa, tylko prosił, aby ktoś dał mu szansę. Doradzał też, jak się nim zajmować, z racji, że ma już jakieś doświadczeie w takim przypadku. Psem zajmowała się Mirabelka w Fundacji Mali Bracia w Opolu. I ona również walczyła, aby dać psu szansę i nie pozwoliła go uśpić. Za to weterynarz skreślił psa od razu i nawet nie chciał go leczyć, mówiąc, że to nieuleczalne. [SIZE=1][I]Filmiki niestety bardzo opornie wchodzą na serwer, więc to jeszcze trochę potrwa.[/I][/SIZE]
-
bo tak naprawdę, to nikt nie wie na jakim to jest podłożu. Jedynie wet w Opolu, który chciał go uśpić twierdził, że dlatego, że on jest psychiczny i nie ma możliwości wyleczenia go z tego. Jedynie dzięki Mirabelce, która nie zgodziła się go uśpić, Bos jest dziś z nami. Myślę, że wszyscy zakładaliśmy gorszą wersję - maniakalne samookaleczanie się, a nie opcje, że to, co on robił z ogonem to wynik najzwyklejszej rany na jego ciele. My, biorąc go do siebie, musiałyśmy zakładać najgorsze, po to, żeby mieć świadomość jak trudnym jest on przypadkiem i być pewnym, że poradzimy sobie z nim. Leki, które dostaje są tak w ogóle na nerwice natręctw :eviltong:. Wychodzi jednak na to, że z nim nie dzieje sie nic złego :roll: - jest fajnym psem do pracy, ranę rozdrapywał jak większość psów swoje rany, a właściciel, którego wcześniej miał, był po prostu dla niego CAŁKOWICIE nieodpowiedni :-( Nie można też wykluczać, że to ten właśnie człowiek jako pierwszy okaleczył go... :angryy: PS. Byłyśmy wczoraj u weta. Mamy już odstawić antybiotyk. :multi: Zrasta się bardzo ładnie. Mówiłam wetce o spostrzeżeniach Sławka, po to, żeby miała też świadomość aplikowania ewentualnych leków działających na psychikę i spojrzała na niego pod kątem psa pracującego ;) Łupież, który miał w dość dużej ilości, po podawaniu oleju lnianego, już właściwie zanikł :razz: Kupiłyśmy tabletki na odrobaczenie, ponieważ jego obecny stan zdrowia pozwala już na zaszczepienie go. PS2. Wystawienie klatki na werandę i przyciemnienie jej działa :p Bos mniej szczeka i szybciej przestaje. No i z wątpliwości, które jednak mamy, to: 1. kiedy chłopak rozpracuje klatkę i ją sobie sam otworzy 2. kiedy uda mu się podskoczyć wyżej niż na 1,80 m i tym samym przeskoczy ogrodzenie :evil_lol:
-
Już po konsultacjach :razz: Jednak zostały przełożone na dzisiaj. Bosek był z nami na szkoleniu. Mamy tą przyjemność, że nasze psiaki mogą szkolić się u Najlepszych tzn. Doroty Stawickiej i Sławka Kawki. Po naszych opowieściach o psiaku oboje zgodzili się sprawdzić Jaki Bosek jest naprawdę za co im [B]serdecznie dziękujemy[/B]. Ci ludzie są uznanymi trenerami i jednocześnie wieloletnimi hodowcami owczarków, szkolą psy do IPO, a także starują w zawodach i osiągają super lokaty. Strasznie bałyśmy się co powiedzą na temat Boska, bo ufamy im bezgranicznie i ich zdanie jest dla nas wyrocznią. Okazało się, że Bos jest super psem i tak naprawdę ma super charakter tylko do tej pory nie miał kto go tak poprowadzić, żeby go wykorzystać. :multi::multi::multi: Więcej szczegółów później :eviltong: I w ten sposób marzy nam się super ds dla Boska w Łodzi lub okolicach, oraz właściciel, który będzie aktywny i będzie chciał szkolić go w szkole [URL="http://www.dogomania.pl/forum/www.dorplant.strefa.pl"]www.dorplant.strefa.pl[/URL]
-
dziś rano zwiększyłyśmy mu te tabletki. Narazie żadnych zmian w jego zachowaniu nie widać. Poszliśmy dziś do parku na troszkę dłuższy spacer. Teraz na tym popołudniowym szedł bardzo grzecznie. Niejeden pies bardziej ciągnie na smyczy. Potem go po raz kolejny poczesałam. W sumie to z tej jego dotychczasowo pozbytej się sierści to już całe wiaderko 10 L się uzbierało :razz: A jutro rano Bosek jedzie na konsultacje ;)
-
wróciliśmy od weta szwy zdjęte :multi: tylko musiały go trzy osoby trzymać ;) rana się bardzo ładnie zagoiła, ale musiał dostać jeszcze kontynuację antybiotyku - podawać do środy rano, a po południu pojechać na kontrolę. wetka się zdziwiła lekko jak usłyszała, że kołnierz leży wysoko na półce nieużywany, a rana ponad antybiotyk i środek "psik, psik" ;) nie była żadnymi więcej specyfikami przemywana :roll: pytałyśmy też o sierść a konkretnie łupież, który nas troszkę zaniepokoił, ale narazie skupiamy się na ogonku, łupież niegroźny.
-
aha! no i rana jest już ładniejsza :multi: no i spacerując z nim, on za tymi psami to niby piszczy do drugiego psa, a zaraz potem się denerwuje tak samo jak było w przypadku Yarisy - zanim ją ugryzł....
-
Z Bosem jakby troszkę lepiej. Wczoraj nie przyjechałam od razu do niego. Siedział z Mitą, żeby sprawdzić, czy faktycznie on na mnie tak reaguje. Potwierdzamy - na mnie tak reaguje :eviltong: Nakręca się jeszcze jak widzi, że Redka się ze mną wita, więc i z nią będę się witać na dworzu. Zatem wczoraj było mniej szczekania, więcej leżenia, przeciągania się, odpoczywania. I to nie zwiększłyśmy jeszcze Anafranilu :razz: No i dostaje jedzonko w kongu do zajęcia się. Zakumał dość szybko, że jak popycha piłeczkę, to wypadają smaczki :roll: Na smyczy też coraz lepiej mu się chodzi. Spacery, spacery i zero piłeczki. No i dziś rano po raz pierwszy zjadł całe śniadanko bez marudzenia, rzucania miską czy zostawienia sobie na później :multi:. A dziś po południu do weta...
-
pewnie spróbujemy z klatką tak, żeby nas nie widział, ale jak sama widziałaś narazie ciężko z takim odosobnionym miejscem. Na szczęście do końca tygodnia remont ma się skończyć.
-
już nie miałam siły wczoraj pisać... uspokoił się na jakieś 20 minut, potem znów zaczął szczekać. on na kolczatce to chodził już wcześniej - zanim do nas przyjechał - i mimo to strasznie na niej ciągnął. korekta na obroży jest więc w jego przypadku bezsensowna. wieczorem zamiast wybiegania poprzez rzucanie piłeczek, poszliśmy na spacer - chodzi już naprawdę lepiej na luźnej smyczy. Narazie odstawiam piłeczki. Sprawdzimy czy: - piłeczkami nie nakręca się tylko niepotrzebnie bardziej, - reaguje szczekaniem tylko właściwie na mnie, bo ja mu rzucałam najwięcej tych piłeczek i kojarzę mu się z tym zajęciem. W zamian za to będą dłuższe spacery, które też działają podobno wyciszająco.
-
ok, uspokoił się :p
-
W drodze powrotnej z pracy dzwoni do mnie mitunia i mówi, że ktoś psa podmienił... :evil_lol: Taki spokojny i grzeczny, że aż się nie chce wierzyć, że to on :multi: Od chwili otwarcia drzwi od klatki do chwili , w której Bos znajduje się u drzwi wyjściowych na podwórko, z reguły następował moment. Szybka akcja, żeby się nie trzepał, nie kręcił, nie biegał po domu. Ale nie dziś po południu. :roll: Mita chciała wyjść z nim na spacer i mówi, że grzecznie, powoli i spokojnie go wyprowadziła. Oczywiście jak ja przyjechałam i usłyszał mnie, znów zamienił się w głośną hałaśliwą i nadpobudliwą bestię :mad: Dla odmiany, nie wzięłam go na spacer polegający na wybieganiu się. Założyłyśmy mu kolczatkę. Trzeba było ją tylko dopasować do jego szyi (zmniejszyć o dwa oczka) i ćwiczyliśmy grzeczne chodzenie na luźnej smyczy. No i przyznam, że ręce mnie po raz pierwszy nie bolały od smyczy :thumbs: A pobiegać za piłeczką jeszcze się dziś zdąży - teraz dzień już całkiem długi... :cool1: Po spacerze znów poszczekał. Dostał Kalm Aid i nadal szczeka... :angryy:
-
Dzięki za kciuki i jak widać - jeszcze się nie poddajemy. Caly czas myślimy co by tu jeszcze zrobić :icon_roc: A ten masaż relaksujący to właściwie mnie też by się przydał :razz: Ile ja się na niego nawkurzam... :stop: ;)
-
jego udaje sie zmęczyć, ale mam wrażenie, że im bardziej zmęczony tym bardziej podudzony :evil_lol: jest w klatce i póki co, poza spacerami i czasem kiedy możemy mieć nad nim pełną kontrolę, jest w tej klatce sama doopka tak naprawdę mało go interesuje albo interesuje przez krótką chwilkę :razz: malutki sukces wczorajszy - udało mu się tej rany nie zawadzić nigdzie i nie leciała krew. W efekcie dzisiaj rana już wygląda trochę lepiej. Wlaściwie wet też mówił, że najlepsza klatka i że chyba najważniejsze teraz to żeby rana się zagoiła. Rana się nie paprze, ale jest na tyle delikatna, że czasem wystarczy, że lekko puknie gdzieś doopką i krew leci, ale nie ma jak już tego zaszyć, żeby było lepiej. Co ciekawe - jak zostaje sam, siedzi w klatce i jest cicho, albo tylko przez chwilke popiszczy, ale jak jesteśmy w domu, to każdy nasz głos, ruch, itp. prowokuje go do piszczenia lub szczekania. I to też nie znaczy, że skupia się na doopce - leży, patrzy na nas i hałasuje. Przy tam tak szybko dyszy, że aż nam go szkoda, bo na pewno nie jest to dla niego dobre. To jest taki hałas, że nie można się porozumieć ani zebrać myśli i w takiej sytuacji najbardziej nie wiemy co robić. Nie działa nic - głaskanie, głośne "nie", nic.. W domu w tej chwili w ogóle nie puszczamy go luzem z obawy, że zrobi sobie krzywdę i dlatego, że denerwuje tym bieganiem swoim psy. Ale nawet bez psów to strach żeby się chłopak nie rozbił o coś. Warunki mieszkaniowe nie są chyba złe - nie mieszka w ciasnym bloku, chociaż przez remont jest mniej miejsca. Chyba jedyna nadzieja teraz w tych kroplach. Bo jakoś nie wierzymy, że jak rana się zagoi to się chłopak wyciszy.. Najbardziej bałyśmy się, że remont, który się przedłużył będzie go bardzo stresował, bo to jednak hałas. Ale okazuje się, że nie - że chłopaki robią, hałasują i się kręcą, a Bosek siedzi sobie w klatce, za zamkniętymi drzwiami cichutko jak myszka :p Dopiero jak wszyscy jesteśmy i nas widzi to dostaje szału. Nawet jeśli nikt nic nam nie pomoże to chociaż sie wygadamy :evil_lol: a rower... prędzej on by mnie narazie pogonił, niż ja jego ;)
-
dopiszę jeszcze parę rzeczy, bo nie bardzo wiemy co mamy robić - wszelkie porady byłyby mile widziane :razz: Mirabelka się nie odzywa... Wysłałam jej pw i nie wiem czy przeczytała... :-( On totalnie nie umie zachować się w domu, to oczywiście mogło być do przewidzenia, tylko jak sobie z tym poradzić? Dino też był wzięty z podwórka, a spokojnie leżał, a on nie potrafi... :shake: i przez to może sobie zrobić krzywdę, bo rozbija się glową i doopą o wszystko... Żeby go czegokolwiek nauczyć, najpierw musiałby się uspokoić. Dyszenie jest oznaką stresu i ja teraz jestem w pracy, a za plecami cały czas słyszę to jego super szybkie dyszenie... O ile na spacerze jeszcze coś wiemy - jak go uczyć, to w domu nie mamy pojęcia.. uczyc spokojnego siedzenia, lezenia, ale jak??? przecież nie przytrzymamy go siłą. Można nagradzać prawidłowe zachowanie, ale jeśli ono w ogóle występuje.. Poza tym pochwała nawet spokojnym głosem z powrotem go nakręca.. Właśnie odebrałam Kalm-Aid. Jak szybko działają te krople? Czy już po jednej dawce czy dopiero po jakimś czasie?
-
niestety nie, od początku gonił Yarisę i gryzł ją w tyłek. I do lekkiego podgryzania to się nie zalicza. Ona go usilnie zachęcała jeszcze potem do zabawy, a on ją przeganiał. Spięli sie dwa razy. W tym raz lekko, drugi raz dużo poważniej. Nie liczę też "przypadków" uspokajania go przez nasze psy. To nie z ganianiem tyłka jest problem, tylko z całą resztą. Z tym, że jest nadpobudliwy, że nie umie się wyciszyć, że nie umie się w związku z tym położyć spokojnie, że nie potrafi przebywać w domu - skacze po wszystkim i biega z kąta w kąt, że jak pije z miski to chlapie dużo wyżej niż on sam sięga, że nie umie chodzić na smyczy ani skupić się na chwilkę i co chyba najgorsze - potrafi szczekać przez 3-4 godziny właściwie bez przerwy...
-
zależy kiedy - najczęściej kręci się w kółko i na tym kończy, zdarza się też, że kłapie w tym kręceniu się zębami (chyba żeby złapać), ale np. klaśnięciem rękoma raczej da się to przerwać. A ogon jest do tej pory codziennie rozwalany, przez to, że on się non stop rusza, kręci tą d...ą gdzie się da i zahacza po prostu o różne rzeczy. A od jakiejś godziny doprowadza mnie do kur..icy, bo kręci się i szczeka i zieje i dyszy... :angryy: On nie potrafi się sam wyciszyć. Wiecznie na obrotach, a za piłeczką to do us...nej śmierci chyba by ganiał :-o Naprawdę trzeba będzie kiedyś zająć się jego serduchem, bo ono nie może cały czas na takich obrotach... :lookarou: