Mam trochę może głupie pytanie, od razu zaznaczę, że na jakąś aktywistkę to aj się nie nadaję, ale obserwuję taką rzecz: na moim osiedlu permanentnie "ktoś" (raz widziałam, że kobieta) przywiązuje psa do drzewa i tam go zostawia - pies szczeka i szczeka, w końcu chyba ten ktoś go zabiera, bo jak znowu przechodzę w tym miejscu to go nie ma. Ale to się powtarza. Mój TŻ mówi, że ta kobieta mieszka koło nas, ale najwyraźniej odwiedza kogoś w innym bloku i w ten sposób "wyprowadza" psa - przywiązując go do drzewa... I sama nie wiem - czy to olać, bo ja na pyskówki się nie nadaję zupełnie, więcej będzie moich nerwów niż efektów. Mam ochotę zabrać tego psa do domu i kartkę zostawić albo wręcz zadzwonić do straży miejskiej, ale pewnie zanim by przyjechali to pies by zniknął, a mnie jeszcze by się dostało za fałszywy alarm.
Zresztą nie wiem - może to jest normalna metoda wyprowadzania psa, tylko mi się zdaje, że coś jest nie tak?