Jump to content
Dogomania

PiSdZ

Members
  • Posts

    224
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by PiSdZ

  1. Psy zostały zabrane z Józefowa ponad 2 miesiące temu. Właścicielka nie chciała ich wydać - dlatego musieliśmy je zabrać w asyście policji. Obecnie zwierzęta są pod opieką Pogotowia i Straży dla Zwierząt w Trzciance. Właściciel już wyszedł z Zakładu Karnego. Za kilka dni psiaki zostaną mu przekazane. Bardzo się o nie martwił i ciągle dopytywał.
  2. Mam jest już po drugiej operacji, było trochę komplikacji - źle się goiło ale w końcu udało się i powoli mama dochodzi do siebie. nadal jest pod moją opieką i nadal pilnie szuka domu. Była już raz adoptowana ale wróciła z domu, bo syn właścicieli dostał wysypki i stwierdzono, że ma alergię. Dobrze, że mama była tam tylko kilkanaście godzin.
  3. W dniu dzisiejszym z Krężela zabrano cztery dorosłe psy. Za kilka dni zamieścimy ich fotografie. Niestety kolejna bzdurą jest to, że nasza organizacja podpisywała protokół że jakieś psy zostały wcześniej zagubione i te, które siedzą w szopie to są właśnie te. Z naszych informacji wynika, że mogą być to zupełnie nowe psy wałęsające się po okolicy - przynajmniej trzy z ich. Ludzie zamknęli je, a sąsiada poproszono aby karmił te psy do tego czasu aż będziemy mieli transport psów z Warszawy. Miał być on kilka tygodni temu niestety się przedłużał. W sobotę i w niedzielę z Warszawy i okolic wyjechało do nas ponad 20 psów z różnych interwencji, także te z Krężela. Z Krężela zabrano cztery dorosłe psy w tym szczenna suka z obrożą preventic (wiec ta na pewno należała do Ewy B.). Szczeniaki zostały uśpione. Ich mama poddana leczeniu i przebywa w lecznicy. Fotografie tej suki jak i pozostałych trzech zabranych psów w niedzielę zamieścimy wkrótce. Niestety gmina Chynów nie ma podpisanej umowy z żadnym schroniskiem i podejrzewam, że jeszcze nie jeden pies będzie "gościł" na działce Ewy B. I wtedy znów gmina każe nam zabierać psy. Pewnie znów je zabierzemy, bo kto inny ma to zrobić? Tylko pytanie czy to faktycznie są psy Ewy B. czy może nowe, których wcześniej nie było? grzegorz bielawski pogotowie i straż dla zwierząt w trzciance
  4. [url=http://www.youtube.com/watch?v=L9Yx-Zp9xi0&feature=channel]YouTube - bydgoszcz2[/url]
  5. [url=http://www.youtube.com/watch?v=iOiIAKHkglw]YouTube - Poszukiwana suczka owczarna "Lala" - nagroda 500 zł.[/url]
  6. Witam wszystkich w tym wątku. Miałem się tu nie pojawiać ale musze napisać kto moim zdaniem jest winny patowej sytuacji. Ale od początku. Nasza organizacja, czyli Pogotowie i Straż dla Zwierząt w Trzciance (nie mylić z organizacją o nazwie „Straż dla Zwierząt” – bo to dwa różne stowarzyszenia) w dniu 13 lutego o północy od „Pixie” z mapy pomocy „dogo” otrzymała prośbę o pomoc w sprawie psa z Bydgoszczy. Po kontakcie z Martą z Bydgoszczy i naświetleniu całej tej sytuacji z rana zadzwoniłem do prokuratury. Choć już dzień wcześniej miałem podejrzenia, że niestety cała akcja z psem zakończy się na razie fiaskiem, bo właściciel mógł psa gdzieś schować. Zanim jednak napiszę co działo się dalej i dam swój komentarz - chciałbym zaznaczyć, że na podstawie zeznań świadków, którzy do tej pory występowali w sprawie, fotografii z interwencji, filmu, który ukazuje warunki w jakich pies żył – każda organizacja mogła zabrać tego psa na postawie art. 7.3 Ustawy o Ochronie Zwierząt, bo temu zwierzęciu zagrażało życie. Niestety wcześniej tego Irena Ł. prezes Bydgoskiego Klubu Przyjaciół Zwierząt „Animals” nie zrobiła. Dlaczego? Bo nie wiedziała jak się za to zabrać. Ale o tym później. Rozmowa w prokuraturze w Bydgoszczy 13 lutego z rana trwała kilkanaście minut – Pani Magdalena – prokurator, która nadzoruje sprawę okazała się osobą bardzo kompetentną.– przedstawiłem jej nasz plan działania – to znaczy, że jeżeli warunki utrzymania psa (rażące) się potwierdzą – to my psa zabieramy na postawie przepisu, który cytowałem wcześniej. Obojętnie czy właściciel zgodzi się na to czy też nie. Prokurator skontaktowała mnie z policjantem prowadzącym sprawę – ustaliliśmy nasze czynności i działania policji i wyjechałem do Bydgoszczy. Po południu pies miał mieć już bezpieczny dom i być z dala od furiata, czyli dotychczasowego właściciela. Nadmieniam, że materiał dowodowy jaki zgromadziła Marta i Sylwia z Bydgoszczy i który udało mnie się obejrzeć - upoważniał do tego aby psa zabrać natychmiast. W rozmowie telefonicznej (jeszcze przed wyjazdem) z policjantem nadzorującym sprawę uzgodniłem, że wtedy, gdy oni będą robić oględziny miejsca (też nie wiadomo dlaczego nie wykonano ich wcześniej) my zajmiemy się psiakiem. Zajechałem do Bydgoszczy. Wspólnie z Martą udaliśmy się do Komisariatu. A tam w korytarzu (jak się dowiedziałem później) stała Irena Ł, prezes Bydgoskiego Klubu Przyjaciół Zwierząt „Animals". Ona nas nie znała, ba nawet nie zauważyła. Czekaliśmy w kolejce do oficera dyżurnego a p. Ł. blokowała miejsce przy jego okienku więc postanowiliśmy poczekać. Nie podsłuchiwaliśmy o czym rozmawiała z policjantem ale mówiła tak głośno, że tylko głuchy by nie usłyszał. Stwierdziła, że „do tej sprawy” za dużo miesza się „oszołomów”, którzy napastują tego człowieka (chodziło o właściciela psa). Moim zdaniem broniła tego Pana jeszcze w kilku momentach podczas rozmowy. Ta rozmowa wyglądała jakby chciała śledczemu powiedzieć „Te (oszołomy) nie dają mi spokoju, ciągle dopytują o tego psa… Boże… przecież on ma już tam dobrze… Ale wie Pan.... przychodzę do Pana…bo mam naciski (tych oszołomów oczywiście)… choć ja naprawdę tego nie rozumiem… o co tu teraz chodzi… przecież wszystko jest ok…‘’ Gadała tak z 7 minut. W końcu z Martą nie wytrzymałem, przeprosiłem tę Panią, wylegitymowałem się dyżurnemu i poprosiłem o spotkanie z naczelnikiem z którym byłem umówiony wcześniej. Po kilku minutach szliśmy już po schodach a Pani Irena Ł nadal „nadawała”… i chwaliła się czego to ona nie zrobiła w tej sprawie i jak bardzo temu pieskowi pomogła… Po kilku minutach rozmowy z naczelnikiem było już wszytko wiadomo. Otóż właściciel psa dzień wcześniej zgłosił jego zaginięcie… na policji rzecz jasna, tylko w innym komisariacie. Osobiście jeszcze nigdy nie słyszałem aby ktoś do protokołu na policji zeznał, że zaginął mu pies i żądał poświadczenia tego, no chyba, że sam ma coś na sumieniu. W końcu naczelnik postanowił, iż policjanci udadzą się z nami na działki i zerkniemy na miejsce, gdzie był przetrzymywany pies, po to by do akt wykonać oględziny miejsca popełnienia przestępstwa. Zeszliśmy na parter – obok recepcji. Przedstawiłem się Pani prezes Ł. - Witam. Grzegorz Bielawski, Pogotowie i Straż dla Zwierząt w Trzciance… – Ojej, dlaczego takiego pogotowia i straży dla zwierząt nie ma w Bydgoszczy… też chciałam takie założyć. – rzuciła na dzień dobry. Pomyślałem sobie tak: Boże co to za kobieta? Przecież ona nie wie co mówi… W końcu organizacja, której Ona jest prezesem ma takie same uprawnienia jak nasza, bo wynikają one z Ustawy o Ochronie Zwierząt. Różnią nas tylko nazwy organizacji. Sposób działania jest ten sam. Ale widać Pani Ł. niewiele ma pojęcia o działaniu organizacji, więc plecie głupoty. Pleść ona może. Wolno jej. Fakt, że budzą one śmiech innych ale komentarz Pani prezes wystawia sobie sama… Pojechaliśmy na działki. W oczekiwaniu na właściciela próbowałem porozmawiać z Panią prezes. I co wypowiedziała zdanie, to oczy przecierałem ze zdumienia, choć dwa razy przetarłem też (przyznaję) ze zmęczenia, bo tej nocy nie spałem. Otóż dowiedziałem się, iż p. Irena Ł. boi się przeprowadzać interwencję, bo ludzie mogą jej zrobić krzywdę… To po pierwsze. Po drugie, woli wykupić zwierzę niż zabrać je w trybie art. 7.3 Ustawy o Ochronie Zwierząt (głupiego pomysłu nie gratuluję, bo nie ma czego ale ciekawe skąd ma aż tyle pieniędzy na wykup zwierząt). Potem opowiadała o swoich interwencjach: że jak wchodzi do domu, czy na posesję, to mówi: „Dzień Dobry. Był na Państwa donos. Przyszłam sprawdzić czy to prawda…” Mało nie zemdlałem. Powiedziałem jej, że nigdy w ten sposób się nie robi. Bo po pierwsze ludzie od razu ustawiają się podejrzliwie a po drugie mszczą się zaraz na sąsiadach, no bo któż inny mógł donieść… Ale Pani Irena moich ocen za bardzo nie chciała przyjąć do wiadomości. Zaraz jednak pogrążyła się jeszcze bardziej, tłumacząc, że była na kontroli w gospodarstwie X (chodziło o konia) i właściciel powiedział, że nie ma konia więc mu uwierzyła, choć konia miał. Pojechała więc do gminy i powiedziała wójtowi gminy nazwisko zgłaszającego interwencję. Wójt zadzwonił do właściciela konia – „sprzedał” mu nazwisko donosiciela i zrobił się dym. Do znaczy Pani która zgłaszała otrzymała od sąsiada zdrowy „wycisk słowny”. Głowa mnie bolała od tych wszystkich podstawowych wpadek Ł. Tym bardziej, ze dowiedziałem się, iż na tej działce była już kilka razy z dzielnicowym, gazetami i straszyła tego pana.. zamiast zabrać mu psa. Zapytałem wiec: dlaczego Pani tego psa nie zabrała wcześniej skoro były podstawy… [I]- Bo… ja… ja byłam tu z policjantem i on powiedział, że jest ok. [/I] - Ale to nie policjant tylko Pani podejmuje decyzję jako upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej o tym czy pies ma źle czy nie… - zaznaczyłem [I]- No tak ale ten policjant z którym była był mały a właściciel na nas krzyczał…[/I] Bez komentarza. To już było na szczęście ostanie zdanie na działkach. Wszystko się wyjaśniło, gdy od tej pani otrzymałem wizytówkę – a tam jej nazwisko i funkcja „muzyk” – i adres filharmonii… To tak, muzykiem z pewnością ta Pani jest dobrym, szkoda, że na jej opieszałości ucierpiała biedna „Lala”. Niestety ta opieszałość jest powodem tego, że psa nie ma. Moim zdaniem jeśli się nie umie przeprowadzać interwencji, to trzeba się tego nauczyć zanim wyjdzie się z domu. Jeżeli ktoś nadal tego nie potrafi a tytułuje się prezesem – hm… polecam inne zajęcie… śpiew czy obieranie ziemniaków w kuchni. Też można się tam odnaleźć. Niestety próba współpracy z Panią Ireną Ł. z Bydgoskiego Klubu Przyjaciół Zwierząt „Animals” zakończyła się niepowodzeniem. Ona wiedziała, gdzie może być pies (to znaczy u brata właściciela działki) a myśmy chcieli poobserwować mieszkanie, rozpytać sąsiadów – słowem naprawić to co pani Prezes zepsuła. Niestety nie otrzymaliśmy od niej informacji, bo „nie”. W barze przy pizzy obdzwoniliśmy z Martą i Sylwią więc kilkadziesiąt nazwisk (z ksiązki telefonicznej) o początkowej literze M. Nic. Żadnych rezultatów. Śledziliśmy właściciela psa ale zgubiliśmy go po kilkunastu minutach (kluczył rowerem działkowymi duktami a my za nim w polonezie). Nie było szans. Pozostały przykre doświadczenia z Panią Ireną Ł. która zepsuła wszystko. Nasza organizacja czyli Pogotowie i Straż dla Zwierząt ufundowała 500 zł. nagrody za wskazanie osoby, która przetrzymuje psa. Bo na pewno on nie uciekł. Poza tym Sylwia i Marta wykonują do tej sprawy cały czas wiele czynności pozaprocesowych. Chylę przed nimi za to czoła. Także za to, że wcześniej zanim „pies uciekł” we dwie o 5 rano wybrały się na działki by go uwolnić. I właściciel o mały włos by ich nie złapał. Z takimi osobami jest sens pracować dla dobra zwierząt. A „Lala” mam nadzieje, że się znajdzie. I jeszcze jedno. Pan M. podczas przeszukania działki cały czas odgrażał się i wrzeszczał w nasza stronę. Życie mnie nauczyło, że w takich sytuacjach spokojnie należy się dać gościowi wygadać i nigdy się z nim nie dyskutuje. Niestety Irena Ł. cały czas wdawała się w nim dyskusję co chwilę zaogniając spór. Niestety muszę to napisać. [I]„Czasami Pani Ireno trzeba pracować głową a nie gębą…”[/I] Do rana postaram się zamieścić także film z interwencji w dniu 13.02.2009. PS W filmie wyraźnie słychać w tle jak Pani Irena (prezes) „załatwia” też inne interwencje. Sama się tym chwali, choć ja na jej miejscu podałbym się do dymisji. Otóż bywa na kontroli, pies ma źle a ona zostawia ludziom kartki w drzwiach czy bramie, że mają wydłużyć łańcuch do 3 metrów a gdy następnym razem przychodzi na kontrole psa nie ma… podobnie jak „Lali”. „Gratulacje” Pani Prezes Ireno. Obyśmy jak najmniej poprawiali po Pani „akcjach”. Grzegorz Bielawski Pogotowie i Straż dla Zwierząt w Trzciance tel. 512 100 550 [URL="http://www.animals.org.pl"]Pogotowie i Straż dla Zwierząt | Pogotowie i Straż dla Zwierząt[/URL] [EMAIL="pisdz@animals.org.pl"]pisdz@animals.org.pl[/EMAIL]
  7. Prokuratura powoli kończy śledztwo w sprawie hodowli Zuzanny D. Trwają jeszcze przesłuchania lekarzy. Co do psów. Stan zwierząt jest już dobry. Zakończyło się leczenie wszystkich z nich. Jednocześnie informuje, iż wiele z tych zwierząt ma jeszcze objawy zdziczenia; bardzo się boi człowieka, stroni od niego i boi się nagłych ruchów. Szczególnie dotyczy to starszych zwierząt. Niemniej wszystkie przebywają w domach i mają się dobrze. Prokuratura na etapie postępowania przygotowawczego wydała właścicielce zakaz prowadzenia handlu zwierzętami. Jak pojawią się nowe informację w sprawie - będę pisał
  8. Nadal czekamy na opinię biegłych patologów. Niestety nic do tej pory nie otrzymaliśmy więc nie wiem co napisać. Jak dojdzie opinia - dam znać.
  9. [quote name='sleepingbyday']dobra, smichy chichy, a tu zaraz eliksir bedzie pracował. przelewam na mamę p 85 zł z bazarku listopadowego. prosze o potwierdzenie, jak kaska przyjdzie....[/quote] witam. potwierdzamy 85 złotych zasiliło konto. Kupiliśmy nowe legowisko. bardzo wielkie dzięki "sleepingbyday". W między czasie u mamy trochę się wydarzyło. Pogryzła się z innym amstafem o legowisko, była w Szczecinie na wizycie u Państwa, którzy chcieli ja przygarnąć ale ze względu na inne zwierzęta tam przebywające nie mogła tam niestety zostać. Za bardzo by się nie zgodziła. I chciała zjesc szczura, który mieszkał w terrarium. Wróciła więc do Trzcianki. bardzo prosimy chociaż o dom tymczasowy. Jesteśmy na tyle "uwiązani" z nią i z jeszcze innym psiakiem astem, że nie możemy nigdzie wyjechac na interwencje w teren bo czały czas trzeba je pilnowac. grzegorz
  10. wczoraj wieczorem, czyli 20.01.2009 r., zadzwoniła "Dagula" czy jak jej tam i poinformowała ze nie życzy sobie aby ujawniać treść rozmowy telefonicznej bo... nie wyrażała zgody na nagrywanie i publikację. W związku z tym szanując jej oświadczenie - usunąłem film z jej wypowiedzią. Może jak uda zmienić się jej głos - tak aby był nie do poznania zamieszczę film ponownie - choć nie wiem czy jest jeszcze sens. grzegorz bielawski
  11. [quote name='EwaO']Witam jakie sa dalsze losy tej sekcji? zostala zrobiona? Pomogl ktos przewiezc zwloki do weta? Prosze podajcie dalsze informacje[/quote] Wszelkie informacje na temat sprawy podane zostaną po przyszłym poniedziałku, przepraszam ale teraz nie mogę jeszcze pisać o sprawie. Co do postu Ewy i Flatki, niestety stwierdzam kolejny raz podawanie nieprawdy o naszej organizacji, nie jesteśmy OPP - nie zbieramy 1 proc. a kasę na telefony, paliwo i opłatę za zabranie i przechowywanie zwłok wyłożyliśmy z własnej kieszeni. Na wiele innych akcji także - więc może w końcu zrozumiesz Ewo i Flatki, że pieniądze nie biorą się z nieba. Nie żądamy pieniędzy - przydało by się wsparcie - tym bardziej, ze kolejny raz interweniujemy na twoim terenie - choć jesteśmy aż z Piły. Chcesz wiedzieć dlaczego? Napisz - wyjaśnie Ci.
  12. Tu zamieszczony był filmik z Luisem w roli głównej. [URL="http://www.youtube.com/watch?v=cY90k3pdtuU"]YouTube - Luis pilnie szuka domu[/URL] Ale 20.01.2009 r. wieczorem, zadzwoniła "Dagula" czy jak jej tam i poinformowała ze nie życzy sobie aby ujawniać treść rozmowy bo... nie wyrażała zgody na nagrywanie i publikację. W związku z tym szanując jej oświadczenie - usuwam film z jej wypowiedzią. grzegorz bielawski
  13. [quote name='andzia69']Saint - pani niestety jest aż z W-wy.... nie napalajmy się, ale lepiej miec więcej informacji w razie co;) Co do kastracji - myślę, że jednak jak najszybciej - z prostego powodu - u siebie możesz go doglądnąc w razie gdyby cos było nie tak...a w hotelu różnie z tym bywa:cool3: Dowiedz się proszę ile za odjajczenie biorą - dobrze? wtedy będziemy kombinować[/quote] Dajcie mi na PW namiary. Nasza Iwona z Legionowa sprawdzi gościa.
  14. Mama nie niszczy już tak jak na początku, ale jeszcze ma dni w których szaleje. Jeśli jest sama - to gorzej, jeśli z innym psiakiem - jest spokojniejsza. Drzwi musieliśmy wymienić, bo inaczej przedostała by się do innych psów - i mogłoby być nieciekawie.
  15. Wielka Prośba - kolejna o zaprzestanie kłótni. Tak, to prawda. Pogotowie i Straż dla Zwierząt podjęło się bardzo trudnego zadania. Wszelkie psy przekazane zostały im decyzją administracyjną i ta organizacja ma prawny obowiązek do zapewnienia im opieki. Pomagają Arka i Emir - choć od jakiegoś czasu niektóre osoby z tych obu organizacji (celowo pisze ze niektóre - bo niektórzy tego nie robią) zamiast pomocą zajmują się czasami czymś innym. Ale takie mają prawo. Wiec zawsze można powiedzieć, ze to my mamy opiekę nad psami. Nie będę wyciągał innych wniosków, bo mam zamiar zakończyć dyskusję w sprawie tych czy innych psów. Klikanie w klawisze w niedziele wieczorem niczego nie zmieni a dyskusja z Arką czy Karmi wydaje mnie się po prostu zbędna, bo i tak nie przyjmują wyjaśnień. Dlatego kończę, znikam znowu na jakiś czas i apeluję aby zaprzestać wojen i wojenek.
  16. [quote name='Karmi']Prawda jest taka, ze psy są w schronisku. W jakiś sposób musiały się tam znaleźć. Psy były pod opieką wolontariuszy PiSdZ wiec chyba PiSdZ za nie odpowiada. Coś się nie zgadza? Robienie z faktu oddania psów do schroniska tajemnicy w niczym PiSdZ nie pomoże. Zaszkodziło natomiast psom: Tego można było uniknąć! Te sucze potrzebowały natychmiastowej pomocy a co dostały???[/quote] Bardzo Cię przepraszam - w akcji Krężlowskiej brały udział trzy organizacje. Psy przekazane do schroniska nie były pod opieką wolontariuszy a były przekazywane bo z tego co pamiętam schronisko w Józefowie jak i inne w Polsce zgodziło się je przyjąć. I tyle. Iwona twierdzi jasno, że o umieszczeniu tych psów w Józefowie mówiła Aniela z Arki. Teraz Aniela twierdzi, ze to nie ona. Nikt tego juz dziś nie ustali. Więc nie rozsiewaj plotek. My złożylismy deklarację zabrania po kolei wszytskich psów ze schronisk - także tych dwóch. Jeżeli Tobie to nie wystarczy, to trudmo, inaczej juz nie moge Tobie pomóc.
  17. Chandler jest obrońcą ,,z urzędu" PiSdZ? A ty Karmi, czasami nie jesteś etatowym oskarżycielem? Wskaz mi lepiej gdzie Twoje stanowisko wobec nas nie jest jednostronne - to się zdziwię? Ja też apeluję o to by nie obrzucać się błotem. Był taki czas, że Arka i inni pytali o psy z Józefowa, wczoraj odpowiedziałem, odpowiedzi nie są takie jak chciałaby Arka i tyle. Ale czy muszą być - skoro prawda jest inna? Każdy więc zostaje przy swoich racjach. Czy coś szkodzi aby psy wyciągnąć szybciej psy ze Schroniska w Józefowie, a może ze schroniska Emira? Z tego co wiem nic - więc zamiast podniecać się w tym wątku, kto kogo zabije tym razem i zaskoczy lub upokorzy - skupić się należy na czymś bardziej pożytecznym. Nasza deklaracja jest jasna. Po adopcji psów, które są u nas na DT - będziemy zabierać psy z tych schronisk w kraju w których zostały. To jest jasna deklaracja. Bez buty, oszczerstw i podtekstów. Chciałbym aby kolejne posty były już spokojniejszym tonie. Tyle moich pobożnych życzeń.
  18. Po mailu Anity „Andzi69” (sobota po południu) zadzwoniłem do Daguli i zaoferowałem pomoc; nie tylko w „załatwieniu budy” ale i w transporcie ew. w utrzymaniu psa. Otrzymałem informację, iż „[URL="http://www.dogomania.pl/forum/members/2477.html"]Saint[/URL]” budę już załatwił pozostała tylko kwestia transportu. „Dagula” poinformowała mnie, że pies którego przygarnęła bawi się z jej szczeniakiem i przez to nie może zająć się dzieckiem. Komuś innemu za to opowiedziała, że pies gryzie meble i robi szkody. Już na samym początku wersji było kilka. Każdemu kto dzwonił do Daguli, ta opowiadała inna wersję – myśląc, że nikt z nas się nie zna. Mnie wystarczyło kilka minut rozmowy z tą kobietą aby stwierdzić, że coś jest z nią nie tak. Wczoraj ok. 12.00 zadzwoniłem do „[URL="http://www.dogomania.pl/forum/members/2477.html"]Saint[/URL]a”. Powiedział mi, że budę miała „Dagula” odebrać w sobotę ale jej nie pasowało, potem w niedzielę – i też jej nie pasowało. Następnie przyjazd budy przełożono na poniedziałek. Zadzwoniłem do Daguli raz jeszcze. Zapytałem dlaczego chce oddać psa do budy. Powiedziała, że pies jest „szalony”, bawi się z jej szczeniakiem i boi się o swoje 2 – letnie dziecko. Przewraca je i boi się, że głowa dziecka uderzy o szafkę. Dlatego należy go separować. Zapytałem więc dlaczego go nie zamknąć w innym pokoju lub w piwnicy-kotłowni (gdzie jest ciepło) czas gdy dziecko nie śpi? – Odpowiedziała, że… „nie zniosłabym jego samotności”. Zapytałem więc czy buda jej zdaniem jest lepszym rozwiązaniem i czy wtedy zniesie jego samotność przy budzie z łańcuchem i czy może będzie spać w budzie razem z nim…To pytanie zostawiła bez odpowiedzi. Prosiłem więc aby psa schowała w pokoju. Nadal mi ta osoba nie dawała spokoju. Poprosiłem Weronikę Jezierską i Denisa Aleksandrowa – inspektorów PISdZ z Poznania aby podjechali na kontrolę warunków utrzymania psa tej „Daguli”. Wyjechali oni po zakończeniu innych interwencji. Powiedziałem im, że ta dziewczyna co chwile coś ściemnia i podaje inną wersję i aby zabrali jej psa – bo jeszcze za chwilę dowiemy się, iż wyrzuciła go do lasu albo jej …„uciekł” Oczywiście o wizycie inspektorów Dagula nic nie wiedziała. Miało być to z zaskoczenia. Weronika i Denis nie zdążyli jeszcze dojechać na miejsce, gdy tym razem Dagula zadzwoniła do mnie. – Proszę Pana. Nie mogę dłużej opiekować się psem. On mi całe mieszkanie rozsadza. Nie zgadza się ze szczeniakiem. Chyba będę musiała go oddać. Udałem głupka… „- Przecież Pani deklarowała, że jak będzie sprawiał problemy, to szczeniaka odda Pani babci a sama zajmie się psem ze schroniska”? - zapytałem. - No tak ale wie Pan… (cisza w słuchawce)… Pomyślałem, że w tym czasie szuka innych powodów. Skoro najpierw pies przeszkadzał dziecku, potem babci, potem małemu szczeniakowi, potem obgryzał meble i chciała się go pozbyć zaraz wymyśli inny pretekst. Tym bardziej, ze kolega z Poznania załatwił już budę, więc dziewczyna na brak budy też nie może się powołać. Szukanie nowego pomysłu zakończyło się niepowodzeniem. Rozmowa zakończyła się. Uff! W tym czasie Weronika z Denisem byli kilka minut drogi od domu Daguli. Za 2 minuty kolejny telefon Daguli. Widać, że dziewczyna jest zdesperowana. - Wie Pan co? Nie mogę mieć tego psa... Zagraża mu niebezpieczeństwo. W kotłowni wybuchł nam właśnie piec. Jest tam ekipa, musimy szybko się ewakuować. Coś strasznego się stało...- relacjonowała w taki sposób jakby była w zasięgu działania ognia lub była naocznym świadkiem katastrofy World Trade Center. Poprosiłem jeszcze o czas – celowo aby zobaczyć do jakiego czynu jest zdolna. Długo nie trzeba było czekać. Po chwili już nie była miła. Zagroziła, że jeśli nikt po psa nie przyjedzie to odwiezie do schroniska, bo wszyscy są już spakowani i muszą jak najszybciej opuścić dom. A jak nikt nie przyjedzie - pies ma zostać wywieziony w piętnaście minut. - Tyle macie czasu... - rzuciła w ostatnim zdaniu. W tym momencie do jej mieszkania zapukała Weronika i Denis. I co? Nie było żadnego wybuchu pieca, nie było żadnej ekipy, nie było paniki, nikt nie był spakowany i nigdzie nie wyjeżdżał i nie planował wyjazdu (chyba, że na ferie zimowe). W łazience byli znajomi tej Pani – mówiono coś o remoncie ale łazienki tz. że mogą być wymieniane kafelki. Czyli sumując Dagulę w prosty sposób: KŁAMCZUCHA. Choć nos jej się nie wydłużał. Pies oczywiście zabrany został z posesji. Ja sam naliczyłem chyba z 10 wersji tej dziewczyny. W tych jej opowieściach brakowało tylko tego, że w Antoniku, gdzie mieszka było trzęsienie ziemi i pies wpadł w otchłań… Może na koniec tylko zacytuję jej zdanie z „dogo” z innego wątku dot. „Luisa”.[I] „[/I]Z psa już się nie wycofam tylko nie mam teraz za dużo pieniędzy na leczenie”. Pies trafił do Trzcianki do Pogotowia i Straży dla Zwierząt, potem do „[URL="http://www.dogomania.pl/forum/members/2477.html"]Saint[/URL]a”. I chwała mu za DT. W międzyczasie Andzia 69 podała mi linka do aukcji na motoalegro, gdzie Luisa wystawiła Dagusia-Kłamczucha. Nie wytrzymałem. Bo po opisie w aukcji okazało się, że pies jest łagodny, nie szaleje. Postanowiłem więc zadzwonić do niej dziś i udać zainteresowanego psem. Stwierdziła że: jest łagodny i nie sprawia problemów. Także wobec dzieci zachowuje się łagodnie. Choć pytania z góry przygotowałem takie aby obalić jej wcześniejsze wersje. Powiedziała, że pies jest spokojny i nie rozrabia z innymi psami. Słychać też, że ma remont w łazience i rzekomo jest u kogoś innego w domu. Kolejnym jej kłamstwem był fakt, iż psa miała…14 dni. Bez komentarza. Filmik z rozmowy z nią znajduje się na youtube.com. Wystarczy wpisać hasło „dagusiarozmowa”. Lub link (choć nie wiem czy dogomania go przepuści) : [URL="http://www.youtube.com/results?search_query=dagusiarozmowa&search_type=&aq=-1&oq"]YouTube - dagusiarozmowa[/URL]= [FONT=Arial]Tyle o przygodzie z Dagusią. Amen.[/FONT]
  19. Mnie pomówienia, podejrzenia nie bolą. Kłamstwa także nie. Jeśli ktoś z pasją pisze skargi, donosy - trudno. Widocznie nic innego nie potrafi. Więc niech pisze i wysyła tą radosną twórczość dalej. Widocznie dobry jest tylko w tym. Jednak gdy ma pomóc psu fizycznie, bo np. zamarza i np. jechać po niego - bo proszą o to służby i liczy się każda godzina to już rozkłada ręce. Tak to już bywa. Lepiej siedzieć w ciepłym domku i wszystkich rozliczać niż ubrać kalosze i brodzić w gnoju i zimnie... Więc my nadal będziemy ratować psy a ty Arko pisz...
  20. Ja już napisałem wszystko wyżej. Nie zgadzasz się z tym Aniela - to już twoja sprawa. A co do zabierania przez nas psów z innych schronisk... pomyśl tylko - dajemy ci też tym zajęcie na kolejne miesiące... Będziesz mogła nadal słać na naszą organizację kolejne donosy, paszkwile i to już nie tylko w kilku województwach ale i w całym kraju. Powinnaś pomyśleć już o zatrudnieniu kogoś na etat. Jak przybedzie Tobie tyle pracy - sama możesz sobie już ze skargami nie poradzić...
  21. Dość długo nie było mnie na „dogo” - odniosę się dziś do kilku kwestii. [LIST] [*]Sprawa psów z Józefowa; nigdy tam psów nie zawoziłem, nie podrzucałem jako „z rowu” czy „z sadzawki”. Akurat jeśli przekazuję psa do schroniska to nie muszę fałszować historii jego znalezienia bo i po co? Ktoś na ”dogo” wygodnie pisze: „podobno od Grzegorza”. Klawiatura jest cierpliwa, prawda? Nie przywoziłem tam także słoni, cegieł i zboża. Coś mam jeszcze zdementować? [*]Z tego co pamiętam nasza organizacja nie zawoziła żadnych psów z Krężela czy Maciejowic do Józefowa z tych, które zabraliśmy do Trzcianki czy w inne miejsca (z wyjątkiem czasowej opieki nad colakiem). Wiem jednak, że na początku akcji były uzgodnienia, że schronisko w Józefowie może przyjąć psy od Ewy B. Iwona otrzymała taką informację od Arki i jak twierdzi na jej polecenie psy zostały tam umieszczone. Zawoziła je tam osobiście. Dziś trudno będzie dociec kto co dokładnie powiedział. Winny jest więc kto? Kogo tym razem powiesimy? Nikogo? Oj…to wielka strata… [/LIST] Jeżeli są psy w schronisku w Józefowie a nikt tego wcześniej nie odnotował to dodajmy je do listy oczekujących na adopcję. Jeżeli Pogotowie i Straż dla Zwierząt wyadoptuje wszystkie psy z Krężela i Maciejowic (które są na DT) weźmie psy które przebywają w schroniskach. Te z Józefowa także. [LIST] [*]W Krężelu są nadal dwa psy – potwierdziła to kontrola dokonana w ub. tygodniu przez służby weterynaryjne. Są karmione codziennie. Zabierzemy je podczas naszego pobytu w Warszawie – być może w przyszłym tygodniu. [/LIST] PS Jeśli będą pytania, zarzuty, obelgi, pomówienia – proszę o telefon 512 100 550. Postaram się wyjaśnić i uciąć dyskusję w zarodku. Chyba, że ktoś pasjonuje się paszkwilami, donosami i psuciem. Jedną taką znam. Często tu gości.
  22. Jeśli chodzi o finanse sprawa – „Mamy” przedstawia się następująco. Kwoty podane uwzględniają zapisy z kart informacyjnych psa: leczenia, żywienia i… zniszczeń dokonywanych przez mamcie. Wszelkie wydatki na psiaka ponoszone przez nas uwzględniając czas od momentu dostarczenia jej do nas do dnia 15 stycznia br. 200 zł. - koszty transportu 200 zł. (ze Szczecina do Trzcianki) 290 zł - żywienie od 10 do 31 grudnia (karma w puszkach i sucha, przysmaki w tym do obgryzania mięso z kością) 45 zł. duże legowisko Mamy P. 250 zł. zabieg usunięcia (jednej) listwy mlecznej 70 zł. opieka pooperacyjna (po rozgryzieniu szwów) 250 zł. zniszczona klatka Sandry (przekazana wraz z Mamą P. nadaje się już tylko do wyrzucenia – zniszczenie dokonane w dniu 23.12.2008 r. 110 zł. wymiana objedzonych i wyrwanych drzwi pokojowych pomieszczenia, gdzie Mama P. zostaje na noc. 170 zł. żywienie Mamy P. od 01.01 do 15.01.2009 (karma w puszkach i sucha, przysmaki w tym do obgryzania mięso z kością) 45 zł. kolejne duże legowisko Mamy P. (poprzednie rozwaliła w drobny maczek tzn. rozpruła nici i powyciągała gąbkę) 250 zł. zniszczona klatka (kolejna – tym razem PiSdZ – w dniu 08.01.2009) 1680 zł. to są koszty jakie do tej pory przeznaczyliśmy na mamę P. od momentu jej odebrania do dziś. Po niedzieli mamę czeka zabieg usunięcia drugiej listwy. Do dnia dzisiejszego na nasze konto na mamę nie było żadnych wpływów. Gdyby ktoś chciał wesprzeć ją czymkolwiek; złotówką lub jedzeniem czy nowym legowiskiem – podajemy namiary. Pogotowie i Straż dla Zwierząt Pl. Pocztowy 4/6 64-980 Trzcianka [COLOR=black]Bank Spółdzielczy oddział Trzcianka[/COLOR] [COLOR=black]90 8951 0009 5500 7807 2000 0010[/COLOR] PS Mama czuje się znakomicie. Uwielbia leżeć i chrapać przy piecyku, szaleje na spacerach, patrzy w okno z tęsknotą w oku jak ktoś się oddala z firmy i musi na chwilkę zostać sama. Nie idzie wtedy spać. Czeka na powrót.
  23. [quote name='agaga21']wspaniale jest widzieć Mamcię na fotelu, w ciepełku. prosiłabym o numer konta i dane do przelewów na Mamcię.[/quote] Super - wielkie dzieki za pomoc. Podam namiary na Gabinet Weterynaryjny - ale to za tydzień jak otrzymamy rachunek. I przelew poszedłby od razu do nich. Moze tak byc? Jeszcze raz wielkie dzieki.
  24. [quote name='Greven']Grzegorz, dziękuję za zdjęcia... Tęsknię za nią... :shake: A jak ładnie pomaga Ci rozmawiać przez telefon! Cała Mamcia![/quote] Informuję, ze odwiedzin mamy pittbulowej można dokonywać całą dobę. Bez zapisów, przyjmiemy wszytskich, nawet z pustymi rekoma:) Psiak jest cudowny. Opiekuje się też chorym dalamtyńczykiem i amstafem. Liże ich rany i wogóle tam, tego... Do tego włazi na czarne obracane fotele przy biurkach, chyba [B]Greven [/B]wykorzystywałąś ją przy biurku do odpisywania na maile. Ożesz Ty!:evil_lol:
  25. [quote name='Chandler'][B]@PiSdZ[/B] - W związku z ostatnimi pytaniami i jak dla mnie, manipulacją Twojej odpowiedzi przez Oktawię6 ([B]cios poniżej pasa Oktawio6[/B]) wraz z wklejonymi przez Nią zdjęciami z interwencji, jak również nawiązując do tego, co działo się w trzech wątkach dotyczących PiSdZ chciałam przekazać Ci kilka uwag. Moim zdaniem żadna organizacja nie zdecydowałaby się na uczestniczenie w rozmowie w wątku dotyczącym swojej działalności, dla przykładu -Emir w wątku pt.- Emir - pytania, pytania, pytania... Dlaczego? Poczytaj sobie trochę watków "pomocowych" - zrozumiesz... Ten wątek i zadawane w nim pytania, to "droga donikąd". Piszę teraz zupełnie poważnie - weź przykład z Emir, która ucięła dyskusję z jakimś dogomaniakiem. Nie namawiam Cię do sposobu, w jaki Emir go "spławiła", bo to już są kwestie dobrego wychowania, sposobu traktowania ludzi. Wątek o takim tytule, jak ten traktowany jest, jak wątek ogólny - znając zwyczaje na dogo, zwłaszcza z wątków "pomocowych" - moja rada dla Ciebie brzmi - daj sobie spokój z odpowiadaniem na pytania w sposób, w jaki to robisz. W taki sposób możesz rozmawiać z kimś w "oko w oko". Widzicie swoje twarze, możecie spojrzeć w oczy, słyszycie swoje głosy i zmianę tonu wypowiedzi, w przypadku wątpliwości możecie od razu je wyjaśnić... To jest moc ROZMOWY. Na forum jest to w pewien sposób możliwe (choć ryzykowne) przy zastosowaniu życzliwości - inaczej spotkasz się z analizą Twoich słów, czepianiu się użytych zwrotów, manipulacją Twoich intencji, insynuacjami, ironią. Niektóre osoby z tego żyją na dogo - taki wątek, jak ten, to dla nich gratka... Są osoby, z którymi mógłbyś porozmawiać konstruktywnie, których pytania mogłyby zaprowadzić do sensownego celu i tak na myśl przychodzi mi z osób, które rozmawiały w tym wątku np. [B]Vectra[/B], czy [B]sleepingday. [/B] Moim zdaniem, decydując się na aktywność na dogo w związku z interwencjami może raczej udzielaj odpowiedzi na pytania dotyczące psów (na tyle, na ile możesz), informuj o rozliczeniach. Takie są reguły gry na dogo. Czasem mogą się pojawić uwagi dotyczące tego, co robisz- moim zdaniem - warto je przemyśleć. Zastanów się, jaki efekt przynoszą udzielane przez Ciebie odpowiedzi - przykładem jest - fotorelacja Oktawii6. Nie uważam, że działasz idealnie, a to mi zarzucały niektóre osoby - pewnie wiele dobrego przyniosłaby współpraca z innymi organizacjami, być może warto się uczyć od tych starszych i bardziej doświadczonych. Może za bardzo wierzysz tylko w swoje sily i czasem nie dzieje się to z korzyścią dla zwierząt. Może czasem niektóre akcje, to jak "z motyką na słońce", bo nie dajesz rady... Piszę [B]może[/B], bo nie wiem... Warto nad tym pomyśleć... Wiem jedno - ten wątek jest pełen zlych emocji i nie doprowadzi do niczego dobrego. Jak widzę Twoje odpowiedzi generują kolejne emocje i insynuacje. To droga donikąd... Jaka z tego korzyść dla zwierząt...?[/quote] Dzieki za rady. Faktycznie masz racje. Trracę tylko czas na odpowiedzi które ani nam nie pomogą ani nie zaspokoją pytających. Bo kto pyta wiadomo, w jakim celu też wiadomo. Gdyby ktoś chciał podpowiedzi czy zapytać jak coś sie robi albo pomocy przy interwencjach, takze prawnej - zawsze do usług: [B]PW albo telefon 512 100 550 lub gg 5425305. Dziekuje [/B] grzegorz bielawski
×
×
  • Create New...