-
Posts
113 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Certusowa
-
No i wlasnie dlatego, ze obie dziewczyny macie racje , dlatego my tez nie wiemy, co zrobic.... Domku tamtego nie boimy sie juz i watpliwosci juz sie nam w tym minionych miesiacach rozwialy, bo jestesmy w stalym kontakcie mailowym i wiemy, ze "nowa pani" ma juz uratowane psy, wiec temat obcy jej nie jest i jest osobą ok. Ruszanie starego psa, to niekoniecznie to, co on chce, choc co my tam wiemy?.... Byl duzy strach, ze zmieni sie kierownictwo schroniska, teraz tego juz nie ma, ale pozostal strach o podroz, no i watpliwosc, czy on tego chce, czy chce juz tylko spokoju. Mysle, ze zobaczymy po lekach, jak bedzie. Faktem tez jest, ze po tych lepszych miesiacach przyjdzie paskudna wilgoc i zimno i tu jest ten najwiekszy problem. Gdyby gdzies tu byl hotelik, to nie byloby zmartwienia, ale zima to bedzie kanal. Szaro, zimno, wilgoc=wiekszy bol, mniej kontakow, smutek.... Tam, mialby lepiej na pewno. Mysle, ze najpierw zaczekamy na dzialanie lekow. Na jakis miesiac starczą. Lato sie jeszcze nie zaczelo i moze nadchodzacy czas podsunie nam jakies sensowniejsze argumenty "za", lub "przeciw". Jesli juz teraz macie jakies dodatkowe uwagi, czy wiedze wynikla z podobnych sytuacji to piszcie prosze. Ten psi zaznal tak malo dobrego, ze naprawde nie chcielibysmy mu zaszkodzic "uszczesliwiajac go na sile."
-
ślepy Puko w hoteliku u leny szuka domu...Puko ma dom
Certusowa replied to Asia_Klero's topic in Już w nowym domu
Moje tez poszlo i moje kciuki tez sa trzymane. -
No i... tu jest troche "pies pogrzebany". Tak juz roznie o tym myslimy, czy aby na pewno go w te dluuuga droge wysylac i ryzykowac, ze nie da rady, skoro teraz nie jest mu tu najgorzej... Dzis przyszly leki Arthrix plus. W tym tygodniu chce zeby zaczal brac uderzeniowa dawke jak zalecil sprzedawca, 2x 2 tabl.. Bede Was informowac, czy sa jakies efekty.
-
No wiec ten film dotyczy leku o nazwie Cetyl M. Nieststy juz nie jest do Polski sprowadzany. (Dowiedzialam sie, po tym jak go zamowilam, zaplacilam i dostalam automatyczne potwierdzenie realizacji zamowienia. Strona jest juz nieaktualna.) Arthrix plus jest w Polsce pomnoc od 2 m-cy. Nie uwazam wiec, ze wiele mozna o nim powiedziec. Ma sporo innych skladnikow, ale one sa i w licznych innych preparatach. Wazny jest chyba jednak ten Cetyl M. Tyle, ze z leku Cetyl M bylo go 250 mg, a w Arthrix plus jest do 20 % wsrod estrow cetylu, ktorych jest 200mg., czyli cetylu m. jest max 40 mg/tbl. To troche duza roznica. W preparacie Karma dla psów - sucha karma, Wolfsblut. Dysplazja, pies kuleje - Arthrix Plus. Leni znalazla, ze jest cetylu M 75 mg/tabl. Moze ktos z Was zna preparat z jeszcze wieksza iloscia? Prze 2 tabletkach Cetylu M/dz, to tutaj bedzie potrzeba tych tabletak conajmniej 6. Kierownictwo zostaje. Ufff......Pobyt w schronie nie jest wiec zagrozony poki co. Jest mozliwosc transportu Chulo do jego pani w nastepny weekend... Wciaz czekam na nozyczki do psiej siersci, aby mu skoltunione futro sciac, a tu juz kolejny termin wyjazdu.... Naprawde nie wiem, czy jeszcze nie poczekac. No nic, zobaczymy.
-
Dziewczyna, ktora obiecala Chulo przewiezc wiekszosc drogi, nie robi tego dla pieniedzy i nie spodziewa sie tego. Jakby co, tzn. TEN transport by nie wypalil, to Was poprosze o pomoc. Teraz dziekuje Wam bardzo za 'gotowosc'. (Bo nie chce teraz zbierac, a potem jak nie bedzie potrzeba i bede miala tylko robote ze zwrotami.) Tylko tak o nas nie zapominajcie i zagladajcie, co..? Teraz czekam na nozyczki do siersci, aby mu powycinac sfilcowane klaczki. Bede Was na biezaco informowac.
-
Chulo ma od wczoraj fajne zadaszenie przed buda od slonca, a nie jest juz w boksie, tylko na wybiegu, wiec jest lepiej dla jego stawow. Ja tez bym chciala, aby pojechal, ale mam tez stracha przed podroza, bo to kawal drogi. Wymyslamy juz 2 etapy. Pierwszy to ok. 500km. Tam sie zatrzyma, obejrzy go wetka, zostanie na noc, a nastepnego dnia odbierze go jego pani (jakos miedzy 200, a 300 km). Moze przesadzam, ale znam psa podobnego do Chulo-Bandiego. Dostal atak, potem nastepne i umarl w nich w krotkim czasie. Mysle jednak, tak na razie cicho i zeby nie zapeszyc, ze moze moze maj-czerwiec podejmiemy te decyzje wspolnie o wyjezdzie, jesli nic sie tu zlego nie bedzie dzialo. Konczy mu sie jego weteryjna karma, wiec bede zamawiac mu nastepna, moze dzieki temu nabierze jeszcze troche sil.
-
ślepy Puko w hoteliku u leny szuka domu...Puko ma dom
Certusowa replied to Asia_Klero's topic in Już w nowym domu
Sa juz deklaracje oplat? 30,- moge na pewno co miesiac. -
Co powinnismy wiedzieć wyadoptowując poza granice Polski!!!
Certusowa replied to Ewkaa's topic in Organizacje
http://www.dogomania.pl/forum/f28/bono-dog-argentynski-pojechal-do-dt-w-niemczech-113483/index86.html No weszlam i co jest nie tak? -
Jesli nastapi zmiana kierownictwa, to i tak moze trzeba to bedzie zaryzykowac bez wzgledu na wszystko. Byloby dobrze, gdyby byl w lepszej niz teraz kondycji, moze jakos latem....Przyznam, ze rzadko go teraz widuje z braku czasu. Jak tylko uda mi sie dotrzec, to zrobie jakies zdjecia. Tylko gdy my mamy czas, to jest juz pozne popoludnie i on juz sobie wowczas siedzi w budzie i zbiera sie do snu. Dostal teraz nowy materac do swojej budy, to jeszcze trudniej do wyciagnac ;)
-
U nas od kilku lat nie ma juz rtg, gdzie mozna by przeswietlic zwierza. Trzeba jechac ok. 120 km. Juz pisalam, ze przy okazji jakiejs wizyty moge poprosic, aby mial pobrana krew do badan, choc to pewnie rtg by dalo najwiecej informacji. Dzis ponoc kiepsko wyszedl z budy, caly ugiety, a potem sie za niedlugo rozchodzil i szedl prawie normalnie. To gorzej to lepiej u niego, ale dobrze, ze sa poprawy w ogole.
-
Tak, on czasem nie umie wyprostowac sie w tylnych lapach, jakby byly bez miesni, ale nie zawsze tak ma. Sa dni, gdy chodzi prawie normalnie. Nie umiem tego powiazac, ani z lekami p/bolowymi, ani pogoda, choc przy wilgoci jest chyba jednak gorzej. Na szczescie karma weterynaryjna mu smakuje, a w przyszlym tygodniu bede mu zalatwiac leki, bo albo ta jego pani nie wyslala, ale nie doszly, to nie warto czekac, zszczegolnie, ze glukozamina z chondroityna i tak szybko efektu nie dadza. Dziekuje Wam za dotychczasowe wsparcie, zyczac tego samego co Klaudus z racji Swiat i nie tylko.
-
[quote name='Klaudus__']Obawiam się jednak,że znalezienie dla Bandiego DT to też wcale nie będzie takie proste... Raczej chodzi o sam dt. Bo gdzie on niby ma byc. U nas w poblizu nie ma niczego jak hotelik. Pytam, zastanawiam sie, ale nic nie wymyslilam :( Ludzie, ktorzy maja domki, tj. jakis teren przy nim i jakies zabudowania, to sa to gl. ludzie zamozni, na nich nie ma co liczyc. (W kazdym razie ja tu takich nie spotkalam) Z kolei ci, co maja serce i by pomogli, to przewaznie domkow nie maja, tylko gdzies w mieszkankach i do tego czesto juz ze zwierzami. Ja moge na poczatek wylozyc, a potem ci ktorzy deklarowali , doślą, to jest ok dla mnie, w koncu jestesmy tu powazni i normalni, tylko... ja nie widze takiego domku poki co, a wywozic go daleko tez nie chcialabym, ze wzgledu na jego slabe zdrowie i ze bedzie jeszcze dalej od czekajacego na niego domku.
-
Domek bedzie czekal - tak mi potwierdzila pani z Niemiec nawet dzis jeszcze. Poki co ustalilam, ze zobaczymy do poczatku jesieni jak bedzie. Do tego czasu ma byc na pewno dla niego to miejsce, a mysle, ze i dluzej. Chulo bez zmian. ponoc rano rusza sie lepiej, a wieczorem gorzej. Ostatnio nie chcial wyjsc z budy (cieplo wylozonej tonami polaru), ale w koncu po suszone pluco wyszedl. Zaraz jednak wgramolil sie do srodka. Jest teraz w suchym i przewiewnym, dobrze naslonecznionym miejscu. Nie rusza sie dobrze, ale tak juz bylo i wczesniej. Tyle, ze sie i nie poprawia jakos, no ale to dopiero 2 tygodnie po kapieli i od ataku. Moze za miesiac, dwa sie poprawi?... na to liczymy. Niestety za duzo lekow typu Rimadyl tez mu nie mozna dawac. Leki na stawy sa w drodze (od jego pani). Do Swiat powinny dotrzec. Jak nie, to kupie tutaj. Mam zdjecia, ale nie wstwie, bo nie umiem i nawet mi nie tlumaczcie jak, bo za tepa jestem. Jesli ktos chce wstawic, to moge przeslac. Oznaka woli zycia jest jednak jego wielki apetyt. Zdaje sie tez byc zainteresowany tym, co sie dzieje. Moje pytania o tymczas dotyczyly o to, jak to wyglada w praktyce, ale poki co i tak nie jestesmy na tym etapie, wiec nie mam co pytac. Mysle, ze Chulo jest Was b. wdzieczny za chec pomocy i zainteresowanie, bo w zyciu nie mial wokol siebie tyle zyczliwosci, co teraz. Dziekuje wiec w jego imieniu :)
-
Badania laboratoryjne moznaby ew. zlecic, choc watpie, aby wniosly jakas rewelacje. Na pewno wiele dalby rentgen, ale ten jest... ok. 130 km od S-cia. (Tak nas urzadzili.) W badaniach wyjda rozne niedobory, ale stanu bioder, czy kregoslupa sie nie wyjasni i tak. rzy okazji wizyty u weta powiem, aby mial je zrobione. Dzis przyszla karma. Jutro nie damy rady, ale pojutrze zacznie ja dostawac. Jego pani w przyszlym tygodniu idzie do weta z laptopem i filmikiem, aby go sobie obejrzal. Ponoc to dobry wet. Zobaczymy. Czy nie zmieni zdania po miesiacu?.....Nie mam pojecia. Polegac moge na sobie, ale nie na kims, kogo znam z maili. Moge przypuszczac, ze nie z tego, co pisze, ale nie wiem. Znajdzie jej sie jakas bieda pod domem ktoregos dnia, ktora przygarnie i juz dla Chulo nie bedzie miejsca.(Np.) My tez mielismy obawy, ze go poslemy, ona go zobaczy, ze taka bida, zechce przytulic, on sprobuje ja chapnac (bo ma takie odruchy straszenia czasem) i ona uzna, ze sobie nie da rady i.... co on tam zrobi? Tak daleko! Jak jakies adopcje w okolicy sa nie trafione, to kierowniczka jedzie i psa zabiera od takich ludzi, ale on?....To naprawde trudne decyzje. Nie chcemy mu zabierac jedynej moze nadziei na normalne zycie w fajnym miejscu i dobrym czlowiekiem, bo... nie mamy nic w zamian.Z drugiej strony nie chcemy go wpuscic w kanal.
-
Ktos z Was pytal, kto zajmuje sie Bandziorkiem na miejscu. No wiec, na pewno ma dobra opieke ze strony obecnej (jeszcze!) kierownik schroniska. Powiedzialabym za duzo, gdybym odpowiedziala, ze ja sie zajmuje. Ja tylko o nim wspomnialam (np. Klaudus) i stad ten watek, bo ja ani nie mam dosc wiedzy, ani umiejetnosci, ani czasu, ani do konca dobrych doswiadczen z niektorymi z tego forum, aby watek zalozyc. Co moge jednak powiedziec z cala pewnoscia, to to, ze BARDZO mi na tym zalezy, aby ten pies mial jeszcze jakies NORMALNE zycie. Chocby... kawalatek. Jakis czas temu niespodzianie zaswiecilo swiatelko nadziei, bo... znalazla sie pani, ktora sama ma juz pare uratowanych zwierzow i ktora Bandziorka postanowila do siebie wziac, szczegolnie, ze inna pani obiecala pokryc wszystkie koszty jego ew. leczenia do konca zycia (to ona zreszta mu ten domek znalazla) Pani miala duzo pytan i watpliwosci, czy sie pogodzi z jej zwierzami, czy pokona schody na pietro (mialby swoj wlasny pokoj) i zmienila mu imie na Chulo (=Czulo), bo bandyckie imie uznala nie bylo dotad dla niego szczesliwe ;) Normalnie szczescie zupelne i calkowite i... tylko BOZE bron! nie zapeszyc! Jakos wszystko sie ukladalo, mimo paninych obaw i watpliwosci (maz jej tez troche nie do konca zachwycony kolejnym psem i to "takim"). Jak jednak zawsze bywa, i tutaj byl 'hak'. Ten "hak" to odleglosc. Domek Chulo jest odlegly o.... 700 km w Niemczech. Nawet transport juz byl ustalony (niemozliwe, co nie?, a jednak!). W te sobote, czyli jutro, Chulo mial jechac. W niedziele wykapalismy go (to nie bylo pierwsze mycie w schronie) a w poniedzialek Chulo dostal ciezkiego ataku (pewnie padaczki). Juz i tak jego stan zdrowia byl conajmniej watpliwy. Sa dni lepsze, ale i takie, ze tyl na cupniety prawie calkiem do ziemi i sie po prostu przewraca. Dodatkowo zalatwilismy mu leki u weta. Od tej niedzieli spi w budynku, ale- nie ma sie co oszukiwac- na dniach wroci do boksu.... :( Zamowiliamy mu juz karme Acana Jamb&Apple po konsultacji ze specjalista zywienia psow, ktory obejrzal filmik. Co do pozostalych lekow tez nas poinstruowal wymieniajac kilka, gl, glukozamine z chondroityna. Piekne w tym wszystkim jest, ze kobieta z Niemiec dalej z niego nie rezygnuje. Przesle mu jakies leki od swojego weta, z ktorym sie tez skonsultuje pokazujac filmik i nie traci nadziei, ze Chulo sie poprawi, ze do niej przyjedzie, i spedzi jeszcze jakis dobry czas. (Ma spory ogrod, a wokol sa łaki i woda). Moze jednak sie zdarzyc, ze on nigdy do niej nie pojedzie, zmienia kierownictwo schronu za troche ponad miesiac i co wtedy?.... :( Kobieta niestety zamozna nie jest, wiec zadnego tymczasu mu to nie oplaci. Pytalismy, czy moze chce uratowac innego bide, ale ona jeszcze nie chce rezygnowac z Chulo i- przyznam - ta postawa b. nam sie podoba, bo gdzies tam na dnie tego mroku, mamy tez jeszcze nadzieje, ze skoro stalo sie juz tyle cudow, to moze i chulo sie poprawi, ataki nie wroca i on w te ogromna podroz nie wybierze , przezyje ja i zazna jeszcze troche psiego szczescia. Na razie Chulo ma znowu swoje gorsze i lepsze dni. Ja czekam na karme, aby ja dowiezc do schronu i tak to wyglada. Jestescie wspaniali, ze o nim myslicie i pamietacie i chcecie pomoc. Ja niestety nie mam wiele czasu, aby na stale sie Chulo zajmowac. Nie chce go tez b. do siebie przyzwyczajac, bo nigdy go do nas nie wezmiemy, bo po prostu nie mamy jak. Jest wiec jak bylo. Mimo nadziei, nic sie nie zmienilo w praktyce. Pies jest w schronie i jest bidny i moze tam umrzec lada miesiac. Najlepiej byloby, aby w najblizszej okolicy znalazl sie ten jakis ocieplany budynek z pomieszczeniem dla Chulo i mozliwoscia wychodzenia, bo ruch mu jest potrzebny..... To tyle, co moge wam napisac.
-
[B][COLOR=red]"Pan BOG nie rychliwy, ale sprawiedliwy."[/COLOR][/B] Pani Aniu, moze i "nie rychliwy", ale ja sie juz nie raz doczekalam. Zycze Pani i nam wszystkim tego "doczekania". (A jak tego zycze tym francom-sasiadkom, to juz nawet nie bede pisac! :mad: ) A tak w ogole, to ruszylo sie tu i wytworzylo tyle pozytywnej energii, przez to "zle ruszenie", ze faktycznie szkoda by bylo, aby to poszlo... "w gwizdek". Czy to ma jakies faktyczne mozliwosci z tym: schroniskiem, hospicjum, zmiana miejsca mieszkania p.Ani i Jej Rodzinki?
-
Uwazam, ze BARDZO dobrze, ze Asterek dostal szanse, ze nie zostal uspiony zaraz. Czytalam kiedys i wierze w to, ze takie zwierzeta jak psy rodza sie tylko po to, aby doznac od czlowieka Milosci. Dzieki temu, ze Asterek zyl jeszcze troche, wzbudzil w czesci z nas tyle Milosci ile pewnie nie doznal w czasie calego swojego psiego zycia. Asterek to piekny, piesek, umeczony, niedoceniony i porzucony. Mozna sie domyslac, ze cale jego zycie to nie bylo "bulka z maslem", tylko twardy kawalek chleba. Na koniec byl glaskany (nie watpie w to) i otoczony cieplymi uczuciami. Moze wlasnie dlatego zyl jeszcze w tych dniach, ktore juz nic innego nie mialy przyniesc, tylko byly wydluzonym oczekiwaniem na koniec. Moze dzieki temu, Asterek jest nieanonimowym sponiewieranym zwierzatkiem, ale stworzonkiem, ktore ma dla nas znaczenie. Moze dzieki tym dniom, ktore fizycznie byly trudne, zdobyl tyle dobrych uczuc, ze bedzie mial na kogo czekac bedac Tam. Kiedys tam pojdziemy po swoje zwierzece Milosci i wowczas wysciskamy sie z Asterkiem, dla ktorego nie zdazylismy wiele zrobic, ale z pewnoscia chcielismy i zyczylismy mu zycia wsrod normalnych, cieplych uczuciowo ludzi. Moze to bylo wszystko, co otrzymalby, wiec juz nie musial zyc i meczyc sie fizycznie dluzej. A moze i to po prostu wystarczylo, aby byl 'kims', a nie jakims kolejnym niewaznym dla nikogo psem, ktory zyl na darmo szukajac w ludziach Milosci i nie znajdujac Jej, choc zyl chyba dlugo.... To prawda, ze jest jeszcze chociazby Miki, ktory potrzebuje pomocy i taki jest do Asterka podobny, tylko jeszcze nie tak stary, nie tak chory i przez to rokujacy wieksze dla siebie nadzieje. Kazda z Was zrobila dla Asterka to, co bylo w Waszych odczuciach najlepsze. Przeciez wiecie, ze nie ma "zlotego srodka". Nie stawalyscie nigdy wobec eutanazji wlasnego psa.? Wobec pytania, czy jestem bardziej okrutna usypiajac go, czy pozwalajac mu cierpiec? Niestety bedzie to trudne zawsze, ale jak dlugo myslimy przede wszystkim O NICH, a nie o sobie, to jest szansa, ze postepujemy naprawde tak, jak i one by chcialy. Nie wiecie, ale prawie 2 lata mielismy pieska b. podobnego do Asterka, ktorego wlasciciel chcial zatluc na smierc, ale mu sie to nie udalo. Piesek nie slyszal prawie wcale, malo widzial, mial zlamana lapke, wybite zeby, stare zlamania zeber i ogona. U nas przeszedl pare roznych operacji, potem zachorowal na ciezka do leczenia cukrzyce. Gdy do nas trafil, tez w opinii wielu nadawal sie do "humanitarnej eutanazji", a przezyl jeszcze mnostwo radosci, zabawy i uciechy z zycia, ktora nas zarazal. ZAWSZE warto probowac. Jesli jednak zaczyna cierpiec i juz wszystko "idzie z gorki", to wowczas nalezy zdecydowac, czy zasluzyl na to, aby na naszych oczach cierpiec, jesli nie mozna go juz wyleczyc. Mysle, ze Asterek dostal Milosc i daj Panie BOZE, aby wrocil w innym futerku, jako zwierzatko, ktore OD RAZU i DO KONCA bedzie z ukochanym Czlowiekiem. Tego Asterkowi z serca zyczymy. Dziekujemy Wam za ten watek.
-
Mam nadzieje, ze osoba tym sie zajmujaca skontaktuje sie ze mna, bo nie do konca wiem, kto jest tutaj "gl. koordynatorem" i z kim moge dogadac szczegoly. Nie mamy wiele, a wplacamy w rozne miejsca, ale dla Asterka na pewno damy rade jeszcze dokladac, bo to piekny pies i lapiacy za serce (Jak starszy brat Mikiego przywalonego glazem)
-
[FONT=Trebuchet MS]Mam uwage w zwiazku z biegunkami. Naszym zawsze pomagaja 2 kapsulki Nutriplantu/dzien. Rzadko trzeba podawac nastepnego dnia. Nutriplant dobrze u psow reguluje dysbakterioze, ktore czesto pojawia sie po lekach.[/FONT] [FONT=Trebuchet MS]Pozdrowki dla Was i tez trzymamy kciuki.[/FONT]
-
Przegladam tak znowu zdjecia... a gdzie sa zdjecia tych potworow? Dlaczego oni maja prawo do wszystkiego, a ich ofiary nie maja nic? Chcialabym wiedziec jak wyglada taki potwor, albo sedzia, ktory go ulaskawi, bo tak to skonczy. Ale oni sa wszyscy chronieni przez nasze "cudowne" prawo. Co najwyzej "wpisza uwage do dzienniczka", albo pogroza palcem.
-
[quote name='Eruane']Czekamy na nr konta! To straszne. :-( Jeśli zwyrodnialcowi nic nie zrobią, to normalnie wynoszę się z tego kraju...:angryy:[/quote] Naprawde myslisz, ze cos zrobia? Za co? Za ... "mala szkodliwosc czynu"? Przeciez prawo w Polsce nie chroni zwierzat, tylko ich oprawcow. :(