-
Posts
122 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Hekate1
-
Szczęśliwa Szila- wspaniały dom, warto było walczyć
Hekate1 replied to wtatara's topic in Już w nowym domu
cześć dziewczyny, tak jak obiecałam ustawiłam przelew cykliczny dla Szilki na kolejne 6 miesięcy ( 30zł), będzie wychodził 2go keżdego miesiąca. Niestety nie często bywam na dogo więc bardzo proszę o info na priw gdyby sytuacja suczki się zmieniła i ktoś by ją adoptował- wtedy przekażę pieniążki na innego pieska. Trzymam za nią kciuki :) pozdrawiam -
Szczęśliwa Szila- wspaniały dom, warto było walczyć
Hekate1 replied to wtatara's topic in Już w nowym domu
cześć, chciałam zadeklarowac na sunię 30 zł wpłaty stałej od marca. Poproszę nr. konta na PW -
NIEAKTUALNE- piesek znalazł dom Witam, mam grzecznościowe ogłoszenie od koleżanki: "Buggi to półroczny ON wzięty z pseudo-hodowli przez pewnego faceta jako mała czarna kulka miał pewne zainteresowanie przez swojego "pana" jednak ten bardzo szybko się nim znudził i zostawił go u znajomych. Pozostawiony tam trafi do schronu albo czego go coś gorszego. Facet nie miał pojęcia o psach, ponieważ karmił go wyłącznie mlekiem. Teraz jednak juz dostaje normalnie jedzenie i odżył. Jednak nie umie nic gdyż sam sobie był na...uczycielem. Obecnie jeszcze parę dni przebywa u mojej koleżanki ale musi go oddać bo sama ma dwa psy i małe dziecko i nie jest w stanie zaopiekować się jeszcze Buggim. Przyjedzie do mnie żeby nie trafił do schronu ale ja również nie mogę go zatrzymać na zawsze bo mój pies nie toleruje innych samców. Proszę może znacie kogoś kto by chciał mieć tak słodkiego przyjaciela na całe życie, który był by dla niego przewodnikiem i przyjacielem, który by nie opuścił go gdy mu się znudzi i nie wyrzuci go albo nie wymieni na "mowy" model. Jestem pewna że ten pełen energii psiak będzie kochał całym sercem i będzie wierny aż do śmierci" URL=http://img403.imageshack.us/i/buggi.png/][IMG]http://img403.imageshack.us/img403/6751/buggi.png[/IMG][/URL] psiak jest w Piasecznie, ja mogę pomóc w transporcie w razie czego telefon kontaktowy 692779287- Karolina
-
[quote name='AniaGucio']Zdaje się, że Rufus będzie miał kolejne [B]20zł [/B][U]miesięcznie[/U] od użytkownika o nazwie [B]Hekate1 [/B]:)[/QUOTE] potwierdzam :), przelew cykliczny ustawiony na 11 każdego miesiąca. Trzymamy z moim psiskiem kciuki za Rufusa!
-
dziewczyny czy nadal potrzebne są wpłaty na Aronka (deklarowąłam w sierpniu 10 zł) ? - bardzo żadko mam czas żeby wpaść na dogo..masa pracy i obowiązków a w domu popsuty komputer..dopiero odebrałam wiadomość ze skrzynki. Moja deklaracja jest nadal aktualna- jeśli dla Aronka macie już wystarczającą kwotę, moge wpłacać na innego psiaka
-
oczywiście, jak tylko coś dostnę wstawię :) tak sobie myślę, żeby przenieść ten wątek do szczęśliwie zakończonych adopcji tylko nie wiem jak..
-
Mam zdjęcie :cool3: nie wiele widać co prawda ale może coś zobaczycie :) zmieniła się dziewczyna strasznie..śliczna mordka [U][COLOR=#0000ff][URL=http://imageshack.us][IMG]http://img134.imageshack.us/img134/9195/suniabc9.jpg[/IMG][/URL] [/COLOR][/U][URL="http://imageshack.us"][/URL]
-
ostatnie wieści o suni [SIZE=2]Z sunią wszystko w porządku (nazwali ją Kama), chociaż rozwój sytuacji w nowym domu nieco nas zaskoczył. Wszyscy się baliśmy, że będzie się załatwiała w domu i nie da się wyprowadzić na dwór. Tymczasem stało się odwrotnie. Na początku nowi właściciele spędzali całe dnie w ogrodzie, więc ulokowali ją w jakimś letnim domku (to chyba ten domek na narzędzia), który był cały czas otwarty, żeby mogła się schować a jednocześnie ich obserwować. Bardzo szybko zaczęła z tego domku wychodzić, na początku tylko wtedy gdy nikogo nie było w pobliżu, a później nie przeszkadzali jej już nawet robotnicy, którzy kręcili się przy pracach wykończeniowych. Podobno cały czas im towarzyszyła, chodząc za nimi krok w krok po ogrodzie. Do domu jest nieustannie zapraszana, ale daje się zwabić tylko michą z jedzeniem - na widok michy leci biegiem, wchodzi do domu, a potem jak nikt nie widzi bierze w zęby michę albo kapeć pana i wyprowadza to w krzaki w ogrodzie. Właściciele ciągle szukają jakichś przedmiotów, które wyniosła im z domu, a jak znajdą je pogryzione w krzakach to zachwytom nad sunią nie ma końca. Martwią, że robi się zimno i mówią, że chyba będą ją musieli siłą wciągnąć do domu. Na razie kupili jej jakąś ocieplaną budę za 600 zł, ale sunia i tak głównie wraca do swojego domku. Podobno światło się zapala jak do niego wchodzi więc wiedzą gdzie przebywa w nocy. Pani nie może się doczekać kiedy sunia wreszcie przywita ją jak wraca z pracy, bo na razie jeszcze tego nie robi. Widać jednak postępy w jej przystosowywaniu się do ludzi. Nie jest już taka przestraszona, wyraźnie wie, że to jest jej miejsce, a wczoraj w nocy podobno po raz pierwszy wydała z siebie głos! Nie wiem czy ja to wcześniej pisałam, ale to był kompletnie niemy pies! Nawet nie skomlała jak jej się poruszało tą złamaną łapą, nie warczała, nie szczekała - kompletna cisza. Wczoraj w nocy właścicieli obudziło ujadanie, pewnie ktoś się kręcił koło domu, bo sunia szczekała przez godzinę. Pani przyszła do pracy niezbyt wyspana, ale zachwycona i szczęśliwa, że sunia robi postępy. Podobno ma piękną sierść, złamana łapa zgoiła się dobrze, i bardzo wdzięcznie chodzi. Nabrała ciała i suche, specjalistyczne jedzenie już się jej nieco znudziło, więc na deser zdarza jej się dojadać resztki z talerza Pana. Poza niechęcią do przebywania w domu, wszystko układa się dobrze, ale rozmawiałam ze znajomymi w pracy, którzy mają psy i mieszkają w domu - twierdzą, że ich podopieczni też najchętniej przebywają na podwórku, chociaż mają otwarty wstęp do domu. Może jak jej będzie za zimno to da się namówić na siedzenie na kanapie. Myślę, że to był dobry wybór, to są dobrzy ludzie i mają dobre warunki dla psa. Są dla niej cierpliwi i nie oczekują, że z dnia na dzień zacznie ich obdarzać wybuchową miłością. Myślę, że z czasem sunia na pewno im zaufa i pokocha, zwłaszcza, że chyba już zaczyna się czuć bezpieczna. [/SIZE]
-
w związku z tym, że kilka osób pytało mnie jak się potoczyły losy suni, zamieszcze może maila od Gosi o stanie jej zdrowia oraz o jej nowym domku.. Właśnie mieliśmy telefon z kliniki, niestety nie jest to dobra wiadomość. Dzisiaj zdjęli suni gips z tej drugiej łapy, która wydawała się co najwyżej wybita, bo miała jechać do nowego domu. W tej łapie nie było żadnej bolesności tylko wyglądała na lekko wykręconą i dlatego włożyli ją w gips. Niestety teraz kiedy pies staje już na nogi i bez gipsu okazało się, że z tą drugą przednią łapą jest większy problem niż z tą zdrutowaną. Musiała ją mieć złamaną dużo wcześniej i nigdy się nie zrosła. Prawdopodobnie wytworzył się jakiś fałszywy staw i ona się zgina tam gdzie nie powinna. Nie chcę nawet myśleć co ten pies przeżył, zaczynam myśleć, że jaj stan nie musiał być skutkiem wypadku samochodowego tylko jakiegoś potwornego znęcania się. W każdym razie muszą jej zrobić jakiś dokładniejszy rentgen, bo poprzedni nic nie wykazał i znowu skonsultować się z ortopedą. W tej sytuacji najprawdopodobniej znowu nie będzie miało sensu jej w tej chwili zabierać z kliniki. Nie wiem też czy w tej sytuacji coś wyjdzie z tej adopcji, bo sunia wymaga dalszego leczenia, a to i koszt i problem, zwłaszcza jeśli trzeba ją będzie na to leczenie cały kawał dowozić. oraz informacja z wczoraj po wizycie adopcyjnej: [FONT=Courier New]Spotkaliśmy się wczoraj w klinice z potencjalnymi właścicielami naszej suni. Okazali się bardzo miłymi i wrażliwymi ludźmi. W domu jej wygospodarują pokoik na dole, martwili się tylko, że będzie sama jak pójdą spać na górę. Obydwoje są świadomi jaki to będzie kłopot i koszty dalszego leczenia ale postanowili ją zabrać. Zapłacili nawet za nas zaległe rachunki (pobyt od 6-go do 14-go) chociaż w ogóle tego od nich nie oczekiwałam - wetka policzyła po 30 zł, ale i tak uzbierało się 240. Ponieważ przekonali mnie, że zrobią dla niej wszystko co najlepsze, zgodziliśmy się, żeby ją wzięli. Obawiam się trochę tej podróży do Radziejowic, ale wetka była dobrej myśli. W związku z tym sunia pojedzie do domu w czwartek rano - już bezpośrednio do docelowego domu, bez przystanku na Bielanach razem z workiem specjalistycznej karmy, którą dla niej zamówili. Nie zmienia to faktu, że sunia z dużym apetytem i ukradkiem przed wetką pożarła parówkę, która jej nowej Pani została ze śniadania. Kamień mi spadł z serca, myślę że będzie jej tam dobrze.[/FONT] dalsze inforamcje Gosia prześle mi jak wróci z urlopu
-
temat też uważam za zamknięty czuję się mniej więcej jak między młotem a kowadłem, gdzie dwie strony mają inne zdania, inne priorytety i inne podjeście do sprawy. I szkoda tylko, że tak to się skończyło.
-
Kamila ja przedstawiam fakty, a ton mojej wypowiedzi jest normalny. Nie chcę i nie mam ochoty na kłótnie, nie ma tu Gosi i ona nie może sie wypowiedzieć dlatego ja wypowiadam się za nią. Nie wydaje mi się, żeby nie szanowała czyjejś pracy, była z psem, przywiązała się to chyba dobro psa było dla niej na pierwszym miejscu. Też była zaskoczona jak się dowiedziała, że p.Jadzia adoptuje innego psa bo podobno umówiły się że poczekają do środy. Może właśnie zabrakło komunikacji między nimi..
-
Słuchajcie nie podoba mi się ta nagonka..czy ja jestem jedyną obiektywną osobą w tym temacie? Gosi tu nie ma, więc mi przyjdzie wypowiedzieć się w jej obronie. Nikt złośliwie nie zabrał p.Jadzi psa sprzed nosa, to że była i jest trzymana w lecznicy tyle czasu było podyktowane tylko jej dobrem, pies się panicznie boi, jest po operacjach - chyba lepiej żeby do nowego domu pojechał w dobrym stanie a nie żeby coś jej się stało po drodze albo już z na miejscu. Wtedy by dobiero było..Gosia psa widziała, pilnowała więc myślę, że najlepiej się orientowla w jej stanie. Chce płacić za jej leczenie to chyba świadczy o niej dobrze, chciała być pewna że pies pojedzie caly i zdrowy i nie będzie utrapieniem dla nowego właściciela. Jak została postawiona przed faktem- albo pies jedzie już albo się wycofujemy, to co miała robić? Zaczeła szukać nowego domu, zadzwoniła do p.Jadzi i powiedziała jaka jest sytuacja. Zagranie raczej fair a nie do potępiania. Rozmawiałam z Gosią od początku sprawy i nie jest to osoba, która mogłby zrobić coś takiego złośliwie..tu od początku do końca chodziło o dobro psa i ja nadal w miarę możliwości Gosi pomogę..
-
oj,oj..to się porobiło. Nie chciałam nic wczoraj pisac, żeby emocje trochę opadły. Jako, że znam punkt widzienia obydwu stron ciężko mi się wypowiadać..Gosia podjęła decyzję o szukaniu nowego domu wczoraj, po rozmowie z Paros. Gosia była zdenerwowana i wydaje mi się, że zrozumiała że w przypadku jeśli nie da zabrac suni już wycofujemy się z jakiekolwiek pomocy i adopcji. Jeśli tak zrozumiała to myślę, że łatwo zrozumiec jej postępowanie. Z tego co mówi, ustaliła z p.Jadzią że mimo wszystko poczekają do środy z decyzją, aczkolwiek wszyscy zrozumieją jeśli p.Jadzia się wycofa- przy tylu nerwach, niepewności każdemu było by ciężko to przetrwać.
-
Dziewczyny..mi się wydaje że sunia ma tam na prawdę dobre warunki, z tego co Gosia mówi ona ma sówj pokoik, wszyscy o nią dbają a nie chcą jej jeszcze wydać bo nie jest gotowa do drogi..ona się nawet boi wyjść z tego pokoiku. Nie byłam tam więc nie wiem- to są informacje z drugiej ręki, ale Jola chciałaby porozmawiac z Gosią więc daję jej numer do niej i może Gosia powie jak to wygląda jako że widziała na żywo.
-
[FONT=Arial][SIZE=2]Przesyłam maila, do przespania się z nim.. [/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Przepraszam, że dopiero teraz, ale mam za sobą dzień z koszmaru. W pracy miałam urwanie głowy a nie mogłam się dodzwonić do wetki i byłam tak zdenerwowana, że na niczym nie mogłam się skupić. Po pracy polecieliśmy do kliniki, też cali w nerwach co z sunią, a potem nie mogliśmy wrócić bo rozkraczył nam się samochód. Komórki ani ja ani mąż nie mieliśmy czasu naładować, więc nawet nie mieliśmy jak dzwonić po pomoc. Po dwóch godzinach szarpania, samochód nagle zaskoczył i przed chwilą dotarliśmy wreszcie do domu. Ale wracając do suni to jest naprawdę w dobrej formie, nie sprawiała dzisiaj wrażenia jakby jej przeszkadzało coś na brzuchu. Po raz pierwszy widzieliśmy ją jak chodzi, albo raczej przemyka się pod ścianami, schowała się pod recepcyjnym biurkiem i nasiuisiała. Jak ją stamtąd wyciągnęli to usiłowała schować się za kaloryfer. Na wetkę reaguje poruszając leciutko ogonem, ale wyprowadzanie jej na dwór to prawdziwy koszmar. Psina zapiera się wszystkimi czterema łapami, siusia po nogach, nawet kupę zgubiła, kłapie zębami do tyłu a po minucie wlecze wyprowadzającego z powrotem do domu. Wsadzenie jej do samochodu graniczy z niemożliwością - nie chcieliśmy się z nią szarpać, żeby sobie szwów nie porozwalała bo miota się jak szalona. Ma już zdjęte szwy ze zdrutowanej łapy, druga jest nadal w gipsie. Miałam przy okazji możliwość długiej rozmowy z wetką, bo samochód rozkraczył się niedaleko jej domu, więc usiłowała nam jakoś pomóc. Wspomniała, że Pani Jadwiga dopadła ją dzisiaj telefonicznie między operacjami i że była tak zmęczona, że chyba niezbyt miło z nią rozmawiała. Ona chyba nie znosi tego, że ją tak poganiają z tym psem i ciągle pytają kiedy można ją zabrać, bo tak naprawdę to ona sama nie wie, Ten pies to wielka niewiadoma więc wszystko zależy kiedy się wygoi, kiedy będą mogły zdjąć szwy, kiedy zacznie chodzić itp. Np. problem z drugą łapą wyniknął przecież dopiero po zdrutowaniu pierwszej jak usiłowały ją postawić na nogi. Potem okazało się jeszcze, że tył ma też potłuczony i że bolą ją również tylne nogi. Wczoraj rozmawiałyśmy telefonicznie, pytała mnie czy napewno mamy już dom dla psa. Ze mną rozmawiała dzisiaj sensownie. Powiedziała, że przecież one też się przyzwyczajają do zwierząt które leczą, więc im też zależy, żeby sunia miała jak najlepiej i że na pewno byłoby lepiej gdyby nie trzeba było jej wieźć tak daleko, bo ona dosłownie wariuje ze strachu, ale że nie powinnyśmy dać się zwariować.[FONT=Arial][SIZE=2]Pani Jadwiga wspomniała, że jeśli nie będzie można suni przetransportować w niedzielę to ona później pracuje na II zmianę, więc może dopiero 15 będzie miała wolne, a chciałaby być jak sunia trafi do domu.[/SIZE][/FONT][/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][/FONT] [FONT=Arial][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]i tyle na tą chwilę..[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][/FONT]
-
Dziewczyny..dopiero wróciłam do domu, napisałam smsa do Gosi i napisała mi że własnie pisze do mnie maila.. jak dostanę maila zaraz daję znać..
-
Ja zestresowałam za wsze czasy, ale teraz już jest trochę lepiej. jak wrócę do domu to wyciągnę w ramach terapi swoje psisko na dłuuugggiii spacer. Gosia ma się odezwać do mnie jak tylko odwiedzi małą więc jak będę coś wiedziała to oczywiscie dam znać..i będą to napewno dobre nowiny bo inaczej być nie może!!
-
jeślo to ta na Orłowskiego to ta..numer telefonu się zgadza :placz:
-
Boże..przerażają mnie informacje o tej klinice, jakim cudem to się utrzymuje i nadal działa po takich zabiegach?? właśnie usiłuje dokopać w internecie czy to ta lecznica..
-
mail od Gosi: Niestety dodzwoniłam się do kliniki dopiero w trakcie sterylizacji. Mogę się tylko pomodlić, żeby wszystko było O.K. Pocieszam się myślą, że to jest normalna praktyka stosowana przez weterynarzy. Mojego kota-grubasa też wysterylizowali w trakcie leczenia, i był wtedy też nieźle wychudzony i schorowany. Może rzeczywiście wyjdzie z tego bez większych problemów... Z drugiej strony, zakładając, że wetka ma rację i sunia może dostać pierwszej cieczki w trakcie podróży, to umieszczenie jej w domu z niewykastrowanym psem w pełni sił witalnych :) mogłoby się też skończyć fatalnie. Denerwuję się strasznie, dzisiaj tam polecę i zobaczę w jakiej ona jest formie po tym zabiegu. W ogóle nie mogę się skupić na pracy. Dam znać jak tylko będę coś wiedzieć to zostało nam teraz się modlić...
-
nie mogę się skontaktować z Gosią!! zaraz oszaleje.. p.Jadziu kontaktowała się może z Panią??
-
no właśnie ja też nie mogę się nic dowiedzieć.. Gosia miała dać znac i cisza, pewnie sie nie dodzwoniła. Mam ochotę poprzeklinać za swoją głupotę :angryy:
-
Gosia postara się odwołac zabieg rano
-
wysłałam do Gosi smsa, w związku z tym że pora jest dość pózna. Mam nadzieję że da radę to odwolać
-
Ze mnie też nie weterynarz więc nie chcę się wypowiadac czy to dobry moment czy zly..Na ogół takich sprawach ufam ludziom którzy się tym zajmują zawodowo ale teraz nie wiem na ile decyzja lekarki była słuszna. To co ja moge zrobić to napisać do Gosi, żeby to odwołała..o ile nie jest już za późno skoro zabieg miał być rano.