-
Posts
94 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by waga109
-
Dzisiaj rankiem doszło do małego wypadku. Wnosząc mego jamnika po schodach połknęłam się i upadłam. W trakcie upadku wypuściłam przed siebie psa aby nie uderzył razem ze mną. Wylądował na tej płaskiej powierzchni między schodami, piętrami (nie wiem jak to wyjaśnić). Jakby nigdy nic, ale chyba w szoku, pies jedno piętro w podskokach sam wszedł. Po wejściu do mieszkania zauważyłam że trzyma dziwnie ogon (jak krowa do K…py). Pomyślałam że złamałam psu ogon!!! Po dwóch godzinach od upadku ogon nie wracał do swojej pozycji- jakby pies go sam tak trzyma. Nie reaguje piskiem podczas dotykania, ogon sam w sobie reaguje na dotyk, żadnego obrzęku nie czułam. Oczywiście spanikowana pojechałam do weta- studentka??Obejrzała, podotykała ogon. Nie stwierdziła obrzęku, pies dał się dotknąć. Jakby nic mu nie było. No ale ogon zadarty nadal był. Dostał zastrzyk przeciwbólowo- przeciwzapalny i do obserwacji, ewentualnie jutro powrót po leki przeciwbólowe. Wetka/ studentka stwierdziła że może zwichnął. No ale jest godzina prawie 19, a ogon dalej sterczy. Pies jest spokojny, śpi, je, biega, zaczął nawet tym ogonem merdać. Jednak w pewnym miejscu podczas mocniejszego ucisku pies reaguje (na fot: miejsce na samym szczycie przed tym jak zagina się do dołu). Czy rzeczywiście mógł on ten ogon jedynie nadwyrężyć? Jednak podczas tego upadku próbował złapać równowagę. Co radzicie?? Załączam zdjęcie mego „krowiego” psiego ogona. Uprzedzam jedynie że ogon jest z dwóch godzin po upadku. Teraz jakby mniej odstaje.
-
Ratowanie psa z urazem kręgosłupa. Podzielcie się wiedzą.
waga109 replied to wanda szostek's topic in Chirurgia
Mój jamnik (dziś już 13 latek) mając jakieś 5-6 lat nagle, bez jakiegokolwiek urazu, doznał paraliżu tylnich łap. Z godziny na godzinę paraliż postępował. Natychmiast wizyta u weta. Rentgen, zastrzyki i diagnoza- wypadnięcie krążka międzykręgowego. Wieczorem pies już ciągał tyłek po podłodze jak foka. O dziwo, nie przejawiał żadnego bólu, był ruchliwy, radosny, jadł, pił. Jakby nigdy nic. Następnego dnia zero poprawy. Wstrzymała się kupa. Kolejna wizyta u innego weta, znowu rentgen, znowu taka diagnoza. Sterydy, przeciwbólowe i kroplówki przez dwa dni. Bez poprawy fizycznej. Wet oznajmił że należy psa zoperować tylko i wyłącznie w tej i tej klinice (tu podała konkretną placówkę) bo nie jest w stanie mu pomóc lub eutanazja. Zrezygnowana postanowiłam udać się do kolejnego weta, tym razem trafiłam na ortopedę psiego. Mówię mu co i jak no i że trudno chyba trzeba będzie uśpić. Lekarz obejrzał pozostałe rentgeny, zrobił swoje zdjęcie i oznajmił że do żadnego wypadnięcia kręgu nie doszło. Owszem były małe zmiany zwyrodnieniowe ale to nie kręgosłup!! Lekarz dał mu „zwykłą ludzką” Milgamme i oznajmił że za trzy- cztery dni pies będzie chodził. Wiecie co? Pies następnego dnia stał na łapach. Były słabe ale dał radę sam utrzymać dupke. Kupa wróciła także. Do dziś nie wiemy co mogło być przyczyną. Badania pies miał książkowe. Lekarz mówił że mogło to być po prostu zapalenie jakiegoś nerwu i stąd te objawy. Także szukajcie ratunku ile możecie, nie poddawajcie się. Czasem to co oczywiste nie jest prawdziwe. -
U nas po ostatnich wynikach, 3tyg temu, jest bardzo dobrze. Mocznik spadł, ale Nefrokril zapobiegawczo co drugi dzień. Tomus biega jak szalony,zadowolony. Wczoraj 3godziny na działeczce i wieczór padł jak nieżywy.
-
Biedactwo, najgorsze dla nas właścicieli jest świadomość że nadszedł ten czas gdy trzeba się żegnać. Straszne...
-
Witajcie ponownie....tak dziś poczytałam o jednym leku który pies zażywa a mianowicie Nefrokrill. Zastanawia mnie jedno....nerki czyste, mocz idealny to po jakiego diabła tabsy na nerki??? Niby producent coś tam pisze że ma wpływ na mocznik ale głównym zamiarem leku jest leczenie niewydolności nerek. A piesio jedynie ma lekko podwyższony mocznik. Pogubiłam się już.
-
My dziś skorzystaliśmy z pięknej pogody i pojechaliśmy na badania kontrolne. morfologia idealna, mocz również. nieznacznie podniesione enzymy wątrobowe i nadal jest lekko ponad normę mocznik. Kreatynina idealna. dostal leki na wątrobę (bardziej suplement) i lek na obniżenie mocznika. Mój błąd że nie zabrałam wyniku na papierze wiec nie wiem jakie były wskaźniki. Wetka mówi że nie jest źle ale trzeba kontrolować. zastanawiam się skąd ten mocznik?? Wydawało mi się że jest to ścisłe powiązane z problemami z nerkami ale skoro nerki idealne to skąd on w podwyższonej wartości??? ktoś coś wie???? Zabrałam też przy okazji wynik histo i u mego psinki było to samo co u kolezanki powyżej- krwiak z homeopoezą poza szpikową. Wetka mówi że to się bierze najczęściej z silnego stanu zapalnego jakiegoś narządu, podawaniem sterydów, urazem, problemami kardiologicznymi. Mogę wrzucić opis jeśli ktoś potrzebuje dowiedzieć się co to jest. Jeżeli wyniki krwi są dobre to ten „stwór” nie stanowi żadnego zagrożenia. No a mój piesek kilka lat temu przyjął duże dawki sterydów. takze my idziemy do przodu.
-
My w sobotę jedziemy na badania kontrolne krwi no i siuski muszę złapać.
-
Wiesz ja myśle że warto zaufać swemu sprawdzonymi lekarzowi który prowadził pieska kardiologicznie. Wet spoza miasta niesie za sobą tez pewne utrudnienia ale i obciążenie dla pieska.
-
U mego jamnika jest identycznie. Pies po operacji przechodzi drugą młodość. Niebawem (gdy temp się trochę zmieni) pojedziemy na kolejne badania krwi. Mój piesek też po operacji jadł jak szalony, bez tołku. Zrzuciłam to na to że był od razu kastrowany. Zmieniłam karmę sucha na specjalną dla takich piesków. Ale widzę że z czasem norma mu się wyrobiła i do jedzenia podchodzi z rozsądkiem. No ale czuje (bo wnoszę go po schodach na 3 piętro) że trochę przybrał na wadze.
-
Google przetłumaczył to jako: Krwiak z hematopoezą pozaszpikową nie jestem wetem nie wiem co to znaczy, ale jeśli znaczy że to krwiak to dobrze znaczy. Wklej sobie nazwę tego w Google jest sporo tego. Ogólnie określane jest jako upośledzenie śledziony o charakterze nienowotworowym. takie wieści to dobre wieści. Zdrowka
-
Eh starość.... tak jak u ludzi...jest straszna. czasami trudno jest zdecydować jak postąpić bo złe samopoczucie za chwile zmienia się na dobre. To ty znasz swoją psinę i doskonale wiesz kiedy coś jej dolega. Co możemy ci poradzić? Po prostu bądź przy niej. W odpowiednim momencie będziesz wiedziała co robić. ja pamietam jak u nas pierwszy wet (zaufany od lat) wmawiał przez bodajże rok że wszystkie dolegliwości które miał nasz Tomus wynikają z ogromnego przerostu prostaty, która wg niego przemieściła się do jamy brzusznej. A ja „mądra” pancia przecież psa na starość kastrować nie będę. No ale w pewnym momencie moja intuicja podpowiedziała że coś jednak musi być na rzeczy. Traf chciał że „nasza” lecznica była zamknięta i wybłagaliśmy o przyjęcie pilne w innej. To tam wszystko stało się jasne.ŻADEN PRZEROST PROSTATY- GUZ SLEDZIONY!! Zaufacie swemu przeczuciu, znacie swoje pieski jak nikt inny. Ratujcie kiedy ratować trzeba, pozwólcie odejść kiedy odejść trzeba.
-
Współczuje. Tylko ja nie wiem czy zdecydowałabym się na przeciąganie cierpienia psa. Ona nie powie że ją boli, a zapewne boli bo brzusio coraz większe. Sika bo pewnie coraz bardziej uciska na pęcherz. Martwi mnie tylko utrata wagi. Idzie w kierunku śmierci głodowej? Straszne.
-
Nie płacz bądź dobrej myśli. Piesek ma się dobrze wiec to najważniejsze. Pani radosna to i piesek radosny:-) Ja wierze w to że to „zwyczajny” guz. Pies z dnia na dzień osłabł, a po operacji ma się dobrze więc uważam że to rokuje dobrze. Musisz robić tylko kontrolnie teraz krew, ale spokojnie lekkie odchylenia są w normie. Twoja psinka jest jeszcze młoda, ma wiele lat przed sobą. co do podawania tabletek- hm....trudna sprawa bo mój też dobrowolnie nie jada. Z tym że ja wciskam w mięsko i idzie gładko. Ewentualnie krusz tabletki i podawaj z miodem- zawsze to coś słodkiego. Chyba że masz takie że możesz rozmieszać w odrobinie wody i podać strzykawka do pyska. Albo podawaj leki razem z czymś co lubi. Mój pies jak chorował przed operacja to właśnie z takiego powodu zawsze prosiłam o zastrzyki, na które musiałam jeździć codziennie bo oczywiście sama nie podam. jeszcze raz mówię- bądź dobrej myśli.
-
Znam doskonale ten stres który towarzyszy całej tej otoczce. Ja się popłakałam nawet jak zostawiałam psa przed operacja bo nigdy nie robiłam tego w ten sposób. Zawsze usypiano przy mnie pieska (w moich ramionach dosłownie) a tu po raz pierwszy zabrali mi takiego normalnego, przytomnego. To było straszne dla mnie. Nie martw się- jak to mówią nadzieja umiera ostatnia. Chociaż te nasze psiaki kiedyś i tak odejdą od nas. TeraZ skup się na rekonwalescencji pieska (pamietam nasza pierwsza noc po operacji- koszmar- ogranicz wodę). Potem już było z górki. Ja nie jestem wetem, nie znam się, myśle że jak piesek byłby chory z przerzutami to już dawno dawałoby to jakieś symptomy. Cierpliwości, na wynik poczekasz- ja czekałam 1,5mies. A do tego czasu nie zamartwiaj się. moj miał guza wielkości węgierki plus mniejsze jakieś „narośla” na śledzionie a okazało się że to nie nowotwór. Spokojnie. Uwazaj na psinę i pomóż jej wytrwać w tych pierwszych trudnych dniach. powodzenia.
-
No i wreszcie dotarł do nas wynik histo. Tomcio jest zdrowy a guz to nie zmiana nowotworowa. Nie pytajcie dokładnie co to bo lekarz dzwonił do męża i wiem tyle co wy. Karma idzie w dalszym ciągu dla wysterylizowanego zwierzaka i mój jamniorek przeżywa drugą młodość. Dawno nie był tak żywotny. Widać teraz jak bardzo mu ta śledziona dokuczała. Zycze Waszym towarzyszom życia zdrowia i kolejnych lat u Waszego boku. Wszystkiego dobrego.
-
Właśnie jestem po rozmowie z moim lekarzem prowadzącym. Wynik mocznika wynosi 28 a górna granica 25. Powiedziała że nie ma czym się martwić. Obserwować- wiadomo. Zaprzeczyła że gotowane mięso miałoby jakikolwiek na to wpływ, że nadal można go podawać no i karma dla wysterylizowanego jak najbardziej wystarczy. Twierdzi że lekkie odchylenia mogą występować i nie jest to powód do paniki.
-
Karma zmieniona od jakiś 2 tyg. na Brit light& sterylized (coś w ten deseń). Nie dostaje już pewnego smakołyku i raczej jest dobrze. Mniej bąków. Dzisiaj byliśmy na kontroli (po miesiącu od operacji), badania krwi bardzo dobre. Biochemia tez dobra. Wyniku nadal nie ma. Ale...no właśnie znowu ale... Niestety przyjął dziś nas inny wet i stwierdził że pies ma podwyższony mocznik (minimalnie- nie pamietam dokładnie górnej granicy ale miał o 2 wyżej) Kreatynina super. Dostał żelazo i jakieś tabsy na obniżenie mocznika. Lekarz (chyba studentka) stwierdziła że trzeba będzie zmienić karmę, odstawić całkowicie mięsko gotowane i przejść na specjalna sucha karmę dla psów mających problemy z nerkami. Narazie powiedziała że możemy pozostać przy tym Brit. Do następnej kontroli za 2-3 tyg. I teraz moje pytanie. Skąd to się wzięło? Miesiąc temu pies miał nerki zdrowe a raptem mokra karma mu zaszkodziła? Może właśnie ten Brit jest nieodpowiedni? Jak myślicie? Ewentualnie jaka karmę wybrać?
-
To kwestia procesów trawienia. Człowiek tez puszcza bąki i jest to jak najbardziej naturalne. On je tylko gotowane mięso (pierś kurczaka) od małego. Suchą karmą on się tylko bawi w a’la kongu w niewielkich ilościach. Gazy pochodzą prawdopodobnie od smakołyków niby naturalnych. Moj Tomcio tez miał taki skafander, ale widziałam że bardzo utrudniał mu ruchy. Z początku trochę go pocieliśmy by miał więcej miejsca. Skubany nawet sikać w tym nie chciał a „spacer” kończył się na staniu w jednym miejscu. Przez druga i trzecia dobę zakładałam tylko na noc, później już chodził na golaska. Nie interesował się szwami.
-
Zgadzam się z poprzednikiem. Kiedyś też kupowałam Royala bo niby taki dobry a to nieprawda. Zaczęłam czytać o karmach i Royal okazał się prawie że najgorszy. Ma dużo zboża i śmieci w sobie. Dobra jakościowo karma wg mnie to Orijen, Taste of the wild. Oczywiście dostosowana do odpowiednich potrzeb. Karma powinna być wysokomięsna, lekkostrawna i z dodatkiem witamin, owoców, warzyw itd. Ja kupowałam ze wzgl na gazy mojego psa. Obecnie jakoś też dobrze toleruje Applaws. Chociaż po usunięciu śledziony pieskowi chyba kiszki się naprostowały bo oddaje dużo kupek i jeszcze więcej bąków. Zagazuje nas kiedyś hehe
-
Dzisiaj lekarz zdjął szwy. Rana pięknie się zagoiła. Za Ok 3 tygodnie mamy przyjechać na pierwsze badania krwi. Lekarz chce sprawdzić czy wszystko działa jak powinno. Wyniku histo jeszcze nie mamy. Piesek ma się znakomicie, ciśnienie siusiania jak nigdy dotąd :-) oby tak dalej.
-
Poniedziałek za nami... pies czuje się wyśmienicie, musimy do trochę stopować bo energia go rozpiera. Ma ciśnienie z pęcherza hehe jak młody szczeniak. Pani doktor zdziwiona bo zakładała że ciśnienie wróci do prawidłowości za dwa tygodnie. Lekarz zdjął dziś nawet 3 szwy, za tydzień reszta. Rany goją się bardzo dobrze. Antybiotyk na kolejny tydzień w domu.
-
Dziękuje bou za wsparcie. Bardzo cenne.
-
Wiem że na wynik poczekam. Lekarz mówi że na jej „oko” jest wszystko dobrze tam w środku. Noc dluuuuuga, pił hektolitry wody i zwracał (chyba umknęła mi wczoraj kwestia by ograniczyć ilość wody).Całą noc dreptał po mieszkaniu. Widać było że boli go bo chodził napięty i nawet na chwilę się nie położył. Wczoraj zrobił małą kupkę (jezu jaki to był zabawny widok), ale niepokoiło mnie że nie chciał zrobić siku. Po godz 5 rano wreszcie było siusiu (radość moja przeogromna) i pies jakby nigdy nic położył się wreszcie. Wymioty się skończyły. Dzisiaj rano wizyta u lekarza, kroplówka, kilka zastrzyków i leki na weekend do domu. Widzimy się w poniedziałek do kontroli. Lekarz jak go zobaczyła dziś rano była w szoku- pies zaczyna biegać, merda ogonem, nie ma oznak odwodnienia. Wg niej bardzo dobrze to znosi i jeszcze lepiej wyglada. Rana goi się jak na psie. No i od dzisiaj kaftanik bo zaczyna się interesować szwem na siusiaku.
-
Właśnie odebrałam moją kruszynkę. Jest jeszcze otumaniony lekami ale ponoć nie czuje bólu. Leży pod dwoma kocykami i się dogrzewa. Jutro kroplówka i leki na następne dni. Wet mówi że jak na swój stan i wiek operacje zniósł bardzo dobrze, żadnych komplikacji. Po wybudzeniu zwiedzał sale pooperacyjne i zaczepiał inne psy. Żywotny i towarzyski. Niestety to był nasz ostatni gwizdek. Guz wielkości śliwki węgierki ale śledziona była już dziwacznie zagięta i miała mniejsze guzki. Usunięta została prostata wraz z jądrami na których były widoczne niepokojące zmiany.Ogólnie na oko weta innych zmian nie było. Czekamy na wynik histo. Rana na całej długości brzuszka i na siusiaku. Szkoda mi psiny bo widzę że nie może znaleźć sobie pozycji. Oj ciężka będzie ta noc.