Jump to content
Dogomania

gonia141

Members
  • Posts

    94
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gonia141

  1. U Tyci bez zmian. W domu jest rozbrykanym szczeniorem. Rozrabia, zaczepia do zabawy, kradnie różne rzeczy. Niestety, gdy mamy gości, najpierw głośno szczeka i posikuje ze strachu, potem się chowa. Boi się przechodzić przez drzwi, nigdy pierwsza nie przejdzie, boi się klatki schodowej. Boi się panicznie przystanku autobusowego, pomimo tego, że codziennie wieczorem obok niego przechodzi. Specjalnie tamtędy przechodzę, jest mała poprawa ale to jeszcze nie to. Boi się ludzi, zwłaszcza mężczyzn. Gdy na chodniku stoi grupa ludzi, jest pewne, że Tynia ominie ją baaardzo szerokim łukiem. Gdy wchodzimy do bloku, Tycia nie wejdzie, jeśli ktoś akurat schodzi po schodach. Bardzo się boję spuszczać ją ze smyczy, bo każdy głośniejszy i ostrzejszy dźwięk ją przeraża, przywiera do ziemi i gdyby nie było smyczy to by zwiała w panice, gdziekolwiek przed siebie. W związku z tym wprowadziłam Tyci stałe trasy spacerowe. Na znanym sobie terenie czuje się troszkę swobodniej. Musiała w ciągu tego pierwszego roku swojego życia dużo przejść. W dalszym ciągu, choć już mniej, jest przestraszoną sunią. Boi się ludzi których nie zna. Boi się bardzo wielu różnych rzeczy. Tycia jest moją ukochaną sunią i zrobię wszystko, żeby mogła żyć jak normalny, szczęśliwy psiak. Zdaję sobie sprawę, że przed nami jeszcze długa droga do takiego stanu. Poradzimy sobie! Moja mama 7 czerwca będzie miała operację wszczepienia stawu kolanowego. Po powrocie ze szpitala będzie praktycznie cały czas w domu. Tycia nie będzie sama. We dwie będą rządzić w domu, a mój tata będzie z nią chodził na spacery (teraz też to jest jego ulubione zajęcie), oczywiście tylko wtedy, gdy mnie nie ma. Jaszcze raz dziękuję wszystkim osobom zaangażowanym w ratowanie mojej Tycielki.
  2. Trzymam kciuki za najlepszy na świecie domek dla Miecia. Jeśli się nie uda, czego mu nie życzę, tak na wszelki wypadek wpłacę mu w czerwcu 150 zł, żeby nie został chłopina bez środków do życia. Bardzo przykro mi się zrobiło, gdy przeczytałam co niektóre posty. Mam nadzieję, że takie sytuacje już się nie powtórzą. Wszystkie osoby zaangażowane w ratowanie psiaków są dla mnie osobami godnymi szacunku. Bardzo bym nie chciała zmieniać swojej opinii o nich.
  3. Obawiam się, że zacznie kolekcjonować. A ja nadal będę szukać kapci po powrocie do domu. Ale to ma swój urok i w ogóle mi nie przeszkadza. Mój tata tylko się ze mnie śmieje i mówi, że Tycia sobie pożyczyła.
  4. Najczęściej jeden jest w budce a drugi w drugim pokoju u dziadka. Ale czasami i oba. Chyba na nich śpi, bo to takie futrzaki, tata przywiózł mi z Zakopanego. Nie wiem co będzie dalej, bo muszę zmienić kapcie. Te są już za ciepłe.
  5. Jak nie ma moich kapci w przedpokoju, to wiem gdzie szukać.
  6. Tycie po powrocie z nad morza i kąpieli. Oczka jej się nie domknęły. [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images48.fotosik.pl/289/30ce583b366f1b8cmed.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images46.fotosik.pl/289/f25ac734c2680ce7med.jpg[/IMG][/URL]
  7. No i się udało!!! Na tym zdjęciu Tycieńka jest w swojej budce. Nie jest głodna. Bawi się miską w której na co dzień znajdują się jej zabawki.
  8. [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images48.fotosik.pl/289/ee90801963e279f0med.jpg[/IMG][/URL]
  9. Wczoraj postanowiłam Sprawić Tyci niespodziankę. Skoro tak lubi kopać dołki w piasku, to pojechałyśmy na plażę do Mielna, a właściwie do Unieścia. To nie był najlepszy pomysł. Po pierwsze, Tycia ma chorobę lokomocyjną. W samochodzie straszni się śliniła a po około 20 minutach zwymiotowała. Gdy dojechałyśmy nad morze, okazało się że tam jest pełno ludzi. Tycia zestersowana szła prawie dotykając brzuszkim chodnika. Uspokoiła się dopiero jak znalazłam kawałek plaży gdzie nie było ludzi. Posiedziałyśmy pół godziny i wróciłyśmy do domu. Ale nie ma tego złego. Po powrocie do domu wykąpałam ją, bo była cała zaśliniona i upaćkana w tym, co zwymiotowała. Potem poszłam sprzątnąć samochód. Okazało się, że Tycia zwymiotowała kawałek materiału wielkości chusteczki do nosa. Gdyby to dalej zawędrowałao to nie wiem co by było. Nie mam pojęcia skąd ona to wzięła. Musiała znaleźć gdzieś w domu i spałaszować, jak nikt nie widział. Bo na pewno nie na spacerze. To co zalazłam, przypominało kawałek materiału, jaki wkłada się do etui na okulary, do czyszczenia szkieł. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Na forum goldenowym czytałam o podobnym przypadku. Tam to się zakończyło operacją. Sunia zjadła rękawiczkę. Teraz muszę ją jeszcze bardziej pilnować.
  10. Mam wrażenie, że Tycia nigdy nie znała rodzeństwa. Nie umie się bawić. Jej zachęcanie do zabawy na początku polegało na gryzieniu wszystkiego, zwłaszcza moich rąk i nóg. Ubrania też nie pominęła. Właściwie gryzła co popadło. Dziś już wie, że tak nie wolno, choć czasami, w ferworze walki, się zapomina. Jeśli chodzi o koty, to ona za nimi gania, bo chce się z nimi bawić. Jak kot się zatrzyma, to Tycia skacze wkoło niego i zachęca do zabawy. Niestety koty traktują to inaczej. Albo uciekają, albo startują z pazurami. Raz już jeden Tycie zaatakowal i teraz juz jej nie pozwalam zbyt blisko podchodzic.
  11. Faktycznie, po szwach nie ma sladu. Tylko włoski na brzuszku tak dziwnie zwichrowane są. Ale to ma swój urok. Ona uwielbia jak się ją głaszcze po brzuszku albo drapie po pleckach. Taki pieszczoch z niej jest.
  12. Pierwsze dwa zdjęcia zrobiłam dziś w biurze. Tycia razem ze mną udzielała korepetycji z chemii. Najpierw się posiusiała ze strachu jak zobaczyła Sebastiana. Po godzinie dała mu się pogłaskać. Tycia to taki jeszcze trochę dzikusek. Powolutku się wszystkiego uczy.
  13. Na pewno się nie obrażę. Dziękuję za pomoc. Kiedyś w końcu mi się uda.
  14. [img]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/19f40f1c0457d226.html[/img]
  15. Chyba robię coś nie tak. Więc walczę dalej.
  16. Próbuję wstawić zdjęcie. Mam nadzieję, że się uda.. [COLOR=Teal][img][/COLOR]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/b8ba4ba978335635.html[COLOR=SeaGreen][/img][/COLOR]
  17. Witam wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają. U Tycieńki wszystko w porządku. Rozrabia wciąż tak samo. W dalszym ciągu kocha wszystkie psy i koty. Niestety te ostatnie w ogóle nie chcą się z nią bawić, czym jest za każdym razem ogromnie zaskoczona. Ludzi, a zwłaszcza mężczyzn, w dalszym ciągu panicznie się boi. Na ulicy omija ich szerokim łukiem. A jak ma troszkę luzu, to ucieka. Musze być czujna na ulicy, bo potrafi nagle uskoczyć w bok. Wiedząc o tym, wybieram odpowiednio szerokie chodniki. Tak ma i chyba tak szybko jej to nie przejdzie. Natomiast jak poczuje piaseczek pod pazurami to dostaje głupawki. Biega i namiętnie kopie dołki. Widać, że sprawia jej to ogromną radość. Jutro chyba pojedziemy do Mielna na plażę. To dopiero będzie szaleństwo. Mam 10-cio metrową linkę, więc malutka sobie troszkę poszaleje. Niestety jeszcze nie zdążyłam nauczyć się wklejania zdjęć. Jak znajdę wolną chwilkę, to poćwiczę i spróbuję wstawić kilka zdjęć Tycielli. Zapomniałam dodać, że na spacerach uwielbia nosić w pyszczku patole. Im większe tym lepsze. Czasami naprawdę cu8dacznie to wygląda. Ale ona tak dumnie paraduje, że nie mam serca odbierać jej tych patyków. No i jest plus takiej sytuacji, wtedy nie zjada żadnych świństw bo mordka zajęta i nie ma jak. W domu rozrabia, w dalszym ciągu wszystko gryzie. Muszę przyznać że nauczyła nas troszkę porządku. Kupiłam jej budę, taką z gąbki i materiału, bo ze swojego legowiska prawie wcale nie korzystała. No i to był strzał w dziesiątkę. Teraz ma swój azyl. Jak coś zginie, to wiadomo gdzie szukać. Teraz zrobiło się cieplej i Tycia dużo czasu spędza na balkonie. Często zdarza jej się szczekać, ale sąsiedzi wcale nie narzekają. Przeciwnie wszyscy ją bardzo lubią (choć Tycia za bardzo do nich nie lgnie z wiadomych względów). W domu też jej się zdarza poszczekać, zwłaszcza wieczorem, jak coś usłyszy z korytarza. Mamy szczęście, bo jak na razie, na to nocne szczekanie też nikt z sąsiadów nie narzekał. Od czasu do czasu spotykamy się z Heksą i jej Panią na spacerze i wtedy jest szaleństwo. Tycia na lince biega wkoło za Heksą i podgryza jej tylne łapy a potem są zapasy w różnych konfiguracjach. Ostatnio, od tego kręcenia się w kółko, zakręciło mi się w głowie. Tycia ma niespożytą energię. Rano spędza ze mną na spacerze około godzinę. Około trzeciej wychodzi z nią mój tata i spacer trwa też około godziny. Popołudniu, jak wrócę z pracy, wychodzę z nią tak mniej więcej na godzinkę, półtorej i wieczorem około jedenastej na ostatnie siusiu na pół godzinki. Tycia na razie nie chodzi ze mną do pracy, ponieważ moja mam czeka na operację przeszczepu stawu kolanowego i praktycznie bardzo rzadko wychodzi z domu. Mama ma z kim pogadać, a Tyćka ma się komu podlizywać o przysmaki. W przyszłym tygodniu jedziemy do weterynarza. Od ostatniego odrobaczenia minęły już trzy miesiące no i trzeba trochę przyciąć pazurki, a ja nie za bardzo umiem to zrobić. Postanowiłam więc poprosić pana doktora. Wiem, że się strasznie rozpisałam. Ale tak sobie obiecywałam od dłuższego czasu, że opiszę stan faktyczny, tak żeby nikt nie martwił się o psinkę. Myślę, że jest u nas szczęśliwa. Wydaje mi się, że do pełni szczęścia brakuje Tyci tylko drugiego pieska. Ale o tym będę myśleć, jak już się wyprowadzę od rodziców. Pozdrawiam wszystkich - Małgorzata Słonawska.
  18. Nigdy bym nie pomyślała nawet, żeby robić z psa prezent. Sunia zasługuje na najlepszy dom. Wiem, że u Marzeny miałaby cudowny domek. Kuzynka mieszka i pracuje w Warszawie, ale wszystkie weekendy spędza na działce pod Warszawą. Sunia miałaby gdzie się wybiegać.
  19. Znakomicie zdaję sobie sprawę z tego przez jakie procedury musi przejść moja kuzynka. Ja sama przeszłam przez to już dwa razy. Nie pisałam, że już chcemy przeprowadzić adopcję. Chciałam tylko uzyskać kontakt z osobą u której aktualnie przebywa sunia. Może mogłabym jakoś pomóc. Z Białogardu do Kołobrzegu jest bliziutko. Teraz zadanie będzie miała Oliwia, córka Marzeny. Ma z nią porozmawiać, opowiedzieć o suni i pokazać zdjęcia. Jeśli Marzena się zgodzi, będzie to jednoznaczne z tym, że zgadza się na wizytę przedadopcyjną.
  20. Witajcie. A gdybym znalazła domek dla suni, to z kim mam się kontaktować? Jestem z Białogardu, ale sunia pojechałaby do mojej kuzynki, do Warszawy. Co prawda ona jeszcze nie wie, co jej szykujemy. W zeszłym roku straciła swoją ukochana sunię i chcemy jej pomóc się pozbierać. Piszę My, to znaczy ja i jej córka. Sunia jest prześliczna, gdybym miała warunki, to bez wahania bym ją wzięła. Moja Tycia ostatnio coś za często się nudzi (Tycia jest naprawdę tycia, waży 7 kg). Przydałoby się jej towarzystwo, do którego czułaby respekt. Bo teraz rozrabia na całego. Pozdrawiam - Małgorzata Słonawska.
  21. Witam serdecznie wszystkich, którzy interesują się jeszcze moja Tycią. U nas wszystko ok. Tycia zdrowa, wszystkie szczepienia zaliczone i tyciny pan doktor powiedział, żebyśmy się pokazały dopiero za rok. Wcześniej to tylko w nagłym wypadku i oby takich było jak najmniej. Tak więc Tycia rozrabia, jak to szczenior. Dzięki naszej czujności nie zjadła jeszcze żadnych butów, ale uwielbia je nosić. Skutecznie uczy nas porządku, a zwłaszcza mojego syna (bo uwielbia memłać jego i tylko jego skarpetki). Dziś pisałam list do pani Justyny. Mam nadzieję, że się nie pogniewa, jeśli wkleję poniżej jego treść: "Myślę, że teraz i tak ma za mało ruchu, bo nie mogę jej jeszcze spuścić ze smyczy. Niestety, za pierwszym razem skończyło się to tak, że musiałam przechodzić przez dwumetrowy płot. Wydawało mi się że Tycia nie przejdzie, ale ta cwaniara znalazła jakieś przejście. Na szczęście szybko ją złapałam i teraz już nie będę jej puszczać. Drugi raz takiego skoku ciśnienia mogę nie przeżyć. Tycia ma koleżankę, mieszanka wyżła i labradora. Heksa ma 5 miesięcy, jest dwa razy wyższa od Tyćki. I co się okazało? Heksa nie zawsze może dogonić Tyćkę. Nasza sunia to ma taki power w tych swoich łapkach że ho ho. Gdybym nie widziała na własne oczy, to bym nie uwierzyła. Jak tylko pogoda się trochę poprawi to zrobię im zdjęcia. Dziś kupiłam nowy telefon z porządniejszym aparatem, to przynajmniej będzie coś widać." Pozdrawiam - Małgorzata Słonawska.
  22. Praktycznie wszystkie psy pod naszym blokiem, to psy z sąsiedztwa. Znam je i większość ich właścicieli. Aż boję się pomyśleć, co by było, gdyby przyjechali ze schroniska i je zabrali. Właściciele musieliby potem płacić i to sporo. Niestety, nie mogę powiedzieć nic dobrego o Panu, który tam rządzi (zresztą białogardzki radny, ekspolicjant). Z tego co wiem, to nie dzieje się tam najlepiej i nie chciałabym, żeby te psy tam się znalazły. Na szczęście zagęszczenie pod drzwiami powolutku się zmniejsza. Tycia dziś na spacerze poznała właśnie kolegę adoptowanego miesiąc temu z tego schroniska. Roczny, nieduży, terirkowaty piesek. Oj było szaleństwo na śniegu. Rozrabiali, aż miło było popatrzeć, a my tylko ciągle rozplątywaliśmy smycze (my, to znaczy ja i właściciel Lolka). Szkoda, że tak zimno, bo bawiliby się dłużej. Było -19 stopni i powoli zamarzała mi już twarz. W piatek jedziemy do weterynarza na umówioną wizytę. Chyba będą jeszcze jakieś szczepienia. Ogólnie Tycia zdrowa i rozbrykana, jak to szczeniak. Nie sposób jej nie kochać. No i już reaguje na swoje imię.
  23. Tyćka już zdrowa. Mam wrażenie, że za bardzo się tym wszystkim nie przejęła. Bryka dalej. Na spacerach chciałaby bawić się z całym światem. Zwłaszcza z tym psim. Tylko te mrozy. Boję się o jej łapki. Spacerki są, jak dla Tyci zbyt krótkie. Nie za bardzo chce wracać do domu. Jak dziś wieczorem znajdę chwilkę, to spróbuję wydziergać jej jakiś sweterek. Szkoda, że nie mogę sobie na twarz takiego zrobić. Bo na tych spacerkach to chyba najbardziej marznie moja twarz. Niestety, chyba jakaś suczka z naszego bloku ma cieczkę. Takie mrozy, a pod drzwiami tłum psów maści wszelakiej i rozmiarów przeróżnych (łącznie z ogromnym czarnym dogiem). Ale żaden nie atakuje Tyci. Na szczęście traktują ją jak szczeniaka. A jak jest za duży tłok to ją wynosze na rękach. Bardzo żałuję, że nie mogę jej puścić bez smyczy. Ma już znajomą szczeniaczkę i razem ślicznie się bawią. Niestety to jeszcze za wcześnie. Reaguje już na swoje imię, ale nie zawsze podchodzi zawołana. Musimy się jeszcze dużo nauczyć.
  24. No i Tycia się doigrała. Nie upilnowałam i coś musiała zjeść na dworze. Ma biegunkę. Na szczęście załatwia się tylko w łazience. Mądra dziewczynka. Dziś niestety głodówka. Dostanie wieczorem suchą karmę i zobaczymy, czy się wyśpię. Rano, jak chciała wyjść to zaczęła cichutko popiskiwać. Wie, że nie powinna tego robić w domu. Pomimo tego jest wesoła i cały czas zaczepia, żeby się z nią bawić.
  25. Bardzo proszę - ani jednego złego słowa na Kanę. To wspaniała dziewczyna. Jestem tylko czytaczem tego wątku. Niestety nie mogę pomóc osobiście, więc chylę czoło przed osobami, które bezpośrednio zaangażowały się w ratowanie suni. Mam wrażenie, że osoba o nicku sasqehanna, zupełnie niepotrzebnie sieje zamęt. Myślę, że można lepiej spożytkować swoją energię, na przykład dając tymczasowy domek jakiejś bidzie, tak jak to robi Kana czy Magdola.
×
×
  • Create New...