zekiye
Members-
Posts
75 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by zekiye
-
nie było mnie przez moment bo byłam na spacerze z moim psem. cieszę się niezmiernie !! :) i bardzo dziękuję. tacie pies wystarczy w nagrodę :) bombonierka to się raczej Tobie należy za to rozwożenie psów po całej Polsce. irysek, nie przesadzaj z tym czesaniem - niech się sami jak najwięcej nowym synem zajmują :) no tata rozsądny - tylko dlatego tyle czasu się zastanawiał. ja byłam przekonana, że majkel umie chodzi na smyczy, bo miał przecież pana przez 5 lat, ale może biegał luzem ? nie szkodzi, tata sobie poradzi - to w końcu nie będzie jego pierwszy pies.
-
Irysku, tata pyta kiedy mogłabyś przywieźć psa do Wawy gdyby się ostatecznie zdecydował ? w jakim czasie ? no bo na pewno masz swoje zajęcia i swoje plany. a może go nie kąp tylko tata już to zrobi, ja mu chętnie pomogę :) no chyba, że majkel tak śmierdzi, że ciężko będzie z nim podróżować jednym samochodem :)
-
ale ja także uprzedzałam tate, że taka jest procedura adopcji, że ktoś zaufany będzie chciał sprawdzić nowy dom i tata to rozumie. będę z nim dzisiaj rozmawiała to wieczorkiem zdam relacje. myślę, że jesteśmy na finiszu :) a ja zostanę szczęśliwą ciotką, która będzie miałą relacje o psie z pierwszej ręki i która bedzie miała przyjemność opiekować się Misiem podczas ojcowskiego urlopu. i na pewno będę go widywać w weekendy bo tata mieszka niedaleko.
-
mogę jeszcze dodać, że nasze psy nie należały (właśnie poza PON-em - uosobieniem spokoju, łagodności, oddania i posłuszeństwa) nie należały do najłatwiejszych. zarówno Roki (urodzony arystokrata:) nie był jak i Fuks (urodzony wiejski burek:) nie jest najposłuszniejszy. Fuks rzuca się na tramwaje, nie zawsze jest miły dla innych psów, nie wejdzie do autobusu i nie lubi kąpieli. to pewnie dlatego, że nigdy nie mieliśmy psa od szczeniaka, z wyboru, tylko znalezione i potrzebujące opieki. to pewnie po części również dlatego, że jest przez nas rozpuszczony. ale ja zawsze tłumaczyłam rodzicom, że to musi być przeznaczenie bo kto inny pewnie by się ich pozbył a u nas są do końca swoich dni, bo nie wyobrażam sobie jak można oddać albo wyrzucić psa po kilku latach.
-
oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że najlepiej gdyby pies trafił do domu z ogórdkiem, ale o taki dom nie łatwo. tata ma spore mieszkanie, nie ma już małych dzieci, które mogłyby ewentualnie molestować Misia, nie ma innych zwierząt, które mogłby być zazdrosne i przez które Misio mógłby się stresować, pracuje jak większość z nas - 8 godzin dziennie. ale kocha zwierzęta, jest odpowiedzialny i jak się zdecyduje go wziąć to juz nie odda (jak niestety robi gro ludzi), będzie go zabierał na długie spacery i rozpuszczał - jestem pewna :)
-
nie ma problemu, dla jasności sytuacji mogę powiedzieć, że tata miał psy. jako nastoletni chłopiec znalazl na ulicy szczeniaka i przyniósł go do domu. Pik był z nimi do swojej śmierci - ze starości oczywiście. Jak ja miałam 6 lat (a obecnie mam już 30:) rodzice przygarnęli właśnie PON-a.(pewnie stąd ten sentyment u taty) kilka lat później, jak jeszcze żył PON, mama znalazła charta afgańskiego. pomimo ogłoszeń w gazetach i w naszej okolicy (to przecież rasowy pies) nie znalazł się właściciel (jeden facet chciał go zabrac na działkę na łańcuch, na co rodzice się nie zgodzili). mama zapowiedziała, że jak jego pan się nie znajdzie to pies zotanie z nami. no i został. Baks odszedł pierwszy, po kilku latach odszedł Roki. Pól roku po śmierci Rokiego na naszej drodze stanęła kolejna bida - Fuks (kundel przypominający wyglądem jamnika szorstkowłosego ale wielkości wyżła :) Ale tata już z nami wtedy nie mieszkał, jednakże do tej pory mogę liczyć na jego pomoc przy moim kosmatym synku (podczas urlopu czy wizyt u weterynarza - np. jak trzeba było wnieść 40 kg po narkozie na pierwsze piętro - pies miał guza w jamie brzusznej) Także o doświadczenie taty w kontaktach z psami (i ze zwierzętami w ogóle - równolegle z psami mieliśmy koty i mamy do tej pory) nie trzeba się martwić :)
-
dziewczyny, ja też się dorzucę w sierpniu, na pewno około 50 a postaram się więcej. damy radę :)
-
moje drogie Panie, spieszę poinformować, jak wygląda sytuacja. po wysłanych przedwczoraj zdjęciach majkela tata odpisał, żebym uwierzyła, że strasznie się łamie i kto wie. a dzisiaj powiedział mi, że na temat adopcji porozmawiamy po południu (był teraz zajęty), bo musi zawrzeć ze mną uład. domyślam się, że układ dotyczy opieki na majkelem w czasie jego urlopu. ale to dla mnie czysta przyjemność !! no i pytał jak szybko pies mógłby się znaleźć w Warszawie. no prosze, tyle się zastanawiał a teraz tak mu się spieszy :)
-
na te zdjęcia to ja cały dzień czekałam :) tacie właśnie przesłałam. jaki majkel jest uroczy, a na drugim zdjęciu strasznie przypomina naszego Baksa. kąpiel i czesanie zdziałałyby cuda :) ale powiem Wam, że na tych zdjęciach sprawia wrażenie dosyc odważnego i chyba całkiem nieźle tam sobie radzi. chociaż oczy smutne i mordka wyciągnięta w stronę krat.
-
kota to ja już nie mam jak wziąć. u mojej mamy jest kotka, u babci jest pies i 5 kotów a ja mam 3 podwórkowe, które karmie codziennie i pewnie 2 z nich (bo trzeci to dzikus), wylądują u mnie w zimie. no i wtedy już zostaną w domu. na razie ich nie biorę, bo jest ciepło, są najedzone, mają zbudowaną przez nas ocieplaną budkę. no i są wolne. nie wiem czy im nie zrobię krzywdy zamykając w mieszkaniu.
-
[quote name='irysek']ale nie, to jutro jestem w schronie i od razu porobie zdjecia kudlaczowi, jak pan bogdan da go znowu na spacer. matko jak mu potrzebna kapiel i czesanie i nowy domek. bo na co te zabiegi jak znowu wroci do boksu...[/quote] widać, że Misiowi potrzebna jest kąpiel i czesanie. ja cały czas się nie poddaję i wierzę, że tata się zgodzi. tylko ja bym chciała, żeby to było już, natychmiast. mam nadzieje, że to kwestia kilku dni, nie może się przecież zastanawiać w nieskończoność.