-
Posts
22789 -
Joined
-
Days Won
10
Everything posted by rozi
-
Nauka chodzenia na smyczy... strasznego uparciucha z ADHD.
rozi replied to Krysiowe's topic in Wychowanie
Kiedy wiesz co, u mnie kantarek zdał egzamin, i to bardzo szybko. Podpięta druga smycz, tylko do korekty, nie mógł sam pies jej szarpnąć, bo podstawowa smycz na kontakcie, zwykła, nie flexi. No i obroża, nie szelki. Starszego psa schronowego tak nauczyłam nie ciągnąć jak parowóz, potem już wiedział i chodził sobie w szelkach. -
Tak tak, dzwoniłam też.
-
Omatko… no nie o to mi chodziło całkiem, narozrabiałam totalnie. Magda, przecież sama mi mówiłaś przez telefon, że Gusia powinna żyć w jakimś domu, gdzie byłaby sama, że Twoje pieski jej nie lubią, gnębią, bo jest głucha, że jest biedna z nimi. Myślałam, że rozważasz. Tak to jest, kiedy nie wszystko jest na wątku. Nie denerwuj się, nikt jej nie zabierze przecież, a w każdym razie nie ja, Kulce wznowiły się ataki, nie mogę mieć drugiego psa, musiałam zrezygnować z wymarzonego niedawno :) Bardzo przepraszam, za mocno i za krótko napisałam, powinnam była napisać "może oddaj ją", a najlepiej nic nie pisać, nie wtrącać się.
-
To jest dla mnie koszmar. Oddaj ją, jest dręczona, nie broni się, widziałam.
-
To ktoś, kto się cudzym psem opiekuje. Młody człowiek bez rozeznania, w sensie rasy, i sam w szoku, że pies tak wystartował do zabicia. Półroczny pies. A wypuszczanie kotów to tu właśnie spokojne było, każdy się nimi cieszył, z nimi witał, wpuszczał do klatki, kiedy widać było, że chcą do domu. Wszystko piękne do czasu. Ja przy Kuli mam oczy naokoło głowy i łapię na ręce, jak widzę, że z nieznajomym psem idzie ktoś, kto bardziej zajęty jest komórką.
-
Jak się skończyło, to i ja nie wiem, przestała się odzywać/odpowiadać. To bardzo dobry człowiek był, ta dziewczyna.
-
Miałaś szczęście, że nic się nie stało. Właśnie pisałam Moli@ na PW o sytuacji tu koło mnie. Pies na smyczy, ale nie do końca pod kontrolą w sensie, że smycz długa, poszarpał kociucha, co tu sobie łazi, sąsiedzkiego, ufnego. Żyje kot, ale nie wiadomo co z nim będzie, bo płuca uszkodzone, łapa rozdarta, codziennie jeździ do kliniki od ponad miesiąca. Kulę gdyby złapał ten pies, to nie byłoby co zbierać, aż ciarki mam.
-
Dawno temu, bardzo dawno, dziewczyna wzięła wielkiego psa agresora nie do końca/okresowego. Z gwarancją którejś fundacji, czy którychś cioć, że gdyby co, to płacą szkoleniowca, czy kogo tam, i w ogóle pomogą. Co ona bidna przechodziła z tym psem, to się nie da w skrócie, a ciocie (fundacja) zaproponowały eutanazję. Problem był taki, że dziewczyna psa pokochała. Może ktoś pamięta.
-
Nikt się przy pieskach szczególnie nie męczy, okropne jest tylko zostawianie ich (mówię za siebie, choć w Duecie byłam) i odpowiedzialność. Ja się na przykład denerwuję, że przy łóżku śliska podłoga, a one mają nóżki jak zapałki. Denerwuję się też, że każesz zostawiać tylko suche, a Lala może nie ma ząbków i będzie głodna. I żal mi Gusi, że ją przeganiają, to chyba najgorsze, tak z mojej perspektywy patrząc.
-
Dostałam sms, że Magda już w domu, wszystko OK, napisze więcej tutaj.
-
Dzwoniła Magda, wychodzi wieczorem. Chciałam mimo to pojechać w ciągu dnia, ale mówi, żeby nie, nie ma potrzeby dawać jeść, ani nic, mają jeść suche. Poprosiłam o sygnał, gdyby coś się zmieniło oraz o wiadomość, jak dotrze do domu. W perspektywie drugi kilkudniowy pobyt w szpitalu, nie wiadomo kiedy. W każdym razie klucze mamy, więc gdyby co, to się pomoże jeszcze raz.
-
Do mnie Pani Magda pisała wczoraj, że o 17-tej laparoskopia i że chce dzisiaj wyjść, jeśli lekarze pozwolą. Czekam na wiadomość. Pewnie, że niech siedzi do całkowitego skutku, skoro już poszła, ale też rozumiem parcie do powrotu. Piesunie są maciupkie, bardzo delikatne, to trzeba zobaczyć, żeby rozumieć.
-
Kurcze. Przy nas Lala nie kasłała. Magda pisała, że ubranko dlatego, że nie potrafi norki w kocach urządzić i marznie w nocy. Nic już nie rozumiem.