Po kolejnym dniu oblężonym bachorami stwierdzam, że jestem wdzięczna na swój sposób ludziom, bo dzieci drących japę i szantażujących mam potąd i macierzyństwa odechciało mi się na kolejne kilka sezonów. Psy były umiarkowane - Celar grzeczny, Baaj mniej, ale na swój sposób go rozumiem - też bym nie była, jakby różowe coś wydzierające gardło i machające przeszczepami najpierw mnie zaczepiało, a potem uciekało. Na deser dodam, że rodzice są gorsi.