-Anka, zabierz mnie ze sobą...Ze sobą do swojego domu...
-Nie mogę, Brutus...
-Wiem Anka, wiem... Ja tylko tak... Kto zechciałby starego, 10-letniego psa...
-Wiesz dobrze, że to nie dlatego... Ja mam dwa stare psy...
-I nigdy nie oddasz ich do schroniska?
-Nigdy. Ja je kocham... tak samo jak ciebie...
-Kochasz i nie oddasz?... Gdy ja się zestarzałem mój pan mnie wyrzucił...
-Wiem, Brutus...
-Anka, a jeśli mnie kochasz... Jeśli mnie kochasz a nie możesz stąd zabrać...
Anka, czy ty znasz kogoś takiego jak ty?... Kogoś, kto mógłby mnie pokochać?...
Mógłby pokochać i zabrać?...Mnie, starego psa?
-Mogę zapytać...
-Obiecujesz?
-Tak, obiecuję... spróbuję...
-Anka, koniecznie powiedz, że będę wierny mojemu Panu i, że nigdy go nie opuszczę.
-Powiem...
-Powiedz, że jestem wesoły, i że lubię się bawić. Powiedz, że lubię psy i dzieci... Tak, z dziećmi najbardziej lubię się bawić. Powiesz to, Anka?
-Powiem...
-I powiedz, że umiem chodzić na smyczy, i że będę posłuszny...
-Powiem...
-I powiedz, że zawsze będę zdrowy...
-Tego akurat nie możesz obiecać...
-Wiem, Anka, wiem...Ja tylko tak...No i powiedz, że ja tutaj czekam.
-Powiem...
-Powiedz, że czekam i mam nadzieję. Zawsze będę miał...
Umieram z bólu a oczom brakuje łez kiedy czytam ten tekst.
Dzisiaj rano, Brutus doszedł do końca swojej ziemskiej drogi. Zabrała go choroba i czas...
Brutus, wiem, że biegasz już za tęczowym mostem ze swoimi rodzicami i rodzeństwem. Proszę, ucałuj ode mnie Bacę, Cezara, Hektora.
Byłeś kundlem ze schroniska, nikt nie wie kim była Twoja mama, Twój tata, gdzie się podziali Twoi bracia i siostry. Na Twojej piersi nie lśniły medale z wystaw, nie występowałeś w konkursach urody.
Ale dla mnie i dla mojej rodziny byłeś najcudowniejszym psem jakiego można mieć. Codzienne powroty z pracy z Tobą u progu domu, powroty z wystaw z Bertą kiedy czekałeś na nas z Sally w bramie. Nieustanny uśmiech na Twoim siwym pyszczku. Twoje wielkie, lśniące oczy wpatrujące się w nas z radością i wdzięcznością. Pamiętasz jak jeszcze w piątek, nastraszyłeś Bertę a za chwilę przybiegłeś do nas roześmiany, że taki żart jej zrobiłeś? Nigdy nie zapomnę jak siadałem na Twoim posłaniu a Ty przychodziłeś, przytulałeś swój pyszczek do mojej twarzy i mogłeś tak stać i stać...Każdy dzień z Tobą to była nieustanna radość.
Wywiązałeś się z nawiązką ze wszystkiego o czym mówiłeś Ance.
Byłeś tak wierny jak żaden inny pies, obiecałeś, że nigdy mnie nie opuścisz i nie opuściłeś. Wszędzie chodziłeś za mną krok w krok. Nawet kiedy już umierałeś a ja poszedłem z Twoją miseczką do kuchni po wodę wstałeś i próbowałeś iść ze mną. Nie doszedłeś, przewróciłeś się po kilku krokach. Brutus..nie potrafię wyrazić co czuję.
Obiecałeś, że zawsze będziesz zdrowy i byłeś. Nigdy nie chorowałeś. Kiedy przyszła choroba, poszedłeś za tęczowy most. Postąpiłeś najbardziej honorowo jak można było. Kiedy nie mogłeś dotrzymać obietnicy, umarłeś..Brutus, jesteś wielki. Tylko Ty mogłeś taki być.
Tak bardzo chciałem, żebyś doczekał pierwszych szczeniąt Berty..Nie zdążyłeś..Zabrakło tylko kilkunastu dni..
Byłeś u nas tylko 11 miesięcy. Wiem, że nie miałeś łatwego życia. Mam tylko nadzieję, że prze te 11 miesięcy byłeś z nami szczęśliwy tak bardzo jak my byliśmy z Tobą. A może nie byłeś? Brutus, może gdyby zabrał Cię ze schronu ktoś inny a nie ja, może byś jeszcze żył? Brutus, proszę, wybacz mi jeśli Cię zawiodłem. Naprawdę, starałem się..
Pani Ania napisała mi w mailu, żebym prosił Cię, żebyś wrócił do nas w jednym ze szczeniąt Berty. To cudowny pomysł..wiem, że do nas wrócisz..
Na koniec, Brutusiku, pozwól, że zwrócę się do wszystkich Twoich i zarazem moich dobrodziejów..
Kochani, jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję Wam za to, że tak cudownie opiekowaliście się Brutusem kiedy nie miał domu. Poświęcaliście mu swoją miłość, swój cenny czas a także często swoje skromne oszczędności, rezygnując z własnych przyjemności. Proszę, powiedzcie swoim rodzicom, mężom, żonom, narzeczonym, że gdyby było więcej takich ludzi jak Wy, to na świecie nie byłoby wojen, głodnych dzieci, bezdomnych psów.Jesteście wspaniali. Kłaniam się Wam bardzo nisko za Waszą bezinteresowność, wielkoduszność i poświęcenie. Niech za to co robicie spotka Was wszystko co najlepsze.
Dzisiaj rano pochowałem Brutusa w naszym ogrodzie głową zwróconą w stroną naszego domu, jego domu. Na jego grobie posadziłem krzew magnolii. Brutus uwielbiał magnolie. Wiosną wpatrywał się z zachwytem w ich kwiaty. To był niezapomniany widok..stary pies wpatrujący się niedowidzącymi oczami w kwiaty magnolii. Proszę, nie zapominajcie o Brutusie. Kiedy będziecie widzieć kwitnącą magnolię, przywołajcie na pamięć wspomnienie Brutusa.
Na koniec, specjalnie dla Was dwa zdjęcia.
Jedno, to, które opisałem..Brutus w przededniu śmierci kiedy próbował pójść za mną jak co dzień i kiedy choroba okazała się silniejsza..przewrócił się.
Drugie to krzaczek magnolii na grobie Brutusa w ogrodzie naszego domu.
Dziękuję Wam jeszcze raz za wszystko.
Jacek