Jump to content
Dogomania

mathiasmezler

Members
  • Posts

    196
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by mathiasmezler

  1. Wiem! Przekonalem sie o tym drugiego dnia, kiedy wyslizgnal mi sie z obrozy i uciekl z 1,5km:-(Przestraszylem sie ale Tango w koncu sie opamietal i pozwolil sobie znow zalozyc obroze
  2. a btw - prawdopodobnie w przyszly weekend Tango zapozna sie z moim domkiem na wsi:)
  3. Wrecz przeciwnie:) Tango chowa sie u nas bardzo dobrze:) Powoli zaczyna reagowac na swoje imie:) Zauwazylem jak to jest z tym sikaniem jego na meble - mianowicie - Tango gdy zje to sika ze szczescia, ze sie dobrze najadl. Dlatego trzeba wylacznie dawac mu zarcie od razu po spacerze tzn po podlaniu wszystkich mozliwych drzewek i krzewow:) Tango coraz zywiej reaguje na nasze powroty do domu. Biega w jedna i druga - szalaje:) Bywa czasem namolny - ciagle kaze sie tulic i glaskac - rozdaje buziaki:), ale to na pewno ze wzgledu na wczesniejszy brak regularnej bliskosci ze strony czlowieka:(
  4. Wyglada na to ze Tango oswaja sie z nami:) Rozpoznaje z daleka juz moja mame i biega jak szalony, gdy ktos przyjdzie albo gdy mam go wyprowadzic na spacer:)
  5. Tez tak pomyslalem, ale niestety Tango delikatnie polewany woda tez nie daje sie umyc:/
  6. Nie widzial mnie tylko poltora dnia:) Jak zwykle - strasznie merdal ogonem:)
  7. [IMG]http://img87.imageshack.us/img87/6931/tango3we2.jpg[/IMG][IMG]http://img70.imageshack.us/img70/69/tango2db3.jpg[/IMG]
  8. Tango powoli przyzwyczaja sie do nowego otoczenia:) Juz mniej boi sie windy - wchodzi pewniej do kuchni. Dostal dzisiaj zabawke - szczura, ale do konca nie wie, co ma z nim robic. Nadal z niego brudasek - jutro wieczor znow zrobimy podejscie do kapieli. Mam nadzieje ze tym razem udane:) Jesli chodzi o jego zdrowko to ma mala biegunke, ale wydaje mi sie, ze to ze wzgledu na zmiany w pozywieniu. Tango dostal takze bialy kocyk z polaru. Rozwiniemy mu na legowisku jak tylko uda nam sie "wyprac" go do czysta:)
  9. Wkleje cos po weekendzie bo nie mam cyfrowki pod reka a jutro rano wyjezdzam sluzbowo na weekend - mama bedzie sie opiekowac tangiem:)
  10. Niestety mam tylko wanne. Z sikaniem na meble juz rzadziej. Miejmy nadzieje:)
  11. Dzisiaj Tango zostal na troche sam w domu i nic nie zdemolowal:) Jednak byly juz dwa podejscia do wykapania go i niestety panicznie boi sie wanny, prysznica i wody. Takze jutro bedzie trzecie podejscie z uspakajaczami:/
  12. Znow probowal. Zapewne bedzie trzeba go nauczyc kontrolowania sie od podstaw, ale damy sobie rade:)
  13. Domniemany guz na sutku to tylko nieszkodliwa brodawka, ktora wkrotce bedzie mozna wyciac, jak maluch juz zaaklimatyzuje sie.
  14. Byl kontrolnie u weta, na dlugim spacerze i teraz spi:) niedlugo czeka go kapiel:)
  15. Mysle, ze zostaniemy przy pierwotnym imieniu:) Moze czasem bede wolal na niego - Szczesciarz:)
  16. Tango zapoznaje sie ciagle z nowym domkiem. Boi sie wszystkiego - windy, podlogi w kuchni i roznych dzwiekow. Nie mogl tez przyzwyczaic sie do komfortu swojego legowiska i czasem przenosil sie na podloge. Na pewno bede musial go socjalizowac od poczatku w pewnych kwestiach, poniewaz "zaznaczyl" juz raz dzisiaj kanape! Ale poradzimy sobie jakos z tym. Tango bardzo slucha sie mojej mamy - prawdopodobnie przypomina mu panie ze schroniska. Na spacerze biega w lewo i prawo, bo ciagle czuje inny zapach, po czym zatrzymuje sie, przytula i kaze glaskac:)W tym momencie grzecznie odpoczywa sobie na legowisku w swoim pokoju:)
  17. Wrocilismy - cali i zdrowi:) Tango spi:) A ja musze pozbierac mysli:) Pozwolicie ze napisze dluzsza notke rano, kiedy Tango juz tez dojdzie do siebie bo "transportowym glupim jasiu":)
  18. Trudno mi uwierzyc, ze to juz koniec.
  19. Był późny październikowy wieczór. Jeśli dobrze sięgam pamięcią - poniedziałek. Przeglądałem aukcje na Allegro. Od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie, żeby w progi mojego domu znów zawitał zwierzak - jak za dawnych czasów, kiedy miałem mały zwierzyniec. Oprócz temperamentnego terriera walijskiego - Astry - miałem także dwie pary papużek, chomiki, rybki i patyczaki. Dwa lata temu w listopadzie odeszła ostatnia z moich pociech. Dom stał się pusty, a ja na jakiś czas opuściłem ognisko rodzinne. Trudno było mi jednoznacznie określić, w jaki sposób znaleźć tego szczególnego psiaka. Doszedłem do wniosku, że skoro nie ma dla mnie znaczenia płeć, wiek i rasa - moim wyborem musi rządzić przypadek. Przeraziło mnie to! Czy mój wybór będzie oby trafny? Nigdy nie przepadałem za bokserami, ponieważ kojarzyły mi się głównie z osobami, za którymi nigdy nie trawiłem i vice versa, ale zdjęciu tej bokserki nie mogłem się oprzeć. Było już późno, kiedy zorientowałem się, że już trzeci raz wracam do ogłoszenia z tą uroczą sunią. Moja Kasia zapytała się, czy chce wziąć tego boksera. Odpowiedziałem coś na miarę, że muszę. Nie pamiętam dokładnie, ponieważ byłem bardzo poruszony krótkim streszczeniem historii boksinki. We wtorek obudziłem się z górnolotnym nastawieniem, że muszę tego dnia zrobić coś dobrego dla świata. Coś małego, ale zawsze... W pracy czekałem na dłuższą chwilę, żeby móc swobodnie wykonać telefon. Wykręcając numer obleciał mnie strach, ale po kilku minutach byłem już umówiony na spotkanie z dziewczynami, które w tym momencie opiekowały się psiną. Smsem oznajmiłem Kasi, żeby wieczorem czekała na mnie w swoim domu. Stojąc w popołudniowym korku samochodowym chciałem wykonać telefon potwierdzający moje przybycie, ale pomyślałem, że psina na pewno nigdzie mi nie ucieknie. Z radia dobiegał mnie refren piosenki Ayo, który w tekście miał zdanie – „The help is coming”. To był znak!:) Spóźniłem się około kwadransa – miałem nadzieje, że nie będzie to odebrane jako nietakt. Za chwilę miałem przejść blisko dwugodzinny wywiad. Obawiałem się, że spóźnienie zostanie odnotowane szybko na moją niekorzyść. Pomyślałem jednak, że to ja będę panem tej sytuacji i bez pieska dzisiaj nie wracam do domu.;) Przywitały mnie dwie kobiety. Zero testosteronu w pobliżu. Stąpałem po cienkim lodzie. Gradobicie pytań mieszało się z obserwacją każdego mojego zachowania. Odniosłem wrażenie, że niektóre pytania były wręcz absurdalne. Wydawało mi się, że pewne kwestie są oczywiste, jednak – jak się okazało – tak nie było dla każdego wcześniejszego „klienta” fundacji. Jedynym mankamentem było pytanie o zgodę mojej mamy na psa. Białe kłamstwo dla dobra istotni jeszcze nikomu nie zaszkodziło.;):oops: Zobaczyłem Limkę i pierwsze, co przeszło mi przez myśl to pójść z nią na spacer. W tym celu zrobiłem wszystko, żeby przerwać interview. Udało się! Dziewczyny wyglądały, jakby miały dusze na ramieniu, że strachu, czy nie przepadnę gdzieś z tym psem. Z tego powodu pierwszy spacer trwał nie dłużej niż kwadrans. Po powrocie zostałem zapytany, jakie są dalsze moje decyzje. Po raz kolejny odniosłem wrażenie, że moje plany były oczywiste od samego momentu wykonania telefonu w sprawie Limki. Dałem to dziewczynom jasno do zrozumienia. Po raz kolejny padło pytanie o mamę. Zrobiło mi się gorąco, jednak bez wahania potwierdziłem wcześniejsze słowa. Jedna z dziewczyn chciała odwieźć ze mną Limkę do nowego domku. Gdy to usłyszałem zalał mnie zimny pot. To musiał być test! ( Oczywiście po jakimś czasie przyznałem się do mojego małego kłamstewka, ale spotkałem się z wyrozumiałością Gosi :) ) Będąc chwilę przed domem sam na sam wykonałem telefon do mamy. - Mamo! Dzisiaj wrócę do domu z psem! - Co?! Jesteś taki sam jak Twój ojciec! Wszystkie decyzje podejmujesz bez konsultacji ze mną!! CZEŚĆ! Mama rzuciła słuchawką, ale zachowałem zimną krew. Chodziło o to tylko, że trochę ogarnąć w domu, bo nie miałem na to czasu między pracą i spotkaniem.:) Opuszczając dom Gosi powiedziałem jej, że czuje się, jakbym właśnie adoptował dziecko. Patrzyłem na Limę i czułem ogromną odpowiedzialność za każdy dzień jesienni jej życia.:oops: Hania pojechała swoim samochodem, a Lima zaszczyciła tylne siedzenie mojej "perłowej strzały". Stres wdał się jej we znaki, ponieważ co chwilę musiałem uchylać okno;) Po drodze zabraliśmy moją Kasię. Wcześniej wysyłała mi nerwowe smsy z zapytaniem, jak potoczyło się spotkanie. Udało mi się także dodzwonić do mojej mamy i wyjaśnić sprawę w kilku zdaniach. Lima od razu wkradła się do jej serca. Wkradła się do serca nas wszystkich. Lima momentalnie wniosła mnóstwo radości do naszego domu. Radość, której od pewnego czasu brakowało po stracie mojego taty. Mama powiedziała, że sypia spokojniej odkąd Lima jest z nami, pomimo że chrapie i świszczy przez sen.:) Przez pierwsze dni moja Kasia zajmowała się Limą, kiedy byłem w pracy. Po powrocie ciągle zabierałem Limkę za samochodową wycieczkę. Chciałem pokazać jej mój świat. Spacerowała z nami nad Maltą i po okolicznych lasach Antoninka. Towarzyszyła mi też podczas przerzucania węgla w moim domu na wsi, gdzie wygospodarowaliśmy jej kanapę obok pieca. Była wulkanem energii. Tętniła życiem. Zachwyciła nawet moją siostrę i szwagra, którzy zwykli zawsze traktować zwierzęta bardzo przedmiotowo. Ja każdego kolejnego dnia wpadałem na kolejny pomysł, gdzie mógłbym ją zabrać za kolejnym razem lub w przyszłości. Lista była długa. Limka bardzo szybko stała się naszym oczkiem w głowie. Nasz słonik! Nasza paróweczka! Nasza LIMA! Nasze serca wkrótce wypełnił żal, który swoją kumulację osiągnął podczas ostatnich dni, kiedy – jako jej właściciel – musiałem podjąć kolejne „dalsze decyzje”. Odeszła na moich rękach... Byłem jej to winien. Mateusz
  20. Dziekuje Wam wszystkim za wsparcie! PS: Duzy list napisze na dniach.
  21. Limus odzyskala troche sil, ale nadal grymasi z jedzeniem, ktorego i tak malo spozywa. Jest dzisiaj zywsza niz ostatnio. Mam nadzieje, ze to oznaka poprawy. Limus nie lubi dostawac kroplowki, ale kazda kolejna znosi dzielnie. W piatek - wzglednie sobote - badanie krwi.
  22. Niestety nie udalo nam sie (mojej Kasi i mi) znalezc kubraczka, w ktorym limka chcialaby chodzic - takich materialowych w stylu sweter nie robia dla bokserow widocznie:( a przysmakow i tak nie je:/ Teraz lezy pod wieczorna kroplowka. Z dobrych nowin - limka zjadla jeszcze troche kurczaka i zupy wieczorem.
×
×
  • Create New...