-
Posts
61 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Magda Olga
-
Aha - i mnie go przedstawiono jako Orzeszka ;)
-
A ja go poznałam tak: Dawno, dawno, temu w Warszawie... Niedawno zmarła moja ukochana psina. Okropnie to przeżyłam i właściwie wciąż przeżywam (dzisiaj tylko 2 razy beczałam, więc jest lepiej). Nie mam wątpliwości, że chcę kolejnego psa. Od dawna planowałam akitę amerykańską, ale nie wiem, kiedy to marzenie się ziści. Przypomniał mi się malutki piesek, którego kiedyś widziałam na ogłoszeniu w gazecie i pomyślałam, że mogę się nim zaopiekować. Jednak przegadałam sprawę z panią dyr. schroniska w Rzeszowie i piesek został u niej. Wtedy zaproponowała mi Orzeszka. Ale nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, bo mogę mu zaoferować mieszkanie z przyjaciółmi - chociaż własne. O, i taka to historia. Mam nadzieję, że niedługo będzie można dopisać, że Orzeszek żył jeszcze długo i szczęśliwie.
-
Znasz Orzeszka? Ja go nie widziałam na żywo. Zaproponowano mi go po prostu do adopcji.
-
;) Rozmawiałam o Radomiu, stąd pomyłka.
-
Isadora - ogromne dzięki! A Orzeszek jest w Rzeszowie, a nie w Radomiu, nie wiem, czemu tak napisałam ;-)
-
Orzeszek waży niewiele i jest malutkim, niekłopotliwym pieskiem. Nie szczeka, co u małych piesków jest niebywałą rzadkością. Jest tani w utrzymaniu, wystarczy mu kawalerka. Dogada się z innymi zwierzętami. Potrzebuje tylko dużo miłości. Pani dyrektor schroniska w Rzeszowie wyciągnęła go z innego schroniska, gdzie przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy. Zajęła się nim i teraz piesek jest już w dobrej formie. Oto, co napisała o nim wolontariuszka z rzeszowskiego schroniska: "Nie widzi na jedno oczko i pyszczek ma troszke krzywy. Jak go pierwszy raz zobaczyłam, to był tak bardzo chudziutki jak ze styropianu. Miał okropnie śmierdzący oddech, przez zepsute zęby. Teraz troszke przytył, zeby ma wyczyszczone i niektóre usunięte. Jest spokojny, schodzi z drogi innym psom, jest oceniany na kilkanaście lat." To bardzo nieszczęsliwe, a przy tym naprawdę warte miłości stworzonko. Nie może spotkać go większe szczęście niż kochająca rodzina. Nie sprawi kłopotu. Jedyne, z czym muszą się liczyć przyszli właściciele, to to, że będzie z nimi krócej. Ale na pewno będzie żył jeszcze parę lat. Sama bardzo poważnie zastanawiałam się nad wzięciem go do siebie. Jednak niestety nie mogę - ten piesek potrzebuje względnego spokoju, a ja mogę mu zaoferować tylko mieszkanie z bandą studentów i ciągłe wyjazdy. A może ktoś z Was się nad nim zlituje?
-
[quote name='oktawia6']a ja nie zemdleje-miałam telefony od studentów i jak najbardziej odmawiam wydania psa do adopcji-nie ma stabilizacji dla psa, życie studenckie to studenckie każdy wie, kolokiwa nauka, impry-pies nie jest pierowszoplanowy - tylko dodatek i odskocznia-ja nie wydalabym absolutnie do studentki, chyba że mieszka razem z rodzicami którzy podejmą się opieki nad psem-i podpiszą również umowę adopcyjną, w domu jest cisza i spokoj, wówczas jest inna sytuacja[/quote] No właśnie... Co nieco o zwierzęcych adopcjach wiem i też mam wątpliwości. Żeby się potem nie okazało, że pies jest nieszczęśliwy. Bo jeszcze inna sytuacja jest ze szczeniakiem, a inna z dorosłym psem po przejściach. Miałam już propozycję przygarnięcia fantastycznego (też malutkiego) pieska. Orzeszek ma kilkanaście lat i wystraszyłam się, że studenckie życie będzie dla niego koszmarem, podczas gdy jemu raczej potrzeba spokoju. A poza tym musiałabym zaraz przeżywać kolejną psią śmierć, a poprzednią bardzo ciężko zniosłam... Chociaż dla niego to byłoby największe możliwe szczęście, mieć własny dom na te parę latek. Wrzucę go potem na dogo. Życie psa ze mną to będą ciągłe wyjazdy, zmiania miejsc, zostawanie u rodziców, kiedy nie będę mogła go zabrać ze sobą, a do tego ciągła bieganina. A o do imprez i szumu - Oktawia ma rację, tego się przecież nie uniknie we wspólnym mieszkaniu. Hop.
-
Fajnie, dzięki. Te informacje na pewno przydadzą się przy adopcji, nawet, jeśli ja się ostatecznie nie zdecyduję. Chcę być od początku szczera - nie róbcie sobie nadziei. Bardzo się waham, prawdę mówiąc nie planowałam teraz psa, a nie chcę unieszczęśliwić i jego i siebie jakąś nieprzemyślaną decyzją. M.
-
Witam wszystkich, Malutki to rzeczywiście pokraka - ale za to jaka urocza :-) Niecały miesiąc temu umarł moj ukochany piesek-staruszek. Dlatego, kiedy tylko zobaczyłam Malucha, od razu pomyślałam: biorę! Jednak po chwili przyszło wahanie. Muszę wiedzieć coś więcej o tym bidulku: jaki jest stan jego zdrowia, czy wymaga jakiegoś leczenia, jak reaguje na koty, czy będzie w stanie w przyszłosci mieszkać z dużym psem (planuję kiedyś akitę amerykańską) i jak odnajdzie się w studenckim mieszkaniu... Muszę przemyśleć, czy dam sobie radę. Doradźcie! A z ciekawości - ile toto waży, ile ma wzrostu? (wygląda na niezłego kurdupla!) Pozdrawiam, M.
-
Lazy, Agappe, Cheritko, Gayko, Dorotko-k, Bronesiu! Wczoraj stało się to, czego tak bardzo się bałam. Mój najkochańszy przyjaciel Jipek (imię z „Doktora Dolittle”), znany także pod uroczym pseudonimem Dziadunio, opuścił nas na zawsze. Dwa dni temu tak spuchły mu łapki, że nie był w stanie nawet wstać, a na mój widok ledwo podnosił główkę. Kiedy weterynarz (bardzo dobry profesor, zna się na rzeczy) powiedział, że jedyne, co może zrobić, to zapisać mu jakieś maści, które pewnie niewiele pomogą, wiedziałam, że to już koniec. Nie pozostawił wątpliwości. Jestem mu niezmiernie wdzięczna za to, że pomógł nam podjąć tę trudną decyzję. Wiem, że to był dobry moment. Siedziałam z moim pieskiem przez prawie dwie godziny i najspokojniej (nie licząc łez, które spływały mi po policzkach – nie byłam w stanie tego opanować, chociaż bardzo się starałam) jak potrafiłam głaskałam go po główce. Nie żałuję, że nie został w końcu operowany. Nie było potrzeby dokładać mu bólu. Starość miał dobrą, wesołą (jak to życie staruszka), bezpieczną. Nikt nigdy nie okazał mu niechęci, nawet, gdy po raz trzeci w ciągu jednej godziny zasiusiał całe mieszkanie (nerki...). A i tak przypominają mi się niezliczone sytuacje z tych niemal 14 lat naszego wspólnego życia, w których mogłam wobec niego postąpić lepiej. Dbajcie o swoje zwierzaki najlepiej jak potraficie. Róbcie, co możecie, żeby były jak najszczęśliwsze. Wykorzystujcie każdą chwilę z nimi. Żeby potem nie żałować. Wiem, co mówię. Od wczoraj płaczę właściwie bez przerwy. To był mój pierwszy pies, z którym się wychowałam. Myślę, że taka więź, jaka była między nami, jest nie do powtórzenia. Rozumieliśmy się doskonale, on mnie, a ja jego. Bardzo go kochałam, a raczej wciąż kocham. Nigdy nie zapomnę. Moje kotki czują, że coś jest nie tak i nie odstępują mnie na krok. Kochane bestie. Ale nigdy nie zastąpią mi Jipka. Mogłabym o nim pisać i pisać tak długo i tak obszernie, że padłby serwer Dogomanii. Ale, na szczęście dla serwera, pójdę sobie teraz jeszcze trochę popłakać. Dziękuję Wam za wsparcie w trudnym momencie. To wtedy było dla mnie bardzo ważne. Dzięki. Wszystkiego dobrego dla Waszych Piesków. Oby jak najdłużej żyły w dobrym zdrowiu . Magda
-
O Boże, o Boże, o Boże... Ja tam w ogóle za uproszczeniem fryzur jestem :-/ Ledwo przyszłam i już Was wnerwiam, co? ;-)
-
PIĘKNY!!! Dzięki za zdjęcia, nie mogę oderwać oczu. :crazyeye: Trzeba spopularyzować tę odmianę... Czy ktoś wie, gdzie na świecie TOTO w ogóle można spotkać? Skąd są te fotki?
-
Wyjeżdżam na parę dni, więc przez jakiś czas nie będę pisać. Jeszcze raz dzięki wszystkim za troskę :-)
-
[COLOR=black]To w takim razie bardzo się cieszę i czuję się zaszczycona :-)[/COLOR] [COLOR=black]Do ZK należę już ponad 2 i pół roku. Tylko muszę zapłacić składkę - ciągle zapominam, chyba sobie w końcu na ścianie zapiszę, żeby wreszcie pamiętać ;-) [/COLOR] [COLOR=black] [/COLOR] [COLOR=black]Jestem bardzo zdziwiona, że tak niewiele osób angażuje się w Klub Pudla. To taka wspaniała rasa! Rzeczywiście z Klubem jest tak źle...?[/COLOR] [COLOR=black] [/COLOR] [COLOR=black]A pudlomaniak to ja nie jestem taki znowu nowy, bo w swojej psince się kocham od 13 lat. Dziadunio nie ma co prawda rodowodu, czyli teroretycznie wcale nie jest pudlem, ale jest tak "pudlopodobny", że nie do odróżnienia. Czyli pudel ;-)[/COLOR] [COLOR=black] [/COLOR] [COLOR=black]Do ZK wybierałam właśnie się z myślą o "pudlach na wieki" i jako miłośniczka tej rasy trafiłam do pana Zygmunta Jakubowskiego. A on - wiadomo - grupa V... I tak się wciągnęłam, że teraz najchętniej skrzyżowałabym pudla z akitą amerykańską. Ale to może kiedy indziej ;-)[/COLOR]
-
Czy ja dobrze zrozumiałam, że Klub Pudla jest na granicy rozpadu? To by było okropne. Tak się cieszyłam, kiedy powstawał... Ja co prawda jestem taka pudlara flirtująca z V grupą, ale bardzo tę rasę kocham. Mam 13-letniego pudelka i on by mi nie wybaczył, gdybym się w takiej sytuacji nie zapisała do Klubu Pudla. Zawsze jedna składka więcej się przyda ;-) Przyjmiecie mnie?
-
[COLOR=black]Widziałam kiedyś pudle sznurowe na starych zdjęciach - były ostrzyżone podobnie jak "normalne" pudle, tylko, że oczywiście sierść układała się zupełnie inaczej, opadała do ziemi. [/COLOR] [COLOR=black] [/COLOR] [COLOR=black]O fryzurach więcej powie Pani Ewaa :-)[/COLOR] [COLOR=black] [/COLOR] [COLOR=black]Wydaje mi się, że sznurowe pudle powinny być oceniane osobno - bo jak tu ocenić choćby jakość sierści, która w tej rasie jest przecież niezmiernie ważna? Ale nic nie wiem na pewno. Nie ma ich u nas od bardzo dawna i chyba w związku z tym po prostu nie było takiego problemu...[/COLOR] [COLOR=black] [/COLOR] [COLOR=black]Zdaje mi się, że istniało też coś takiego jak pudle sznurowe, których włos sam się skręcał naturalnie, ale nie jestem tego pewna.[/COLOR] [COLOR=black][/COLOR] [COLOR=black]Wiem, że to trochę nie na temat, ale i tak zapytam: a komondorom się skręca sierść, czy mają tak same z siebie? I jak często się je kąpie? Naprawdę schną 2 dni...?[/COLOR] [FONT=Times New Roman][SIZE=3] [/SIZE][/FONT]