-
Posts
361 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by alcha
-
Dokładnie mam takie samo zdanie. SZUKAJMY DOMU U NAS !!! Bliżej dla psów, mniejszy szok. Poza tym psy mogą być w schronisku tylko 2 tygodnie. A mała w tej chwili nie może jechać w tak daleką podróż. Więc to nie jest tak, że już jest sprawa załatwiona. Małą można będzie zaszczepić dopiero za kilka dni, a jeszcze potem dojdzie kwarantanna po szczepieniu. Około miesiąca !!!! Cieszmy się z tego co jest, ale nie zapominajmy, że to nie koniec historii. Za 10 dni co ja z nimi zrobię, wywiozę spowrotem tam gdzie były??:placz: Szukajmy domu!!! [quote name='Kanzaj']Było fajnie gdyby dziewczynki znalazły domek, choćby za zachodnią granicą. Pamiętajmy jednak, że większość wyjeżdżających tam polskich psów jedzie tak naprawdę w nieznane, do tzw. domów tymczasowych, a to jeszcze daleka droga... do szczęścia![/quote]
-
W zasadzie nie wiadomo od czego jest ta rana. Są różne zdania na ten temat. Jeśli idzie o leczenie to psiak dostaje antybiotyk i wczoraj weterynarz założył mu opatrunek hydrokoloidowy. Jest to super opatrunek. Niestety do rana nie było po nim ani śladu. Nie mam pojęcia jak ona z tego się wydostała. Dzisiaj z p. Zytą założyłyśmy jej kolejny i wieczorem jeszcze go miała :multi: Psiaki zostały przeniesione do boksu apartamentu. Mają super warunki, duży wybieg i dobrą opiekę. Weterynarz p. Złotorzyński nie bierze za leczenie, ani grosza. Złoty człowiek. Rana nie nadaje się oczywiście do zszycia. Leczenie polega na zakładaniu opatrunków, które przyspieszają gojenie rany. Po zagojeniu zostanie spora blizna. Pieski mają się dobrze. Jedynie cierpią z powodu zamknięcia. Bardzo płaczą, gdy je zostawiam. Zwłaszcza mała. Dobrze byłoby, gdyby miała już własny dom. Jak pisałam jest propozycja adopcji piesków w Niemczech. Mogłyby już tam być w niedzielę. Z jednej strony dobrze, bo Morka potrzebuje stałej opieki, z drugiej strony nie wiem, czy to nie za wcześnie na tak długą podróż. Miałyby odpoczynek w Świnoujściu, ale mimo wszystko mała jest po przeżyciach, osłabiona i nie wiem, czy nie ma lekkiej temperatury. Poza tym potrzebne pewnie są jakieś szczepienia i paszporty. No sama nie wiem jak mam postąpić. Doradźcie proszę.
-
Kochani, przepraszam, że dopiero teraz odzywam się, ale cały dzień nie miałam dojścia do kompa. Pieski w południe zawiozłam do schroniska. Były już na tyle oswojone, że mogłam sama zabrać je na rękę i załadować do samochodu. Mała przyjęła to ze stoickim spokojem, Mama trochę przeżyła szok. W schronisku mama wymiękła zupełnie i strasznie się bała i płakała, ale teraz już jest lepiej. Pani, która pieski przyjęła ma wielkie serce i cudowne podejście do psów, więc jestem spokojna. Schronisko jest bardzo dobre. Pomieszczenie dla psów duże, z drewnianą budą i drewnianym podestem do leżenia. Na tym podeście sunie mają swój koc, więc zapach znajomy. Zaraz jadę z weterynarzem i mała będzie nareszcie porządnie opatrzona i zaopiekowana. Cieszę się, że są już bezpiecznie, ponieważ tutaj były luzem, blisko drogi, a matka kilka dni przed cieczką i zaczynała już bardzo podrywać psich chłopaków z drugiej strony szosy. Nic nie pisałam, ale strasznie bałam się, że skończy się to tragicznie. Pieski w przeciągu 2 tygodni mają jechać do adopcji do Niemiec. Przez ten czas będą podleczone, zaszczepione, odrobaczone itd. Załatwimy im samochód wygodny i odwieziemy. Na dzisiaj proponuję skupić się na szukaniu im domu jednak w Polsce, żeby niepotrzebnie nie męczyć taką dłuuuuuuuuugą drogą i awaryjnie na załatwianiu trasportu do Niemiec, gdyby tutaj nic się nie znalazło. Mamy na to 2 tygodnie. Suczki są cudne. Po bliższym poznaniu uważam, że powinny nazywać się: Mania ( mama) i Morka (córka). Te imiona zdecydowanie lepiej do nich pasują. Mania okazuje się wcale nie jest mamą Amorki Morki :-) Nie wiadomo czemu się nią tak bardzo opiekuje. Może to starsza siostra :-) Charakterek ma. Jest niebywale mądra i niejednego potrafi zapędzić w kozi róg. To taka Zosia Samosia. Ma około roku i z całą pewnościa była już w domu. Morka Amorka ma imię dopasowane do siebie w 100% Wystarczy, że człowiek spojrzy na nią i już zakochany. W niej oczywiście. Jest przesłodka i ja osobiście nie widziałam jeszcze takiego zjawiska jak ona, a niejednego psa już mialam. Suczki dobrze, że teraz są razem, ale spokojnie można je już rozdzielić. Więc nie zawężajmy sprawy, że albo ktoś weźmie dwie, albo wcale. Jeśli dla jednej byłoby super miejsce to wspaniale. Poczekamy, aż dla drugiej się też znajdzie i rozdzielimy je. To chyba wszystko. Po powrocie ze schroniska napiszę jak się nasze pupilki mają. Dzięki Wam za telefony, wsparcie, dobre chęci, pieniądze i WIELKIE SERCE. Pozdrawiam, Alicja Chlasta
-
Problem w tym, że Urząd Gminy jutro nie pracuje. Dopiero w poniedziałek. Jeśli pieski zabierze Urząd Gminy to oni też płacą za utrzymanie. My płacilibyśmy tylko dodatkowo za weterynarza. Ja byłam dzisiaj w tym schronisku. Jest oki. Myślałam już o tym miejscu prędzej, ale bałam się, ża psiak zostanie uśpiony. Jednak dzisiaj Pan Lauryn rozwiał moje obawy. Jeśli za leczenie będziemy płacić to możemy być spokojni. Jeśli pieski będą tam to codziennie zaglądnę do nich, weterynarz również będzie miał pieczę nad zwierzakami. Poza tym jeśli idzie o przewiezienie psów do Wawki, czy Krakowa to teraz są upały i przewóz psów zdrowych jest trudny, a co dopiero chorych i po przejściach. Myślę, że możemy spróbować z tym schroniskiem w Suwałkach.
-
Leczenie takiego psa potrwa około miesiąca. Minimum !!! Pomoc fachowców jest potrzebna o tyle, aby zapisać leki. Bardziej potrzebny jest ktoś kto będzie tę ranę przemywał, zmieniał opatrunki...............no i kochał tę psinę. Myślę więc, żeby skupić się jednak na znalezieniu domu dla Amorci. Przewieziemy psa do Wawki, pobędzie tam i co dalej? Rozmawiałam dzisiaj z właścicielem schroniska w Suwałkach p. Laurynem. Przyjmie psy do siebie do czasu ich adopcji. Postaram się, aby Urząd Gminy zabrał psy w poniedziałek. Amorcia jest już całkowicie oswojona, więc z nią nie będzie problemu, zawiozę ją sama. Matka najwyżej dostanie zastrzyk. Trudno. Mam kontakt z bardzo dobrym weterynarzem, który zajmie się psiakiem. Więc proszę o pomoc finansową i DOM DLA PIESKÓW !!!! Stały dom, w którym znajdą swoje miejsce. Oczywiście, jeśli ktoś będzie chciał zająć się tymi stworzeniami już, to byłoby wyjście najlepsze. I wtedy postaramy się o transport w dowolne miejsce na świecie ;) Dzięki Wam Kochani za wsparcie finansowe i psychiczne. Jest to bardzo ważne. Mam nadzieję, że wszystko potoczy się dobrze i, że już niedługo Amorcia z mamą znajdą swój dom i przestaną cierpieć.
-
Kochani, historia Amorka wygląda z grubsza tak: Wraz z Mamą pojawił się w poniedziałek w jednym z Parków Narodowych na Suwalszczyźnie. Rana wygląda strasznie, pieski wyraźnie bały się ludzi i nie pozwalały podejść do siebie. Teraz już sytuacja wygląda znaczniej lepiej. Maluch pozwala głaskać się i wyciągać z siebie wielkie, wypasione kleszcze Mały bąk robi się bardzo kochany i ufny. Dostaje 2 razy dziennie antybiotyk. Przemywam mu ranę specjalną substancją. Jednak to przemywanie nie na wiele się zdaje, ponieważ Matka od razu mu wszystko zlizuje. Psy są nakarmione, mają stały dostęp do wody i powoli oswajają się. Dzisiaj Matka pozwoliła się pogłaskać!!! Największy problem tkwi w tym, że psy mogą być zastrzelone. Są na terenie Parku, w pobliżu rezerwatu przyrody i tam ich nie powinno być. Leśniczych w pobliżu wielu i boję się, że historia może zakończyć się szybko. W kilka osób szukamy dla nich domu chociażby tymczasowego, ale póki co bez efektu. Do schroniska ich nie oddam, ponieważ Amorek będzie tam uśpiony. Bardzo Wam wszystkim dziękuję za serce i miejmy nadzieję, że pieski znajdą dom.