-
Posts
4234 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Zofia.Sasza
-
[COLOR=Red][B]Czy wiecie, co TO zrobiło???[/B][/COLOR] :angryy::mad::angryy::mad: [IMG]http://img527.imageshack.us/img527/1549/img2987gs7hv2.jpg[/IMG] Rano zrobiło, ale teraz mi się przypomniało :angryy: Próbowało zabić moją komórkę. Wygryzło klawiszki. Tzn. jeden wygryzło już dwa tygodnie temu :angryy: Teraz dokończyło dzieła zniszczenia. Poszłam się kąpać, a telefon włączył budzik. No i najpierw usłyszałam ten budzik, potem szamotaninę, a potem łomot... Ono się położyło na komórce i jak się włączył alarm wibracyjny, to uznało że coś je atakuje od spodu. I postanowiło to zamordować. Gryzło i - sądząc z odgłosów - rzucało moją biedną komóreczką. Teraz zamiast wielu klawiszków mam takie świecące dziurki :placz: Komórka na razie działa, ale jak długo? Pozbierałam klawiszki, spróbuję przykleić. [COLOR=Red][B]NIENAWIDZĘ SZPICOTERIERA[/B][/COLOR] :angryy:
-
[quote name='sleepingbyday'] zosia, a ty byś sie nie wściekła, jkabys sie zorientowała, że palisz niedopałki???[/quote] Nie. Jak szlugi były na kartki to mi się zdarzało :oops: Oczywiście w lufce...
-
Pies z pięcioma "nie" - Pepe z Krężela już ma swoich ludzi!!!
Zofia.Sasza replied to Zofia.Sasza's topic in Już w nowym domu
No jego to akurat łatwo podmienić :evil_lol: Ma taki hmm... popularny typ urody. -
[quote name='sleepingbyday']a mój dziadek walczył na zamojszczyźnie, ale w AL, to teraz tez gorzej :razz:. niemniej jednak cos tam się działo, bo po wojnie nic nie opowiadał,bał się,moja mama nic nie wiedziała, dopiero moje pokolenie zaczęło wypytywac. jak się zaczęło głosno mówic o AK, to spytałam o to, a on powiedział, że wtedy to im różnicy nie robiło, zwykli zołnierze walczyli po prostu. cos w tym jest, nie ma powojennej perspektywy, nie ma tego rozdzielenia robionego przez historię. AL, nie AL, mimo wszystko i tak niemal cudem uniknał katynia (ze lwowa drałował pod zamość) i majdanka. jeszcze "ciekawiej" miał mój wujeczny dziadek, lekarz, był w stutthoffie i szedł drogą smierci, padł w zaspę i go zostawili, żeby skonał, nie dobili go, juz nie było dostaw amunicji. znalazła go idąca na zachód armia radziecka, wykurowali i leczył rosjan w szpitalu polowym. a w tym samym czasie jego żona w wyzwalanym lęborku nie dośc szybko otworzyła w nocy drzwi czerwonoarmistom i przywitali ja serią z karabinu... wujek potem był lekarzem i ordynatorem w szpitalu leborskim, jakis czas po jego śmierci chcieli jego imieniem nazwac jedna uliczke. na posiedzeniu rady miejskiej była jego druga zona i jak sie dowiedziała, o ktorą uliczke chodzi (jakaś na peryferiach, niewybrukowana) to dostała zawału i umarła. ciekawe, jak sie czuli radni...:cool3: za to nie mam wawelberczyka w rodzinie :evil_lol:[/quote] Za to mój tata był w Stutthoffie :eviltong: A dowiedzieliśmy się o tym, gdy mama postanowiła pokazać mnie i bratu obóz koncentracyjny. Stutthoff właśnie. Wysiadamy z samochodu, a tata nic - siedzi. Mama: "Tomasz, ty nie idziesz?", tata: "A dziękuję, ja już tu byłem". Zresztą trafił tam nie za żadne bohaterskie czyny, ale za fałszowanie papierosów. Zbierali z kumplami niedopałki, wykruszali tytoń i robili z tego nowe fajki, które opylali Niemcom. Jak wyszło na jaw, to szkopy się wściekły...
-
Isadora, mój dziadek był wawelberczykiem! Specjalność maszyny młyńskie i małe elektrownie wodne...
-
[quote name='WŁADCZYNI'] A i jeszcze drażnią mnie panie w futrach - Su się patrzy zdziwiona, ja prawie zeszłam jak mi wychyneło z tyłu duże i futrzaste:evil_lol:[/quote] Sorki za offa, ale ja w takich razach podchodzę i pytam BARDZO uprzejmie: "Przepraszam, ale czy Pani wie, że TO (wskazanie na futerko) jest zdechłe?" :evil_lol:
-
Moja Nena uznała, że komórka jest jak kolba kukurydzy. Tak fajnie wyskakują klawiszki :evil_lol: Cedziłam kupy przez tydzień :mad: Wylazły...
-
Kurka, no. [B]To ja napiszę jeszcze wyraźniej: duże TEŻ najczęściej ze strachu. [/B]Naprawdę zastanawia mnie stosunek niektórych dogomaniaków do małych psów. Ja nie widzę szczególnej różnicy między dużymi, małymi i średnimi psami. W Polsce większość jest niewychowana, bez odwołania, skrzywiona. Moja Nenka też ma przed sobą długą drogę do "odjazgocenia" (trafiła do mnie w lipcu w wieku 2,5 roku, z ulicy), więc po prostu na spacerze mam oczy dookoła głowy, a potencjalne obiekty jej agresji obchodzę dużym łukiem. Ponieważ ona potrafi także człowieka złapać za nogawkę, noszę w kieszeni dropsy i proszę ludzi żeby jej dawali (Pomaga! Jest lepiej). Natomiast uważam, i uważać będę, że mój 21-kilowy collie stanowi potencjalnie większe zagrożenie dla otoczenia (i ludzkiego i psiego) niż 8-kilowa Nena. To wynika z praw fizyki po prostu. [B]Co oczywiście nie oznacza, że maluchy mogą latać gdzie popadnie i atakować, obszczekiwać wszystko, co się rusza!!![/B] Po prostu gdybym, hipotetycznie, była w takiej sytuacji że moje psy kogoś chcą zazębić, a ja mogę utrzymać tylko jedno z nich (nie wiem, nagły udar mózgu, czy złamanie ręki), trzymałabym Saszę, puściłabym Nenę. Uff - to już jest wyższy szczebel teorii :evil_lol:
-
[quote name='Bamboo ®']Ja się odniosłam wyłącznie do kwestii zasadności samego uśpienia. Moim zdaniem dobrze, że oszczędzono mu cierpień. :cool1:[/quote] Pewnie że tak! Może jestem przeczulona, ale jak we wrześniu odchodził mój kociasty to właśnie poszłam do pierwszego lepszego weta - bo blisko. To była groza. Wetka miała stażystkę i cały czas głośno jej klarowała, co i jak (ja beczałam). Potem ta g---ra trzy razy kłuła biedaka z "głupim Jasiem" (ostatni raz dootrzewnowo :angryy:). Potem musiałam czekać aż lek zadziała w poczekalni pełnej ludzi - w tym dzieci ("Mamo, a co jest kotkowi?", "Mamo, a dlaczego pani płacze?"). Gdy weszłam z już przyspanym kociskiem "wetka" mówi "To niech teraz Pani wyjdzie". Była wielce zdziwiona, gdy odmówiłam. Do tej pory mi się to po nocach śni i mam ogromne wyrzuty sumienia, że nie podjechałam do lepszego weta :-( Nie chciałam bidulka ciągać po mieście, a zafundowałam mu takie coś... Najgorsze to, że ja wiem, że ta lecznica jest do d--y :-( Chciałam więc podkreślić, że i w takim wypadku liczy się to, by wet był naprawdę dobry. Tylko o to mi chodziło. Mesia, mojego poprzedniego collie usypiała dr Bielowa na SGGW i było godnie, z szacunkiem dla mojej żałoby i bez psiego cierpienia (co ciekawe, bez "głupiego Jasia", a pies odszedł w pełnym spokoju). Warto iść do dobrego weta. Potem się nie ma koszmarów...
-
Pytanie o ....hmmm ,no psa dogoterapeute?
Zofia.Sasza replied to miska's topic in Dogoterapia i psy asystujące
A może przeprowadzka do stolycy? U nas wszystkie psy jeżdżą za darmo :evil_lol: Lech Kaczyński to sprawił. -
Wracałam z psami ze spacerku. Auteczkiem. Podjeżdżam pod klatkę, a tam... Wojsko. :crazyeye: Kompania honorowa konkretnie z trąbką, werblem, bagnetami i szablami... Pod apartamentowcem stało i na coś czekało... Tak wyglądało! A na co czekało - wnet się okazało :lol: Było to 10 staruszek o wyglądzie mocno inteligenckim. One to wojskiem owym dowodziły... Wojsko na trąbce zagrało i Hance Czaki cześć oddało. A była to dziewczyna z Biura Informacji i Propagandy AK. Pani Hanka była czymś w rodzaju sekretarki, więc oczywiście znała bardzo wiele adresów, nazwisk, kontaktów. Niemcy schwytali ją i torturowali, a ona milczała. Do końca. Jest patronką maleńkiej uliczki przy mojej kamienicy. A jej szkolna koleżanka, moja imienniczka, co roku organizuje właśnie taką wypasioną uroczystość. W zeszłym roku był nawet prof. Bartoszewski! Coś takiego jest możliwe tylko w Warszawie (a zwłaszcza na Żoliborzu). Pewien mój znajomy - imigrant z Wrocka - żalił się kiedyś, że źle się czuje w stolicy, bo u nas "wszędzie są groby". Cóż... Nie nasza wina że tu Hitler i Stalin zrobili co swoje. Patrząc na tą, dość surrealistyczną scenę (ulica nawet nie była zamknięta dla ruchu, wokół trwało normalne życie miasta) czułam się jak w innej rzeczywistości. A swoją drogą, chciałabym w wieku tych Pań mieć tyle "pary", co one.
-
No nie, ja naprawdę nie widzę powodu, by ktokolwiek, kto płaci czynsz miał sprzątać korytarz :crazyeye: Co innego jak mamy remont czy wynosimy choinkę np. Wtedy tak. Ale przecież za sprzątanie komuś się płaci. Czemu go wyręczać? Przecież to nie komuna tylko normalny dom...
-
Słuchaj, może mogłabyś pożyczyć od kogoś (o ile nie masz) dyktafon z funkcją aktywacji głosowej. On się włącza jak pojawia sie dźwięk. Ewentualnie kamerę internetową. Miałabyś wtedy pewność, czy sąsiadka ściemnia, czy nie. Ja tak zrobiłam i mam święty spokój i dowód w ręku :cool3: Co do sprzątania korytarza, to jakiś pomysł z Alternatywy 4 jest. Nie wiem, czy to przepisy spółdzielni, czy ogólne, ale u nas jest tak, że muszę sprzątać TYLKO pod własną wycieraczką (wywaliłam i nie sprzątam w ogóle :evil_lol:). Przecież w czynszu jest taka działka jak utrzymanie czystości. Płacisz za to i masz to robić sama? Współczuję - też miałam takie kłopoty. Sąsiadka twierdziła, że psica szczeka non stop. Teraz już spokój.
-
[quote name='Juliusz(ka)'][B]zofia&sasza[/B] - ale mój też atakuje ze strachu:diabloti:, tyle tylko, że mojemu 'nie' wolno, bo jest duży. I w tym cały bajer - małe jazgocze, świga się na smyczy - ojjj... bidulek się boi/patrzta ludziska jaki odważny;), duży robi to samo - jesooo! morderca![/quote] Przepraszam, to do mnie? :crazyeye: Przecież napisałam, że powinno się szkolić i kontrolować psy każdej wielkości.
-
No właśnie - maluchy reagują tak, a nie inaczej przeważnie ze strachu. Tym bardziej, że wiele z nich miało przeżycia z większymi psami, a dysproporcja sił fizycznych jest znaczna. Żeby było jasne: Uważam, że właściciele małych psów powinni z nimi pracować i kontrolować je tak samo jak ci, którzy mają psy duże. Jednak jeśli zaraz rozpęta się gremialna nagonka na "jazgoty", "kurduple" etc. - będziemy się bronić :evil_lol:
-
To jest pasta odkłaczająca, którą mój kociasty musi łykać, choć jest prawie łysy. Psiska go zakłaczają... Dziś będą nowe foty. Nie psie - żoliborskie, ale mocno odlotowe... Człowiek nigdy nie przewidzi co go może spotkać kilka metrów od własnej klatki schodowej :crazyeye:
-
Collie jak się zgubi, to zawsze wróci. W końcu to lassie, nie? :angryy::mad:
-
Ale zabieg BYŁ przeprowadzony nieprawidłowo. Takie objawy jak wyrywanie czy oddanie moczu nie powinny były się pojawić. :shake:
-
Isadora, nie mam netu w domu :shake: W poniedziałki siedzę i czekam na potwierdzenie z drukarni w Ciechanowie, że mój kiczowaty brukowczyk ma wszystkie stronki i do tego po kolei :angryy: Musiałam zatrudnić dogwalkera na tą okoliczność. A koleżanki od lizu, lizu to mają pyszczki pełne kłaków :eviltong: Chcecie bezopeta? Frodzinek się podzieli.
-
Nie można :evil_lol: Za dużo przypraw. Spróbuj surowego, są takie niesolone. Mój uwielbia.