Cioteczki sytuacja jest bardzo skomplikowana.
Okazuje się, że Państwo nie chcą go oddać.
I Medor go jednak u nich zostawia:roll:
Tłumacząc że zgodnie z zawartą umową mogą go oddać w każdej chwili.
Nie zgadzam się z tą decyzją, ale nic nie moge zrobić.
Wyszłam na wariatkę, co ma zwidy i przesłyszenia.
W rozmowie telefonicznej z Medorem stwierdzili, że go nie biją i nigdzie nie zamykają.
Akcja jest odwołana...
Przykro mi, to nie moja wina, mam nadzieje, ze rozumiecie.....:placz: