Jump to content
Dogomania

Akadna

Members
  • Posts

    2746
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Akadna

  1. Marzy mi się w domu taka parka jaką masz :) Jak dogadują się te dwie rasy? Buldożki charakterem są podobne do bokserów?
  2. Wybacz, jeszcze się nie znam, ale czytam jak najwięcej. :cool3: O tych częstych cesarkach to już pare razy tka przeczytałam, ale widocznie w niewłasciwym źrodle. A ceny - siostra weszła na jakąś stronę kup-psa.pl czy coś podobnego, ja potem na Allegro i kwoty były właśnie takie. Jeśli 1500zł - to bardzo dobrze :)
  3. Tez lubię... tylko potem strasznie się boje i oglądam za siebie :eviltong: Niech ktoś coś zapoda :)
  4. A Ozzy niewzruszony odpiera atak... przez szybke, taki odważniak :)
  5. Wiesz, wg mnie bardzo często jest tak, że właściciele małych psów drą się 'brać psa!' zanim ten zbliży się na odległość 1m. Takie (może i słuszne, nigdy małego psa nie miałam) przewrażliwienie ;) A ludzie mający duże psy po prostu trzymają je przy sobie. Ale zalezy tez od sytuacji... Najbardziej kulturalnie jest spytać. :)
  6. Buszująca w zbożu :) Jak ja żałuje, że nie przeżyję już takich wypraw z Vectorem... Pamiętam ostatni spacer, gdy poprawiło mu się przed śmiercią... Nad rzeką, w gęstych zaroślach, wokół nas motyle... Pan i pies powiązani wspaniałą więzią :( Szanuj takie chwile.
  7. Większość porodów, prawie wszystkie, kończą się cesarką. A szczeniąt wcale nie tak mało... 5-8 to raczej standard. Myślę że to dlatego że rasa rzadka - na dogo mało piesków, nie ma żadnego porządnego forum bulgotkowego - to i krycia drogie. Ale jeszcze nie wiadomo, czy bulwa będzie na 100%, rodziców może skutecznie zniechęcić cena. :( Są 3 opcje: bulgotek z papierami, boksio z papierami, boksio ze schroniska. Ale nie przeżyłabym, gdybym schroniskowego psiaka miała pożegnać tak szybko jak Vectora...
  8. Boże drogi, przeczytałam historie Dody... Ja bym poszła do jakiegoś egzorcysty chyba...
  9. Ten wątek źle działa na ludzi. Otwieram go i słyszę jakieś łup w pokoju obok :evil_lol:
  10. Skąd możesz wiedzieć, że nie zrobi krzywdy? Ja w przypadku mojego boksera nie pozwoliłabym na wąchanie, nie wiem jakby zareagował, bo z natury był bardzo niedelikatny... Wszystkie psy często 'pacał' łapami :evil_lol: A tego jak się psiak zachowa ocenić się nie da.
  11. W ogóle najlepiej psom szerokie obroże, na małych to się powiesić można. Ale kosmiczna cena szczeniaka: 2 500 zł :o Chyba zaczne już teraz kase zbierać :diabloti:
  12. Akadna

    Tajson...

    Admin Ci nie pomoże, na forum jest raz na ruski rok. Nie dodawałam nigdy zdjęć przez załączniki, ale po prostu wklejałam link: hostujesz na np. [url=http://www.tinypic.com]TinyPic - Free Image Hosting, Photo Sharing & Video Hosting[/url] i wklejasz ten link z [IMG]adres[/IMG] do postu i wszystko gra i śpiewa.
  13. [quote name='shin']Nie chodzi o to, jak pies sie zachowa, i czy psu sie to podoba, czy sie mu nie podoba. Uderzylo mnie po prostu podejscie wlascicielki: Z takiego podejscia pozniej moze sie 'wykluc' agresor, a tych i tak za duzo :shake:[/quote] Shin: [U]wcale nie chciałam, by tak zrobił[/U]. :shake: Tylko czasem na niektórych ludzi tłumaczenia nie działają, przestają dopiero jak im się krzywda stanie.
  14. Bardzo mi przykro... [*] I niech Hacker się trzyma, da radę! Sierpień to jakiś pechowy miesiąc :shake:
  15. [quote name='immortal']Dzisiaj jakaś Pani powiedziała w kierunku mojego Barego, psa w typie podhalana: "Jaki śliczny, biały owczarek niemiecki albinos!" :cool3:[/quote] Nie ma to jak fachowi znawcy ras :razz: Jedak Vector wg wszystkich zawsze był bokserem :shiny:
  16. Ale niektórzy nie chcą by ot tak nachylać się nad psem do odległości 20 cm od jego ślepi. Był mały, to się trochę przestraszył, a przecież nie o to chodzi. Zachwycać się można z trochę większej odległości. A propos zębów, nie o to mi chodziło. Gdyby na prawdę tak zrobił? Jasne, wina pieska a nie pani, co z zaskoczenia nas zaszła...
  17. Jasne :) Mieszkam w pewnym sensie na obrzeżach miasta (cho d centrum tez za daleko nie mam) i czasem w nocy idziesz kompletna cisza i nagle smyr coś w krzakach :diabloti: Okazało się że to szczury... Koło mnie jest taki mały skwerek - drzewa, trawa, żywopłotki i ławeczek parę. Jak idę w lewo od mojego domu to nie ma bata - muszę tam przejść. Kiedyś szłam powoli patrzyłam się w tamtą stronę, a trzeba nadmienić że w głąb skwerku jest wał i rzeka, w 70% zasłaniają to drzewa - także w nocy i późnym wieczorem ciemnica totalna. Tak się wpatruję wpatruję... i nagle jakiś pijak stamtąd wylazł... No myślałam że pożegnam się z życiem tak mi ciepło uderzyło na twarz (moja reakcja jak się czegoś potwornie przestraszę)... Od tamtej pory miejsce wieczorem mijam sprintem :)
  18. Jasne, pies to w końcu pies i ma tam sobie swoje... instynkty :razz: Raz jak z Vectem byłam na mieście, moja mama weszła do drogerii a ja zostałam z małym jeszcze wtedy psiakiem na zewnątrz. Trzymałam go krótko na smyczy i między nogami bo był duży ruch. A wtedy podeszła jakaś starsza, pulchniejsza pani nachyla się nad Vectorem i tiutia: [I]co cię tak piesku trzymają, no co?[/I] Po czym odeszła tak szybko że ja nawet nie zdążyłam zareagować. A szkoda :diabloti: Może jakby wyszczerzył swoje ząbki albo kłapnął w powietrzu paszczą to by nabrała rozumu :shake:
  19. Akadna

    Tajson...

    A w czym dokładnie leży ów problem, może pomogę?
  20. I jak mu idzie? Łapie wszystko? :)
  21. Kroi, się, kroi, ale dopiero za rok będzie psiunek, z siostrą bardzo chcemy towarzysza. Mam parę pytań: Buldożki chorują często na uszy? Jak to jest z pielęgnacją? Linią się bardzo? Łapecka :loveu:!
  22. Rzeczywiście, nic strasznego, ale... naprawdę, dziwne. U mnie ponoć jest jeden dom zbudowany na małym cmentarzyku - nikt tam nie mieszka, a dom nawet w dobrym stanie. Koło zamku będzińskiego jest bardzo stary, żydowski (?) cmentarzyk. Na swój sposób urocze miejsce, ma swój klimat. Pójdę tam kiedyś popstrykać fotki :)
  23. Duży pies nie musi = agresywny. Jednak może mniejszego poturbować niechcący, to prawda. Dlatego wg niech sobie ludzie psy spuszczają ale: a) nie w mieście b) jak pies słucha poleceń. Ja mojego boksera spuszczałam na lince, a jak wiedziałam że na pewno nikt nie będzie przechodził to linkę puszczałam i spokój, jakby coś można nadepnąć. Następny mój psiak będzie buldożkiem i nie wiem jak to będzie, bo chodząc z Vectorem bałam się strasznie tych psiurów co wszędzie luzem łażą :shake: A trochę się takich zdarza, przeważnie dla bezpieczeństwa omijałam takich szerokim łukiem i przechodziłam przez drogę na torowisko...
  24. Ja się tam boje ich otworzyć... :P
  25. Vector VANGOG Minotaur, bo tak dokładnie nazywał się mój ukochany psiak był synem GENESIS Minotaur i ORLANDA Spółka z Krzywego Koła. Urodził się dokładnie w moje urodziny, 21 września 2006, a poród był planowany na 22. Do Krakowa pojechaliśmy po niego 15 listopada, w chłodny jesienny dzień, a było to 19 miesięcy po stracie Maksia, psa w typie boksera. Zdecydowaliśmy się na tą rasę ze względu na cudowny charakter Maksia. Był aniołkiem, na palcach jednej ręki można było zliczyć to, co zniszczył w domu przez całe swe 13-letnie życie. Vector urodził się jako trzeci w miocie. Miał dwóch braciszków i dwie siostrzyczki, w tym jedna parka była biała. Na filmach zawsze zaczepiał i podgryzał kogo się tylko dało. Miał przeuroczego przyrodniego brata - Maksia SNOOP DOG'a. Mamusia miała była równie śliczna. Lecz najbardziej dawała popalić NEFRETETE - babcia, bardzo charakterna. :diabloti: Pierwszy raz zobaczyliśmy go w kiedy tygodnia, bodajże - mieścił się jeszcze w dłoni, miał wielki łebek z ogromną strzałką i różowiutkie łapki. Wcale nie musiał być nasz - jedna kobieta zarezerwowała go, ale nie zapłaciła zaliczki. Na nasze niezdecydowanie 'czyhała' hodowczyni ORLANDA, uważała, że szczeniak dobrze rokuje wystawowo. I wreszcie nadszedł ten dzień, w którym Vector miał być bezgranicznie nasz. Podróż nie była tak długa, jak mogłaby być. Szczenię na raz na moich a raz na siostry kolanach zaabsorbowało nas całkowicie. Pół drogi przespał, pół zaś bawił się swoimi zabawkami z wyprawki. Dotarliśmy do domu późnym wieczorem, ok. 22:00. Siostra wniosła Vectora owiniętego kocykiem na górę (mieszkamy na 1-szym piętrze w domku). Jego świat mógł się skończyć na przedpokoju z gigantyczną paprotką, nie chciał iść dalej. :) W końcu zdecydował się przemierzyć długi korytarz i został nakarmiony z najmniejszej miseczki od hodowczyni kleikiem. Porozglądał się jeszcze chwile, po czym usadowiliśmy go w wielkim (jak na małego szczeniaka) wiklinowym koszyku z kocem. Noc przebiegła wyjątkowo spokojnie, zasnął od razu i nie piszczał ani troszeczkę. Pierwsze dni spędził na poznawaniu domu. W końcu, gdy mógł już wychylić nosa poza próg, udałam się z nim i z tatą na pierwszy dłuższy spacerek. Wszyscy tiutiali do małego szczeniaczka po drodze. Doszliśmy do osiedla na którym mieszkał kolega taty. Ma dorosłą bulterierkę, która wtedy była niewiele większa od Vectorka. Dokazywali nawzajem, Gracja była na smyczy a Vector spuszczony luzem. Po wyczerpującej zabawie zdążyliśmy mu tylko wymyć łapki a potem psinka zapadła w głęboki sen. Gdy Vector miał około roku zaczął chodzić do sonowieckiej szkoły dla psów która - jak się potem okazało - nie miała zbyt dobrej renomy. Byli to zwykli wyłudzacze pieniędzy, którzy szarpali psy w kolczatkach. Płakać się chce na widok rzeczy, które tam się dzieją. Nie wiem juz dlaczego, ale po dwóch miesiącach nie odwiedzaliśmy już tego miejsca. Ale kolczatka została zawieszona na szyi psa na następne 1,5 roku. 13 grudnia 2007 rozpoczęłam szkolenie klikerem. Zaczęłam przekonywać rodzinę o słuszności pozytywnego szkolenia, bezskutecznie. Jednak ja wiedziałam swoje i próbowałam dalej. Vector nosił kantarek, w którym nie czuł się najlepiej. Po jakimś czasie zmieniliśmy go na szelki ... i to był strzał w dziesiątkę. Pies nie ciągnął i zadowolony chodził na spacery. Przez rok ostro pracowaliśmy nad przywołaniem, i jednego pamiętnego dnia mój trud się opłacił. Poszłam z Vectorem nad rzekę, stosunkowo spokojne miejsce, tego dnia jednak takie nie było. Zobaczyłam parę z małym psem idącą w naszą stronę. Zawołałam Vecta do siebie, a ten posłusznie przy mnie usiadł. Poczekaliśmy aż rzeczona para przejdzie, a potem, gdy byli już jakieś 100 metrów od nas, zwolniłam psa. I wtedy wyrwał jak oszalały. Linka prawie przecięła mi ręce, w końcu gdy już jej zabrakło rozwalił się uchwyt. Pies zwiał. Lecz zachowałam trzeźwość umysłu i gdy był jakieś 15 m ode mnie wydarłam się: Vector, wróć! Nie wiem, jak głośno to zrobiłam ale podziałało. Pies od razu się odwrócił i do mnie doszedł. Cała mokra od stresu sowicie pochwaliłam go i nakarmiłam pasztetem. To był mój sukces szkoleniowy. I wiecie co? Pies ma kilka żyć. Vecto padł do basenu i omotał się w folię, stracił przytomność targając się na smyczy, połknął osę... Jednak nie spodziewaliśmy się że wyczerpie limit tak szybko. I tak żyliśmy sobie spokojnie aż do pewnego dnia, gdy chwyciło go zapalenie ucha, notabene już kolejne. Jak wiadomo, nigdy nie można do końca być pewnym, że jest wyleczone. Jego nie było. Przeszło do mózgu. Pies nie mógł chodzić po schodach, potem zaczął się przewracać. Kolejne stadia choroby następowały po sobie tak szybko, że nie sposób było za nimi nadążyć. Leczenie trwało ponad miesiąc i odbywało się w dwóch miejscach - przychodni w Dąbrowie Górniczej i Katowickiej klinice na Brynowie. I już miało być dobrze, zaczął szczekać na nasze powitanie. Znane są jednak przypadki, że przed stanem krytycznym jest poprawa. Tak było z przypadku Vectorka. Wieczorem 26 bardzo źle sie czuł. Białka wyszły mu na wierzch, piszczał. Noc też była niespokojna. W końcu następnego dnia chciałyśmy go z siostrą sprowadzić po schodach. Nie dał się namówić. Zniosłyśmy go jakoś, a ja jeszcze nie spodziewałam się, ze ostatni raz w życiu widzi te schody, których panicznie bał się jako szczeniak i które były jego postrachem gdy był chory. W ogórdku tylko sie położył. Nie miał siły wstać. Nie mieliśmy serca dłużej go męczyć. Weterynarz przyjechał do nas i uśpiliśmy naszego kochanego chłopczyka. Został pochowany pod orzechem w swoich czernowych szelkach. Biegaj szczęśliwy po tęczowych łąkach, Veciu.... [*] [*]
×
×
  • Create New...