LucyLou
Members-
Posts
62 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by LucyLou
-
Wiem, ze na poludniu Polski jest taniej. U nas suka z rodowodem to wydatek 2,5 tys. Z tematem jestem akurat na swiezo. Szczeniat za mniej niz 2tys. z papierami w ciagu ostatniego roku w obrebie pomorskiego i okolic w ogole nie udalo mi sie znalezc, jazda na poludnie nie bardzo mi sie usmiechala, a czekanie na psa latami tez nie ma wg. mnie sensu (jesli chcemy zwyczajnego przyjaciela rodziny). Jasna sprawa, ze to tez zalezy jakie "papiery" ma sie na mysli, bo mozna sie przy odbiorze zdziwic ze rodowod zostal wystawiony przez jakis "klub milosnikow psow".
-
Lepiej byloby, gdybyscie operowali rzeczywistymi kwotami za yorka z rodowodem. Trzeba sie mocno napocic, zeby znalezc psa z rodowodem za 1500zl, pomijam ze sa to sporadyczne przypadki, ktore na pewno nie pokrylyby zapotrzebowania. Rodowodowy york to wydatek w okolicach 2500zl (za przecietne eksterierowo szczenie) i nie przeklamujmy faktow (juz ktorys raz spotykam sie tu z kwota 1,5 tys.).
-
Chocolate & Tan Yorkshire terrier, Golden Yorkie oraz Yorkie-Poo
LucyLou replied to Xxxxxxxxxxxx's topic in Yorkshire terrier
Czekoladowy wyjatkowo przypadl mi do gustu. Reszta zbyt odbiega od wzorca. -
Jakis czas temu snilo mi sie, ze zasialam trawe w mieszkaniu, pamietam to przemile uczucie ulgi :-)
-
To dosc typowy objaw po szczepieniu na wscieklizne. Samo zniknie.
-
Dada, szkolenie to dobry pomysl. Sama zaczelam, juz widze efekty. Bardzo pomaga, gdy fachowiec przyglada sie Twoim zachowaniom i je koryguje na biezaco. Pozdrowienia :-)
-
Abstra***ąc nieco od tematu, muszę się Wam pożalić, że czasami myślę że mimo całej wiedzy zdobytej przed kupnem psa, popełniłam wszystkie błedy w wychowaniu jakie mogłam popełnić. Kilka dni temu na stacji benzynowej stała przede mną młoda dziewczyna z yorkiem. Fajny, wyrośnięty, ostrzyżony pies bez smyczy stał grzecznie przy jej nodze przesuwając sie razem z kolejką. Dziewczyna zapłaciła i wyszła, pies cały czas przy nodze, otworzyła drzwi od auta, pies sam wskoczył i odjechali. Nawet nie wiecie, jak bardzo jej zazdrościłam :-) Szczęśliwie się składa, że mam mądrego psa, który sporo mi wybacza, więc może i z nas bedzie kiedyś taka zgrana para.
-
Owczarnio, Kopytki - dzięki za wyjaśnienie kwestii. Jest dokładnie, jak piszecie. Mała niechętnie się rozstaje, więc najbardziej praktyczną opcją okazało się być wychodzenie "ot tak sobie", bez pożegnań, tłumaczenia że za chwilę wróce :-) itp. Teraz po prostu wychodzę, żegnana smętnym spojrzeniem małej. Fazę nasłuchiwania pod drzwiami i wypytywania sąsiadów czy coś słyszą w czasie mojej nieobecności mam już za sobą - cisza. Zresztą mała głównie śpi w tym czasie. Za to gdy wracam.... tak sie cieszy, że aż wszystkie mięśnie ma napięte. Skacze, popiskuje, liże po dłoniach, po twarzy. I stad moje pytanie, czy aby dobrze robię utrwalając takie zachowanie. Bo uczucia mam mieszane, coś mi mówi, że powinnam ignorować do momentu gdy emocje nieco opadną i dopiero wtedy wygłaskać porzadnie, a z drugiej strony jest mi bardzo trudno ignorować taką radość.
-
Dlaczego odradzacie witanie sie po powrocie? Moja od poczatku zostawala bez problemu sama w domu, ale witam sie z nia dosc wylewnie... Lepiej przestac?
-
Jeśli nie minie po spaniu, powinnyście wybrać się do weterynarza.
-
Berek bardzo mądrze pisze. Nie oceniajcie zbyt pochopnie. Psy różnia się usposobieniem niemal na równi z ludźmi. Sama również pracuję, wybierając szczenię zwracałam szczególną uwagę na dwie sprawy: mało szczekliwi rodzice (bardzo łatwo sprawdzić) oraz leciutki dystans do człowieka. Zdało egzamin w pełni. Mała potrafi zajać się sobą, choć mamy świetną, bardzo poprawną więź i nie szczeka, gdy nie ma mnie w domu (najczęściej śpi sobie wtedy, czasami broi, co poznaję po rozrzuconych zabawkach). Najważniejsze, że (podobnie jak Berek) resztę czasu poświęcam w pełni małej. Problem siku w ciągu dnia oczywiście pozostaje, mam nadzieję ją przyuczyć do kuwety, choć ostatnio zauważyłam, że coraz częściej zdarza się jej wytrzymać do mojego powrotu (podobnie jak u Berka, bez histerycznego siusiania od razu po wyskoczeniu na dwór) - może bez kuwety sie obejdzie. Zobaczymy. Dzięki za odświeżenie wątku z poradami :-)
-
Tez nie wiem, skad ta napasc na Syle. Nie przejmuj sie, Sylaaaa, Twoj post jest zrozumialy ;-)
-
Nie wymienilas twarozku ;-)
-
Serdecznie dziekuje Wam, Dziewczyny, za konsultacje :-) Z dluzszymi spacerami na razie sie wstrzymamy na korzysc krotszych. Pozdrawiam :-)
-
No wlasnie wychodzilam z podobnego zalozenia. Ze spokojne 2-godzinne spacery, z hasaniem w stylu dowolnym powinny byc do wytrzymania. Ale najwyrazniej nie sa, skoro po powrocie psa nie ma az do dnia nastepnego, z krotkimi przerwami na napicie sie wody, przytulenie i... dalej w kimono.
-
Mam nadzieje, ze to po prostu taki flegmatyczny charakterek :-) Wiem, ze to jeszcze maluch, ale w domu jest dosc aktywna, chcialam ja troche wymeczyc. Ale macie racje, z maratonami poczekamy jeszcze ze 2 m-ce, tymczasem bedziemy ja meczyc po pol godziny za to kilka razy dziennie ;-)
-
Moi Mili, mam pytanie odnosnie kondycji malych yorkow. Moja sunia ma 4 m-ce i chociaz jest zywa i raczej zdrowa (w kazdym razie zadnych chorob nie stwierdzono) zauwazylam, ze wcale nie przepada za dlugimi spacerami. 2h na swiezym powietrzu wykancza ja na tyle, ze przez reszte dnia jest nieprzytomna. Wode w trakcie tak dlugich spacerkow oczywiscie dostaje, na sloncu zbyt dlugo staram sie z nia nie przebywac (choc sila rzeczy obecnie jest mimo wszystko dosyc goraco), no a same spacerki wcale nie sa jakies wyczynowe. Mala nalezy do tych dlugonogich yorkow, wazy juz 2kg, wiec bedzie dosc duza. Jak myslicie, trafil mi sie leniuszek, czy mamy jakis problem zdrowotny?