Własnie wróciłam od weta. O godzinie 6 rano zaczeła sie operacja usuwania guzów i sterylizacja. Niby wszystko przebiegało ok ale pod koniec Biała dostała bezdeczhu i było źle..:-( Upłakałam sie strasznie...
Na szczęście jest juz dobrze ale rana pooperacyjna jest bardzo rozległa i suczka bedzie cierpieć. Miejmy nadzieję, że wszystko skończy sie dla nie dobrze...:oops: Ona miała naprawde cięzkie życie.
Dwa razy dziennie musze tam chodzić i robic jej zastrzyki - raz antybiotyki, raz preparat krwiotwórczy - przez 10 dni.
Zaimprowizowałysmy kaftanik operacyjny ze starej koszuli... Uff, wcale łatwo nie było. Zaraz wkleje zdjęcia .
Jestem wykonczona.:shake: