-
Posts
81 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sara_mia_speranza
-
Młoda sunia w typie amstafa Luka - ADOPTOWANA
Sara_mia_speranza replied to modliszka84's topic in Już w nowym domu
Hop słodziutka :) -
Zabieraj jak najszybciej !!!... pomyśl ...wy ją kochacie i wierze że znajdziecie najlepsze rowiazania dla niej....a co będzie jeśli tak jak mówisz zainteresował się nią jakis chodowca?? ...sama chyba wiesz że chodowcy szukający tanio psów(skoro zainteresował się ciężarna) to raczej nienajlepszy domek dla piesia z przeszłościa ze schroniska.
-
Młoda sunia w typie amstafa Luka - ADOPTOWANA
Sara_mia_speranza replied to modliszka84's topic in Już w nowym domu
Ja zagladam...ale na adopcje kolejnego pieska nie mogę sobie pozwolić niestety . A więc jedyne co mogę to trzymac kciuki. -
W takim razie będę pierwszą właścicielką nierodowodowego sharpka. Przedstawiciela tej rasy własciwie mam pod swym dachem po raz pierwszy i niestety, albo na jego szczęście jest to piesek adoptowany ze schroniska.Z wieloma problemami jak na razie radzimy sobie i sami i z drobną pomocą innych, jednak tą kwestie zupełnie nie wiem jak mam ugryść i co moze być przyczyna agresji mojego fafluszka w stosunku do wszystkich psiaków? ...no i przede wszystkim jak zmienić ten fatalny nawyk warczenia i "startowania" do wszystkich spotykanych psów i suczek???
-
Tak sobie czytam ten watek ... i zastanawia mnie tylko jedno , czemu zapraszani sa właściciele shar pei ? ...moze powinno być dodane rodowodowych- wystawowych? ....bo widzę jedynie dyskusje na temat pochodzenia, wystaw, trofeów... a gdzie miejsce dla tych bez rodowódów? ...lub tych ze schronisk z niewiadomą przeszłością? ...taj jak mój ?? Pozdrawiam
-
Dziękuję Ci Jolu z całego serce, bo tak naprawdę tylko z Twojej strony odczuliśmy pomoc i realne zainteresowanie.I masz racje, Feluś nie jest całkiem ślepy, w niewielkim stopniu ale jednak widzi i chciałabym aby tak pozostało. Co do wizyty u Garncarza biorę to pod uwage, jednak na razie nadal czekamy na wyniki wymazu z oczków.Poza tym na ostatniej wizycie pan weterynarz u którego bylismy uswiadomił nas że górne powieki niestety równiez trzeba będzie zoperowac:( Na razie jednak do czasu otrzymana wyników leczymy uszka...no i nasze wykastrowane jajeczka bo niestety sa obtarte, a bynajmniej tak wyglądają-pojawiła sie na nich niewielka ranka:( Z jazda wizytą widzę jak wiele jeszcze trzeba bedzie poświecić Felusiowi i jak długie leczenie go czeka.Mam jednak nadzieje, ze starczy mi nie tylko sił... i że nie zawiodę się na ludziach oferujacych wcześniej pomoc w jego sprawie. Pozdrawiamy
-
No tak ...od kiedy Feluś znalazł dom...i zamieszkał u mnie, juz prawie nikt nie interesuje się jego losem...ci co obiecywali pomoc również zaginęli, ale cóż...tak to zazwyczaj bywa.Jedynym wyjatkiem jest jolakar za co jej serdecznie dziękuje, a poniżej zamieszczam focie Feliksia z dzisiejszego hasania po działce...bo przecież nie ma nic piekniejszego niż psi uśmiech :)
-
Dogue De Bordeaux już u Beni-b !!! :) NA ZAWSZE !! :))
Sara_mia_speranza replied to Patia's topic in Już w nowym domu
Uważam że wogóle wyznaczanie ceny za psa przez schronisko to granda w biały dzień.Sama niedawno adoptowałam shar peia , który oczywiscie wymaga dalszego leczenia i odkarmienia, ale nikt nie żądał ode mnie pieniędzy...owszem datki są mile widziane, ale to nie jest warunek adopcji psiaka....i wydaje mi się że tak powinno funkcjonować każde schronisko, w koncu to im powinno zależec na tym by te biedne stworzonka miały nowe domy i kochajacych włascicieli. Tak czy inaczej cieszę się że psiak taki domek ma, chociaż szkoda że te pieniążki nie zostały przeznaczone dla niego, bo na pewno bardzo by mu się przydały w powracaniu do zdrowia. Gorace pozdrowionka dla bordożka i nowego właściciela :) -
Sytuacja w domu już lepiej.Chyba już Felek zrozumiał , że w naszym domu mimo ze jest kochany to w hierarchi zajmuje ostatnią pozycje i to on musi sie podporządkowac wszystkim.Na pewno jeszcze sporo pracy przed nami, i długa droga, ale jest znaczna poprawa....również w tuszy Felusia;) juz nie wygląda jak zagłodzona szkapa no i zaczyna wybrzydzac z jedzeniem-suche jest bee.Niestety jedno co u niego sie nie zmienia to stosunek do innych piesków.Jak dotąd nie udało nam się niestety zaprzyjaźnić z zadnym psiakiem:( mam jednak nadzieję, ze i to się kiedyś zmieni. A co do zdrowia...czekamy na wyniki badań oczków, a uszka czyscimy codziennie niestety ganiajac się po całym domu :D ...no cóz, ale podobno nie mozna mieć wszystkiego ...jednak mam nadzieję , ze Feluś przyzwyczai się i do tych mniej miłych aczkolwiek koniecznych czynnosci tak jak przyzwyczaił się do wycierania swojego pomarszczonego pyszczydełka po jedzeniu:) Pozdrawiamy , i dziękujemy tym co nas wsparli:)
-
Co do wymazu z oczków jeszcze nie został pobrany, bedzie to miało miejsce po 15 marca. Dziś jednak pojawił się problem natury nie zdrowotnej, powiedziałabym technicznej- Feluś niestety zaatakował mojego 11 letniego syna:( A było to tak.... kupiłam dziś dla Felusia cielęcą kość, na poczatku nie bardzo umiał się do niej zabrać , ale potem zaczął obgryzać.Zostawilismy go z przysmakiem i pojechaliśmy na zakupy.Kiedy wróciliśmy witał nas radośnie i wszystko było ok.Po jakimś czasie kiedy leżał i obgryzał kość Maciek dotknał go przechodzą , wtedy ten głośno zawarczał.W sumie nie widziałam wtedy nic niepokojacego, wydało mi się to naturalnym odruchem-strachem przed zabraniem.Jednak po jakimś czasie pies odszedł od kości i przyszedł do pokoju gdzie siedzieliśmy...Maciek powiedział do niego po imieniu i chciał pogłaskać tak jak zawsze, wtedy Felek go zaatakował.Na szczęście nic poważnego się nie stało mojemu synowi, oczywiście skarciłam psa, ale niestety Felek nadal potrafi warknąć na Maćka bez powodu , tylko jak ten się do niego odezwie,no i oczywiście co sprawia , że moje dziecko zaczęło się go bać. Bardzo mnie martwi ta sytuacja, gdyż pokochałam Felusia, ale kocham też moje dzieci, i taka sytuacja nie może mieć miejsca, zeby moi synowie bali się normalnie funkcjonować we własnym domu. Proszę, poradźcie co zrobic!!!
-
Nie chciałabym podawac numeru konta tak ogólnie...zresztą wogóle jest mi niezręcznie że jestem zmuszona prosić o pomoc, ale wiem ze w tej chwili sama nie dam rady, a ważniejsze od mojej dumy jest zdrowie Felusia. Jesli ktoś o dobrym serduszku zdecyduje się nas wspomóc prosze o wiadomość na PW. A co do dalszych kwesti jego oczek na pewno dam znać zaraz po badaniu jak tylko będzie wiadomo w jakim są stanie i jakie leczenie będzie konieczne. Dziękuję wszystkim za miłe słowa i dobre serduszka i pozdrawiam, ja i Feluś
-
Co do tego czy operacja jeszcze jakaś będzie potrzebna czy też leczenie farmakologiczne i jakie dowiemy się dopiero po specjalistycznym badaniu, które niestety jest możliwe 14 dni po zakonczeniu jakiegokolwiek leczenia(przyjmowania leków na oczka), tak wiec zostanie wykonane dopiero po 15-tym marca żeby była pewność , że wymagany okres bez podawania leków minał. A do uszków mamy Otifree , które mam mu codziennie zakraplac i masować uszy, no i w miarę możliwości oczyszczać. Dziś kiedy weterynarz mu czyścił uszy strasznie piszczał:( nawet nie chcę myśleć w jak bardzo kiepskim stanie one są skoro sprawiało mu to taki ból. Jednak mam nadzieję że damy sobie z tym radę i z dnia na dzień będzie lepiej i mniej boleśniej. Dodam , ze kazda pomoc jest z naszej strony mile widziana i z góry serdecznie dziękujemy.
-
My też pozdrawiamy:) Niestety schody jak się dziś okazało dopiero się zaczną. Odwiedziliśmy dziś miejscowego weterynarza, gdyż nie dawy mi spokoju jego nadal zaczerwienione ślepka.Okazuje się niestety , ze faktycznie nadal wymagają leczenia, jednak najpierw czeka nas specjalistyczne badanie.Do tego okazało się , że uszy które niby miały być zdrowe według schroniskowego lekarza, są zaatakowane i to bardzo poważnie świerzbem.Dostaliśmy dziś zastrzyk przeciwzakarzeniu i krople do codziennego przemywania uszków. To jednak nie koniec:( Feluś ma potworny kamień nazębny..zęby są wręcz brązowe(zwłaszcza te w głębi pyszczka) i niestety aby nie zaczęły chorować i nie doszło do zapalenia dziąseł i jamy ustnej , należy przeprowadzić pod narkozą zabieg usunięcia kamienia. Tak, więc czeka nas długotrwałe i niestety kosztowne leczenie.Oczywiście zrobię co mogę jednak martwią mnie sprawy finansowe zwłaszcza,że przed samą adopcją mielismy przeprowadzkę, która niestety nadszarpnęła nas budżet. Moze znajdzie się jakiś dobroduszny lekarz weterynarii, który podjąłby się pomocy w leczeniu i doprowadzeniu Felusia do pełnego zdrowia, i odstapił by chociaż częściowo od swojego honorarium, lub udzielił jakiś zniżek??? Bedziemy wdzięczni, ja , dzieci , no i oczywiście sam Feluś.
-
Feluś ma swój domek i swoją pania:) ...nawet już znudziło mu się sypianie na gołej podłodze...teraz zdecydowanie woli....fotel no ale jeśli obydwa są zajęte, nie pogardzi również łózkiem ;) ogólnie myślę, ze jest szczęśliwy. Poza jedną wpadką na poczatku załatwia swoje potrzeby na dworze.Na spacerach jest grzeczny i nie ciągnie tak jak to bywało kiedy jeszcze był w schronisku. Poza tym wszędzie wsadza swój pomarszczony nosek , no i uwielbia być przytulany, głaskany i drapany. Oczywiście świetnie też dogaduje się z dziećmi, zwłaszcza że to własnie one najczęściej tarmoszą jego fałdki :) Niestety trzeba jeszcze popracować nad jego wystajacymi żeberkami, ale apetyt ma więc myślę, ze to jedynie kwestia czasu:) Pozdrawiamy
-
Chyba już pozostanie Felkiem, bo dość długo tak był nazywany i chyba już przyzwyczaił się do tego imienia...choć czasami żeby brzmiało dumniej mówię do niego Felix ;) Pierwszy dzień minął dość dobrze...no może poza tym, że wypił prawie połowe wody z akwaruim , które stoi na podłodze, a potem zostawił mi wielką kałużę na pół przedpodkopoju.Niestety musiałam ga za to skarcić psztyczkiem w ten jego słodki pomarszczony nos i upomnieć , wysyłając na posłanie...widać było że wie że źle zrobił , spóścił ogonek i udawał skruche;) ...Tak poza tym wiecej problemów jak na razie nie było ( i mam nadzieję, że nie będzie), w domku jest jeszcze większym pieszczochem niż był w schronisku, z dziećmi żyje w zgodzie, a mnie prawie nieodstępuje na krok:) I jak na razie radzi sobie dobrze , bo o nic nie rozbił sobie w domu swojego rudego łebka:lol: Niestety nie chce leżeć wogóle na swoim posłaniu... woli gołą podłągę, a na nocne posłanie wybral sobie fotel. Jednym słowem jest ok:) .... martwi mnie tylko jego katarek i wciąż jednak zaczeriwenione oczka, na które niestety nie dostaliśmy żadnej maści opuszczając schronisko:(... może ktoś doradzi czym je przemywać oprócz rumianku, albo herbeaty? Pozdrawiamy