-
Posts
519 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by millarca
-
Zaprowadziłam dzisiaj Ramisia do weterynarza. Na szczęście kaszel to głownie kaszel kenelowy, nie serce, choć nie wykluczone, że w serduszku też może coś szwankować. Za to okazuje się, że Ramiś ma raka jąder i pewnie trzeba go będzie wykastrować, gdy dojdzie nieco do siebie. Znowu narkoza u starego psa... Po wizycie u weterynarza Ramiś najwyraźniej się na mnie obraził i poszedł spać przytulony do nóg mojej mamy. I bardzo dobrze, niech się podlizuje! A teraz specjalnie dla brazowej1: Gdy weterynarz zobaczył Ramisia, zapytał: A to kto? - RAmiś.- odpowiedziałam. - REmiś? No to dawajmy REmisia na stół. - odparł weterynarz. Sprostowałam pomyłkę, dodając, że nie wiedzieć czemu, wszyscy przekręcają to imie, które nadałam Ramisiowi na dobrą wróżbę (tak nazywał się długowieczny pies mojej koleżanki). A potem, gdy wysiadałam z autobusu, sama niechcący zawołałam: -Chodź RUmiś, idziemy! No i żeby nie było, że taki ze mnie anioł, muszę przyznać, że ze wszystkich wiadomości, jakie na temat stanu zdrowia Ramisia dzisiaj uzyskałam, najbardziej zmartwiła mnie ta, że nie mogę go na razie kąpać. On aż się lepi od brudu. Z innej beczki: Krzywa Łapa pogryzł mojego Tenorka:mad: :angryy: :mad:
-
Paris sur l'arc-en-ciel...za TM :(
millarca replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nie ma już mojej małej Paryski. Wczoraj w nocy jej stan się załamał. Weterynarz uznał, że nie ma sensu narażać jej na cierpienie. Paryska została uśpiona u mnie w domu, na swoim legowisku. Miałam nadzieję, że będzie ze mną dłużej, ale i tak jestem wdzięczna za czas, jaki spędziłysmy razem. -
Paris sur l'arc-en-ciel...za TM :(
millarca replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Z Paris jest źle. Nie je, bo boli ją mordka, ale to najmniejszy problem. I tak teraz nie wolno mi jej karmić. U Paryski zaczęły się stany mocznicowe, od czasu do czasu wymiotuje krwistym śluzem. Walczymy o nią, ale weterynarz uprzedził, że należy się liczyć z najgorszym. Paryska jest już bardzo stara, a nerki ma w fatalnym stanie. Ona na szczęście, jak na psa w tak kiepskim stanie, trzyma się nieźle. Wyniesiona na dwór na siusiu, spaceruje chwilkę po trawniczku, wybiera sobie miejsce, a po wszystkim, bardzo z siebie zadowolona, otrząsa się merda ogonem i krok za kroczkiem, po malutku podchodzi do mnie, żeby ją wziąść na ręce i zanieść do domu. Patrzy nawet spode łba na obce psy, choć już na nie nie szczeka. Wczoraj z własnej i nie przymuszonej woli zjadła coś około 5 mm3 boczku. Więcej nie dała rady, bo ją bolało. Biedniutka jest ta moja Paris, ale przynajmniej nie odchodzi w nieprzytulnym, schroniskowym boksie, tak jak Ramiś... -
Paris sur l'arc-en-ciel...za TM :(
millarca replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Oj! Było gorąco!!! Nadal się boimy, ale już jest lepiej. Paris nie jadła, okazało się, że ma ropne zapalenie dziąseł. Zrobiono jej kontrolne badania krwi: mocznik 5x wyższy niż norma przewiduje. Akcja dzieje się w poniedziałek: Weterynarz powiedział, że sytuacja jest patowa: oczyszczanie kamienia to duże ryzyko, z drugiej strony bez oczyszczania długo nie pożyje. Decyzja należy do mnie. Ciągłe ładowanie leków przeciwzapalnych, przeiwbólowych, antybiotyk od czasu do czasu i trzymanie kciuków za to, żeby jednak coś zjadła, choć każdy kęs sprawiałby jej ból? Nie takiego życia chciałam dla Paris! Zdecydowałam się na narkozę. Paryska chyba zrozumiała, że tym razem szykujemy dla niej grubsze świństwo, bo próbowała ugryźć doktora, gdy ten podawał jej zastrzyk. Zasnęła błyskawicznie. Dość szybko też zaczęła się wybudzać, ale potem zrobiło się groźnie. Czas mijal, a ona ciągle nie była w stanie ustać na nogach, w płucach jej rzęziło, z sercem też było nie najlepiej. Weterynarz odesłał mnie do domu i kazał wrócić po nią o 17.00 (była 13.00), ale wcześniej jeszcze przedzwonić. Cóż było robić? Miałam ze sobą Domela, ktory ciągle nie może się wygrzebac z kaszlu kenelowego, ktorym zaraziła go Paris, a do tego dostal zapalenia gruczołów odbytniczych. Pojechaliśmy do domu. Dzwoniłam 2 razy i 2 razy prosili, żeby ją jeszcze u nich dla pewności zostawić dłużej. Zjawiłam się po nią po 19.00. Paris ciągle nie mogła ustać na nogach, a rzęziła gorzej, niż kiedy ją zostawiałam. Gdy doktor dowiedział się, że rano mam dyżur w schronisku i będę mogła przyjechać z Paris na kontrolę dopiero po południu, postanowił zostawić ją na noc w szpitalu. Juz trzymał ją razem z jej kocykiem na rękach, żeby ją odnieść do klatki, ale się nie dałyśmy!!! Zadzwoniłam do koleżanki, która zgodziła się mnie zastąpić (Dzięki Ola!!!). I Paris wróciła ze mną do domu. Liczyłam się z tym, że nie przeżyje narkozy, ale gdyby miała odejść sama w nocy porzucona nawet w najbardziej luksusowym szpitalu... przecież nie po to zabierałam ją ze schroniska!!! Dzisiaj, choć Paryska ciągle jest bardzo słaba, czuje się lepiej. Ma niską temperaturę, ale w granicach normy. Może już ustać na nogach (co prawda chwiejnie), a nawet przejść kilka kroków. Zaczyna interesować się otoczeniem. Nie je, ale to zrozumiałe, miała ropnie, nadżerki, usunięto jej kamień i część zębów, boli ją pyszczek. Z sercem i płucami jest lepiej niż wczoraj. To ciągle jeszcze jest walka o życie, ale weterynarz powiedział, że ma nadzieję, że pomalutku, powolutku Paryska dojdzie do siebie. Trzymajcie kciuki!!! -
Tina w tej chwili widzi na to chore oczko, choć ma zawężone pole widzenia. Z wiekiem wzrok będzie jej się pogarszał, ostatecznie może na to oko oślepnąć zupełnie. Nie wiadomo, kiedy to się stanie. Zdawałoby się, że to takie głupstwo, a ludzi od niej odstrasza. Przecież ona jest kochana, idealny pies dla kogoś, kto potrzebuje łagodnego przyjaciela.
-
Ramiś może mieć bardzo malo czasu. Miał robione badania krwi i USG. Okazuje się, że ma obie nerki w kiepskim stanie. Po prostu starość. Dopóki nie cierpi, prowadzone będzie leczenie wspomagające, ale należy się liczyć z możliwością gwałtownego pogorszenia się stanu zdrowia, a wówczas pozostanie tylko jedno... W domu, otoczony troskliwą opieką, Ramiś miałby jeszcze szanse cieszyć się zasłużoną emeryturą. W schronisku nic go nie trzyma przy życiu.
-
Paris sur l'arc-en-ciel...za TM :(
millarca replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
kaerjot: pies na avatarku to faktycznie Domel. Pomyślałam sobie, że zamiast bannerka wezmę sobie link do tematu Ramisia w podpisie. Ramiś to taka moja ulubiona schroniskowa sierotka. O Paryskę martwię się trochę: przez ostatnich kilka dni miała kiepski apetyt. Najprawdopodobniej po prostu nie odpowiadała jej karma. Próbowałam ją przestawić na suchą. Na początku nawet ładnie jadła, ale potem najwyrażniej zaczęły dokuczać jej dziąsła (Paris ma straszny kamień nazębny, a ze względu na stan serca nie można go usunąć). Namoczonej suchej karmy Paris nie tylko nie chciała jeść, nie chciała jej nawet wąchać. Wyglądała na raczej urażoną pomysłem podania jej takiego czegoś do zjedzenia. Wczoraj kupiłam jej karmę w paszteciku i trochę jej zjadła. Od jutra wracamy na puszki k/d hillsa. Lubiła je i mam nadzieję, że gust jej się nie zmienił pod tym względem. -
Paris sur l'arc-en-ciel...za TM :(
millarca replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Najnowsze paryskowe wyczyny: 1. Mała dama zaraziła mojego Domelka kaszlem kenelowym. 2. Wet powiedział, że gdyby Paris kaszlała, trzeba jej podać łyżeczkę flegaminy. Paris kaszlała, więc moja mama zmieszała jej flegaminę z karmą z puszki. Cóż na to Paryska? Skosztowała i... O nie! Dziwnie pachnie, dziwnie smakuje, ona tego więcej nie ruszy!!! Za to Domel jest stanowczo mniej wybredny, widząc, że koleżanka nie wykazuje zainteresowania poczęstunkiem, merdając ogonem, ruszył do miski. Ale, ale! Kolego! To przecież miska Paris! I cóż z tego, że zawartość Bułeczce nie odpowiada. Żaden inny pies JEJ miski nie będzie wylizywał!!!! Paris rzuciła się na Domela z przyszczekiem, warkotem i charkotem, a potem jeszcze dłuższą chwilę siedziała przy misce, strzegąc swej królewskiej własności przed niecnym, rudym uzurpantem. 3. Pogoniła mojego kota El Nina. El Nino ma w sobie coś z masochisty, więc myślę, że maleńka Paris sporo zyskała w jego oczach. 4. To ostatnie to grubsze świństwo: na porannym spacerze Paryska zaszarżawała na biedną, małą dziewczynkę śpieszącą się do szkoły. Życie, a przynajmniej kostki dziewczynki ocaliło jedynie to, że jakoś udało mi się bestię utrzymać na smyczy. Oburzona Paris posłała tylko za niedoszłą ofiarą wiązankę niecenzuralnych przekleństw, na szczęście w psim języku, którego jak sądzę dziecko nie znało, inaczej jego niewinność mogłaby doznać uszczerbku. W związku z tym mam pytanie: brazowa1, coś Ty mi sprzedała?!!! -
Biedny RAMIŚ! W schronisku jest zazwyczaj urwanie głowy i nie mam dla niego za dużo czasu. A on tak chętnie wychodzi na spacery, a gdy wraca, zapiera się wszystkimi czterema lapkami. Nie chce być sam, nie chce wracać do nieprzytulnego boksu. To taki miły towarzyski pies:-(. Na razie Ramisiowi nic nie grozi, ale sądzę, że tak na prawdę to tylko kwestia czasu, kiedy się rozchoruje i zgaśnie. Źle znosi pobyt w schronisku...
-
Paris sur l'arc-en-ciel...za TM :(
millarca replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Już tradycyjnie na wstępie zaznaczę, że Paris ciągle kaszle, ale weterynarz po osłuchaniu jej powiedział, że serce jest stabilniejsze. Odstwilismy antybiotyk, na tygodniu mała, zwana przeze mnie także Myszką albo Bułeczką (Bułeczka bo Paryska:loveu: ) będzie miała robioną kontrolną morfologię. -
Właściwie piesek ma na imię Ramiś, nie Rumiś. Znaleziono go na śmietniku. Podobno leżał tam kilka dni, zanim ktoś zadzwonił do schroniska. W boksie siedzi cały czas smutny, zrezygnowany. Zabrany na spacer albo do biura ożywia się, domaga pieszczot (lubi być drapany po brzuszku), interesuje się otoczeniem. Ramiś jest jednostronnym wnętrem, cierpi na zaparcia, najprawdopodobniej ma powiększoną wątrobę i śledzionę, być może chore nerki. Obawiam sie, że w schronisku długo nie pożyje, a przecież ma jeszcze tyle milości do zaoferowania. Czy ktoś uratuje Ramisia?
-
Paris sur l'arc-en-ciel...za TM :(
millarca replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jutro idziemy na kontrolę. Paryska ciągle dużo kaszle, ale humor jej dopisuje. Aż nie mogę uwierzyć, że jeszcze do niedawna z własnej woli prawie nie schodziła z legowiska! Przedwczoraj ogromnie przypodobała się mojej mamie. Siostra była z Paris na spacerze i wlaśnie miały wracać, gdy sunia zauważyła mamę, wchodzącą do sklepu przed blokiem. Paris odmówiła wejścia na klatkę schodową, stała wpatrując się w sklepowe drzwi, a gdy mama w końcu wyszła, psinka odtańczyła na jej cześć istny taniec św. Wita. W domu jednogłośnie orzeczono, że Paris to potworna lizuska ;) -
Paris sur l'arc-en-ciel...za TM :(
millarca replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Można przenieść, nikomu nie oddam mojej małej Paris!!! Chomiczek jest teraz w domu u stażystki Basi, ale dopóki był w schronisku, ja się nim zajmowałam i jak przypuszczam, probowalam go wcisnąć iwlajn. Paris ciągle kaszle, ale nie jest już osowiała i mocno daje się we znaki mojemu biednemu pieskowi Domelkowi. Wczoraj na prawdę przegięła: moja siostra rozsypała płatki śniadaniowe w pokoju i zawołała Domela, żeby posprzątał. Przy okazji, Domel co prawda do olbrzymów nie należy, ale i tak jest kilkakrotnie większy od Paris. Łakoma suczka pobiegła za Domelem tak szybko, jak tylko jej na to pozwalały przykrótkie łapki i zdążyła w sam raz, by ujrzeć, jak Domel oblizywał się po skonsumowaniu ostatniego płatka. Obruszona do żywego takim egoizmem, zaczęła wymyślać koledze przenikliwym głosikiem (nawiasem mówiąc, nie wiem czy brazowa1 mi uwierzy, ale Paris potrafi szczekać, a nawet można powiedzieć, że czyni to bardzo chętnie). Domel charakteryzuje się wrodzonym poczuciem taktu i nie reaguje na zaczepki mniejszych od siebie psów, a co dopiero suczek. Z pełną godności miną ominął rozeźloną staruszkę szerokim łukiem i poszedł do kuchni się napić. O nie!!! Paris wcale nie miała zamiaru pozwolić się zlekceważyć! Stanęła na progu i gdy Domel spróbowal z kuchni wyjść, by udać się na swoje legowisko, powitało go głuche warczenie wydobywające się z gardziołka małej Paris. Biedaczek po prostu zgłupiał, nie wiedzial jak zareagować. Najpierw zrobił tak: :crazyeye: , a potem na jego mordzie uwidoczniła się walka pomiędzy Domelem-dżentelmenem, który nie skrzywdzi kobiety, a Domelem... :mad:. W końcu dżentelmen wygral, a paryskowe ego podskoczyło o kilka punktów, choć tupetu jej i tak nie brakuje. Kilka dni temu zaszarżowala na rottweilera. Rottweiler nawet jej nie zauważył, za to jego pan owszem i w celu uniknięcia kłopotów, ustąpił z placu boju, zabierając ze sobą swojego psa. W ten sposób Paris uzyskała bezapelacyjne zwycięstwo i nawet to, że udzielilam jej surowej nagany za próbę zorganizowania bójki bez mojej pisemnej zgody, nie zepsuło jej humoru. -
Paris sur l'arc-en-ciel...za TM :(
millarca replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Troche głupio mi pisać, tak zostałam skomplementowana. Zapewniam, że na prawdę wcale nie jestem taka dobra, mam trudny charakter i cała hodowlę starannie pielęgnowanych wad. Pierwsze wyniki badania krwi Paris były straszne. Weterynarz nawet kazał mi się przygotować na to, że jej życie może się zakończyć w ciągu kilku dni. Zlecił dodatkowe badania i na szczęście tym razem wyniki były znacznie bardziej optymistyczne. Mocznik wyszedł nawet w normie (poprzednie badania i USG wykazały, że nerki są w fatalnym stanie). Jednak dzisiaj Paris przez cały dzień kaszle, a kiedy nie kaszle, śpi bardzo zmęczona i martwię się o nią bardzo. Ze zdjęciami jest drobny problem: jedyną osobą w domu dysponującą aparatem cyfrowym, jest ten właśnie brat, którego Paris uraczyła kałużą przed łóżkiem. Ale wydaje mi się, że mimo wszystko Łukasz ma do niej słabość i uda się go namówić, na kilka fotek. Tym bardziej, że gdy Paris znalazła się u nas w domu i rozprostowała się trochę (w schronisku cały czas siedziała skulona) okazała się tak przekomicznie pokracznym psem, że po prostu trzeba ją uwiecznić na zdjęciach. Na zakonczenie, żeby nie było zupelnie smutno, dodam, że Paris odzyskała apetyt i dawkuję jej teraz jedzenie, gdyż jak się okazuje, przy stole nie zachowuje się ona bynajmniej jak dama, a raczej jak chłop, ktory oborał właśnie wołami kilkanaście hektarów pola.