Bezanku, to już prawie dwa lata... Ale co znaczą dwa lata w porównaniu z tymi dziewiętnastoma, które spędziliśmy razem? Pewnie zapomniałeś o tych pierwszych chwilach, kiedy Cię znalazłam - malutką kuleczkę błota, cichutko popiskującą, głodną i zdezorientowaną. Piszczałeś przeraźliwie, kiedy Cię wykąpałam, żeby zobaczyć, jakiego jesteś koloru. Nie chciałam wtedy mieć psa. Ogłosiłam wśród znajomych, że mam fantastycznego szczeniaka, postawię go na wszystkie cztery łapki i oddam w dobre ręce. Ale kiedy już chodziłeś z noskiem przy mojej pięcie, a zwykły krawężnik był dla Ciebie przeszkodą nie do pokonania, wiedziałam, że nikomu za żadne skarby Cię nie oddam. Nie wiedziałam, jak będziesz wyglądał, kiedy dorośniesz. Ale jedno było pewne - niezależnie od wszystkiego będę Cię kochała.
Wyrosłeś na pięknego, dzielnego psa, wyjątkowo mądrego. Śmiałam się, że jaka pańcia, taki piesek...Miałeś bardzo dobre serduszko, kochałeś wszystko, co żyje. Pamiętasz pierwsze chwile Kićka w naszym domu? Wybiegłeś z entuzjazmem, żeby go przywitać, a malutka, puchata kuleczka zaczęła prychać na Ciebie. Zachowałeś się niesamowicie mądrze - wyszedłeś z pokoju i powoli go oswajałeś ze sobą. Fachowiec nie zrobiłby tego lepiej. Podziwiałam, jak potrafisz opiekować się kotkiem. Przytulałeś się do niego, spaliście razem. Kiciek Cię pokochał. Kiedy odszedłeś, szukał Ciebie, patrzył na mnie, jakby prosił o wyjaśnienie, popiskiwał.
Byłeś cudownym przyjacielem, obrońcą, niestrudzonym i dzielnym towarzyszem wypraw... Byłeś... dla mnie to nadal bardzo bolesne... Odszedłeś przytulony do mnie... Przez łzy patrzyłam, jak Twoje przemądre, ciemnobrązowe, kochające oczy zachodzą mgłą. Usiłowałeś mnie polizać, pocieszyć. Tak jak zawsze pocieszałeś mnie, kiedy byłam smutna. Już nie dałeś rady...
Bezanku, codziennie myślę o Tobie. Na zawsze pozostaniesz w moim sercu.