..o rany...trudno określić....z pewnością nie {szef-podwładny}!!! mam już 3-cią psinę w swoim życiu-najpierw jako nastolatka- Jesee-spała kochana ze mną w łóżku co doprowadzało moją mamę do szaleństwa, wychodzila ze mną do szkoły po czym wracała do domu, gdy zachorowałam w wieku 16-u lat na astmę wyjechałam do Otwocka na 1,5 roku do sanatorium i mamusia powiedziala że oddała na wioskę-....oj długo się gniewałam! W roku 1992 zamieszkałam z moim mężem i znalazł w tramwaju młodą sunie-Lanza ją nazwałam-bidulka była tak wystraszona ale się na tyle do mnie przywiązała że gdy szlam do toalety siedziala pod drzwiami i czekała, nauczyła się sama na podwórko wychodzić i wracac szczekając pod oknem(parter)-po połtorej roku ktoś nam ją ukradł( strasznie to przeżyłam-przez miesiąc na Januszowicką jeżdziłam czy ktoś jej nie znalazł)i powiedziałam że dosyć-za bardzo to przeżywałam i nie chcę więcej cierpieć! Serce mi pękło 7 lat temu w lutym gdy postanowiliśmy z mężem że kupimy sobie kaukaza-pojechał więc i dokonal zakupu(wiek ok.8 tyg)wielki z niej był kolosek i wyglądała jak kaukaz-do momentu aż nie zgubiła szczenięcej sierści(zdięcia postaram się wstawić poniżej) teraz wygląda jak mieszaniec goldena z budową kaukaza-ale nie wyobrażamy sobie bez niej życia-i to coś więcej niż relacje rodzic-dziecko, ona jest naszym oczkiem w głowie!-a wszyscy mowią że w oczach ma tylko miłość i popęd do.....pieszczoch(dziewica!-mąż się śmieje mówiąc że jedyna na dzielnicy)-to tak w skrócie-ale uwierzcie ze do końca życia nie zapomnę Jeesie i Lanzuni.:-( O, sorki...jeszcze Ozzy!:-(Pozdrawiam.