Jump to content
Dogomania

elik

Members
  • Posts

    80486
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    308

Everything posted by elik

  1. I pewnie mężczyzną
  2. I także dzięki Tobie, bo pokazałaś jego i jego mamę na dogomanii. Gdyby nie to, nie wiedzielibyśmy o nich. Też bardzo chciałabym, żeby zaakceptowali go ci, od których to zależy. Myślę, że najbliższa przyszłość to pokaże.
  3. Biorąc pod uwagę jego obecne zachowanie trzeba powiedzieć, że zrobił ogromne postępy w stosunku do tego, w jakim stanie psychiki przyjechał do hoteliku.
  4. To pewnie tak to wygląda
  5. Kochani, powiem Wam tak po cichutku, na ucho, że Rysiem jest zainteresowana na poważnie jedna osoba mieszkająca niedaleko hotelu. Podchodzi do adopcji bardzo poważnie. Przed adopcją chce sprawdzić jak będą układać się relacje pomiędzy Rysiem, a dzieciakami i pomiędzy Rysiem, a dwoma rezydentami. Była z Rysiem na spacerze i jest nim oczarowana. Czekamy na rozwój wydarzeń A na razie fotorelacja ze spaceru, ale innego.
  6. Oj, oj już się boję co będzie, gdy już nie będziemy w stanie jeździć i trzeba będzie sprzedać domek
  7. No so Wy, so Wy, to post dla Rewuni, a ja nic takiego nie robię.
  8. Radości też wiele mi się dostało, bo za te wszystkie lata sporą gromadkę kociąt udało się nam uratować. Zanim zdążyły zdziczeć, szukaliśmy domków. Nie ma roku, żeby jakaś nowa, ciężarna koteczka nie pojawiła się na działkach, no i oczywiście zaraz mam zgłoszenie - pani Elu, bo tam... zagnieździła się kotka z młodymi. Bo oczywiście pani Ela to ta, która jako jedyna może coś zrobić. Sąsiedzi uważają, że uratowali totki, bo zgłosili pani Eli. Tylko jedna sąsiadka też pomaga kotkom i na zmianę z moim mężem co tydzień jeżdżą uzupełniać karmę.
  9. 2.02. na konto Rysia wpłynęły poniższe kwoty: 10,00 zł od Nesiowata II 60,00 zł od mojej Agnieszki II Bardzo serdecznie dziękuję oraz 30.00 zł od elik II
  10. Dziękuję Nadziejeczko kochana. Masz rację, to trudne, bo żal bardzo kiedy odchodzą, a my nie wiemy co się stało i myślimy czy nie cierpiały. Na pewno nie głód, ani mróz nie są przyczyną ich odejścia, bo od tego je zabezpieczamy, ale lisy, kuny, samochody...
  11. Dopiero mogę usiąść do kompa. Mąż po ostatnim powrocie z działki zgłosił mi, że nasz najstarszy, około 20-toletni kocurek ma jakieś dziwne lewe oczko. To oczko miał operowane około 20 lat temu, gdy nabyliśmy domek i rozpoczęliśmy opiekę nad dzikuskami. Łapaliśmy na ura wszystko co się dało i hurtem woziliśmy do Krakowa na kastrację. Łapuś dodatkowo na leczenie oczka. Okazało się, że był w tym oczku, czy na tym oczku wrzód. Blisko miesiąc był w szpitaliku i wrócił cały, ale bez jaj i z naprawionym oczkiem. Mąż zauważył, że teraz na tym oczku miał jakby białą galaretowatą substancję. Pilna wizyta u weta. Bałam się, że może wrzód się odnowił? Ponieważ nikt nie może głaskać Łapeczka, nikomu nie pozwala się zbliżyć, musiałam jechać ja, żeby go włożyć do kontenerka i zawieźć do weta. Ponieważ nie byliśmy umówieni, musieliśmy czekać, aż wet zechce nas przyjąć. Nie potrafię powtórzyć wszystkiego, co powiedział wet, ale sprowadzało się to do tego, że jest to infekcja spowodowana być może zadrapaniem i którą można byłoby próbować leczyć, ale wymagałoby to założenia kołnierza i kilkudniowego zakrapiania oczka. Niestety nie jest to możliwe w przypadku dzikiego kotka. Co prawda ociera się o mnie, pozwala mi się głaskać, ale o jakimś większym spoufaleniu, mowy być nie może. Jedynym możliwym posunięciem w tej sytuacji będzie usunięcie oczka, co i tak będzie wymagało kilkudniowej opieki i nadzoru w domu. Te kilka dni będzie musiał spędzić w kennelu. Operacja jest umówiona na piątek w przyszłym tygodniu, ale czy Łapuś da mi się znowu złapać i włożyć do transporterka? Dzisiaj, gdy wróciliśmy od weta i wypuściłam go z kontenerka, czmychnął i trzymał się ode mnie z daleka
×
×
  • Create New...