-
Posts
248 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by kamma13
-
Dobra strona lękowego przywiązania. Myślę, że Jaga mogłaby się od nas oddalić jedynie pod wpływem silnego impulsu, np. za jakimś zwierzem. Ale na razie i tak jej nie spuszczamy ze smyczy, miasto to nie miejsce na takie eksperymenty z Jagą. Dziś mimo smyczy wlazła na ulicę, choć regularnie ćwiczymy zatrzymywanie się i na polecenie czasem nawet jej wychodzi ;)
-
Porcja niusów: Jaginia ma swoje humory, gdy czuje się pokrzywdzona przez los (I przez człowieków). Na przykład, gdy człowieki jedzą, a ona nie. Albo gdy siedzą na kanapie, a ją z uporem maniaka wyganiają na podłogę (oczywiście Jaginia z uporem maniaka próbuje się na kanapę dostać). Albo gdy robią robotę, a Jagini akurat zabawa w głowie. W takich chwilach potrafi szczekać na poważnie, a nawet warczeć I odsłaniać zęby. Z kanapą poradziliśmy sobie tak, że przynosimy jej legowisko I układamy tuż obok. Kładzie się I jest ok. Do innych rzeczy musi się przyzwyczaić. Na razie brakło nam energii do odczulania na jedzenie. Kupiłam jej dziś pięć pluszaków, na razie dostała dwa. Ileż szczęścia :) Ileż namaszczenia w szkubaniu :) I ogólnie dziś od rana była bardzo, bardzo grzeczna I współpracująca (pomijając kradzież jednego córkowego pluszaka oraz pumeksu z łazienki ;) ). Byłyśmy na spacerku w córkowej szkole. Musiałam coś córce zanieść, a psom na teren szkoły nie wolno... Przywiązałam więc Jaginię tak, żeby mnie widziała, rozpacz była taka, że w ciągu 30 sekund mojej nieobecności dziecko urwało smycz (parcianą) I wydostało się na wolność. I na tej wolności - przybiegło dziecko prosto do pańci. Uff :)
-
Sowa, u Jagi to nie działa, przynajmniej na razie. Widzi człowieka w kurtce - nie wykonuje żadnych poleceń, odmawia jedzenia. Lęk separacyjny. Jeszcze udaje się ją doprowadzić do siadu, gdy mamy w rękach smycz, ale gdy widzi, że zanosi się na wyjście człowieka bez niej, to pilnuje za wszelką cenę. Jak wracamy, to się cieszy, ale też pilnuje.
-
Takie poszukiwanie podobnego psa może być zwodnicze... Człowiek ma zawyżone oczekiwania, wyobrażenia... A to przecież nie ten sam pies. A Jaginia miała dziś ciężki dzień. Nie dość, że sama przez ponad 4 godziny, to potem córa wróciła ze szkoły, wyprowadziła Jagę na podwórko, a gdy wróciły, nawykowo zamknęła się w pokoju z muzyką (to specyficzne dziecko). Zniszczenia mamy większe niż kiedykolwiek, kradzieże też, ale co się dziwić... Potem, gdy chłopcy wrócili, Jaginia biedna odreagowywala - szczekała, gryzła dywan. Ja wróciłam po 22, tu zaczyna się pozytywna część tej historii. Jaga witała mnie jak szalona :) Pozwoliłam na krótką chwilę takiej radości, a potem kazałam siadać. Najpierw nie dawała rady, tyle energii w tym małym ciałku.. Ale stopniowo opanowała emocje, siadała, witałyśmy się coraz bardziej spokojnie. Potem jeszcze odreagowywała - próbowała gryźć dywan, szczekać, wskakiwać na kanapę (ewidentnie prowokacyjnie), ale konsekwentne siady i inne polecenia, pochwały, sprawiły, że w ciagu 10 minut psina się całkiem wyciszyła :) Chciała tylko być blisko, więc przeniosłam jej legowisko tuż obok kanapy, siedzę blisko i wszystko jest ok :)
-
"Daj" kompletnie nie działa przy kradzionym - ona to wtedy rozumie jako "szybciej, zjadaj, zanim zabiorą" :) Co jest bardzo pozytywne, nie siłuje się z człowiekiem, nawet z dziećmi. Gdy ma coś w pysku I ktoś to chwyci, ona natychmiast puszcza. Wykorzystam to do stworzenia adekwatnego hasła. Taki jest cel I do tego będziemy dążyć. Mam nadzieję, że jej impulsywność nie będzie znaczącą przeszkodą. Zresztą, psina na razie jest jak szczeniaczek - myślę, że jej układ nerwowy jeszcze nie jest dojrzały, a w miarę dojrzewania - I treningu - zdolność do opanowywania impulsów będzie wzrastać.
-
Dokładnie tak robimy :) Już robi bardzo ładne siady, jest nawet w stanie chwilkę poczekać, na razie niedługo, ale idzie to w dobra stronę. Dziewczyna tak się już wycwaniła, że gdy wchodzę do pokoju, w którym zaczynałyśmy ćwiczenie siadów, od razu siada bez polecenia. Nie nagradzam jej wtedy w żaden sposób. Dopiero wtedy, gdy zrobi to na polecenie. Jeszcze robimy tak, że gdy wykona komendę siad, chwalę ją I czasem (nieregularnie) daję smaczka, a potem każę czekać w tej pozycji, odchodzę na drugi koniec pokoju, odczekuję I wołam do siebie. Przychodzi, każę siad, znowu nagroda. W stałym miejscu ćwiczeń wychodzi jej to już bardzo dobrze, ale w innych miejscach jeszcze nie jarzy. Albo nie chce siadać na zimnych płytkach ;) Ślicznie siada do zapinania smyczki, choc to bardzo trudne gdy pupsko lata razem z zadowolonym ogonem w tę I we wtę :) Jaga uwielbia wychodzić poza mieszkanie, a chodzi zawsze z zakręconym ogonem :) Na podwórku ładnie przychodzi na wołanie, choc jeszcze nie zawsze. Na spacerze jest stale na smyczy, ćwiczymy komendę STOP/CHODŹ przed ulicą, na razie pcha się wszędzie bez zastanowienia. Ale już się nauczyła, że gdy pobiegnie naokoło drzewa I smycz się zapętli, to musi wrócić tą samą drogą. Na tym stole nic nie było - wlazła kontrolnie, żeby sprawdzić, czy da się coś podprowadzić. Nie zostawiamy nic na stole (raz podprowadziła marynowane grzyby!!! raz masło. Nauczyliśmy się ;) ). Na pewno skorzystam z Twojej rady uczenia zachowania przy stole - po jej zachowaniu widać wyraźnie, że to stary zły nawyk. Widać potrzebowała kraść, żeby przetrwać. Jak tak opisuję moje z Jagą doświadczenia, to dociera do mie, jak duże postępy już poczyniła. Teraz uczymy się warowania (u mnie komenda "leżeć") I podawania łapki, tak dla zabawy, I dla utrudnienia, niech ma więcej słów do zapamiętania. Każę jej też siadać I/lub warować, gdy zaczyna szczekać, ale to jest na razie silniejsze od niej I w sumie uzasadnione, że zgłasza podejrzane dźwięki. Popróbujemy też z tym szukaniem, ale najpierw niech opanuje siad, leżeć I czekaj. Teraz będę zmieniać miejsce ćwiczeń, a potem osobę.
-
Gabi, nie martw się. To jeszcze baaaardzo daleko do granic naszej wytrzymałości, a myślę, że gorzej już nie będzie. Wczoraj nie reagowałam na ten jej humorek i po 2 minutach dała sobie spokój. Wydaje mi się, że w ten sposób domaga się uwagi. Wczoraj byłam z nią w szkole. To niesamowite, jakie Jaga wzbudza emocje :) Zwłaszcza ty podniesionym uszkiem zawojowała pare osób :)
-
A żeby nie było cukierkowo, to ostatnio agentka pokazała nam się jako nieskrępowana wygodnisia - ładuje się nam do łóżka - oraz bezczelna skrytożerka: nakryłam ją w kuchni NA STOLE! Masło wyślizgane, ślady jęzora są nie do podrobienia. A najlepsze jest to, że ona doskonale wie, czego jej nie wolno. Najpierw sprawdza, gdzie jesteśmy, a potem heja! Wczoraj miała znowu jazdę ze szczekaniem na poważnie, ale krótką. W tym czasie wyglada tak:
-
Sowa, ja rownież dziękuję. Ciekawa jestem Twojego zdania na temat zadań polegających na poszukiwaniu- czy są wskazane dla takiego egzemplarza jak Jaga, która wiecznie czegoś szuka, gdzieś grzebie i wywleka wszystko, co jej się spodoba. Z dobrych wieści - Jaginia spokojnie może zostawać sama. Wczoraj byłam cały dzień w domu, większość czasu przespała, i to niekoniecznie w moim towarzystwie. Drzemała też na swoim posłaniu, nie widząc mnie, podczas gdy krzątałam się w kuchni. Teraz za to zalega słodko tuż przy moim kolanie. Z jakiegoś powodu nie mogę wstawić zdjęcia :(
-
i wiecie, zastanawiam się, czy ona nie ma czegoś nie tak ze wzrokiem lub z węchem. Bardzo polega na słuchu, i ciagle węszy. Ale gdy jej podaję smaczka na otwartej dłoni, to zdarza się, że sięga o 2-3 cm od niego. Pierwsze dłuższe rozstanie dobrze się skończyło. Nic nie zniszczone, żujek zżuty, a przed wyjściem nie pozwoliłam jej spać, więc myślę, że spała. I bardzo się ucieszyła z powrotu córy, która od razu zabrała Jagę na podwórko. Im wiecej takich doświadczeń, tym szybciej zrozumie, że zawsze wracamy. A na niepokój będę jej włączać muzyczkę. W Sylwestra pomogło.
-
Spokojnego treningu mamy dużo, jedna sesja w czasie aktywnym, czyli wychodzą 2-3 dziennie. Jaga potrzebuje dużo ruchu, stąd pomysł z piłką. Zastanawia mnie poszukiwanie piłki - czy nada się dla psa, który wiecznie czegoś poszukuje? Wywleka? I kradnie? Niby przypadkiem zahacza coś jednym ząbkiem i ciągnie. Na szczęście od razu puszcza, gdy zostaje przyłapana ;) Dziś ćwiczyłyśmy odraczane nagradzanie, i to w trudnych warunkach, bo ciagle było słychać dźwięki ze schodów. Jaga właściwie stale jest w stanie gotowości, stale nasłuchuje i jest zaniepokojona, gdy nie może zlokalizować źrodła dźwięku. Mam nadzieję, że się przyzwyczai. Reaguję spokojem, żeby dać jej do zrozumienia, że te dźwięki są normalne. Ale martwi mnie to jej ciągłe napięcie :(
-
Poker, wiadomo, że nie traktuję dzieci i psów tak samo ;) Chodzi mi raczej o ogólne zasady i prawidłowości, gdyż trauma, bez względu na przynależność gatunkową, zapisuje się w ciele. A leczenie traumy polega na zapewnieniu poczucia bezpieczeństwa, stabilności i dobrostanu, plus zamienianie lękowych skryptów reagowania na skrypty bezpieczne, tu dla psów przydaje się zwykłe warunkowanie pozytywne. Z dziećmi trudniej ;) Gabi, potrzeba naprawdę solidnej jazdy, żebyśmy się poddali... Odpukać!
-
Nie złowrogo, ale na poważnie. Rozwazamy konsultację u behawiorysty, ale na razie popróbujemy jeszcze na własną rękę. Wiem, że wszystko robimy mniej-wiecej dobrze. Może jest bardziej zaburzona niż się wydawało w przejściowych warunkach. Teraz, jak poczuła się stabilnie, ujawnia stare nawyki. No zobaczymy. Trafiła na doświadczoną panią - pracuję w domu tymczasowym, ale dla dzieci :) Więzi lękowo-ambiwalentne, lęk separacyjny, trauma - to dla mnie nie pierwszyzna.
-
Słuchajcie, dokładnie tak robimy. Nie pozwalam na szaloną zabawę, wyciszam i psa, i dzieci. Nagradzam za spokój i za wszystkie pożądane zachowania, nagrody są zróżnicowane. Bawimy się intensywnie tylko na naszych zasadach - gramy w piłkę. Myślę, że Jaga wymusza zainteresowanie. Widać też lęk separacyjny. Zdaję sobie sprawę, że wytworzenie więzi bezpiecznej może trochę potrwać. Gruczoły ma puste, 3 dni temu była u weta.
-
Jesli idzie o modę, to nie ma w niej logiki ;) Ja tam lubię duże psy, nie ma strachu, że przypadkiem rozdepczesz. Jaga to dla mnie malizna, ale w sam raz mieści się w aucie. Z yorkami czy Shit-zu czy jak im tam łączy ją szczekliwość. I zębatość. Wczoraj capnęła Tymka w kolano, nie w złości, tylko chyba nie zauważyła, że to kawałek człowieka. Zaczynają się też pojawiać różne dziwne akcje, szczekanie na poważnie na swoich, zęby (w miarę delikatnie na szczęście), kręcenie się za ogonem. Mam nadzieję, że to ogarniemy, przecież to nadal jest okres adaptacji. Zabawki ma, kontakt z pieskami codziennie, noce przesypia spokojnie. Lęk separacyjny nasilony. Dziś zostaje sama po raz pierwszy na dłużej, mamy gryzaki na tę okoliczność. Trzymajcie kciuki, bajka się skończyła, nadchodzi szara codzienność.
-
Nie tylko Jaga jest szczęściarą, ale i my, bo to świetna psina. Dlatego chciałabym w tym miejscu gorąco podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego szczęśliwego spotkania: - Gabi76 oraz wszystkim innym osobom angażującym swój czas, energię i serce w wyciąganie psiaków ze schronisk - anecik i innym osobom prowadzący domy tymczasowe - Togaa i innym osobom przeprowadzającym wizyty p/a - wszystkim wspomagającym psiaki tym, czym mogą - robicie kawał dobrej roboty i znacząco zwiększacie powodzenie adopcji :)
-
Gabi, definiując psią mądrość jako liczbę powtórzeń zdarzenia niezbędną do nauczenia się prawidłowości, to jednak psiaki są mocno zróżnicowane pod tym względem. Po Jagini widać, że musiała kombinować, żeby przeżyć. I prawdopodobnie była bita, albo przynajmniej raz uderzona kablem lub czymś podobnym. Dwukrotnie spanikowała, widząc w rękach Michała najpierw obróżkę na pchły, a potem kabel od ładowarki.