Jump to content
Dogomania

Oyeczka

Members
  • Posts

    54
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Oyeczka

  1. W odpowiedzi na pytanie czy zmienić tytuł wątku - tak! Marley zostanie u nas do końca swych dni. Zabezpieczyłam się też już na wszelki wypadek na takie okoliczności jak pobyt w szpitalu itp. więc nie będzie to już więcej problemem. Jeszcze raz pozdrawiamy wszystkich którzy trzymają za nas kciuki i ślemy dużą buźkę od Marleya i Korsulki
  2. Jeszcze raz bardzo dziękujemy za możliwoś przesłania zdjęć i za zamieszczenie ich na Dogo. Dziękujemy też wszystkim za ciepłe słowa i wiarę że wszystko nam się dobrze ułoży, w co gorąco wierzymy. Pozdrawiamy serdecznie. Ola, Oskar i Marley z nową kumpelka - kotką Korsą
  3. Dziękuję, skozystałam z propozycji. Foteczki wysłałam ok 10 minut temu, więc moze już będą?
  4. [SIZE="3"]Tylko jedno miałam tak małe by móc je umieścić jako avatar, więc je ustawiłam. Marleyek wygląda na nim jak całkiem przyzwoity rasowiec. Zapomniałam dodać że często chodzimy razem odbierać Oskarka ze szkoły i Marley jest w swoim żywiole oblegany przez dzieciaczki
  5. [SIZE="3"]Aha ... wyczytałam że nie mogę wysłać załączników więc może komuś kto je może dołączyć poślę e-mail'em? Problem byłby jakby rozwiązany.
  6. [SIZE="3"]Witamy wszystkich gorąco! U nas wszystko w jak najlepszym porządeczku. Marley przestawił się na suchą karmę Eukanubę dla szczeniąt bo krokieciki sa najbardziej miękkie i chyba najbardziej mu smakują. Nie tyje po niej, czego się obawiałam bo zwiększona dawka energii dzięki niej daje mu siłę biegać na 3 piętro. A biega jak szczeniak! Nie wiem jak wrzucić zdjęcia ... w końcu udało mi się je zgrać do komputera, ale zrobione są telefonem więc ich jakość nie jest najciekawsza. Pozdrawiam.
  7. Witamy! U nas wszystko w porządku. Nie czułam się ostatnio najlepiej dlatego też się nie odezwałam. Zapisałam sobie nr telefonu do Bubu, więc postaram się w najbliższym czasie posłać nowe fotki Marleyka, tym bardziej, że pogoda coraz ładniejsza więc i spacerki dłuższe, będzie gdzie pobiegać, bo póki co po błotku nie było nam przyjemnie brodzić.
  8. Na boga, drodzy państwo czego nie rozumiecie? Nie chcemy oddać psa, ale musimy wziąć to pod uwagę. Cały czas o tym piszę. Widzę jednak i ogarnia mnie przerażenie, że Dogomaniacy na takie zakończenie sprawy czekają. Szaleństwem jest zakładać z góry że wszystko będzie nie tak i że naprawdę Marley zostanie na lodzie. Zamiast wsparcia z Państwa strony spotykam się tu (w ogromnej większości) z niezrozumieniem i nieustannymi atakami. Rozstanie z którymkolwiek z naszych zwierząt jest dla nas bolesne, dlatego nie jestem w stanie podjąć decyzji jak radzą niektórzy już teraz. Nasuwa się tysiąc myśli: A jeśli wszystko będzie w porządku? Jeśli tym razem się uda donosić ciążę? Kto mi powie jak będę mogła spokojnie dalej żyć wiedząc że zrobiłam któremuś z nich krzywdę? Nawet z pająkami które nie przywiązują się do ludzi a tylko ich tolerują i stanowią jakby nie patrzeć największe zagrożenie ze zwierząt które posiadam, trudno jest mi się rozstać. Jak więc pod wpływem chwili podjąć taką decyzję gdy chodzi o psa czy kota? Nie sądzę by Marley wiedział że rozmawiamy o ewentualnym znalezieniu mu domu skoro nigdy nie robimy tego przy nim, ani nawet w domu, a już na pewno nie traktujemy go inaczej czy jak intruza. Myślę, że okazujemy mu więcej czułości - o ile to możliwe - niż dotychczas. Fotki chętnie prześlę ale tylko mms-em ponieważ nie mam aparatu fotograficznego (cyfrowego). Proszę podać nr telefonu. Podczas następnego spaceru zrobię kilka świeżych.
  9. Tak ... pisałam że rozważamy taką decyzję ale tak naprawdę żywimy nadzieję że pies dożyje u nas spokojnej starości będzie oszczędzone i Marleyowi i nam jakiekolwiek rozstanie. Gdyby się cokolwiek zmieniło najpierw skontaktuję się ze schroniskiem, lub paniami które do tej pory sprawą się zajmowały (poza jedną z pań, o czym już też pisałam). Proszę za nas trzymać kciuki. Przepraszam ale idę na spacer z Marleyem. Pozdrawiam.
  10. Proszę by przestano mnie atakować i nie wyrażano pochopnych opinii na mój temat. Mam serdecznie dość robienia ze mnie wroga publicznego nr1 czy nieodpowiedzialnego błazna który znudził się psem, albo wstawianie dziwnych uwag a propos wagi psa (co to ma wspólnego z tematem? nie mam pojęcia) Czy będzie mi dane przemyśleć temat w czasie dłuższym niż 2 doby które dają mi dogomaniacy? Fakt że pani Anna szuka taniej sensacji czy poklasku i robi ze mnie kozła ofiarnego na tę okoliczność, nikomu nie wyjdzie na dobre, a zwłaszcza Marleyowi którego jak już pisałam wcale oddać nikomu nie chcemy, tym bardziej do schroniska!!! To że bierzemy i taką decyzję pod uwagę świadczy o powadze sytuacji a nie o już podjętej decyzji. Rozumiem (staram się) tok myślenia ludzi mających często do czynienia ze złem jakie ludzie wyrządzają zwierzętom ale nikt nie ma zamiaru krzywdzić Marleya i staramy się znaleźć jak najlepsze dla wszystkich wyjście. Decyzję, o ile będzie taka potrzeba będziemy podejmować najwcześniej za 2 miesiące. Do tego czasu wszyscy mamy zapewnioną opiekę. Oskar, Marley i ja. Jeśli cokolwiek się zmieni będę kontaktowała się z panią Aleksandrą R. telefonicznie lub przez gg lub z osobą którą wyznaczycie państwo (prośba do władz schroniska z którego został adoptowany) jako przedstawiciela sprawy adopcji Marleya. Mam nadzieję że pomimo dodatkowych stresów jakie nam funduje pani Anna W. uda nam się szczęśliwie donosić ciążę i zachować Marleya. Zwłaszcza mając na uwadze fakt, że Oskar bardzo zżył się z psem i nie wyobraża sobie innego rozwiązania, Marley też.
  11. [FONT=Comic Sans MS]W związku z decyzjami które podejmuje się tu a propos Marleya, właściwie nie wiem czy to jeszcze mój pies i czy w ogóle mam prawo zabierać głos i podejmować jakiekolwiek decyzje w jego sprawie. Mam dość ataków na mnie ze strony pani Ani W., której wydaje się że ma prawo mnie strofować, ochrzaniać i pouczać o wychowaniu syna. Zapomina, że w tym wszystkim chodzi o dobro psa, którego los miała dokładnie w nosie przez 3 miesiące (np. nie odbierając telefonów ode mnie) ani też sama się nie odzywając. W życiu nie miałam do czynienia z tak nieprzyjemną, bezczelną i kłótliwą osobą. Uważałam ze moim obowiązkiem było poinformować ją jako osobę uczestniczącą w adopcji, że biorę pod uwagę znalezienie Marleyowi nowego domu, bo wydaje mi się to bardziej odpowiedzialne niż zaniedbanie psiaka czy oddanie go do schroniska. Moje słowa zostały jednak źle zrozumiane i pani Ania W. kierując się ... emocjami(?) ... najpierw atakowała mnie na gg a później zrobiła mi opinię na dogomanii. Na pewno nie będę utrzymywać kontaktów z tą panią, gdyż uważam TAKIE traktowanie ludzi przez nią za pożałowania godne i zastanawiam się, czy aby na pewno traktuje z szacunkiem inne istoty żyjące. Marley na pewno zostanie u nas co najmniej pół roku o ile w ogóle zdecydujemy się komukolwiek go oddać. Jeśli tylko będę miała możliwość będę się starała zaglądać na wątek jak najczęściej. Pozdrawiam. Olga [/FONT]
  12. [FONT=Comic Sans MS]W związku z decyzjami które podejmuje się tu a propos Marleya, właściwie nie wiem czy to jeszcze mój pies i czy w ogóle mam prawo zabierać głos i podejmować jakiekolwiek decyzje w jego sprawie. Mam dość ataków na mnie ze strony pani Ani W., której wydaje się że ma prawo mnie strofować, ochrzaniać i pouczać o wychowaniu syna. Zapomina, że w tym wszystkim chodzi o dobro psa, którego los miała dokładnie w nosie przez 3 miesiące (np. nie odbierając telefonów ode mnie) ani też sama się nie odzywając. W życiu nie miałam do czynienia z tak nieprzyjemną, bezczelną i kłótliwą osobą. Uważałam ze moim obowiązkiem było poinformować ją jako osobę uczestniczącą w adopcji, że biorę pod uwagę znalezienie Marleyowi nowego domu, bo wydaje mi się to bardziej odpowiedzialne niż zaniedbanie psiaka czy oddanie go do schroniska. Moje słowa zostały jednak źle zrozumiane i pani Ania W. kierując się ... emocjami(?) ... najpierw atakowała mnie na gg a później zrobiła mi opinię na dogomanii. Na pewno nie będę utrzymywać kontaktów z tą panią, gdyż uważam TAKIE traktowanie ludzi przez nią za pożałowania godne i zastanawiam się, czy aby na pewno traktuje z szacunkiem inne istoty żyjące. Marley na pewno zostanie u nas co najmniej pół roku o ile w ogóle zdecydujemy się komukolwiek go oddać. Jeśli tylko będę miała możliwość będę się starała zaglądać na wątek jak najczęściej. Pozdrawiam. Olga [/FONT]
  13. [FONT=Comic Sans MS]Lekarz prowadzący nie wyraził zgody bym posłużyła się w tych wyjaśnieniach jego nazwiskiem, jednakże powiedział tu cytat: " powinna pani wziąć pod uwagę że skoro obje z mężem i Oskar jesteście alergikami, kolejny potomek też nim być może" To na pytanie Ani dlaczego z góry zakładam że drugie dziecko też będzie alergikiem. Straciłam już 3 razy ciążę stąd też - być może - moje przewrażliwienie, zwłaszcza że już dawno straciłam nadzieję że uda mi się zajść w ciążę ponownie. Temat astmy i braku rodzeństwa Oskara był poruszany na rozmowie przedadopcyjnej, nie rozumiem dlaczego to akurat umknęło Ani uwadze. [/FONT]
  14. [FONT=Comic Sans MS]Witam! Chciałabym wytłumaczyć sytuację, gdyż mam wrażenie że trochę przesadzona została przez Anię_W, która opisała ją na Dogomanii. Prawdą jest, że jestem w zagrożonej i ciąży i mam nakaz leżenia. Oskar od 10 lat (właściwie od 3 mies. życia) ma zdiagnozowaną alergię i potwierdzoną klinicznie astmę, ale od 7 lat sytuacja jest opanowana i b. dobrze prowadzona przez specjalistę alergologa. Problem polega na tym, że ostatni mój pobyt w szpitalu, zupełnie niespodziewany uzmysłowił mi (również ciągnąc ostro po kieszeni) że nie mam opieki [/FONT][FONT=Comic Sans MS]w takich wypadkach [/FONT][FONT=Comic Sans MS]zarówno dla Oskara jak i zwierząt. Wynajęcie całodobowej niani dla Oskara - bo dziecko nie może być samo, nawet to najbardziej samodzielne - to ogromny koszt i niestety opiekuna dla zwierząt również nie mały. Oskar nie może wychodzić z psem na wieczorny - ostatni spacer, dlatego cały czas od powrotu ze szpitala robię to ja. Niestety znów powróciły dolegliwości i krwawienia, które bezpośrednio zagrażają ciąży (nie twierdzę że przez spacer z psem!) i nie wiem czy nie będzie konieczny mój powrót do szpitala. Mój małżonek przylatuje do kraju średnio co 2-3 miesiące i zostaje z nami ok 3 tygodni, ale nie może wziąć sobie urlopu na okres moich ewentualnych pobytów w szpitalu, dlatego muszę wziąć pod uwagę i takie rozwiązanie. Wcale nie jest mi łatwo podjąć taką decyzję, gdyż bardzo przywiązaliśmy się do Marley'a. To BARDZO spokojny pies o najłagodniejszym usposobieniu z jakim miałam do czynienia (niektórzy Dogomaniacy mogliby się od niego uczyć - nikomu nie ubliżając, ja sama też). Nigdy nie zdarzyło mu się napsocić w domu, pewnie z uwagi na wiek, chociaż na spacerkach (zwłaszcza gdy spotyka któregoś z psich kolegów) często zachowuję się jak szczeniak. Zostawał w domu max 8h i nigdy nie nabrudził. Lubi długie spacery, kąpiele i ryż z mięskiem lub puszkę "Darling" którą mieszam mu z karmą Eukanuba (suchą). Nie wiem co robić ... Nie chcę stracić ciąży (pomimo tego że nie była planowana) ani robić Marleyowi krzywdy oddając go. Oskar absolutnie nie chce się na to zgodzić. Jeżeli ktokolwiek ma pomysł jak pomóc to proszę o radę. Chętnie wysłucham wszystkich, jednakże decyzja należy do mnie. Proszę by nie robiono na mnie nagonki, (chociaż staram się zrozumieć i stale tłumaczę sobie zachowanie niektórych Dogomaniaków) Ola [/FONT]
  15. Witamy wszystkich serdecznie! Przepraszamy za tak długie milczenie, ale wciąż pozostajemy bez internetu i korzystając z okazji odwiedzin u rodzinki postanowiliśmy skrobnąć kilka słów. Marley wręcz cudownie sprawdził się w roli psa do spacerków na którego czekaliśmy. Wreszcie doczekaliśmy się poznania jego pogodnego usposobienia i przekonania się o jego temperamenciku. Czasem zdarza mu się hasać jak szczeniakowi a czasem wygłupia się i przekomarza z nami. Zaczął nawet spoglądać łaskawszym okiem na karmę z Eukanuby i Royala. Naprawdę, cieszymy się, że jest ;) pozdrawiamy Oya, Ozzy i Marley (oraz Żabon Regis :)
  16. Chłopaki bardzo dużo czasu spędzają razem i ... trochę im zazdroszczę, ale to na mnie padło zarabianie na dom. Przytulaczek z niego niemożliwy prawdę mówiąc jedyny w swoim rodzaju. Spędza jednak największą część doby na spanku. Dostaje leki dla psich seniorów Dr. Seidla i dezotabs - świetne na paskudny oddech i psi zapach. Do jakichkolwiek zabaw prawie wcale się nie garnie a zapraszany łypie na nas zdziwionym okiem i głęboko w nosie mając nasze próby wkłada łepek pod pachę lub dłoń, z wyraźnym nakazem zdawać by się mogło: "proszę głaskać i się nawet nie wygłupiać, ja nie szczenię przecież!" Oceniać jego zachowanie i cechy charakteru ośmielę się po miesiącu gdy pobędzie u nas dłużej i na dobre się zadomowi. Jedno jest pewne łasuch z niego 1 klasa - spasował nam idealnie bo my też nimi jesteśmy a i Korsie nie pozwala już podkradać z michy :) Haa! No i nie daje się tak łatwo oszukać z podawaniem leków ;) Wysłałam kilka mmsów z fotkami ale nie mam pojęcia czy doszły. Zmykamy spać ... Najprawdopodobniej we środę lub czwartek nabazgrolimy cosik znowu. Pozdrawiamy!
  17. Witamy Strasznie nam przykro że ze wspólnego spaceru nic nie wyszło ... stomatologia funkcjonuje w innej czasoprzestrzeni. Posłałam Ani kilka fotek póki co ... może w czwartek mi się uda jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli i pozałatwiam wszystko związane z transportem części samochodowych na warsztat, ale po co to piszę ? ... U nas wszystko w porządku. Marley zjadł 2 potężne michy ryżu z wątróbką i warzywami /wsypałam do niego zgniecione witaminy i udało się!/ i leżakuje ... Za jakiś kwadransik będziemy się zbierać na spacerek.
  18. Dzisiaj wszystko w jak najlepszym porządalku. Chłopaki spędzili kolejny dzień sami, bo ja tradycyjnie ... w pracy :) Spacerowaliśmy prawie pół godziny po moim powrocie do domku z pracy i miałam wrażenie że całkiem mu się podobało. Zaczęłam mu podawać witaminki dla seniorów i Dezotabs na oddech i pozbycie się zapachu "wiatru" i jakby lepiej. Tyle że kombinujemy żeby je podać na różne możliwe sposoby, a to w kulce białego sera, to zaś w smakołyku lub w kiełbasce. Dziąsełka mu krwawią a ząbki ma w strasznym stanie i niektóre "ledwo się trzymają" ale na wszystko przyjdzie pora, więc i to podleczymy 3majcie za nas kciuki
  19. Hurra! Znalazł się! Znalazł się! Znalazł!!! W górę serca! Jest i to ... tylko proszę ... nie stukajcie się po głowach i nie róbcie zdziwionych min : za telewizorem ... Bosz ... całkiem mi rozum odjęło już chyba ale ... to tylko dowodzi że ja zakręcona (albo trza mi urlopu!) a psiak ma kłopoty ze słuchem :( Cóż ... Dziękuję Wszystkim którzy nam z takim zapałem pomagali zwłaszcza Straży Miejskiej i przepraszam za osobistego świra ... Jest i będzie dobrze P.S. A gwoli wyjaśnień dlaczego tak długo milczeliśmy: Oskar miał usuwaną torbiel i dłutowaną kość w szczęce i to mnie absorbowało tak bardzo ... a dzisiaj (wczoraj) znów trza było na 12h do pracy ruszyć i w niedzielkę również niestety. Poniedziałek na szczęście wolny i umówieni jesteśmy na spacerek z Anią_W i Megg
  20. Miś - Marley miał na szyi zawiązaną czerwoną bandamkę i obróżkę pchłobójczą To około 7 - 10 letni pies umaszczenia biszkoptowego, nieco mniejszy niż labrador i o delikatniejszym pyszczku POMÓŻCIE PROSZĘ w poszukiwaniach Dzisiaj około 21 wyszedł i nie wiadomo gdzie się udał. Nie znał okolicy. Kontakt tel. 032 276-61-06 lub 0508-453-505 Zabrze
  21. ze mną na komórkę 0508-453-505 jestem cały czas dostępna pod nim. Jeśli ktokolwiek zauważy Marleya a nie ma innej możliwości proszę dzwonić na Straż Miejską pod nr986. POMÓŻCIE, prosimy
  22. NA POMOC! WSZYSCY którzy TYLKO mogą proszę pomóżcie! OSKAR OK 45 MIN TEMU ZAMYKAJĄC DRZWI ZA kolegą NIE zauważył żE Marley wyszedł Z DOMU! SZUKAMY GO WRAZ ZE Strażą miejska, powiadomiliśmy też policje pomóżcie PROSIMY!
  23. Witamy! Marley całkiem się poprawił jeśli chodzi o jedzonko. Miska 2 razy wylizana została do czysta :) Pogoda nie sprzyja spacerom więc i poznawaniu nowych kolegów, ale większość znajomych powiadomiona o nowym psiaku w okolicy i wstępne plany na wspólne spacerki z ich zwierzakami poczynione. A tak z innej beczki: mam pytanko. Czy kiedykolwiek ktoś oceniał wiek Marleya? Ciekawa jestem ile może mieć lat. Ma lekki kłopot z wejściem na 3 piętro, utrzymaniem równowagi i zaćmę, a to typowe dla staruszków. Czekam na książeczkę i koniecznie polecę zrobić mu badania, bo nie chcę bez konsultacji z lek. wet. podawać mu preparatów na wzmocnienie stawów lub innych preparatów, np dla seniorów ras średnich i dużych, bo nie wiem czy mu tym nie zaszkodzę /znajomi podają swoim czworonożnym psim seniorom Artrostop lub Artresan oraz preparaty witaminowe/ Dziękujemy Wszystkim którzy pomogli Marleyowi trafić do nas. To BARDZO KOCHANY PIES i zasłużył sobie na OGROMNĄ DAWKĘ miłości i czułości którą zamierzamy mu dać w takich właśnie ilościach. Oyka i Ozzy Nowe fotki dopiero jak postawię na nowo system, bo mam okropnie zawirusowany kompik :(
  24. Witamy Wszystkich serdecznie! Wczoraj - idąc za ciosem (mam tu na myśli za jednym stresem) - po ostatnim spacerze ok. godziny 21.30 przygotowaliśmy się do pierwszej wspólnej kąpieli. Marley grzecznie poczłapał ze mną pod prysznic i pokornie dał mi się wyszorować. Po kąpieli, wytrzepaniu się i moich usilnych staraniach wytarcia go nieco z wody położył się u Oskara w pokoju (niestety nie chce na legowisku, za to upodobał sobie miejsce przy ażurowym regale - bibliotece, mądry psiak). Po ok. 30 minutach zaczął się trochę trząść więc okryłam go polarowym, bordowym kocem i dałam kilka mięsnych przekąsek w nagrodę za wzorowe zachowanie. Podrzemał ok 2h i przyszedł położyć się przy moim łóżku. Rano nie mogłam się na niego napatrzeć, jest taki śliczny, puszysty i pachnący :) Przespał spokojnie do 7.30 i poszliśmy na krótki - ok 10 minutowy spacerek (lało). Niestety musiałam iść do pracy a do chłopaków (tj. Oskarka i Marleya) przyszedł dziadek. Byli z psiakiem na spacerze ok. 14 (30 min) i po 17.30 (20 min) a później ... zostawili go samego aż do mojego powrotu ok 21.30. Zastałam go śpiącego w dużym pokoju. Nie zareagował na dźwięk otwieranych drzwi, ani - niestety - jeszcze na swoje nowe imię. Na schroniskowe - Misiu - też. Po przywitaniu, smakołyku w ramach przeprosin i przytulankach poszliśmy na spacer i ... znów pieszczoty i przytulanki. Wyczesany i wypieszczony położył się przy mnie, przy biurku i spokojnie pochrapuje. Mamy też i swoje problemy: Marley nie zjadł jeszcze nic treściwego. Ma jedną pełną miskę royala, drugą eukanuby, trzecią z puszką Hill'sa i miskę z wodą i ... nie je. Plastrów szynki kilka i przekąski i ... to tyle póki co. Może potrzebuje jeszcze odrobinę czasu by przywyknąć i - na co liczę - lada chwila coś konkretnego zje. Jutro podsunę mu gotowany ryż z warzywami i mięskiem. Dam znać wieczorem jak minął jego /nasz :multi:/ kolejny dzień. Trzymajcie kciuki. Pozdrawiamy serdecznie Cała Trójca ;)
  25. Miś - Marley był u nas w domu ok 14.00. Przywitał go mój syn z naszym znajomym. Ja w tym czasie biegiem zmierzałam z pracy do domu /z całą kieszenią pełną smakołyków/ i ok. 14.40 mieliśmy okazję się w końcu po raz 1 zobaczyć! Pooglądaliśmy się o obwąchali wzajemnie i poszliśmy na małe siusiu i to drugie wokół bloku. Po powrocie ze spacerku Marley zwiedził i obwąchał mieszkanie, po czym położył się w przedpokoju. Jest trochę smutny i nie chce jeść, ale zakładam że to stres i póki co tęskni za "towarzyszami niedoli" - kumplami ze schroniska. Dam znać co i jak wieczorem. P.S. Cosik nie tak z przepływem informacji: Państwo którzy przywieźli Marleya nie wiedzieli że mam wypisać i odesłać umowę adopcyjną i ... została wypisana na Piotrusia - tego kolegę, który wraz z Oskarem czekał na psiaka u mnie w domu. Jeśli trzeba przepisać tą umowę na moje nazwisko, to proszę o przesłanie druków. O
×
×
  • Create New...