Dzisiaj Bisia się nie popisała. Goniła kota z taką zawziętością, że w końcu dostała po tyłku! Trafił się jej kot, który nie bal się psów i wcale nie miał zamiaru uciekać, tylko się stawiał i Biśka parę razy zaliczyła po nosie, co wcale jej nie zniechęciło, a wprost przeciwnie rozzłościło! odciągnieta , wróciła i nie dawała za wygraną. I niestety resztę spaceru spędziła na smyczy. Oj, chyba muszę być mniej pobłażliwa dla tej gadziny!