Jump to content
Dogomania

Grazyn@

Members
  • Posts

    109
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Grazyn@

  1. Ambereczku Kochany Skarbeczku, dzisiaj mija rok od kiedy Ciebie nie ma, tak bardzo mi Ciebie brakuje i tęsknię za Tobą. Skarbie mój ukochany, dziękuję Ci za wszystko, ściskam i całuję, myślę o Tobie...
  2. Ja kiedy już naprawdę nie chciałam, żeby ktoś je tłamsił i pipkał do Nich, na co One były bardzo łase szczególnie od kobiet, to starałam się unikać kontaktu wzrokowego i przybrać minę w stylu nie dotykaj bo zagryzę - moje psy są łagodne, ale ja nie:); niezbyt to może było grzeczne, ale wychodzę z założenia, że po pierwsze w jakiś sposób chronię psy od różnych zagrożeń, a po drugie psy to nie własność społeczna. Uważam, że takie szelki to dobry pomysł, a ćwiczenie zrobi swoje:)
  3. Mosquitka, ja osobiście zaczęłabym od wizyty u porządnego weterynarza (ogólny serwis, wydotykanie, oczy, słuch, serce, ogólne badania nawet jeśli wetek nie zaleci), aby wykluczyć dolegliwości natury fizycznej. My mimo najlepszych chęci i starań nie zawsze widzimy, że nasze skarbki cierpią. Następnie chyba zamiast wybiegania tam, gdzie robicie to zwykle, w dłuższej wolnej chwili, po prostu pochodziłabym, zwykły wolny spacer, posiedzenie na ławce mimo zimna, aby zobaczyć, jak wtedy zachowuje się; tak, żeby miała czas na poczucie Twojego spokoju, zauważenia, że nic się nie dzieje; może zaproszenie znajomego pieska z poprzedniego miejsca zamieszkania da jakieś wnioski lub spokojny spacer w innym nowym miejscu? Dwa lat to chyba wystarczająco dużo czasu na adaptację do nowego miejsca. Ja a posteriori mogę powiedzieć, że nasze zawsze bardzo intensywnie odbierały nasze emocje, to nic nowego, ale chce powiedzieć, że może warto mieć na uwadze szereg możliwości i stosować drogę eliminacji w rozpoznaniu, jeśli lekarz nic nie znajdzie. Pozdrawiam:)
  4. My mieliśmy nieco inny patent, kosztował 0 zł. Kiedy Amber coraz trudniej chodził na tylne łapki, przednie miał sprawne do trzeciego wylewu, pomagaliśmy Mu dźwigając tylko tył/pupkę i Amber prawie sam nawigował. Otóż, męskie polo rozcięliśmy od dołu, w zasadzie przecięliśmy na pół wzdłuż linii kręgosłupa i z przodu, związaliśmy rozcięte końcówki, a łapki wkładaliśmy do rękawów i wio do góry i na spacerek. Oczywiście rozmiar portek zależy od wielkości psa, Amberek ważył 44kg. Ponadto należy uważać na jąderka, aby były po środku(!) i nie szarpać psem, tylko iść za Nim. Pytałam lekarza czy nie obciąża Mu to stawów biodrowych, czy nie niesie zagrożenia i możemy tak robić, pozwolił. Trudno tak będzie zrobić z psem ważącym 50 czy 60kg, ale u mniejszych może sprawdzić się. Amberek nie mógł mieć nic pod brzuszkiem, gdyż wtedy wysikiwał wszystko nim zdążyliśmy zejść na dół. Wysikiwaliśmy Go opierając pupkę na kolanie i naciskając na pęcherz. Materiał nie powinien rozciągać się, wcześniej używaliśmy bawełnianego prześcieradła złożonego po przekątnej, którego końcówki związaliśmy w pętelki i też były nogawkami. Chodzi o to, aby materiał był miękki i stabilny, nie może być zbyt cienki, żeby nie wcinać się(!). Pozdrawiam:)
  5. Arysku, Skarbie mój, nie ma Ciebie już siedem lat i dwa dni, dołączył do Ciebie braciszek i jesteście teraz razem, a tutaj została pustka i straszna cisza. Bardzo Ciebie kocham i strasznie za Tobą tęsknię. Całuję i ściskam Ciebie mocno
  6. Ambereczku, Skarbeczku kochany, tak bardzo brakuje Ciebie; była taka piękna tęcza...Dziękuję Kochanie i ściskam Ciebie mocno
  7. Dziękuję dwbem, Rottki mają takie słodkie oczka, ale rzeczywiście też ważą nieco. Co do łapek to Amberek nie chodził od dwóch lat, postępowało to stopniowo, ale z każdym wylewem było Mu trudniej. Ponieważ był leżący to pojawił się ostatnio też płyn w prawym płucku, zapalenie płucka, do tego tętniak aorty, niedomykanie zastawki, tachykardia z bradykardią, niedoczynność tarczycy... Wiem, że Jego serduszko wytrzymało bardzo dużo. Ostatnio, kiedy miał ataki widziałam w Jego oczach prośbę o pomoc, żebym coś zrobiła, a ja nic nie mogłam. On mnie nigdy nie zawiódł, a ja Jego owszem, nie umiałam Mu pomóc. Był moim ukochanym psim dzieckiem. Jutro jedziemy do Brna...
  8. Wczoraj wieczorem umarł Amberek - Amber z Rabsztyńskiego Wzgórza, wyżeł weimarski, miał 14 lat i 5 miesięcy. Odszedł na moich rękach, kiedy wracaliśmy od lekarza, próbowałam go reanimować chociaż wiedziałam, że już nie żyje i nic nie można zrobić. Miał bardzo chore serduszko, było już bardzo, bardzo zmęczone i dużo wycierpiało. Amberek był bardzo dzielny, a przede wszystkim wspaniały i niezastąpiony, najpiękniejsze oczy i zmarszczone czółko na świecie. Serduszko było chore, ale było bardzo dobre. Tak bardzo, bardzo Go brakuje. Jest tak nieznośnie pusto i cicho bez Niego. Jest teraz razem ze swoim braciszkiem...
  9. Dziękuję wszystkim za opinie i porady:) zatem, rozmawiałam z właścicielką mieszkania, powiedziała, porozmawia z nim jeszcze raz; sama proponowała mu kiedyś pomoc, ale przyjął ją tak jak naszą. Poinformowałam, że daję chłopakowi czas na ''refleksję" do końca weekendu, w przyszłym tygodniu podejmę stosowne kroki formalne, jeśli nie nastąpi zmiana. Spodziewam się co prawda jednego zakończenia, ale chcę wiedzieć, że wyczerpałam wszystkie możliwości. Zobaczymy. Domek może być i na dzionki i na stałe - wiadomo co lepsze; dowiedziałam się także, że miałaby psie towarzystwo (ludzkie też:)) Osobiście uważam, że to znęcanie się nad psem (dowiedziałam się także paru innych rzeczy!) i nie mogę tego tak zostawić. Dziękuję Wam jeszcze raz:), będę informowała o postępach. Pozdrawiam, Grażyna
  10. Dziękuję, mniej więcej też tak myślałam, porozmawiam jeszcze z właścicielem mieszkania, wiem, że tez martwili się o sunię, jeśli nic to nie da, zostaje druga droga, dziękuję, pozdrawiam, Grażyna
  11. Cześć, potrzebuję Waszych opinii, mnie już puszczają nerwy, a interesuje mnie tylko najlepsze rozwiązanie dla pieska. Kilka miesięcy temu, w mieszkaniu obok zamieszkała śliczna, kochana, mądra sunia, adoptowano ją ze schroniska. Normalnie super, czego chcieć więcej? Marnie szło im od początku, ale przecież uczą się, sama też popełniałam błędy; od słowa do słowa, mała dostała lepszą karmę, poszła do weta, wydawałoby się, że wszystko jest na najlepszej drodze. Pozostał jeden problem. Spacery, a raczej ich brak. Nawet kiedy para mieszkała razem i dziewczyna była w domu, nie oznaczało to, że mała sobie pobiega, po prostu było cicho. Teraz po rozstaniu zaczyna to przypominać więzienie. Chłopak wychodzi do pracy przed 9tą i wraca po 18tej. Niby nie ona mała jedna sama w domu przez tyle godzin, nie ona jedna pewnie piszczy, skacze itp. Nie chodzi o piski i takie tam, to mi nie przeszkadza. Problem polega na tym, że chłopak wyprowadza ja rano na 15-20 min i to samo wieczorem, ostatnie zejście na siku o północy. Tak samo podczas weekendów. Ja rozumiem, że życie towarzyskie, praca są ważne, ale potrzeby małej też. Jeśli nie ma czasu, woli siedzieć i oglądać filmy to po co ją brał? Proponowałam, że możemy ją wyprowadzić w ciągu dnia, ktoś inny, że weźmie ją do domu z ogródkiem, nic. Proponowałam frisbee - mała chyba się do tego świetnie nadaje, może pójść z nią na Błonia, pojechać nad wodę, pobiegać (nie zabiegać na odczepnego) na rowerze. Tyle rozwiązań, a tu nic. Mała siedzi przez tyle godzin sama i piszczy, wyje, żali się. Podkreślam, że nie chodzi o jej płacz, ale o to, że miała mieć dom, a trafiła do więzienia. Już widzę zmianę w jej oczach, jest smutna, a kiedy biega po podwórku to wyraźnie odreagowuje, prostuje kręgosłupek, mam wrażenie, że zmierza to w złą stronę. O co chodzi? Sam nic nie robi, pomoc odrzuca. Mój ma 12 lat, chore serce, kręgosłup, powłóczy łapkami, ale ma więcej ruchu niż roczna sunia. Teraz też płacze - od 19tej chłopak pędzi życie towarzyskie. Proszę Was o opinie i rady. Pozdrawiam, Grażyna:placz:
  12. Myślałam, że tylko ja nienawidzę siebie za to, że byłam niewystarczająco dobra dla mojego Aryska, że nie poświęcałam Mu wystarczająco dużo czasu, że czasem nie panowałam nad sobą, dziękuję Wam, myślicie, że nasze Aniołki są razem, że bawią się ze sobą, że są zadowolone, radosne, nic Je nie boli, nie czują się samotne? Lubię wyobrażać/przypominać sobie Aryska, kiedy bawi(ł) sie z innymi pieskami, był taki zadowolony, przyjazny, radośnie merdał ogonkiem, kłaniał się, popiskiwał, a kiedy nie mógł natychmiast być przy innym piesku, darł się aż do chrypki, kochał inne pieski, był taki cudowny, wspaniały, jedyny, najukochańszy na świecie, tyle mnie nauczył, jest moim mistrzem, tak bardzo chciałabym już tulić mojego Aniołka, Jedynaczka, Króliczka-Królewiczka, tak strasznie tęsknię,
  13. Myślałam, że tylko ja nienawidzę siebie za to, że byłam niewystarczająco dobra dla mojego Aryska, że poświęcałam Mu wystarczająco dużo czasu, że czasem nie panowałam nad sobą, dziękuję Wam, myślicie, że nasze Aniołki są razem, że bawią się ze sobą, że są zadowolone, radosne, nic Je nie boli, nie czują się samotne? Lubię wyobrażać/przypominać sobie Aryska, kiedy bawi(ł) sie z innymi pieskami, był taki zadowolony, przyjazny, radośnie merdał ogonkiem, kłaniał się, popiskiwał, a kiedy nie mógł natychmiast być przy innym piesku, darł się aż do chrypki, kochał inne pieski, był taki cudowny, wspaniały, jedyny, najukochańszy na świecie, tyle mnie nauczył, jest moim mistrzem, tak bardzo chciałabym już tulić mojego Aniołka, Jedynaczka, Króliczka-Królewiczka, tak strasznie tęsknię,
  14. Pisałam wcześniej, ale były problemy, postaram się odtworzyć Bardzo wzruszający tekst, zapewne kiedyś wykorzystam, ale jeszcze za wcześnie. 30 padziernika odszedł mój najukochańszy, najpiękniejszy Aniołek na świecie. Miał pnn, złapał infekcję i tym razem nie udało się. Walczył do tej pory zawsze przez 7 lat, dzielny Aniołek. Wiedział od początku, że umiera, tym razem było inaczej. Ostatnie pół godziny było dramatem. Nigdy tego nie zapomnę i nie wybaczę wetom. Cztery godziny wcześniej powiedzieli, że na dniach trzeba będzie podjąć decyzję. Na dniach nie na godzinach. Nie chodzi o podjęcie decyzji bo do tego przygotowywałam się od 7 lat, ale o to, że cierpiał. Przez pół godziny płakał a ja słyszałam jak prosił, że chce umrzeć, żebym Mu pozwoliła odejśc, umrzeć. Nigdy tego nie zapomnę i nigdy sobie tego nie wybaczę, musieliśmy dotrzeć do kliniki z dyżurem, nie mogę przestać o tym myśleć. Aniołku mój. Dom jest taki pusty bez Niego, taki nienormalny, chory. Arysek był duszyczką, spełnieniem marzeń, jedyny. Codziennie witam się z Nim, głaskam, życzę miłego dnia, mówię, żeby spał sobie spokojnie, smacznie. Nawet po śmierci kilka dni tak pięknie wyglądał, tak pięknie uśmiechał się. Im więcej czsu mija tym mniej rozumiem z tego co się stało. Nie umiem jeść kiedy Arysek nade mną nie stoi, nie kradnie jedzenia, miał taaaki dłuuugi język, wszystko dopadł, zawsze miał oczy jakby miesiąc nie jadł. W domu jest jeszcze Amberek, staram sie o Niego, ale czsem zapominam Go nakarmić, to Arysek miał w sobie zegar i wiedział, że juz 10 czy 15 i stawał przede mną z miną głodzilli. Był niepowtarzalny, jedyny. Nie umiem bez Niego funkcjonować. Nigdy sobie nie wybaczę tego co sie stało. Arystotelesek Pierwszy Wspaniały Doskonały, Cud Miód i Migdały. Śpij mój piękny Aniołku dobrze, brzuszek już Cie nie boli. Teraz Ty opiekujesz się braciszkiem, Barosko też za Tobą tęskni. Zawsze będzisz najukochańszy, jedyny na świecie.
  15. Niestety Brno mogę polecić; Aryseczek musiał odejść 30 pażdziernika i byliśmy tam. Warto, z wielu powodów. To pomaga. Nie mogę zrozumieć dlaczego nie może być tak w Polsce. Ludzie są przemili, empatyczni; jest specjalny pokój do pożegnań z naszymi aniołkami, to bardzo pomaga przetrwać, czas nie jest limitowany, spóżniliśmy się 1,5godziny i nie było problemu. Można patrzeć przez okienko, Pani zapaliła nawet Aryseczkowi świeczkę. Arysek wyglądał tak ładnie, tak ślicznie, jakby spał, uśmiechał się. Ostatni głask, całusek są bardzo potrzebne. Z bólem, ale polecam Pozdrawiam Grażyna
  16. My dzisiaj dowiedzieliśmy się, że mój aniołek ma 3cm guza na śledzionie, przy okazji znaczny obrzęk nerek, jest też coś na wątrobie; nerki od dawna były pod kontrolą, ale poza karmą nic innego nam nie zalecono, badania kontrolne miał co pół roku, do podleczenia nerek, operacja odłożona, jutro ciąg dalszy, a jeszcze wczoraj wieczorem chciał wyeliminować brata, zazdrośniczek szary, ma siedem lat, z tego tylko trzy bez chorób, bez bólu :-( dawno tu nie zaglądałam, ale jedną z pierwszych myśli po informacji była dogomania pozdrawiam
  17. [COLOR=DarkGreen]A czy kogos sedziowal [SIZE=2][COLOR=Red][B]G.Halff-van Bowen[COLOR=DarkGreen]? [/COLOR][/B][COLOR=DarkGreen] Bedziemy wdzieczni za kazda informacje:modla::modla: [/COLOR][/COLOR][/SIZE][/COLOR]
  18. [COLOR=DarkGreen]To sie nazywa szary zawrot glowy:lol: Sliczne:lol: [/COLOR]
  19. [COLOR=DarkGreen]Na powietrzu Amberek pilka, Arysek skakanie na mnie; a w domu ja najbaedziej lubie mowic do Amberka, ze urwe _upke i wtedy on sie cieszy i podbiega mruczac, a Arysek w domu najbardziej lubi krasc jedzenie kiedy mysli, ze nie widzimy i kilka razy udalo mu sie wyprowadzic nas w pole:lol: I jeszcze lubimy spiewac z Amberkiem:lol: [/COLOR]
  20. [COLOR=DarkGreen]Juz raz gratulowalam, ale poniewaz zapodzialo sie gdzies, gratuluje ponownie wszystkim.:Cool!: I tropem Bzumy chwale sie sukcesem mojego Amberka:Cool!::Cool!::Cool!:, ktory na FT zajal drugie miejsce i uzyskal dyplom I stopnia!!! Pozdrawiam[/COLOR]
  21. [COLOR=DarkGreen]Wiem Karenina, ze masz racje; myslalam o kims normalnym. A tak na marginesie to przed chwila myslalam o Twoich pieknosciach:lol: Pozdrawiam grazyna [/COLOR]
  22. [COLOR=DarkGreen]A moge dopisac punkt o zobowiazaniu wlasciciela suki do udostepnienia mi info nt. nabywcy szczeniaka? Oczywiscie przy wyrazonej zgodzie kupujacego? I czy to ma jakas racje bytu?[/COLOR]
  23. [COLOR=DarkGreen]Oliwka i ja tez prosze jesli mozna:modla:[/COLOR]
  24. [COLOR=DarkOliveGreen]Ja tez wszystkim gratuluje:lol:. Sladem Bzumy dodam, ze moj Amberek tez startowal w FT i otrzymal dyplom I stopnia, II miejsce.Ogromnie sie ciesze:multi::multi::multi::multi: i gratuluje wszystkim [/COLOR]
  25. [COLOR=DarkGreen]Fatalnie kiedy sa upasione, ale 40km... Znajoma miala lyzwa, ktory biegal do woli, ile potrzebowal i po osmiu latach poszly mu stawy, wg weterynarza od nadmiaru ruchu; tak jaj ktos napisal, indywidualnosc to klucz do szczesliwego lyzwa; jeden z moich po kwadransie jest wybiegany a drugi dopiero po ok. czterech godz.zaczyna krecic sie przy nodze. Zgadnijcie jaka mamy srednia? Pozdrawiamy [/COLOR]
×
×
  • Create New...