-
Posts
124 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Cerro
-
})i({ Baksymilianowo - Blu i Benji podbijają świat })i({
Cerro replied to Patikujek's topic in Foto Blogi
Powiem szczerze, nie chciałam długowłosego psa, jakoś to przełknęłam w końcu i teraz się nawet cieszę, bo kłaki miękki i łatwo zebrać odkurzaczem. :D Znajomi jak mieli boksera to włosów niby nie było widać, ale powbijane były w każdy skrawek materiału obecny w domu. Szorstkiej sierści i tak zazdroszczę. :P -
Wiele osób nie widziało, dzisiaj na wystawie w Bytomiu znowu mieliśmy "nalot" osób zainteresowanych rasą i prawie spóźniłam się przez to na ring. ;) Sama szczeniaka wzięłam w ciemno, jego matka była pierwszym chodskim, którego spotkałam. 2/3 młodzieżowego championatu za nami ;)
-
Aktywny, bardzo. Sprawny fizycznie... nawet bardziej. :) Ostatnio nauczył się na przykład wchodzić na garaż po samochodzie. :P I ma ban na przebywanie na podwórzu samemu. Hałaśliwy, również bardzo. Teraz już nauczył się dosyć ładnie odpoczywać, ale miałam u niego problemy z wyciszeniem i schizami, głównie gonieniem ogona. Ładnie pracuje, jest bardzo żarty, kocha piłeczki, patyczki i dzieci (gonić, nie tulić), uwielbia się przytulać (byle nie do dzieci). Super ma nochal przede wszystkim i uwielbia węszyć. W ogóle zresztą lubi każdą pracę, na spacerze jak nie ćwiczymy tylko chodzimy to zaczyna się zabawiać w polowanie na zwierzynę... ale jest naprawdę meeega karny i zawsze wraca na zawołanie. Z charakteru taki miły piesek, bardzo spolegliwy, delikatny psychicznie (bo fizycznie to czołg), ale bardzo zrównoważony, stabilny bym powiedziała. Teraz się już mocno przez ten jego pracoholizm wkręciłam w robotę z psem, ćwiczymy bardzo intensywnie i odkąd tych treningów ma naprawdę dużo to w domu po prostu pada i śpi. ;) Więc właściwie już problematyczny nie jest, ale początki były trudne, bo pies biegał mi po ścianach a ja dostawałam piany, non stop coś było rozwalone i zjedzone. :P Ogólnie jestem z niego strasznie zadowolona, chociaż spodziewałam się psa mniej wymagającego... ale też priorytety mi się zmieniły trochę i dzisiaj doceniam ten jego fajny balans między tym jak dobrze pracuje, i jak w gruncie rzeczy łatwy jest na co dzień.
-
Chciałam bezproblemowego psa, z którym będę mogła się pobawić w psie sporty. Wyszło jak wyszło, bo bezproblemowy to on owszem jest, ale przede wszystkim jeśli porównujemy z borderem ISDS. :P
-
Zbierałam się do założenia młodemu galerii od dawien dawna... w końcu się udało. ;) Pod koniec zeszłego roku przywiozłam z Czech małego chodaczka. Rodowodowo chłopak nazywa się ASIOKA Třeštiprdlo, na imię domowe było kilka pomysłów, ale w końcu zostało to nadane przy narodzinach. Nasze pierwsze spotkanie - mały miał 10 dni, oczywiście odwiedziny w hodowli... Czteromiesięczny kawaler, oficjalnie obywatel Polski... Fotka z naszej pierwszej wystawy w klasie szczeniąt: I druga, z zeszłego weekendu, już w klasie młodzieży - po zdobyciu pierwszego tytułu do Championatu. :) Urosło się trochę dzieciakowi, ale już powoli stopuje. ;)
-
Można mieć doświadczenie z trzydziestoma psami i być 'ujowym właścicielem nawet dla cavaliera. Można jako pierwszego psa kupić malinois i świetnie sobie radzić. Wszystko zależy od gotowości człowieka do poświęceń (głównie poświęcenia czasu na szkolenie i znalezienie kogoś, kto wesprze wiedzą i doświadczeniem). Uważam że branie psa innej rasy na przeczekanie, żeby sobie na nim zdobyć doświadczenie, sensu nie ma. Tylko że ja nie mam psa rodzinnego i poświęcam na psa serio mnóstwo czasu, więc mogę sobie mówić. Imo w sytuacji jaką ma Wojna kluczowe jest dobrać rasę do rodziny (i bokser wydaje się mądrzejszy od cane corso), ale też przede wszystkim dobrze dobrać konkretne szczenię. W obrębie rasy też są mniej i bardziej wymagające linie, no i oczywiście łatwiejsze i trudniejsze osobniki.
-
Znałam dwa berneńczyki kupione do stróżowania i oba spełniły swoją rolę, chociaż były raczej łagodne do ludzi - oszczekiwały, w konfrontacji ugryźć by raczej nie ugryzły, ale przy ich gabarytach szczekanie wystarczyło.
-
Pierwsza myśl - namoczyć karmę w wodzie lub na wszelki wypadek (skoro pies wybredny) w rosole, żeby granulki zrobiły się miękkie. Chyba że już tak próbowałaś, bo nie napisałaś. Ewentualnie z surowym jajkiem wymieszać. Albo poprawnie zbilansować dietę gotowaną / przejść na BARF.
-
Berneński pies pasterski? Owczarek staroniemiecki imho nie nada się zupełnie, to praktycznie ON, pies stworzony do bliskiej współpracy z człowiekiem.
-
IPO nie składa się z gryzienia rękawa, to jest zaledwie maleńka część tego sportu. Pies, który gryzie pozoranta w inne miejsca, atakuje kiedy nie trzeba i nie puszcza na polecenie ma marne szanse osiągnąć cokolwiek znaczącego w tej dyscyplinie. Szkoleniowcy IPO - dobrzy szkoleniowcy - to wirtuozi działania na psich emocjach, bo na tym cała obrona polega, na panowaniu nad psem w wysokim stopniu pobudzenia. Ciekawe jak pies patologicznie agresywny do innych psów miałby wykonywać (nudne niekiedy, jak chodzenie przy nodze czy warowanie) ćwiczenia na płycie boiska, gdzie te inne psy są obecne. Baybaro od Dorrinky, pies jednego z najlepszych szkoleniowców w PL, startujący od lat w IPO, bierze udział w zajęciach z dziećmi, gdzie jest klepany i dźgany przez małe łapki w czasie ćwiczeń. To co opowiadasz to abstrakcja dla każdego, kto wie na czym IPO polega. Nie da się tego traktować poważnie i dlatego to mój pierwszy i ostatni poważny post do ciebie na ten temat.
-
Trzy szczeniaki zniknęły, ściągając sobie żelazko na łeb, ale tak naprawdę były łatane po pogryzieniu przez matkę, ale ojciec je zagryzł, a w ogóle to były jenoty. :F
-
Czytać się tego kuźwa nie da. Gryzący szczeniak to agresja na pewno. Psy zagryzają szczenięta, no codziennie. Sukę w kagańcu się dopuszcza do szczeniąt tylko. xD Chyba u pitbulii hodowanych do nielegalnych walk. Tak, tam są problemy. Ludzie w PL się psów tak cholernie boją, że kazdy pcha łapę prosto w paszczę pięćdziesięciokilogramowego blabladorka. Dowód na poparcie tezy - jenoty. Skisłam.
-
Powoływanie się na Ludzie Przeciw Myśliwym... Którzy ściągają swoje "prawdziwe" zdjęcia z całego Internetu... Którzy mają na koncie przekręty i nie robią absolutnie nic dla zwierząt, tylko doją kaskę od naiwnych. Już lepiej wspierać Greenpeace, serio. Myślistwo to nie moja estetyka, ale znam kilka posokowców-dzikarzy i moja sympatia do nich jest wielka. Lepiej położyć te psy na kanapie i doprowadzić kolejne rasy do zatracenia popędów? W moim odczuciu więcej jesteśmy winni psom niż dzikom. A co do zabijania - śmierć jest brzydka. Co z jakością życia? Jestem pewna że większość hodowlanej trzody zamieniłaby się z dzikiem, chyba że w Holandii, gdzie nawet przyszłe kotlety żyją tak jak powinny, znaczy ryjąc w lesie za żarciem. ;)
- 114 replies
-
- gończy polski
- szcze
-
(and 7 more)
Tagged with:
-
O wow, jak super! Dzięki za informację, spytam u weta, bo ocieplenie idzie a u nas kleszcze to jakieś potwory, jak dotąd nic się ich nie ima. :(
-
Wiem że stary wątek, ale wtf... Przecież ten wyżej podlinkowany artykuł nie jest o tym że Bravecto szkodzi. A tu ludzie z jego powodu zmieniają weterynarzy? Już pomijam tę samą tendencję, która występuje wśród ludzi - badania nie budzą ufności, ale opinia grupy na FB jest wystarczająca by odrzucić jakiś preparat raz na zawsze. Nie mam doświadczeń z Bravecto - trafiłam na wątek przypadkiem i to szukając czegoś dla kotów - ale chciałam zwrócić na to uwagę zanim kolejne osoby zmienią weterynarzy. :P
-
Ja już nie wiem, zwykle lubię zimę, ale czekam na wiosnę. Nawet nie przez temperatury, tylko przez to że nie da się oddychać, przynajmniej w moim regionie. xD
-
Cóż, tak, przykro mi to mówić, ale uważam że nie powinno się mieć dzieci, niemowląt zwłaszcza, jeśli zamierza się je zostawiać na jedenaście godzin same w domu i nie ma się nikogo do pomocy przy nich przez ten czas. Wydaje mi się, że polskie prawo się ze mną w pełni w tej kwestii zgadza. I w ogóle każde cywilizowane prawo. :P Jakoś nie odniosłam wrażenia, że Sebaa jest osobą, która zamierza nie mieć życia poza psem i nie wyobraża sobie życia bez niego, bo by nie pytał. Ani nie rezygnował. Ale histeryzujmy dalej jak to niektórzy widzą w psu (i dzieciach!) dodatek i wszyscy są oskarżani o bycie złą osobą. Tym którzy na poważnie uważają, że 11h dnia poświęconych na pracę to nic takiego, nieco współczuję. Albo zazdroszczę, że tak bardzo kochają swoją pracę.
-
W sumie pomijając czynnik psi, który rzecz jasna jest istotny i tak dalej, to niezbyt rozumiem - czemu to sobie robić? 11h poza domem, 7-8h snu, powiedzmy 2h na spacery i jakąś choćby fundamentalną pracę z psem. Zostają 3-4h dziennie na jedzenie, kąpiel, zakupy, sprzątanie, inne zobowiązania, rozrywkę. A to nie jest sytuacja przejściowa, to jest sytuacja mogąca trwać kilka, kilkanaście lat. Nawet jeśli się nie zajedziecie, to jest to raczej dość kruchy układ w którym jak coś się posypie, margines błędu jest niewielki. E: I nie, nie uważam że psy powinni mieć tylko bezrobotni i pracujący z domu, gdyby tak było to bym psa nie planowała. Po prostu 11h to dużo. Ja, licząc dojazdy, pracuję 9h a i tak chyba bym się nie zdecydowała, gdyby nie fakt że mieszkam z czterema innymi osobami w domu i nie wychodzimy do pracy jednocześnie, więc ktoś mi może chociaż trochę pomóc.
-
Tora & Lumpek (oboje za Tęczowym Mostem), ich dwóch i Tajga :)
Cerro replied to *Magda*'s topic in Owczarek niemiecki
Rybki są całkiem sympatyczne, chociaż ja miałam zawsze jakieś banalne w obsłudze (mieczyki Hellera, platki, raz "bardzo skomplikowane" molinezje xD). Było to nawet ciekawe - przy odpowiedniej aranżacji także bardzo ładne - ale ponieważ byłam i jestem w domu jedynym zwierzolubem to akwarium stało w moim pokoju i przy niczym, nawet przy chomiku z ADHD, nie spało mi się tak źle. Do dzisiaj nie wiem czy mój filtr był jakiś wadliwy czy one wszystkie są takie głośne. -
Pies to nie wilk, husky to nie malamut. Ja patrzę na psy, które są hodowane tylko po to, by biegać w zaprzęgu i widzę, co widzę. Ale po to jest różnorodność, by każdy wybrał, co chce. Z mojej strony eot, bo nie widzę sensu w dyskusji o tym, czy krzesło jest krzesłem, czy może fotelem.
-
Genów się nie oszuka i dokładnie dlatego pracujący rodzice to jakaś nadzieja na dobre geny. ;) Przytoczony przez ciebie Bolt miał coś bardzo ważnego, czyli zapał do pracy. Pooglądałam zdjęcia brytyjskich huskych i rzeczywiście - szczupłe, długonogie, może trochę za duże (zwłaszcza psy). Mi się podobają. Rozumiem, że wolisz "miśki" (chociaż nie zgadzam się, że są lepsze do pracy albo bliższe pierwotnym zaprzęgowcom - alaskan husky, do dziś hodowany głównie do pracy, jest właśnie długołapym chudzielcem). Ale to offtop trochę. ;)
-
Trochę mnie dziwi, że szukając psów po prostu ładnych, nie podobają ci się psy z Wlk. Brytanii. Imo Wyspy przodują właśnie w hodowli zwierząt, które się ślicznie prezentują, ale są... niefunkcjonalne. :F Może akurat w huskych jest inaczej. Natomiast mam wrażenie, że możesz się sowicie rozczarować. Też teraz szukam szczeniora, wobec którego mam ambitne plany i z moich rozmów z wystawcami oraz hodowcami wychodzi tylko tyle, że to zawsze jest w mniejszym lub większym loteria. O ile charakter można jakoś przewidzieć, to z ładnego szczeniaka może wyrosnąć pies odstający od wzorca, a z niepozornego przyszły champion. Co innego jak się bierze psa już trochę wyrośniętego. Nie wzięłabym psa po zupełnie niepracujących rodzicach i to niepracujących w sposób adekwatny do rasy - nie mówię, że husky ma od razu przemierzyć Syberię wszerz i wzdłuż, ale fakt, że rodzice choćby raz w tygodniu pobiegają godzinkę w zaprzęgu świadczy o tym, że mają predyspozycje, które mogą przekazać szczeniakom (psychiczne i fizyczne). Wystawy świadczą tylko o urodzie (załóżmy) i umiejętności kręcenia kółek. Jest tyle pięknych ras, których zadaniem jest po prostu bycie pięknym i świetnie się czują w tej roli! Chociaż to pewnie niepopularny pogląd. :F Ale życzę oczywiście, żeby psiaki spełniły wszystkie oczekiwania. A pomysł na przewożenie psów super, podoba mi się bardzo. Dość bezpieczne, wygodne dla obu stron.
-
Interesowałam się jakiś czas temu dość intensywnie SWH, czytałam trochę na ich temat, rozmawiałam z hodowcą. Nie ma chyba psa bardziej lękliwego niż taki, który we wzorcu ma wprost wpisane, że w sytuacjach stresowych może uciekać? Wszędzie podkreślano, że szczeniaka trzeba socjalizować, socjalizować i jeszcze raz socjalizować. Starać się w miarę możliwości i rozsądku ignorować jego lęki, ale nie odpuszczać. Moja dobra przyjaciółka ma dwa sheltie - jeden normalny, drugi strachliwy. Oba wychowywane bez napinki, bez wymagań, z wybiegiem na ogródku, socjalizowane na zasadzie "jakoś się spotkają z sytuacjami dnia codziennego". W domu, w ogrodzie, na ich terenie, wyraźnie widać różnicę charakterów. Dwa kroki za płotem - oba są tak samo przestraszone. Był u mnie dawno temu przez jakiś czas szczeniak ONa z zawalonym... no, wszystkim. Nic nie umiał, gryzł, na smyczy ciągnął, bał się własnego cienia. Wyciągany niemal wbrew sobie na spacery (bał się wyjść z ogródka, do domu ciągnął jak lokomotywa), wożony autem przez rodziców do hałaśliwego zakładu pracy, gdzie przewijało się mnóstwo ludzi, zapoznany z dorosłym samcem znajomych i śmiertelnie przestraszony przez mojego kota, poprawił się przez tydzień tej nieudolności tak bardzo, że człowiek, który przedtem chciał go wywieźć do schroniska (i tylko dlatego go zgarnęliśmy, bo na psa nie byliśmy gotowi w ogóle), nagle zapragnął go z powrotem i miał psa do końca życia. Psa bez traum na tle spacerów, ludzi, kotów, samochodów, psów czy hałasu. Widziałam wczoraj szczeniaczka JRT na dworcu, wleczonego przez właścicielkę na szelkach (w jednej ręce smycz, w drugiej walizka, pani się spieszyło). Szczeniaczek ledwo stał na nogach, bo mu się rozjeżdżały na wszystkie strony na śliskiej podłodze i widok był raczej przykry. Empatia - żadna. Można było przecież iść wolniej, podnieść psiaka, trochę się nim przejąć. Z drugiej strony - pies był skupiony na tym, żeby stać i nadążyć, na przestraszonego nie wyglądał. Moje doświadczenia nie są jakieś wielkie, ale z tego, co widzę, patrząc z boku - nie ma co liczyć, że pies, który niczego nie zobaczył, zachowa się super w każdej sytuacji, bo nie jest znerwicowany. Chyba jednak szanse na to, że zafundujemy psu życiową traumę, bo się czegoś trochę przestraszy, są mniejsze. Zresztą, co to w ogóle znaczy "za dużo"? Według jakiej skali to mierzyć? Jeśli wiem, że będę z psem regularnie jeździć pociągiem, samochodem, poruszać się w tłumie ludzi, sypiać w obcych miejscach, to mam to wszystko odpuścić z nadzieją, że wychowam go na swoim przedmieściu, wśród ciszy, spokoju, zielonej trawki i będzie fajnie? Pytam poważnie, bo im więcej się dowiaduję, tym bardziej nabieram przekonania, że socjalizacja jest tysiąc razy trudniejsza od tych wszystkich diet i szkoleń, o których tyle się mówi. Ludziom, mieszkającym w miastach, jest jednak prościej, bo i samochody jeżdżą pod oknem, i ludzie wrzeszczą za ścianą, i nawet jak się nic nie robi, to szczeniak czymś tam nasiąknie. U mnie co prawda zobaczy krowę, bo się pasie po drugiej stronie ulicy, przyjazne psy ewentualnie pospraszam na ogródek, ale samochód usłyszy trzy razy dziennie i z daleka, bo dom od drogi dzieli ładne kilkadziesiąt metrów.