Jump to content
Dogomania

Isiak

Members
  • Posts

    11531
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    6

Everything posted by Isiak

  1. Isiak

    podatek za psa

    U nas (Pszczyna) od kilku lat zniesiono podatek od psa, pod warunkiem, że jest on szczepiony przeciwko wściekliźnie. Wcześniej było tak, że psy z opłaconym podatkiem miały darmowe szczepienie. Ale ludzie nie pacili podatku i nie szczepili psów, aby nie wyłapano, kto nie płaci podatku. Radni stwierdzili, że wolą mieć mniejsze dochody dla miasta, ale za to zaszczepione psy. I podatek zniesiono dla psów regularnie szczepionych.
  2. Dziękuję, już pędzę zmieniać tytuły :evil_lol: I mam jeszcze jedno pytanko - czy trzeba gdzieś zgłaszać zakończone aukcje, żeby zostały usunięte i nie zaśmiecały bazarku?
  3. Proszę o podpowiedź, jak dopisać w tytule wątku, że aukcja została zakończona? Kiedy edytuję post, umiem zmienić tylko jego treść, a tytułu nie. Zakończyłam już kilka aukcji i chciałabym dopisać, że to koniec i można je usunąć.
  4. Dziś dostałam odpowiedź na maila, nadal nie ma 30 osób niezbędnych do zarejestrowania Stowarzyszenia :shake: Ja też nie jestem osobą dyspozycyjną, jestem wręcz "uwiązana" w domu z powodów rodzinnych, w moim przypadku nie ma mowy o wyjazdach do Katowic czy innej kilkugodzinnej nieobecności w domu (w pracy jestem pod telefonem gotowa w każdej chwili do startu na wezwanie do domu). Moje życie toczy się wokół domu, pracy, lekarza i okresowo szpitala. Ale mimo to chciałabym w jakiś sposób pomagać. Może choć przez jakieś comiesięczne wpłaty, może przyda się bezpłatne ksero lub dostęp do przepisów prawa. W przyszłości chciałabym stworzyć dom tymczasowy dla zwierzaka. Może w lecznicach na terenie mojego miasta rozprowadzić ulotki o powstającej straży, ludzie nie wiedzą o tym, może zgłosiłby się ktoś chętny? Czy nie możnaby nagłośnić tego na różnych psich forach poświęconych różnym rasom, forach kocich i innych? Ja zaglądam na "serwis cavalierów" i "cavalier i king". Mogłabym tam szepnąć słówko (albo raczej głośno zatrąbić) :-) Całym sercem jestem za powstaniem straży, to szansa na to, żeby wiele zmienić. Bardzo, ale to bardzo rozczarowałam się działaniami TOZ-u, liczę na to, że straż będzie bardziej skuteczna. A propos - ciekawa jestem, czy osoby bezpośrednio zaangażowane i kordynujące całe to przedsięwzięcie zaglądają do tego wątku? Czy tylko Besa?
  5. Ze statutu: Członkowie, ich prawa i obowiązki § 10 Członkowie Stowarzyszenia dzielą się na: zwyczajnych wspierających honorowych Członkiem zwyczajnym może być pełnoletni obywatel Polski lub cudzoziemiec, zamieszkujący na stałe w Polsce i przyjęty na podstawie złożonej deklaracji - uchwałą właściwego Zarządu Okręgu. Dowodem formalnym członkostwa jest legitymacja członkowska. § 11 Członkiem wspierającym może być osoba fizyczna, osoba prawna lub instytucja zainteresowana merytoryczną działalnością Stowarzyszenia, która zostanie przyjęta na podstawie uchwały Zarządu Głównego. Członek wspierający deklaruje stałą składkę członkowską oraz inne świadczenia na rzecz Stowarzyszenia. Członek wspierający posiada wszystkie prawa członka zwyczajnego, z wyjątkiem głosu stanowiącego. Członek wspierający może działać w Stowarzyszeniu za pośrednictwem swojego przedstawiciela. Członkami wpierającymi mogą być instytucje krajowe i zagraniczne oraz cudzoziemcy mieszkający zarówno w Polsce jak i poza jej granicami.
  6. Napisałam maila... :p
  7. Wierzyć się nie chce, że takie małe zainteresowanie tym tematem!!! :oops: Tak przynajmniej sądzę po ilości postów. A może wszyscy piszą na maila? Tam trzeba? Trochę "niekumata" jestem :oops: :oops: :oops:
  8. W takim razie jako członek wspierający to ja bym była chętna na 100 %. Niestety, na razie tylko tyle z mojej strony :oops: z powodu sytuacji rodzinnej.
  9. Całym sercem jestem za powstaniem oddziału Straży w Katowicach. Nie wiem ednak, jak można pomóc? Czy poprzez przystąpienie do Straży i opłacanie składki członkowskiej?
  10. Jaka ona śliczna, na kanapę, a nie na łańcuch :shake:
  11. Podnoszę i płaczę, że nie mogę jej zabrać :-(
  12. U mnie jest taka sytuacja, że pies co prawda nie jest w domu sam, bo jest z nim mama, ale ona nie wychodzi z domu. Pracuje na cały etat, ale na szczęście bliziutko domu - 7-8 minut, jak dobrze nogi wyciągnąć :lol: Tak więc sądzę, że nawet, jak będę sama, to pies będzie mógł siedzieć te 8 godzin i 15 minut sam. Obecnie codziennie o 12 w południe, jak ja jestem w pracy, wychodzi z nim na krótki spacerek sąsiadka - starsza pani, która bardzo kocha koty i psy, ale sama nie ma żadnego zwierzaka. Moja sunia ją uwielbia - zawsze czeka już na swoją "ciocię", i chętnie też chadza do jej mieszkania z wizytą przy każdej możliwej okazji - ma tam nawet swój kocyk na kanapie :lol:
  13. [quote name='kofee'] Też mam koleżankę, która od 6 lat po śmierci swojej suni nie chce innego psa, bo pamięta tylko koszmar związany z jej odejściem. Myślę, że to dla tej koleżanki źle, że nowy pies wniósłby wiele dobrego w jej życie. Ale już jej nawet nie przekonuję. [/quote] Straciłam już kilka psów, w różnych okolicznościach. Za każdym razem jest to straszne. Ale zaraz biorę następnego. Czy to świadczy o tym, że jestem nieczuła? Niektórzy tak mogą to odbierać. Każdy pies jest inny, wyjątkowy i najukochańszy. To, że mam następnego, wcale nie znaczy, że poprzednie wyrzuciłam z pamięci. Kocham je nadal i będę kochać. Ale moje życie od niemowlaka zawsze toczyło się wśród psów. Dla mnie dom bez psa nie jest prawdziwym domem. Potrzebuję psiego towarzystwa bardziej niż ludzkiego. I potworną pustkę po odejściu psa może tylko zapełnić drugi pies. Tak czuję, taka jestem.
  14. [quote name='Nor(a)']Lepiej tak niż ma się potem pozbyć/wyrzucić psa który się już przywiązał. Nic na siłę. Bardziej to odpowiedzialne jak dla mnie niż branie bez zastanowienia i całkowitego przekonania o słusznośco decyzji,[/quote] No tak, to prawda... Chyba poniosły mnie emocje... Po prostu te osoby wcześniej wypowiadały się, że chcą psa, i to takiego tylko do kochania... Może dlatego poczułam się rozczarowana, kiedy w konkretnej sytuacji usłyszałam: mnie się nie chce. Ale to prawda, decyzja o wzięciu psa MUSI byc przemyślana i odpowiedzialna. To decyzja na kilkanaście lat. Nie ma sensu upychać na siłę zwierzaków u kogoś, kto tak do końca nie jest przekonany. To zawsze jest ryzyko, że może się nieciekawie dla psa skończyć.
  15. [quote name='Sara']Ktoś może był tak przywiązany do swojego psa że zwyczajnie nie jest w stanie innego przygarnąć, to jest egoizm ? Egoizmem jest chęć posiadania wymarzonego psa , a nie pierwszego lepszego z ulicy ? A może kogoś nie stać na utrzymanie znowu chorującego psa ? To też egoizm ? Gdyby nikt nie kupował rasowych psów wszędzie byłyby kundle. A przecież dążymy do tego żeby kundelków było jak najmniej i żeby miały jak najlepsze warunki !Procent wyrzucanych psów rasowych w stosunku do kundelków jest niewielki.quote] Saro, uwierz mi, akurat te osoby, które miałam na myśli, naprawdę zrobiły sie wygodne. Jedna z nich straciła collie, tricolora, wiele lat chorował. Był do adopcji identyczny collie, 1,5 roczny, spokojny, posłuszny. Bez rodowodu, bo znaleziony w lesie przywiązany do drzewa. Ale koleżanka, mimo, że bardzo ją kusiło, zrezygnowała z powodu - "nie chce mi się już wychodzić na spacery, nie chcę być uwiązana w domu". No cóż... Inna miała kundla, mix spaniela... Też już się jej nie chce... Trudno. A co do kundli ogólnie - zgadzam się z Tobą, jestem całym sercem za ograniczeniem ich liczebności, ale przez ograniczenie liczby miotów, a nie usypianie zdrowych fizycznie i psychicznie psów, których jedynym nieszczęsciem było trafić na nieodpowiedzialnego właściciela. I NIENAWIDZĘ PSEUDOHODOWCÓW TZW. RASOWYCH BEZ RODOWODU!!! Na zachodzie są organizacje, które wybierają odpowiednie dla swoich celów psy ze schronisk i szkolą je np. na tzw. assistance dog (nie wiem, czy dobrze napisałam), psy-pomocników osób niepełnosprawnych. W ten sposób pomagają i psom, i ludziom. Czy u nas jest może coś takiego? Brak właśnie edukacji społeczeństwa, brak wartości wynoszonych z rodzinnego domu... Nie muszę szukać daleko, wystarczy rozejrzeć się w pracy, jaki stosunek do psów mają ludzie. Nie twierdzę, że wszyscy muszą je kochać, ale czy muszą być bierni i obojętni, kiedy widzą, że dzieje im się krzywda? To mnie boli najbardziej, ta znieczulica. I może jestem trochę nawiedzona... zawsze taka byłam i chyba taka umrę :-(
  16. Właśnie, i to mnie też wkurza! Mam koleżanki, które straciły swoje psy (ze starości) i wiem, że u nich pies miałby sie naprawde dobrze. Często im podsuwam fotki nieszczęśliwych psiaków do adopcji, ale zawsze słyszę to samo: eeee, to juz nie będzie mój pies, takiego już nie będę mieć... tyle przeszłam z moim jak chorował, już nie chcę tego przeżywać itp. Z czystego egoizmu i wygodnictwa odmawiają szansy na dobre życie biedactwom! :mad:
  17. Też tak sądzę, że kiedyś napewno! Kilka lat temu ktoś podrzucił meleńkiego szczeniaczka na klatkę schodową naszego bloku. To była mlutka, puszysta biała kulka, sunia, miała może z 5-6 tygodni. To był styczeń, zima. Szczeniak płakał strasznie na klatce, echo się niosło, nikt z lokatorów nosa nie wyściubił. Ja najpierw myślałam, że to dzieciaki znowu tam kwiczą, ale nie dało mi to spokoju i zeszłam na dół. No i co? Łzy mi napłynęły do oczu (zawsze ryczę, jak się wkurzę, taki głupi odruch), malutką na ręce i do domu. I wtedy wszystkie drzwi po kolei się otwierały i padały pytania, co z tym psem zrobię. Chyba ludzie stali pod drzwiami i czekali co będzie, wiedzieli o tym malcu!!!! I nikt wcześniej nie zareagował!!! Wściekłam się jeszcze bardziej, powiedziałam im, że psa zjem, i poszłam. Mieliśmy wtedy dwie nasze seterki. Malucha nakarmiliśmy, i jeszcze tego samego wieczora znalazłam mu (a właściwie jej) dom. Wyrosła na śliczną, szpicopodobną sunię i jest szczęśliwa do dziś.
  18. Kiedyś też miałam dwa psy... ale jakoś wtedy miałam więcej czasu. Mama była jeszcze sprawna, zajmowała się domem, czasem zakupy zrobiła... Teraz na mojej głowie cały dom, praca, mama, która od 3 lat nie wychodzi już z domu, kilka razy tygodniowo miewa ataki przyspieszonego pulsu nawet 160 lub arytmii, codzienne dwukrotne mierzenie ciśnienia, dawkowanie leków, lekarz na każde zawołanie... Mama nie zgadza się na drugiego psa w domu (mieszkanko mamy 38 m2). Byłoby bez problemu, gdyby mogła też z tymi psami wychodzić. A tak, to w południe moją sunię wyprowadza sąsiadka, też starsza, schorowana kobieta. Wszystko przez to, że mama nauczyła moją sukę wychodzić na dwór w południe. Na nic zdało się tłumaczenie, żeby jej tak nie przyzwyczajać, że wystarczy, jak wyjdę rano i potem jak wrócę z pracy (pracuję blisko domu). Teraz pies jest tak nauczony i kropka. A z drugim to już sąsiadka by nie wychodziła :shake:
  19. Tak przeglądam i przeglądam to forum, czytam i czytam, i beczeć mi sie chce. Tyle stworzeń czeka na pomoc! I czuję sie taka bezsilna wobec tego ogromu smutku i nieszczęść. Sama mam psa rasowego, i odczuwam coś w rodzaju kaca moralnego, że zamiast pomóc jakiemuś psiakowi i dać mu kochający dom, kupiłam rasowca. Chyba po raz ostatni w życiu... Nie umiem sobie poradzić sama z sobą :-( chyba wpadnę w depresję... Adoptowałam na odległośc sunię z chorzowskiego schroniska... ale to wcale nie uspokoiło mojego sumienia.
  20. Coś makabrycznego! Ale to było do przewidzenia, że prędzej czy później takie idiotyczne zwyczaje jak sprzedaż szczeniąt i kociąt w sklepach z zachodu do nas przyjdą. Na szczęście w moim mieście tego nie ma, wiszą tylko ogłoszenia o szczeniętach. Jeden gość próbował sprzedawać szczeniaki w swoim sklepie zoologicznym, w tym celu skupował różne bidulki pod wystawami psów (oczywiście wszystkie "rasowe bez rodowodów"). Ale ciężko mu chyba ta sprzedaż szła, bo zrezygnował, a w końcu w ogóle zamknął sklep. Kiedyś została mu nie sprzedana "nowofundlandka" - powiedzmy :shake: Wymyślił cwaniak, że ją pokryje i szczeniaki sprzeda. Na wystawie psów umówił się z jakimś właścicielem niufa na krycie. Jak zajechał do niego z sunią, to tamten wyrzucił go na zbity pysk, jak zobaczył w jakim stanie jest suka - mała, niewyrośnięta, niedożywiona i z krzywicą tylnych nóg, przez co z trudem chodziła. Jak się położyła na gładkiej podłodze, to sama bez pomocy nie umiała wstać. Facet oszczędzał na jedzeniu i witaminach, bo liczył, że szczeniak "jutro się sprzeda". A nie sprzedał się i wyrosło takie biedactwo... To chyba dopiero mój drugi post na tym forum... Na razie tylko czytam i beczę z bezsilności i przerażenia tym ogromem zła i nieszczęść :-(
×
×
  • Create New...